09 lipca

09 lipca

Podsumowanie czerwca


Nadszedł lipiec, a mnie marzy się urlop. Kusi mnie, żeby wziąć teraz ze dwa, trzy dni wolnego, bo taki dłuższy urlop szykuje się dopiero w sierpniu. Za oknem taka piękna pogoda, a tu trzeba kisić się w biurze i wypełniać rubryczki w Excelu... 

Czerwiec był dla mnie miesiącem paskudnym, bo wszystko zaczęło mi się sypać w domu, co z kolei zaowocowało kompletnym brakiem skupienia na czymkolwiek i cały czerwiec właściwie wegetowałam. To tak w kwestii wyjaśnienia, dlaczego w tym miesiącu było tak mało wpisów (tylko 4, czyli najmniej w całej historii mojego bloga), a mnie mniej w internetach. Czytelniczo jakoś udało mi się utrzymać normę, poczytałam też jakieś mangi i postanowiłam zacząć przygodę z komiksami, przy okazji załamując się nad cenami tychże komiksów. Nie powstrzymało mnie to jednak od zamówienia dwóch, które zobaczycie już w stosiku lipcowym. I nie planuję na tym poprzestać. Zamówiłam też trochę mang i tak myślę, że chyba zrobię osobne posty podsumowujące moje przygody z mangami i komiksami. Recenzować oddzielnie ich nie zamierzam (zwłaszcza pojedynczych tomików mang, bo to bez sensu), a chciałabym zaznaczyć jakoś ich obecność, a może i Wam podsunąć coś fajnego. Przewiduję dużą ilość zdjęć. 

A jeśli chodzi o moje perypetie z uczelnią, to zdałam wszystkie egzaminy w pierwszym terminie i żadnej kampanii wrześniowej nie mam, ha! Żeby jednak nie było mi za dobrze, to pracy magisterskiej wciąż nie skończyłam i nie mam szans nawet na obronę we wrześniu, bo mojego promotora nie ma całe wakacje, więc przesunie mi się to na dalszy termin. Strasznie jestem na siebie za to zła, ale nic już nie poradzę, trzeba jakoś przejść z tym do porządku dziennego, spiąć tyłek i w końcu to napisać. 

No i hm... to chyba tyle. :) 




Filmy / Seriale

W czerwcu skromniutko, bo obejrzałam tylko dwa filmy i oba poruszają wątek miłości homoseksualnej. Prawdopodobnie w tym miejscu od razu wiecie, o jakich filmach mówię, bo dużo o nich w internecie. Pierwszy to Tamte dni, tamte noce, który sprawił, że nigdy już nie spojrzę na brzoskwinkę tak samo. Film bardzo ładnie pokazuje uczucia i podobało mi się w nim, że mówi on o miłości w ogóle, a nie konkretnie o związku dwóch facetów. Co prawda to bardzo głęboki film i przez pierwszą połowę przysypiałyśmy, ale potem zrobiło się trochę ciekawiej. Chciałabym kiedyś sprawdzić, jak to wypada w wersji książkowej. Próbowałyśmy też rozkminić z Kam, dlaczego tytuł tego filmu (i książki) brzmi Tamte dni, tamte noce, skoro w oryginale jest Call me by your name i jest to zwrot istotny dla wymowy całego filmu. Nic nam nie przyszło do głowy oprócz tego, że Tamte dni, tamte noce to bardziej chwytliwy tytuł, który od razu sugeruje jakiś wakacyjny romans.

Drugim, zupełnie innym filmem jest Twój Simon, który obejrzałyśmy, jak tylko się pojawił. Tak jak Tamte dni, tamte noce skupiają się na uczuciu w ogóle i jest to poważniejszy film, tak Twój Simon gwarantuje lekki, pozytywny, humorystyczny i przyjemny seans, któremu towarzyszy ogrom emocji. Serio, bardzo przeżywałyśmy to, co się działo na ekranie i często miałyśmy takie poczucie zawstydzenia z drugiej ręki. Twój Simon porusza tematy akceptacji, głównie osób z inną orientacją płciową, ale nie tylko, bo też akceptacji inności w ogóle, porusza temat tolerancji, a przy tym ma bardzo młodzieżowe problemy i mocno idealistyczne zakończenie (wydźwięk właściwie też). Ale po obejrzeniu takiego Simona naprawdę ma się wrażenie, że wszystkie problemy da się rozwiązać, będzie dobrze i każdy w końcu znajdzie na Ziemi swoje miejsce. Tak więc polecam, jeśli młodzieżówkowe klimaty i geje Wam nie straszni. :)

Z seriali obejrzałam tylko jeden odcinek Black Mirror i był to odcinek pierwszy, więc w zasadzie dopiero sprawdzałam, z czym to się je. Słyszałam, że to mocne, i potwierdzam — po pierwszym odcinku nie wiem, czy chce się dobijać kolejnymi.


Na koncie mam cztery książki, dwie mangi i jeden komiks. Miesiąc zaczęłam od skończenia audiobooka Wiedźmin. Ostatnie życzenie, którego słuchałam ze dwa miesiące albo i więcej. Audiobooki u mnie wolno idą, dlatego forma opowiadań bardzo mi odpowiada w tym przypadku ze względu na ich krótką formę. Samego Wiedźmina kiedyś już czytałam, ale nigdy nie doczytałam do końca. Za to audiobooka od Fonopolis gorąco Wam polecam. To słuchowisko i to zrealizowane jak najlepszy film... tylko bez obrazu. :) Potem przeczytałam Narzeczoną księcia i w życiu jeszcze nie spotkałam się z książką, która tak wkręcałaby czytelnika. Czytałam ją w ramach swojego wyzwania "czytamy klasykę fantasy", które ostatnio u mnie umarło. Nie ma to jak zawalić własne wyzwanie... Tak czy inaczej Narzeczona księcia to wznowienie od wydawnictwa Jaguar. Trochę kiczowata ta okładka, z miejsca sugeruje nam jakiś ckliwy romans, ale choć romans jest tutaj istotny, to wiedzcie, że zupełnie nie o to tutaj chodzi. :) Książka bardzo mi się podobała, recenzji możecie się spodziewać jakoś niedługo.




O Wyczarowaniu światła już Wam pisałam, odsyłam do wpisu i polecam całą serię (zwłaszcza paniom!) Odcieni magii jako lekkie, fajne, młodzieżowe fantasy na lato. Głośno teraz o tej serii i tak, jak zwykle uruchamia się u mnie odruch "omijam to, co wyskakuje nawet z lodówki", to tym razem udało mi się ją przeczytać, zanim zrobiła się taka popularna i absolutnie nie żałuję.  Dobra rada: jeśli zdecydujecie się czytać, to przy tomie drugim od razu zaopatrzcie się w tom trzeci. W dwójce na końcu jest taki cliffhanger, że bez tomu trzeciego pod ręką będziecie cierpieć katusze. 

No i na końcu był 451 Fahrnheita, co do którego mam bardzo obojętny stosunek. Ani mi się podobało, ani mi się nie podobało, aczkolwiek nastawiałam się na coś naprawdę dobrego i smutno mi, że tak się to u mnie skończyło. Książka była dla mnie sucha, sztuczna, a obawy autora i przekaz, jaki płynie z tej książki, nie bardzo do mnie trafia. Jest w tym ziarno prawdy, warto się nad tym zastanowić i wziąć sobie kilka spraw do serca, ale zostało to przedstawione w formie strasznej skrajności, która bardzo mi się kojarzy z postawą "nie czytasz, jesteś imbecylem". Wiem, że nie chodziło tu o czytanie czy same książki, ale o oddawanie się prostym rozrywkom i całkowite wyłączenie myślenia, ale jednak to taka właśnie skrajność, która choć typowa dla antyutopii/dystopii, tak tutaj przywodzi mi na myśl taki snobizm trochę. W pełni zdaje sobie sprawę, że jestem raczej odosobniona w swoich odczuciach. :) Recenzja też się jeszcze pojawi i tam napiszę o tym więcej.




Z mang zaliczyłam dwa ostatnie tomy Monstera i pierwszy zeszyt Hawkeye. Monstera jak zawsze przyjemnie się czytało, ale końcówka wywołała u mnie takie "no okej, i to wszystko"? Byłam pewna, że tak zawiła fabuła i tajemnica budowana przez tyle tomów doczeka się bardziej spektakularnego i efektownego zakończenia, a tymczasem wszystko było zadziwiająco proste. Szkoda, że to już koniec, ale zamierzam niedługo brać się za inną serię autora: Pluto. A Hawkeye... no fajny, chociaż czasem chaotyczny i czuję mocną dezorientację, kiedy autorzy skaczą w czasie po wydarzeniach. Zwłaszcza w drugim zeszycie, który przeczytałam już w lipcu.

A co Wy przeczytaliście ciekawego w czerwcu? :)


*Zapowiedzi na lipiec wsadziłam tutaj, mimo że opublikowałam je już w lipcu, żeby utrzymać schemat i ponieważ dotyczą miesiąca następnego.

29 komentarzy:

  1. Na początek od razu powiem, że już cieszę się na kącik/wpis poświęcony mandze i komiksowi ogółem:) Tak jak mówisz, pisanie o pojedynczych tomikach jest trochę bez sensu (dlatego u mnie na blogu mangi pojawiają się zazwyczaj pod postacią jednego zdania w podsumowaniu miesiąca), ale miło będzie przeczytać, co też ciekawego w tej formie literackiej wpadło w Twoje łapki:)

    Mam nadzieję, że sytuacja w domu się uspokoi i będziesz mogła odpocząć i rozluźnić się przy kolejnych ciekawych pozycjach książkowych i filmowych!

    Najciekawszą i zdecydowanie najlepszą pozycją, jaką przeczytałam w czerwcu (a może i w całym roku!) jest „Terror” Dana Simmonsa, którego z całego serca polecam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się z tego cieszę. :) Myślałam, żeby wrzucić to tutaj, ale wydaje mi się, że oddzielnie ich w osobnym wpisie będzie bardziej czytelne. Z góry zaznaczam, że będą to nieregularne posty, publikowane dopiero wtedy, jak mi się nazbiera materiału. :D

      Dzięki. :) Za Terror zdecydowanie będę się brać, bo Simmons to moje tegoroczne odkrycie. Obecnie czytam jego Upadek Hyperiona. :D

      Usuń
  2. "Twój Simon" jest naprawdę dobrze wyreżyserowany :). Po wywiadach widzę, że osiągnęli dokładnie taki efekt jak planowali - np. odczucie nostalgii przez sposób ujęć i barwy. Albo, że aktorzy wcześniej musieli dużo czasu ze sobą spędzić na luzie, żeby potem ich interakcje były bardziej naturalne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zapomniałam o tym wspomnieć. :) Chyba najbardziej mi się podobała sekwencja z wyznaniami, że jest się hetero. :)

      Usuń
  3. Fajnie, że wkręcasz się w mangi (w znaczeniu cierp i Ty ;)). :D
    Mam nadzieję, że w domu sytuacja szybko zostanie opanowana i wróci spokój.

    Zaś co do mnie, to mój czerwiec obfitował w bardzo dobre i dobre książki. Tylko dwie były słabsze, ale tego się po nich spodziewałam.
    Polecić zaś mogę (uwaga nie będzie to fantastyka :)) "Ósme życie..." i "Córki smoka". :)

    Udanego lipca!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mangi wkręciłam się dawno temu, teraz po prostu do nich wracam po dłuższej przerwie. :) Tak, będę cierpieć. Bardzo będę cierpieć. Ale wiesz, książek mi sporo nieprzeczytanych zalega na półkach, to zawsze jakiś pretekst jest, żeby kupić mangi, bo z tymi co mam jestem na bieżąco... :P

      No to dobrze, że czerwiec taki udany. :D Do "Ósmego życia..." już mnie namówiłaś. :)

      Dzięki!

      Usuń
  4. Ja w czerwcu przeczytałam trzy książki, ale za to wszystkie były bardzo dobre. Zdecydowanie polecam "Terror" - zarówno książkę Dana Simmonsa jak i serial nakręcony na jej podstawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super. :) Już drugi raz pojawia się tu "Terror". :D Na pewno przeczytam i potem obejrzę serial, ale zostawiam go sobie na zimę, żeby bardziej wczuć się w klimat. :P

      Usuń
  5. dobrze że napisałaś że tamte dni, tamte noce to film poruszający wątek homoseksualizmu.. już wiem że daruję go sobie, tak samo jak seans z simonem. Jestem tolerancyjna, ale już mam naprawdę dość tego, że ostatnio wszędzie te wątki są wciskane (mam wrażenie że na siłę) czy to w serialach czy w ksiązkach ...
    wiedźmina ja też nie doczytałam, jakoś mi z nim nie po drodze :<
    gratuluję zdanych egzaminów! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę są? Nie zauważyłam, widocznie nie trafiam na takie książki. :) Ale bardziej pomyślałabym nie o wciskaniu takich wątków na siłę, tylko dostrzeżeniu, że osoby z inną orientacją płciową istnieją.
      Wiedźmin przy końcu chyba zaczął mi się nudzić, albo po prostu miałam przesyt już, bo czytałam całą serię ciurkiem. Nie pamiętam już, dlaczego go przerwałam... :)
      Dzięki! :D

      Usuń
  6. Powodzenia z pisaniem pracy magisterskiej, ja swoją broniłam dopiero rok po studiach, tyle czasu zajęło mi jej napisanie :) No i gratuluję zdanych egzaminów :) U mnie czerwiec biedniutki, tylko dwie książki, to jest dopiero bieda z nędzą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Hah, pocieszasz mnie, ale mam nadzieję, że uda mi się zamknąć sprawę do końca tego roku. Strasznie mi to ciąży. :(

      Jak to mówią, jakość przeważa nad ilością, więc mam nadzieję, że chociaż były dobre. :)

      Usuń
  7. Gratulacje zdania egzaminów. Też zawsze najbardziej walczyłem o to, żeby wakacje był dłuższe i chyba za każdym razem, oprócz jednego, się udało. A pracę zawsze jeszcze można napisać. ;)
    Pierwszy raz się spotykam wśró znajomych z taką opinią o Bradburym. No szkoda, ale może Ci podejdą opowiadana, Nie przekreślaj autora, bo jest naprawdę świetny, a krótka treść może być tą, która akurat u niego Cię bardziej chwyci. W tym roku Mag wyda omnibusa z najlepszym zbiorem opowiadań, jaki kiedykolwiek czytałem, czyli "Kronikami" Raya. POlecam bardzo.
    Wszystkiego naj w lipcu. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. :) Też mi zawsze na tym zależało i również tylko jedne wakacje miałam przeznaczone na naukę do poprawek. Tak to jak się coś trafiało, to w semestrze zimowym. Ano można, ale chciałoby się jak najszybciej, tylko coś nie idzie. :)

      Ja już wśród blogowych znajomych znalazłam jedną opinię na nie, więc nie czuję się taka osamotniona, ale wiem, że moje zdanie jest mało popularne. :) Absolutnie nie przekreślam autora! Jak nie zaskoczyło tutaj, to musi zaskoczyć gdzieś indziej. :D Czekam teraz na ten zbiór, o tym którym mówisz, na pewno go przeczytam. :)

      Dzięki. :)

      Usuń
  8. Tamte dni, tamte noce wciąż chcę obejrzeć, ale jeszcze bardziej mi zależy na Simonie, którego już czytałam :) Gratuluję pomyslnej sesji, to najważniejsze! Ja też próbowałam wtrąć czasem na bloga komiksy, ale słabo mi to idzie, za rzadko piszę, żeby zmieścić jeszcze komiks :(

    Dopinguję, żeby zrobić sobie przerwę, a potem dalej oglądać Black Mirror, dozując sobie bezpieczne dawki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam oba. :) Ja sobie wymyśliłam, że o mangach/komiksach będę pisać bardzo nieregularnie, jak mi się ich nazbiera na post. Jeszcze nie wiem, czy będę o nich coś wtrącać tutaj, tak jak zrobiłam to tym razem. :)

      Mówisz? Hm, może faktycznie tak zrobię, ale obecnie już nie chciałam się bardziej dołować, kiedy dołuje wszystko inne. :)

      Usuń
  9. U mnie ostatnio też spadek formy w kwestii czytania, pisania recenzji i udzielania się na blogach, bo obowiązki różne mnie pochłonęły. Co do obrony, głowa do góry, wrzesień to nie tragedia :) Też mam zamiar zacząć czytać komiksy i mangi, nawet mam już pokaźny stosik zgromadzony ale cóż, jeszcze go nie ruszyłam. Oby u Ciebie było inaczej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze pogoda też nie zachęca do siedzenia przed komputerem... chociaż teraz akurat się popsuła, u mnie ciągle leje. Wrzesień to nie tragedia, ale co, jak to nie wrzesień, tylko jeszcze dalej? :D O, to dopinguję do czytania! A co ciekawego masz z mang? W tym się bardziej orientuje, bo kiedyś bardzo siedziałam w mandze i anime, teraz wracam do mangi. Z komiksami dopiero zaczynam. :)

      Usuń
    2. To też nie tragedia, czasami trzeba po prostu złapać oddech i pozamykać sprawy w swoim tempie :) U mnie teraz też pada, ale akurat z tego się cieszę, ponieważ jest susza, więc deszcz naprawdę potrzebny. A mang mam Ajina i Fairy Tail, ale wstyd wspominać, bo nie przeczytałam ani jednego tomu :(.

      Usuń
    3. Dziękuje za te pocieszające słowa. :) Ajina nie znam, ale Fairy Tail długo oglądałam anime, a potem przerzuciłam się na mangę. Całkiem fajne, zwłaszcza na początku, bo potem zaczęło mi się już nudzić, a w mandze zaczął się z tego hentai robić (a przynajmniej mocne ecchi), co wzbudziło u mnie niesmak. Jakoś w tym momencie przestałam to czytać. :)

      Usuń
    4. O nie, skoro potem manga zmierza w kierunku hentai to obawiam się, że też porzucę lekturę. Nie wiem teraz do którego tomu ją kupować :P

      Usuń
    5. Nie pomogę, nie pamiętam, kiedy zaczęło się psuć, ale polecam wpis na Lemurilli. W pełni się z nim zgadzam. :)
      https://lemurilla.wordpress.com/2016/09/01/fairy-fail-czyli-top-5-najwiekszych-odpalow-mashimy-h/

      Usuń
    6. Przeczytałam go sobie sama jeszcze raz i kurczę, jak bardzo ja zapomniałam już, co się w tym FT wyprawiało. :D

      Usuń
  10. Tak, ta okładka od Jaguara jest straszna! Mnie osobiście ta historia nie kupiła: być może w oryginale byłoby lepiej, ale po polsku ten humor autora mi nie siadł, a bez tego całość "leży". Niemniej, rozumiem czemu to się podoba i fajnie jest mieć ją u siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bez tego ta historia leży, to prawda. Dla mnie ta książka była też urocza. :D I jeszcze bardziej śmieszna kiedy odkryłam, jak bardzo autor mnie wkręcił. :)

      Usuń
  11. A ja się cieszę, że 451* Fahrenheita Ci się aż tak nie podobało ;) Czytałam kiedyś na fali fascynacji "starymi" antyutopiami, ale ogólne wrażenia miałam bardzo podobne - nie mój styl, nie moje przesłanie i wszechogarniająca obojętność. Ba, ja nawet swój egzemplarz sprzedałam (to takie paskudne, różowe, stare wydanie w kieszonkowym formacie, które przez brak wznowienia chodziło w pewnym momencie za taką kasę, że... no cóż, mogłam za nią kupić inne książki. Kilka ;)), co pokazuje, że totalnie nie miałam nastroju na powtorki z lektury. Gdy na blogach zaczęły się pojawiać wzmianki o nowym wydaniu, miałam nawet taką chwilę wahania, że "a może...", ale dałaś mi trochę taki kubeł zimnej wody na głowę ;) z przypomnieniem, że jednak nie ma sensu.

    Spokojniejszego, zaczytanego lipca ;) Przynajmniej masz perspektywę urlopu w sierpniu! U mnie najbliżej pewnie październik :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, że pisałaś, że sprzedałaś swoje wydanie i teraz przynajmniej rozumiem, dlaczego. :D Niemniej jednak ja swojego nie zamierzam się pozbywać, bo Artefakty chciałabym zebrać wszystkie i bolałoby to mój perfekcjonizm, gdyby brakło mi jednego numerka. :)

      Dzięki! Oj, to kiepsko. :( I w ogóle teraz nie było szans na jakikolwiek urlop w tych miesiącach wakacyjnych? Współczuję. :(

      Usuń
    2. Aspekt kolekcjonerski jest tu bezdyskusyjny ;) ale do mojego starego wydania sentymentu nie miałam, a do nowego - no cóż, nie zbieram Artefaktów, więc ten wydatek mi odpadnie ;)

      Przez chwilę szansa była; mieliśmy nawet zaplanowany urlop (Czarnogóra i Albania), ale potem mojemu mężowi "odwołali" wolne, więc i ja zrezygnowałam ze swojego, bo przecież dwa tygodnie sama w domu siedzieć nie będę... mam nadzieję, że na jesieni się uda!

      Usuń
    3. To trzymam kciuki za ten urlop na jesieni. :)

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger