24 stycznia

Powrót do Hogwartu, czyli Harry Potter i Przeklęte Dziecko

Harry Potter. Ach, cóż za nostalgia mnie ogarnia na samo brzmienie tego imienia. Ileż ja godzin spędziłam, czytając książki, oglądając filmy, po nocach zaczytując się w przeróżnych fanfickach. To ostatnie akurat zostało mi na długo po tym, jak cała seria się skończyła, a teraz, przez nową część Pottera w scenariuszowej formie, zaczęłam na nowo oglądać wszystkie filmy. Po latach widzę je w zupełnie innym świetle, i to jest na swój sposób cudowne. Chciałabym też jeszcze raz przeczytać książki, ale to dopiero wtedy, jak kupię sobie ładny pakiecik, może z okładkami od Duddle...

Wstyd przyznać, ale moja przygoda z Harrym zaczęła się dopiero wtedy, jak w podstawówce poszliśmy z klasą na ekranizację "Kamienia Filozoficznego". Z miejsca zakochałam się w nastoletnim czarodzieju i pochłonęłam wszystkie książki o nim tak szybko, jak tylko się dało. Od "Zakonu Feniksa" nikt nie był w stanie mnie oderwać - nawet jadłam przy nim obiad (moja mama wyjątkowo była pobłażliwa w tym jednym przypadku). A teraz nadeszła ósma część kochanej serii i, rzecz jasna, nie mogłam przejść obojętnie obok kontynuacji, której podobno nigdy miało nie być.
HERMIONA: Hogwart jest taki wielki
RON: Wielki. Cudowny. Pełen żarcia. Oddałbym wszystko, żeby tam wrócić.

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko" to nie książka, to dramat. To razi tak bardzo, że nie można tego porównywać z poprzednimi częściami. Po prostu nie da się postawić znaku równości pomiędzy prozą a samymi dialogami. Być może jako sztuka spisuje się znakomicie, ale jako lektura nieco zawodzi. Przez krótkie, lakoniczne opisy ciężko nam poznać na nowo naszych starych znajomych, którzy w końcu dorośli, i zaprzyjaźnić się z ich dziećmi. Nie jesteśmy w stanie wczuć się w ich emocje, ani zrozumieć motywów, jakie nimi kierowały. Dlatego sztuka na deskach teatralnej sceny ma znaczną przewagę - wszystkie te braki mogą nadrobić aktorzy swoim zachowaniem, gestami, mimiką twarzy, pomoże scenografia i odpowiednia muzyka.


Moim zdaniem w pewnym momencie trzeba dokonać wyboru, kim chcesz zostać. I powiem ci, że w takiej właśnie chwili potrzebujesz albo rodzica, albo przyjaciela. Jeśli zdążyłeś znienawidzić rodzica i nie masz przyjaciół, jesteś zupełnie sam, a taka samotność jest bardzo trudna.

Książka zaczyna się od znanej nam już sceny na peronie 9 i 3/4, kiedy to drugi syn Harry'ego - Albus Severus Potter - ma rozpocząć swoją przygodę z Hogwartem. Na początku dialogi wydają się tak bardzo wymuszone, że z przerażeniem przebiegałam po nich wzrokiem. Krótkie urywki z życia szkolnego chłopca miały pokazać, jak bardzo różni się on od ojca. Dla czytelnika to wielki chaos, ale nie mnie oceniać zabiegi literackie. W każdym razie, nie zdradzając fabuły... mogę stwierdzić tylko parę rzeczy. Harry jest fatalnym ojcem. Jego syn jest zamknięty w sobie, ale ma chociaż jednego przyjaciela (aczkolwiek nie takiego, jakiego życzyłby sobie jego ojciec). Nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka, ale to akurat jest bardzo dobre, bo nadaje dziełu sens. Bo treść ogólna "Przeklętego Dziecka" jest całkiem w porządku. Trochę naiwna i naciągana, ale takie samo wrażenie miałam np. oglądając film "Magiczne zwierzęta i jak je znaleźć".  Samymi dialogami i nikłymi didaskaliami ciężko jest przekazać ją lepiej. Wie o tym każdy, kto trudził się  nad słynnymi dramatami jako lekturami... Nie mniej jednak historia pokazuje kilka ciekawych faktów z życia bohaterów, znalazłam w niej nawet sporo zabawnych tekstów i miłego Snape'a (czy to już oksymoron?)

Plotkują, że on jest synem Voldemorta, Albusie.
Okropna, krępująca cisza.
To pewnie bzdura. To znaczy... No przecież masz nos.

Jedyne, co mnie poirytowało to końcówka, kiedy okazało się, że zastosowano chwyt niczym z potterowskich fanficków. Mówię tu oczywiście o wyjawieniu tożsamości tego głównego złego. Na końcu oczywiście przyjaźń, praca drużynowa i miłość zwyciężają, ale o naiwności była już mowa gdzieś wyżej. Zresztą cechuje ona całą serię Pottera, co teraz bardzo rzuca mi się w oczy podczas oglądania filmów po raz drugi.

"Przeklęte Dziecko" czyta się bardzo szybko, pochłonięcie tych 360 stron zajęło mi około 4 godzin. Jak już się zacznie, to leci z górki - po prostu szkoda przerywać lekturę, kiedy są w niej tylko dialogi. Mimo scenariuszowej formy, znalazłam w niej tę magię, która zachwyciła mnie w poprzednich częściach, gdy byłam dzieckiem. Może nie w takiej ilości, jaką bym sobie zażyczyła, ale akurat byłam z góry przygotowana na formę książki i nie miałam wobec niej dużych oczekiwań. "Przeklęte Dziecko" jest miłym odświeżeniem naszej miłości, rzuca interesujące światło na alternatywny świat, w którym zwyciężyłaby ciemność, ale może mocno rozczarować, gdy ma się zbyt wygórowane wymagania co do jej treści.

  Ocena: 6/10

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko", J.K.Rowling, John Tiffany, Jack Thorne, wydawnictwo Media Rodzina, rok wydania 2016, s. 368

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger