19 kwietnia

W świecie światłości. "Czarny Pryzmat" Brent Weeks

W fantastyce bardzo ciężko jest znaleźć jakiś nowy motyw. Na dłuższą metę wszystko się powtarza. Ale nie zawsze chodzi przecież o to, by każda książka była pod każdym względem oryginalna. Liczy się raczej to, w jaki sposób ktoś podziała korzystając ze schematów. Jak wiadomo, jestem miłośniczą Brandona Sandersona. Większość jego książek sprawia, że nie jestem w stanie się od nich oderwać. Seria "Z mgły zrodzony" zrobiła na mnie ogromne wrażenie... ale zaraz, zaraz... dlaczego o tym wspominam recenzując książkę innego autora? Bo widzicie, chodzi o świat. Jest tak inny a zarazem tak podobny!
Wariaci zwykle wierzą w to, co robią. To czyni ich potężnymi.

Kojarzycie, w jaki sposób objawiała się magia w "Z mgły zrodzonym"? Mamy tam metale, które się połyka, a następnie spala, i dzięki temu zyskujemy jakąś konkretną moc przypisaną do danego metalu. Można spalać tylko jeden metal lub być z mgły zrodzonym, a więc móc spalać wszystkie rodzaje metali oraz ich odpowiednio przyrządzone stopy. Nic więc dziwnego, że w miarę czytania "Czarnego Pryzmatu" odnosiłam wrażenie, że skądś to znam. W sadze "Powiernika Światła" bohaterowie posługują się luksynem. Bardzo podoba mi się, kiedy fantastyka kieruje się prawdami naukowymi (wg Wikipedii: luks (lx) określany jest jako oświetlenie wywołane przez równomiernie rozłożony strumień świetlny o wartości równej 1 lumen (lm) padający na powierzchnię 1m2). Podobieństwo między tymi dwoma seriami bierze się z konstrukcji prawd rządzących magią w danym świecie. U Brenta Weeksa chodzi o posługiwanie się falami świetlnymi. Krzesiciele potrafią krzesać konkretne spektrum barwy, najczęściej właśnie jedno mieszczące się w zakresie czerwonego, pomarańczowego, zielonego czy niebieskiego, ale także nadfioletu i podczerwieni. Występują też dichromaci oraz polichromaci (co tutaj odróżnia ich od allomantów będących ograniczonymi do jednego metalu lub wszystkich). Jest też oczywiście "z mgły zrodzony" Pryzmat, potrafiący krzesać całe spektrum barw. Taka osoba jest jednak rzadko spotykana - rodzi się tylko jedna w swoim pokoleniu. Ciekawym rozszerzeniem jest bycie superchromatą, czyli posiadanie zdolności, jaką mają wszystkie niemal kobiety - rozróżnianie najmniejszych niuansów pomiędzy barwami. Idąc dalej w przedstawionym nam świecie, Krzesiciele mają swoje ograniczenia. Muszą przestrzegać pewnego Paktu, który każe im poddać się Uwolnieniu, zanim halo wokół ich źrenic (które pojawia się po dłuższym krzesaniu w konkretnym kolorze) pęknie i oszaleją, stając się kolorakami. Korzystający z luksynu nie mają długiego życia, wymagane jest wiele silnej woli, aby w ogóle dożyli do czterdziestki.

Byłem niegrzecznym dzieckiem. Na szczęście, przebyłem od tamtego czasu długą drogę. Teraz jestem niegrzecznym mężczyzną

Cały ten skomplikowany system magii bardzo mi się spodobał. Jest w tym pewna głębia, a podobieństwo do ulubionej książki w jakiś sposób zachęciło mnie do odkrycia, jak dalej pokierowano tym wszystkim. Tytułowy Pryzmat to Gavin Guile, będący niesamowicie barwną postacią. Ma poczucie humoru, jest przystojny i umięśniony, a wszystkie kobiety są nim zachwycone. Skrywa on jednak więcej niż jedną tajemnicę i to czyni go bardzo ludzkim oraz interesującym, bo poznając w miarę lektury coraz więcej szczegółów nie można wprost powiedzieć, czy to osoba dobra, czy zła.


-Jesteś świetny, Kip. To jak zmęczenie młodszego brata, którego nigdy nie miałam. 
Och, porównanie do młodszego brata. Każdy facet chce usłyszeć coś takiego od pięknej dziewczyny. Właśnie mnie wykastrowała.

Oprócz głównego bohatera w książce jest cała plejada ciekawych postaci. Poznajemy piętnastoletniego Kipa, chłopaka przy kości, którego wychowuje wiecznie zaćpana lub pijana matka. Kip podkochuje się w starszej koleżance, córce farbiarza, któremu chłopak pomaga w dobieraniu kolorów (sam świetnie potrafi je rozróżniać). Jego życie jest dość proste, dopóki na scenę nie wkracza samozwańczy król, zrównując z powierzchni ziemi jego rodzinne miasteczko jako przykład dla innych miast. W ten sposób poznajemy kolejne postacie - czarno-gwardzistkę Karris, którą kiedyś łączyły bliższe kontakty z Gavinem, a która jest niesamowicie zdolną wojowniczką dichromantką, czy kapitana czarnych gwardzistów, Żelazną Pięść. To taki wielki osiłek, który ma poczucie humoru, ale skrywa je pod mięśniami. W historii swoją rolę ma też wcześniej wspomniana córka farbiarza, Liv, którą los splótł na powrót z Kipem . Jednym słowem, jest mnóstwo postaci, które sprawiają że na twarzy wykwita uśmiech.

Niektórzy ludzie wydają się przyzwoici, dopóki nie dasz im niewolnika, bo wtedy okazują się tyranami, biją go i gwałcą. Władza to próba. Wszelka władza i moc to próba.

Jeśli chodzi o fabułę, to jak to zwykle bywa w książkach fantasy na horyzoncie majaczy nam wojna. Armia króla, który zgładził miasteczko Kipa, postanawia przejąć "należne" im tereny korzystając z koloraków, którzy dawno powinni zginąć. Taka walka z systemem, który dla nikogo nie jest dobry, ale pozwala zachować równowagę jest klasyczna w swoim obrocie. Chodzi o to, że naprawdę nie wiadomo, kto ma rację. Metoda jaką jest wojna stanowi niefortunny pomysł, ale chęć życia mimo zbyt intensywnego krzesania i przez to pękania halo, to bardzo zrozumiały motyw do buntu. 

-Dobrze - powiedział Kip. - Przynajmniej mamy tu nad czym popracować. Jak na pocałunek wyszło to trochę niezdarnie, ale rozumiem twój zapał. I rozumiem, że jak ma się taki pysk jak twój, to nie często nadarza się okazja do ćwiczeń. Ale powiedziałem, żebyś mnie pocałował w tyłek. W tyłek. Nie w twarz. Tyłek. Twarz - Kip wskazywał odpowiednie części ciała. - Jest różnica. Spróbuj jeszcze raz, ale tym razem z uczuciem.

W książce cały czas coś się dzieje. Brent Weeks nie pozwala nam się nudzić rzucając nas od stolicy do Krwawej Puszczy, od ośrodka nauki do pola bitwy. Jest pełno intryg, moralnych dylematów, konfliktów, dramatów... A także humoru, ciętych dialogów, romansów, chemii między bohaterami. Seria Weeksa ma wszystko to, co lubię w fantastyce. Po prostu chce się ją czytać i przeżywać to, co rozgrywa się na kartach książki. Nie powiem, żebym przebrnęła przez tą cegłówkę bardzo szybko, raczej w średnim tempie. Ostrzę jednak zęby na następny tom, który jak już zauważyłam jest o jakieś 200-300 stron grubszy. Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam długie serie, w których mogę przywiązać się do bohaterów. A bohaterów, jakich wykreował autor, nie sposób nie polubić.

Ocena: 8/10
"Czarny Pryzmat", Brent Weeks, MAG, 2017, s. 784

2 komentarze:

  1. podoba mi się ten system magii, chętnie przeczytam. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest naprawdę ciekawy i użyteczny! Z luksynu można stworzyć mnóstwo rzeczy, a każdy z kolorów ma trochę inne właściwości. Im głębiej w historię, tym bardziej dopracowany staje się system. Polecam i pozdrawiam!

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger