Kiedy prawie równo rok temu czytałam i recenzowałam Ostrze Zdrajcy, byłam nim zachwycona. Sebastien de Castell zadebiutował książką bardzo w moim stylu. Było niebezpiecznie i brutalnie, ale z humorem; było poważnie i okrutnie, ale przy tym dowcipnie. Ironiczne podejście bohaterów do życia i samych siebie absolutnie mnie podbiło, tak samo, jak i zgryźliwe komentarze, którymi rzucali na lewo i prawo. Dlatego tym bardziej mnie smuci, jak wiele Cień Rycerza traci z tamtego uroku.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy przygodowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantasy przygodowe. Pokaż wszystkie posty
03 czerwca
17 marca
W pewnej dziurze w ziemi mieszkał sobie... "Hobbit", J.R.R. Tolkien
Większość z nas zapewne ma jakieś książki, które okazały się przełomowe z różnych powodów. Być może pomogły nam one w ciężkiej chwili, pozwoliły wyjść z czytelniczego zastoju, uświadomiły coś ważnego czy po prostu to dzięki nim zawdzięczamy to, że staliśmy się czytelnikami. Dla mnie taką ważną, przełomową książką jest właśnie Hobbit.
12 czerwca
W walce o sprawiedliwość. "Ostrze zdrajcy" Sebastien de Castell
Znalezienie dobrej książki bywa trudne. Tym razem jednak nie szukałam, a sama wpadła mi ona w ręce. Zaczęło się od tego, że Ostrze Zdrajcy kupiła Kam. Potem w internecie pojawiało się coraz więcej opinii wychwalających tę książkę pod niebiosa, co tylko bardziej mnie nakręcało, a z drugiej strony nie mogłam nie podejść do tego sceptycznie. Jednak kiedy Kam zaczęła czytać i napisała mi, że to chyba faktycznie będzie genialne, wprost nie mogłam się doczekać, gdy książka trafi w moje ręce.
Ostrze Zdrajcy już swoimi pierwszymi stronami pokazuje nam, czego możemy się spodziewać. Przede wszystkim będzie niebezpiecznie, ale i dowcipnie; będzie poważnie i brutalnie, ale z humorem. Dawno już tak nie uśmiałam się przy żadnej książce, jak przy tej. To cudowny poprawiacz humoru, którego siłą są dialogi między bohaterami. A jednocześnie w tle leje się krew. Paradoks, prawda? A może to ja mam skrzywione poczucie humoru. Zacznijmy może jednak od opisu fabuły.
Ostrze Zdrajcy już swoimi pierwszymi stronami pokazuje nam, czego możemy się spodziewać. Przede wszystkim będzie niebezpiecznie, ale i dowcipnie; będzie poważnie i brutalnie, ale z humorem. Dawno już tak nie uśmiałam się przy żadnej książce, jak przy tej. To cudowny poprawiacz humoru, którego siłą są dialogi między bohaterami. A jednocześnie w tle leje się krew. Paradoks, prawda? A może to ja mam skrzywione poczucie humoru. Zacznijmy może jednak od opisu fabuły.
Król nie żyje, a Wielkie Płaszcze zostały rozwiązane. Zamiast podróżować po kraju, by głosić królewskie prawa i wymierzać sprawiedliwość w jego imieniu, Wielkie Płaszcze muszą łapać się każdego nędznego zajęcia, by przeżyć. Nie tak miało wyglądać życie królewskich trybunów, tym bardziej że wszyscy nimi teraz gardzą. Nazywa się ich obdartymi płaszczami, trattari, co jednocześnie uchodzi za największą obelgę, kiedy chcesz obrazić sąsiada. Troje z nich, Falcio, Kest i Brasti, zatrudnili się jako straż przyboczna szlachcica, który wciąż zalega im z wypłatą. Na domiar złego muszą go pilnować podczas jego sypialnianych schadzek. Niestety nie są najlepszą strażą przyboczną, bo ich pan ginie już na pierwszych stronach. Czy mogłoby być gorzej? Cóż... tak.
Jeśli lubicie, gdy bohaterowie mają wciąż i wciąż pod górkę, to ta książka jest dla was. Nasza trójka ciągle wpada w jakieś kłopoty, przy okazji dostając niezłego łupnia. Niewątpliwie głównym bohaterem książki jest Falcio, z którego perspektywy prowadzona jest narracja. To człowiek niezwykle oddany i lojalny królowi nawet po jego śmierci. Gdy ktoś powie choćby jedno złe słowo na jego temat, to jemu zupełnym przypadkiem pojawia się szpada w dłoni. Mimo wszystkich przeciwności losu i tego, że nikt już nie wierzy w Wielkie Płaszcze, to on wciąż próbuje postępować zgodnie z zasadami. Kest to mistrz miecza, którego charakter pokrótce można opisać tak, że gdy stanie przeciwko niemu armia ludzi, którą musi pokonać, to on wyrazi tylko uprzejme zainteresowanie. Jest opanowany do granic możliwości, stoicko spokojny, a jednocześnie lubi testować możliwości swoje i Falcio i sprawdzać, czy przypadkiem przy tym nie zginą. Brasti natomiast nie ma sobie równych w strzelaniu z łuku, ma bardzo luźne podejście do życia i przechwala się na swój temat w mocno przerysowany sposób... szczególnie gdy w zasięgu wzroku jest jakaś niewiasta. Najwięcej czasu antenowego dostał Falcio, przez co pozostałe postacie zostały potraktowane po macoszemu. Liczę jednak na to, że w następnych tomach i pozostali dostaną swoje pięć minut.
Uznałem, że lepiej będzie walczyć z nimi kolejno niż z pięcioma naraz. Prawdopodobnie nie uda mi się na to namówić całej piątki, ale moja niewyparzona gęba wpędziła mnie tyle razy w kłopoty, że wyćwiczyłem się w wywoływaniu entuzjastycznych przepychanek o to, kto pierwszy mi w nią przyłoży
Napisałam o męskich bohaterach książki, ale autor nie pominął też postaci damskich. Kobiety w Ostrzu Zdrajcy mają mocne, silne charaktery, i tak na przykład spotkać możemy okrutną hrabinę, dzielną, rezolutną dziewczynkę czy odważną, lecz nieco zagubioną księżniczkę. Jest też Krawcowa, o której można by napisać osobny akapit. Pisanie o kobietach za bardzo zdradzi fabułę książki, dlatego jedynie napomknę o tym, że są one obecne i nie są biednymi, głupimi idiotkami, które z miejsca chcesz zabić.
Świat, który stworzył autor, jest bardzo brutalny i okrutny. Prawa zwykłego człowieka są ignorowane, a książęta czy król mogą wejść do twojego domu, zabawić się z twoją żoną czy córkami, a potem zostawić cię z mieczem wbitym w brzuch i nikt nie powie słowa. Jesteśmy świadkami bestialstwa, zbędnego okrucieństwa, wyrachowania i przeróżnych potworności, do których dopuszczają się ludzie u władzy. Zdarzają się tutaj mocniejsze opisy, są też sceny seksu, jest dużo walk, zarówno tych przepełnionych finezją, jak i zwykłego mordobicia. I mimo tego, że to powinna być powieść poważna ze względu na to, o czym autor pisze, to ja wciąż i wciąż się przy niej śmiałam. Narracja jest poprowadzona w cudowny sposób, pełen złośliwych uwag i dowcipnych spostrzeżeń. Sami bohaterowie natomiast nadrabiają swoim podejściem życia, autoironią, zgryźliwymi komentarzami pod adresem siebie czy swoich wrogów. Po prostu nie da się z nich nie śmiać albo chociaż nie uśmiechnąć się pod nosem.
Większość strasznych rzeczy, do których dochodzi w tej krainie, nie dzieje się tak naprawdę przez złych ludzi, tylko przez ludzi bezmyślnych
Książka nie nudzi ani przez chwilę. Autor w idealnym tempie ciągnie swoją opowieść, a jego styl pisania jest bardzo lekki i swobodny. Przez Ostrze Zdrajcy idzie się naprawdę szybko i ciężko mi uwierzyć w to, że to był debiut Sebastiena de Castella. Nie ma tu żadnej toporności, żadnego chaosu czy takiego poczucia, że autor nie wie, o czym właściwie chce napisać. Nie — od początku do końca akcja jest przemyślana, są też elementy, które potrafią czytelnika zaskoczyć. Nie dostajemy wszystkich informacji podanych na tacy już na początku lektury, lecz autor stopniowo odkrywa przed nami karty swojej intrygi czy fakty dotyczące bohaterów. Bo o bohaterach też nie wiemy na początku nic. De Castell wrzuca nas po prostu w sam środek ich życia, akurat w momencie, gdy wyjątkowo mocno daje im ono w kość. Czas teraźniejszy autor przeplata retrospekcjami Falcio z okresu, gdy król jeszcze żył, i to też nie wypada w żaden sposób nieporęcznie. Ostrze Zdrajcy nie jest też przepełnione patosem ani śmiertelną powagą, której w fantastyce mnóstwo, ale właśnie jest zupełnie na odwrót, dzięki czemu książka jest bardzo lekka w odbiorze. To świetne fantasy przygodowe, w którym główną rolę odkrywa miecz i szpada, ale w małych ilościach jest też obecna magia.
Jest jednak jedna rzecz, do której muszę się przyczepić, i która nie pozwoliła mi cieszyć się książką w pełni. Autor bowiem tak bardzo wpędza swoich bohaterów w coraz to poważniejsze kłopoty, że wydawałoby się, że są to sytuacje bez wyjścia. A jednak wychodzą cało z każdej opresji. Żyją, kiedy nie powinni przeżyć. Odnoszą rany, owszem, poważne rany, ale nie są w żaden sposób okaleczeni na stałe. Z każdego ambarasu jakoś się uratują, bo zawsze dostaną jakąś niespodziewaną pomoc. Raziło mnie to szczególnie pod koniec książki, bo jak to bywa przy końcówce, to właśnie tam była najbardziej patowa sytuacja. Jest to jedyna wada, która dość skutecznie zepsuła mi wrażenia z książki, ale nie na tyle, by ostudzić moje zachwyty.
Na koniec warto dodać, że Ostrze Zdrajcy to powieść spod znaku płaszcza i spady, i ciężko nie porównywać jej do Muszkieterów. Książka jednak doskonale broni się sama. To kawał świetnej fantastyki, na którą jak najbardziej warto zwrócić uwagę. Ten tom otwiera serię Wielkie Płaszcze, a całość zamyka się w czterech częściach. Ciekawą osobą jest też sam autor. Sebastien de Castell, kanadyjczyk, to z zawodu archeolog, któremu praca przy wykopaliskach szybko się znudziła. Potem próbował swoich sił w wielu zawodach, między innymi jako aktor, muzyk czy choreograf walk. Prawdopodobnie dzięki temu ostatniemu w książce przybliżone są nam nieco techniki walki szpadą. Tak czy inaczej, ja ze swojej strony gorąco polecam Ostrze Zdrajcy i z niecierpliwością czekam na kontynuację.




