13 marca

13 marca

Ten setny post, czyli co mi dało blogowanie


Dzisiejszy wpis jest setnym na tym blogu. Spostrzegłam to przedwczoraj z niemałym zaskoczeniem, bo nawet nie wiem, kiedy dobiła mi ta magiczna setka. A ponieważ pierwsze urodziny bloga potraktowałam bardzo po macoszemu, to pomyślałam, że chociaż ten setny wpis potraktuje porządnie, no wiecie, jak na dobrego blogera przystało. Dzisiaj nie będzie więc o książkach, a o blogowaniu i o tym, co mi ono dało. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.

Blogowanie jest czymś, co polecałabym każdemu, kto ma jakieś hobby i chce się nim dzielić. Bo to nie tylko rozmowy o tym, co nas łączy, ale też kolejna pasja, jaką jest samo prowadzenie bloga — planowanie kolejnych wpisów, wymyślanie fajnych tematów czy po prostu pisanie. To poszerzanie swoich horyzontów, a przede wszystkim pogłębianie wiedzy — bo chyba nic tak nie pozwala wgryźć się w dany temat jak to, że musimy o nim napisać. To jest coś, z czego ja czerpię nieustannie frajdę, bo teraz czytanie książki to nie tylko proces samego czytania, ale też późniejsza jej analiza, szukanie o niej informacji i dowiadywanie się, kto tak właściwie był jej autorem (i nie chodzi mi tu o nazwisko autora, ale o to kim, kim ten autor w rzeczywistości był). To z kolei sprawia, że jako czytelnik jestem uważniejsza i lepiej rozumiem kontekst danej książki, choć wiele mi w tym zakresie jeszcze brakuje. Z drugiej strony trochę tęsknie za spokojnymi czasami, kiedy po prostu czytałam książki i bezrefleksyjnie sięgałam po kolejne.



Śledzenie rynku wydawniczego, blogów i social mediów dało mi z kolei to, że stałam się czytelnikiem świadomym. Wiem, czego chcę, wiem, po co sięgam i z reguły wybieram książki rozmyślnie, zamiast na chybił trafił ściągać pozycje z bibliotecznej półki, jak robiłam to kiedyś. Przyjaciółka zaczęła traktować mnie jak chodzący zbiór informacji, choć przecież wcale nie jest tak, że wiem jakoś strasznie dużo. Ale wiecie, jest w tym i ta ciemna strona medalu, bo orientując się lepiej w jakimś temacie człowiek mimowolnie może zacząć patrzeć na innych z góry. Kiedy uświadomiłam sobie ze zgrozą, że zaczęłam iść w tym kierunku, natychmiast zaczęłam się pilnować, żeby nigdy, przenigdy czegoś takiego nie robić. Przychodzi też refleksja, że każdy z nas czegoś innego oczekuje od książek i nie ma w tym niczego złego. Czytasz Mroza? Dobrze. Lubisz Sparksa? Świetnie! Wolisz Dickensa? Też dobrze. Jeśli już coś polecamy albo doradzamy, to przydałoby się najpierw rozeznać w tym, co dana osoba czyta i czego chce, zamiast na siłę wciskać jej wielką literaturę. Dlatego sama zawsze staram się jak najbardziej obrazowo książkę opisać, żebyście mogli sami zdecydować, czy to, co mi się nie podobało, spodoba się Wam, albo na odwrót. Taki z tym problem, że przez to moje wpisy są coraz dłuższe i zawsze jest to pytanie, czy komukolwiek będzie chciało się to czytać.

Najdziwniejszą rzeczą, jaką zyskałam dzięki blogowaniu jest to, że stałam się takim dziwnym człowiekiem, który robi książkom zdjęcia w różnej, wymyślnej scenografii. Jest to głównie wina instagrama, bo te wszystkie ładne, odpicowane fotki są... no cóż, ładne, i mimowolnie pojawiła się u mnie potrzeba zadbania o własne zdjęcia. I wiecie co? Robienie takich zdjęć jest śmieszne, ale jednocześnie fajne i niesamowicie wciągające, i nic na to nie poradzę, że zaczęłam to lubić. Instagrama zakładałam jako dodatek do bloga, ale teraz w moich myślach funkcjonuje on jako coś zupełnie odrębnego. Poza tym książkowy instagram to kolejni, cudowni ludzie, z którymi można pogadać bardzo na luzie i piszczeć razem ze szczęścia na widok swojej ulubionej książki na cudzym zdjęciu. Ot, taka prosta rzecz, a cieszy. Instagram jest też bardzo przydatny, bo na przykład można zostać ostrzeżonym przed przesyłką książki z dodatkiem brokatu, którą należy otwierać najlepiej w wannie.


Jeśli czytaliście mój wpis z podsumowaniem ubiegłego roku to może pamiętacie, że dzięki blogowaniu minął mi na dobre czytelniczy kryzys, który zaczął się jeszcze przed szkołą średnią. Czasami na różnych fejsbookowych grupach widzę pytanie, czy jest to możliwe, żeby nie czytać przez parę miesięcy, kiedy wcześniej pochłaniało się książki tonami, i jak sobie z tym poradzić. Jak widzicie jest to możliwe i to nawet w czasie o wiele dłuższym. I nie traktujcie tego jako coś złego, jak śmiertelną chorobę, na którą zapadliście, i nie wiecie co teraz począć ze swoim życiem. Nieczytanie książek to nie koniec świata. Są filmy, seriale, komiksy, nawet gry, które są równie wartościowe i bzdurą jest, że dobra gra nie może mieć fabuły i w żaden sposób nie rozwijać. Kryzys w końcu sam minie, a przez ten czas można zainteresować się innymi rzeczami.

Blogowanie to też takie bardziej oczywiste rzeczy, jak doskonalenie swojego warsztatu i dyskusje ze wspaniałymi ludźmi, z którymi łączy nas ta sama pasja. To wspólne emocjonowanie się książkami, wymienianie się wiedzą, polecanie innych książek. Nie wszyscy mamy ten sam gust, dlatego najpierw trzeba go wyczuć, zanim zaczniemy się kierować opinią innych, ale po pewnym czasie bardzo łatwo można stwierdzić, czyją możemy się sugerować, a czyją nie, i to nie dlatego, że opinia jest zła i przekłamana, tylko dlatego, że różnią nas gusta i bagaż czytelniczych doświadczeń. I myślę, że jest to rzecz najzupełniej normalna. Dobrych blogów książkowych jest całkiem sporo i każdy znajdzie wśród nich osobę, której styl i gust najbardziej mu się spodoba.


Obracanie się w książkowej blogosferze wzbudziło we mnie maniakalną potrzebę posiadania książek. Widząc wszędzie te piękne stosiki i coraz to nowsze książki do czytania, które wydają się fajne i które mogłabym przeczytać, można czuć się mocno przytłoczonym i przygnębionym, no bo kurczę, ja też bym chciała je mieć i je przeczytać, a jeszcze tak do tego zachęcają! Książki jednak, jak wszyscy wiemy, są drogie i w starciu książka vs rachunki niestety wygrać musi to drugie. Dopiero po pewnym czasie człowiek mnoży to przez zdrowy rozsądek i zaczyna rozumieć, że sporo tego, co pojawia się na blogach to egzemplarze recenzenckie, a tak naprawdę, to wcale tego nie potrzebuje, że przecież są biblioteki, a w ogóle to chciał czytać coś innego, co planował sobie od dawna. Miejsce w domu kiedyś się skończy, przydałoby się mieć też środki na wymarzony urlop, no i książek się nie zje. Zwalczyć jednak tę potrzebę maniakalnego posiadania jest bardzo ciężko. Mnie się to nie udaje, ale ograniczam. Wiecie, to jak z zakupami: niby nic nie potrzebujesz, a jak przejdziesz się po sklepach i pogapisz na witryny, to i tak w końcu coś kupisz. Równowagę musiałam też znaleźć w zalewie nowości, które atakują z każdej strony. Między innymi stąd moje wyzwanie Czytamy klasykę, ale też dlatego, że ową klasykę zwyczajnie chce znać.

Jak widzicie, o blogowaniu mogę pisać naprawdę długo i rozwlekle, zarówno o jego pozytywnych stronach, jak i złych. Mogę się rozpisać, jak bardzo blogspot czasem doprowadza mnie do szału, bo wciska mi odstęp tam, gdzie go nie chcę, i muszę szukać w kodzie, żeby to poprawić. Ale takie techniczne rzeczy może już wam daruję, bo ten wpis i tak wyszedł strasznie długi. Blogowanie dało mi znacznie więcej dobrych rzeczy, niż tych złych, i bardzo się cieszę, że podjęłam taką decyzję, a nie inną i pewnego grudniowego dnia stworzyłam swoje miejsce w sieci. Trochę mnie smuci, że w nawracających postach o książkowej blogosferze głównie pamięta się o tych rzeczach złych, a mało kto pisze o dobrych. Prowadzenie bloga o książkach potrafi dostarczyć mnóstwa pozytywnych wrażeń. Ja się od tego już uzależniłam i na ten moment nie wyobrażam sobie, że miałabym przestać.


P.S. A tak poza tym, jak pewnie zdążyliście już zauważyć, szablon bloga nieco się zmienił. Mam nadzieję, że Wam się podoba. :)

40 komentarzy:

  1. Świetny wpis, gratuluję setnego posta! Życzę wielu kolejnych ♥ A wygląd bloga bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje :)
    Bardzo mi się Twój sposób pisania podoba i podpisuję się pod wieloma rzeczami, które tu napisałaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulacje - i do następnej setki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby ta druga setka była. Dziękuję. :)

      Usuń
  4. Gratuluję kolejnego pozytywnego aspektu blogowego. :D Tak, wiele jest racji w tym, co piszesz. Jak nie masz bloga albo dopiero zaczynasz to pewne kwestie nie są dostrzegalne, bo dopiero potem je widać. Pojawiają się pewne nowe nawyki, maniery czy zboczenia, jakkolwiek to nazwać. Chociażby z tym zbieractwem książek. Ale bo to tak jest chyba w każdej zrzeszonej mniej lub bardziej grupie osób o podobnych lub tych samych upodobaniach, hobby, że na siebie wpływają i nawet nieświadomie nakręcają. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) No dokładnie z tym zbieractwem. Raz, że jak widzisz tyle książek, to chcesz je kupować, dwa, że społeczność w której się obracasz cię do tego nakręca. Wystarczą nawet dwie osoby żeby się wzajemnie nakręcać. :)

      Usuń
  5. Gratuluję! Życzę dalszej przyjemności w blogowaniu i rozwoju. :D

    P.S. Tak, ten Instagram potrafi człowieka "wciągnąć". Czasem chce mi się śmiać i zastanawiam się, co myślą sąsiedzi jak wychodzę z książkami do ogródka żeby cyknąć parę fotek. Do tego stoję jak leming, przekładam jakieś duperele, obchodzę z każdej strony... Dla postronnego widza musi to wyglądać na doskonałą komedię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :D

      Tak! Ze mnie się koleżanka nabija jak wchodzimy do jakiegoś sklepu i ja mimowolnie szukam jakiś tanich pierdółek, które ładnie by na fotkach wyglądały. :D

      Usuń
  6. Całkiem sporo zgadza się też z tym, co zauważyłam u siebie dzięki blogowaniu. Fajna sprawa, bo pisząc można sobie pewne rzeczy w głowie poukładać, siłą rzeczy pewne myśli uzewnętrznić i zmusić się czasem do refleksji. Jest jeden czynnik, który działa i siłą rzeczy musi działać, a czasem mi trochę przeszkadza. Obeznanie jako takie z rynkiem wydawniczym, świadomość, że coś się ukaże bądź nie, że są przesunięcia, że serie mają tyle a tyle tomów... to jest fajne, ale czasem zazdroszczę ludziom, którzy nic nie wiedzą o tym, jak działają wydawnictwa i co robią i mają np. miesiąc po premierze niespodziankę, że wyszła nowa część ich ulubionej serii i nic nie wiedzieli. Odciąć się od tego i tak nie odetnę, bo za bardzo chcę wiedzieć z wyprzedzeniem, co się dzieje i co się będzie u nas wydawało, ale bywa, że to trochę uciążliwe :)
    Szablon bardzo spoko, podoba mi się <3 Udanej kolejnej setki postów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to uzewnętrznianie myśli i w ogóle nauka ubierania je w słowa to też kolejny plus blogowania. :) I masz całkowitą rację. Mnie też się to zdarzało, że wchodzę do empiku pooglądać książki, a tam niespodzianka! Kolejny tom fajnej serii. Fajne to było, ale chyba jednak wolę wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy, choć faktycznie bywa to uciążliwe. :)
      Dzięki! :D

      Usuń
  7. Fajnie tak z pasją podchodzić do tego co się robi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytając ten post, miałam wrażenie, że czytam również o sobie, i nie zdziwiłabym się, gdyby pomyślała tak większość z blogerów, którzy tutaj wpadają. Blogowanie to cudowne zajęcia, niezależnie od tego, co się na tym blogu umieszcza, ale jeżeli jesteśmy już w sferze książkowej, to muszę przyznać, że zgodnie z tym co piszesz, ja sama dzięki blogowi zaczęłam dobierać świadomiej książki. Kiedyś to było takie na chybił trafił, a dzisiaj... jestem nawet bardziej krytyczna (chyba chwilami aż za bardzo :D). Co do zdjęć... również muszę się zgodzić!
    Bardzo ciekawy wpis. Tak poza tym to gratuluję setnego posta. Oby było ich więcej.
    PS. Na sam koniec chciałabym cię zaprosić do wypełnienia ankiety dla blogerów książkowych, ponieważ piszę pracę dyplomową i wyniki będą mi bardzo przydatne, dlatego bardzo proszę o odpowiedź!
    https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLScEMA4KFwdwDaoQ5oUZ6vCmbI2HvVOkM0Y0deGMNYAF9eyK4A/viewform?c=0&w=1

    Pozdrawiam
    #SadisticWriter

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja też u siebie zauważyłam, że stałam się bardziej krytyczna. ;) Dziękuję, a ankietę na pewno wypełnię, bo studenci muszą sobie pomagać. :D

      Usuń
  9. Gratuluję pierwszej setki! Wiele z tego, o czym pisałaś brzmi znajomo. Bez tego chyba nie dałoby się dłużej prowadzić bloga o takiej tematyce ;)
    Co do zdjęć - użyte do tego posta są Twojego autorstwa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nie, ja nie robię takich ładnych. :P Korzystam z darmowej bazy zdjęć - pixabay.

      Usuń
  10. Świetny wpis i piękny wygląd bloga :) Jestem tu pierwszy raz, ale z pewnością będę wracał :) I życzę Ci kolejnych "stówek"!

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafiłam na Twojego bloga niedawno, ale myślę, że zagoszczę na dłużej, ponieważ podoba mi się sposób w jaki piszesz o książkach. Zgadzam się z tym, że blogowanie rozwija umiejętności interpretacyjne przeczytanych publikacji i zachęca do zastanowienia się nad książką. Lubię długie wpisy i zawsze martwi mnie to, że wielu blogerów próbuje się ograniczać w obawie, że ludzie nie będą chcieli czytać recenzji dłuższych niż 500 znaków. Mam jednak nadzieję, że to nieprawda i dobra recenzja zawsze jest przeczytana z przyjemnością, bez względu na objętość tekstu. Mogę się również podpisać pod twoimi słowami o większej świadomości tego, co się lubi. Dzięki blogowi przekonałam się jakie powieści są dla mnie najbardziej interesujące, a jakich gatunków nie trawię. Też cierpię na manię kolekcjonowania książek i również muszę się ograniczać, ale na razie słabo mi to wychodzi. Podziwiam też wszystkie osoby, które umieją robić piękne zdjęcia książkom. Nie mam do tego zupełnie cierpliwości ani pomysłów na takie fotki, więc tym bardziej podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, bardzo miło mi takie rzeczy czytać. :D Ja też wolę długie wpisy i takie też piszę, choć na początku były one o wiele krótsze. Sama jednak się boję, że nikomu nie będzie się chciało tego czytać, ale po prostu nie umiem inaczej. W moim przypadku blog sprawił, że nie tylko stałam się bardziej świadoma w kwestii tego, co lubię, ale też przestałam się ograniczać tylko do czytania fantastyki. :) Mania kolekcjonowania to chyba najczęstszy problem. Ja się zawsze próbuje przekonać, że mam tyle nieprzeczytanych książek w domu i po co mi nowe. Najczęściej działa, ale jak autor jest pewnikiem, albo seria ulubiona to przegrywam na starcie. :)

      Usuń
    2. Z kolei ja zaczęłam ostatnio sięgać po reportaże, a jeszcze do niedawna w ogóle nie interesowałam się tym gatunkiem. U mnie królują kryminały i thrillery, ale staram się co jakiś czas urozmaicać sobie lekturę :) Na mnie działa wyłącznie pusty portfel, inaczej mogę kupować, kupować i kupować :P

      Usuń
    3. O widzisz, to u mnie podobnie, bo też zainteresowałam się ostatnio reportażami, chociaż nie w jakiejś dużej ilości. Nom, pusty portfel to chyba najskuteczniejszy argument. :D

      Usuń
  12. Świetnie. Super podsumowanie - długie i wyczerpujące. Blogowanie rzeczywiście rozwija i dodaje skrzydeł. Szablon masz bardziej przejrzysty, to też na plus. Powodzenia w dalszym blogowaniu!
    www.vaibewitched.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Setny post, fiu fiu! Gratuluję i czekam z niecierpliwością na wpis dwusetny!

    Blogowanie, tak jak napisałaś, może przynieść wiele radości i to nie tylko w momencie jego pisania, ale także potem, gdy przypominasz sobie, że czytałaś tę czy inną książkę i możesz sięgnąć do własnego wpisu, żeby zobaczyć, co o niej myślałaś, co czułaś, na ile zmienił się Twój jej odbiór.

    Co do zdjęć, to u mnie nadal z tym kulawo, przede wszystkim przez brak czasu. Twoje za to zawsze oglądam z przyjemnością:)

    Ograniczenie zakupów książkowych to cel szczytny, choć niemal niemożliwy do wykonania. I prawda, że po dołączeniu do blogosfery czytelniczej zaczęłam wydawać na nie o wiele więcej pieniędzy, z drugiej jednak strony książki to moje główne hobby, więc na co szastać pieniędzmi, jeśli nie na nie?;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam nadzieję, że do tego dwusetnego wpisu dojdzie. :)

      Z tego aspektu blogowania jeszcze nie zdarzyło mi się skorzystać. Może kiedyś, jak powtórzę sobie książkę, którą recenzowałam, to sama to zauważę. Póki co nie wracam do swoich wcześniejszych recenzji, chyba że chce się dobić tym, jak na początku pisałam... :)

      Wiesz, ja głównie korzystam z darmowej bazy zdjęć, swoje wrzucam tutaj tylko wtedy, kiedy chce zaprezentować książkę. Sama nie mam czasu, żeby przygotowywać zdjęcia do każdego posta, no i tak jest wg mnie ładniej. Moje są jeszcze na belce z instagramem na dole. :)

      No w sumie masz rację. :D

      Usuń
  14. Ja ja ja ja uwielbiam długie posty! To pewnie wynika z tego, że lubię czytać. Zawsze mnie wkurza jak ktoś nawali do "recenzji" dziesięć zdjęć, napisze kilka linijek i hej hoł. Tak to się robi na instagramie (który trochę ukradł, moim skromnym zdaniem, pociechę z bloga, bo rzeczywiście dotarliśmy do tego, że ludziom sie czytać nie chce, wolą wszystko streszczone w dwóch zdaniach i tyle). Jednym z największych dla mnie minusów, co sama wspomniałaś, jest to, że jak czytam jakąś książkę, którą wiem, że zrecenzuję, to jednak w trakcie czytania skupiam sie na tym, jak ją przedstawię, co o niej napiszę, w ogóle: jaką mam o niej opinię i to też trochę radochę odbiera. Wprawdzie daleko mi jest do notowania sobie w trakcie, czasem zdarzy mi się coś podkreślić, bądź zrobić zdjęcie (jeśli nie mam ołówka przy sobie) - niemniej wciąż: blogowanie jest super i gratuluję Ci tych stu postów, i życzę kolejnych! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się cieszę, że jednak są takie osoby. :) Mnie to nie wkurza, chyba że zauważę na dole dopisek, że "za egzemplarz dziękuje wydawnictwu"... Chociaż to też nie jest tak, że mnie to wkurza, raczej smuci. Myślę, że instagram nie tyle zabrał pociechę z bloga, co w pewnym sensie zaczął go zastępować, no bo właśnie nikomu się nie chce czytać długich tekstów. Tak samo jest z youtube, na którym też z reguły nie ma długich opinii o książkach, a obejrzenie filmiku wymaga znaczniej mniej wysiłku niż przeczytanie dłuższego tekstu.
      Tak, to jest trochę minus, trochę zaleta, zależy właśnie, jak na to patrzysz. :) Mnie się zdarza notować, nie zawsze, ale jak mam za dużo uwag w trakcie czytania albo jakieś błyskotliwe zdania, które mogłabym wsadzić do recki... no to cóż, notesik jest potrzebny. :)
      Dziękuję!

      Usuń
  15. Ha ha, mam tak samo! Pierwsze urodziny bloga już za mną, a ja właściwie nawet nie świętowałam. Cieszę się, że blogowanie sprawia Ci tyle przyjemności. Ja osobiście jakoś bardziej przekonałam się do Instagrama (bo uwielbiam robić zdjęcia), chociaż początkowo właśnie on był tylko dodatkiem do bloga. Teraz mam wrażenie, że jest odwrotnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zauważyłam, że instagram u Ciebie coraz bardziej rozkwita. :) Ja jednak pozostanę przy blogu, chociaż insta też bardzo lubię.

      Usuń
  16. Gratuluję :) U mnie 100 minęła nawet nie wiem kiedy, ale ja jakoś masowo publikuję (*publikowałam, bo coś mnie dopadła stagnacja ostatnio). Generalnie jak czytam to Twoje podsumowanie, to trochę jakbym czytała o sobie - szczególnie pod względem "zwiększonej potrzeby kupowania/posiadania książek" ;) Co do czytelniczej dojrzałości i samoświadomości to zaczynam to obserwować dopiero ostatnio - początki mojego blogowania miały totalnie inny efekt, kusiło mnie wszystko i w efekcie pochłonęłam masę gniotów lub książek mocno przeciętnych (głównie młodzieżówek). Teraz trochę się otrząsnęłam, wiem na co patrzeć, wiem też, czyje wrażenia pokrywają się z moimi (Ty masz kredyt zaufania na resztę mojego blogowego życia za Magów Prochowych <3 ;)) i w tym roku na razie na żadną słabiznę nie trafiłam. Oby tak dalej, czego i Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :D Właśnie widzę, że ciszej ostatnio u Ciebie i szkoda, bo lubię do Ciebie wpadać. Z tym blogowaniem to miałam na początku dokładnie tak samo, więc myślę, że to opanowanie przychodzi z czasem. :D Aczkolwiek ja nie pochłonęłam tylu gniotów, bo i nie miałam do nich dostępu, w bibliotece za bardzo nie było, a legimi jeszcze nie miałam. :) Och, dziękuje za ten kredyt zaufania. <3 :D

      Usuń
    2. Jakoś przez ostatnie 2 miesiące za dużo się działo. A jak się nie działo, to miałam raczej potrzebę zaszyć się z książką, niż pisać cokolwiek, a tym bardziej publikować na blogu czy fejsie. Instagram umarł śmiercią naturalną razem z moim telefonem (mam juz zastępczy, może to też się zmieni). No, jakoś samo tak wyszło ;) Ale wracam już do żywych w blogosferze, serio ;)

      Usuń
    3. Dobrze to rozumiem... i bardzo się cieszę, że wracasz. :)

      Usuń
  17. Gratulacje! Proszę pisać nadal, bo bardzo przyjemnie się czyta! :) Będę tu zaglądać ! Pozdrawiam :) milkowomi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger