Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
08 stycznia
05 stycznia
Czytelnicze i blogowe podsumowanie roku 2018. Drugie urodziny bloga!
Koniec grudnia i początek stycznia to czas wszelkich podsumowań i rozliczeń. Nie inaczej będzie tutaj, i tak oto przychodzę do Was z czytelniczym i blogowym podsumowaniem ubiegłego roku. W moim przypadku koniec roku łączy się z urodzinami bloga. Przedwczoraj mojemu miejscu w sieci stuknęły dwa lata. Dwa lata! Uwierzycie? Bo ja nie.
31 grudnia
Podsumowanie listopada i grudnia
Dzisiaj ostatni dzień w roku i wypadałoby wrzucić jego podsumowanie, ale dla porządku muszę najpierw podsumować poprzednie miesiące. Pierwotnie tego podsumowania miało nie być, bo w ciągu listopada i grudnia przeczytałam całe trzy książki i tak naprawdę nie mam czego podsumowywać. Uznałam jednak, że o takich dołkach czytelniczych też wypadałoby napisać, żeby nikt sobie nie pomyślał, że te blogery to tylko czytają jak maszyny.
05 listopada
Podsumowanie października
Październik był dla mnie w miarę owocny czytelniczo, ale szczerze myślałam, że uda mi się przeczytać więcej. Jednak jeśli do przeczytanych książek dodam przeczytane komiksy, to wychodzi z tego naprawdę zacny stos, z którego jestem ogromnie zadowolona. Skutkiem ubocznym jest to, że obecnie moje chęci do czytania drastycznie spadły i przerzuciłam się na seriale i Civilization V. Staram się nigdy nie czytać na siłę, więc po prostu czekam, aż te chęci mi wrócą.
07 października
Podsumowanie sierpnia i września
W zeszłym miesiącu nie było podsumowania i dlatego tym razem będzie podsumowanie z dwóch miesięcy. Zmieniłam formę tych wpisów, żeby troszkę ułatwić sobie z nimi życie. Zrezygnowałam z bloku filmowego, bo mam wrażenie, że i tak niewiele osób to czyta na blogu książkowym, ale jeśli jednak się mylę, to dajcie znać.
02 sierpnia
Podsumowanie lipca
Jest za gorąco, żeby żyć. W taką pogodę najchętniej leżałabym plackiem na podłodze i gapiła się w sufit. Po części to realizuję, ale sufit szybko się nudzi i idzie w odstawkę na rzecz książki. Wiernie dotrzymuje mi w tym towarzystwa pies, który zazwyczaj kładzie się obok, dokładnie w takim ułożeniu, żeby być na linii wiatraka. Cwana bestia.
09 lipca
08 czerwca
Podsumowanie maja + Targi książki
Minął maj i mamy czerwiec, a co za tym idzie studentów — w tym i mnie — dopadła sesja. Jest to mój ostatni rok i dzięki temu egzaminy miałam tym razem wyjątkowo wcześnie. Większość odbyła się pod koniec maja, co oznacza, że jestem już po. Zostało mi tylko skończyć magisterkę i ewentualnie zmierzyć się z poprawkami, których mam nadzieję, że nie będzie. A potem obrona i... koniec. Bardzo mi z tym nieswojo.
04 maja
Kwiecień w książkach, czyli podsumowanie miesiąca
Kwiecień upłynął mi pod znakiem Sandersona, co przeniosło się jeszcze na początek maja. Reread książek z ABŚ z jednej strony sprawił, że miałam poczucie marnowania czasu na książki, które już czytałam — i to książki, których rozmiary wcale nie są małe. Z drugiej jednak strony, to jest ABŚ. A dla ABŚ warto, aczkolwiek nie wiem, czy przed premierą czwartego tomu zdecyduje się zrobić to ponownie... To jednak troszkę hardcore.
06 kwietnia
Marzec w książkach, czyli podsumowanie miesiąca
Ludzie, wiosna przyszła! I miejmy nadzieję, że już sobie nie pójdzie. Taka pogoda za oknem budzi mnie do życia. Między innymi z tego powodu wiosna jest moją ulubioną porą roku.
Jeśli mam być szczera to zupełnie nie pamiętam, co się u mnie działo w marcu, więc chyba nic ciekawego. Och, wait! Dostałam podwyżkę, więc będzie więcej kasy na książki!
05 marca
Książkowy luty, czyli podsumowanie miesiąca
Luty już za nami, a mi wyjątkowo trudno było wziąć się za napisanie jego podsumowania. Miniony miesiąc upłynął mi znowu pod znakiem chorób. Aktualnie siedzę na zwolnieniu i zmagam się z zapaleniem oskrzeli i nerek. Plus z tego taki, że mam tydzień wolnego na czytanie książek, ale nawet to jakoś kiepsko idzie.
Jeśli kogoś ciekawią moje uczelniane zmagania, to śpieszę poinformować, że udało mi się zaliczyć całą sesję w pierwszym terminie. Bardzo mnie to cieszy, bo poprawki na ostatnim roku studiów są znacznie bardziej stresujące niż zwykle. Moja praca magisterska dalej stoi na pierwszym rozdziale i pewnie będzie tak leżeć, dopóki w końcu nie stanę na nogi. Mimo wszystko znaleźć w tym można i jakieś pozytywy, bo oto moi drodzy nadchodzi wiosna! Za oknem śniegi stopniały i temperatura jest na plusie. Mam tylko nadzieję, że zima postanowi już nie wracać. :)
Filmy
W lutym nie obejrzałam tak dużo, jak w styczniu, ale i tak trochę tego jest. Zacznę od R. I. P. D. Agenci z zaświatów. Film opowiada o zabitych w akcji policjantach, którzy w swoim pozaziemskim życiu pełnią obowiązki w służbie Wydziału ds. Wiecznego Odpoczynku. Szczerze mówiąc myślałam, że to będzie o wiele głupsze, ale jak człowiek nie nastawia się na nic ambitnego, to film potrafi całkiem nieźle odstresować i można się przy nim pośmiać. Dla mnie to taka mieszanka Facetów w czerni i Ghostbusters. Później widziałam Cudownego chłopaka i był to zaiste cudowny film. Wzrusza, śmieszy i pobudza do refleksji, od słodkich scen nie idzie pluć cukrem, a gra aktorska jest świetna. Ogromnie podobało mi się w nim przeskakiwanie na różne punkty widzenia, nawet jeśli jakiś fragment filmu się w tym powtarzał, to i tak oglądało się z przyjemnością.
W kinie byłam na Czarnej Panterze i pewnie nikogo to nie dziwi, bo filmy Marvela to coś, czego nigdy nie odpuszczam. Czarna Pantera zdecydowanie nie jest tym, czego się spodziewałam, ale to i tak nie zmienia faktu, że bardzo mi się podobała. Jak i większość internetu zakrzyknę, że fenomenalne były tu postacie kobiece i w sumie T'Challa był tylko fajnym dodatkiem. Ciężko też określić, kto tu naprawdę był tym złym. Moje jedyne zastrzeżenie dotyczy końcówki, bo spodziewałam się bardziej krwawej. Czarna Pantera nie stała się może moim ulubionym filmem Marvela, ale na pewno uważam go za jeden z lepszych i ciekawszych w tym uniwersum. W lutym widziałam też Kształt wody i niestety jestem jedną z tych nielicznych osób, którym ten film kompletnie nie podszedł. Wszystko jest tam ładne, śliczne i baśniowe, ale po prostu nie kupuje tego romansu i bezpośrednio po seansie byłam bardzo rozczarowana.
Ostatnim filmem, o którym tutaj wspomnę są Okruchy dnia. Obejrzałam je zaraz po tym, jak skończyłam czytać książkę. Ekranizacja bardzo rzutuje na tę powieść, Anthony Hopkins w roli Stevensa jest niesamowity. Są różnice między książką a filmem i oglądając film zaraz po lekturze można dostrzec je jak na dłoni, ale ekranizacja i tak jest fenomenalna. Nie jestem w stanie wybrać, co podobało mi się bardziej. Polecam oba.
Opublikowane teksty
Garść statystyk
Wyświetlenia: 35 890 (było 31 785)
Liczba obserwatorów: 137 (było 131)
Liczba obserwatorów na facebooku: 115 (było 90)
Liczba obserwatorów na instagramie: 612 (było 532)
Co przeczytałam?
Miesiąc zaczęłam od Hyperiona Dana Simmonsa, o którym zdążyłam Wam już napisać w osobnym wpisie. Jestem absolutnie zachwycona zarówno książką, jak i autorem, i na pewno będę chciała poznać więcej jego książek. Drugie moje odkrycia miesiąca to twórczość Kazuo Ishiguro. Bardzo podobała mi się jego debiutancka powieść Pejzaż w kolorze sepii i nie przebiły jej nawet Okruchy dnia, które też zdążyłam przeczytać w lutym. Oprócz tego mam za sobą Silmarillion, który męczyłam całe dwa miesiące. Po jego lekturze chętnie wrócę do Śródziemia na dłużej, a w marcu będę miała ku temu okazję dzięki Hobbitowi. Ostatnią książką, którą mam za sobą jest Mitologia Nordycka Neila Gaimana, którą zaczęłam słuchać w audiobooku jeszcze w zeszłym roku. Najlepiej słucha mi się audiobooków podczas spacerów z psem, ale odkąd zaczęłam chorować, a pogoda za oknem kiepska, nie było na to szans. Zdecydowanie muszę w końcu wypróbować metodę Sylwki z Unserious.pl, czyli łączenie grania z audiobookiem. tym bardziej że w marcu zaczęłam słuchać fenomenalnego słuchowiska z Wiedźminem. :)Stosik
W lutym przybyły do mnie trzy egzemplarze recenzenckie. Hobbit prezentuje się przepięknie, a jeśli ktoś chce zobaczyć, jak to cudo wygląda w środku, to na fp wrzuciłam kilka zdjęć. Samotnię Charlesa Dickensa już zaczęłam czytać i prawdopodobnie te dwie cegłówki zajmą mi sporo czasu. Berena i Luthien dostałam w prezencie, więc chyba w lutym byłam wyjątkowo grzeczna. Bardzo się cieszę na tę książkę, tym bardziej że po Silmarillionie mam fazę na Tolkiena. Ostatnią książką, którą kupiłam sobie sama jest Odkupienie Althalusa Davida Eddingsa. Jak wiecie uwielbiam jego Belgariadę i Malloreon, ale czytanie innej serii tego autora skończyło się tak, że rzuciłam ją po pierwszym tomie. Nigdy potem nie próbowałam sięgać po pozostałe książki Eddingsa, ale jak zorientowałam się, że napisał od jednotomówkę na 600 stron, to stwierdziłam, że jednak ją sprawdzę... no i kupiłam. Czytaliście może? Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii.
Na koniec zapytam standardowo: jak tam luty u Was? Mam nadzieję, że lepiej, niż u mnie. :)
04 lutego
Książkowy styczeń, czyli podsumowanie miesiąca
Styczeń chyba dla większości jest miesiącem wzmożonego wysiłku, natłoku zajęć i prób realizacji noworocznych postanowień. W moim przypadku cel był jeden: przetrwać. Nowy rok bardziej mnie dołuje, niż motywuje, bo oto kolejny rok minął i niewiele się w moim życiu zmieniło. Zawsze wtedy przychodzi czas refleksji, czy dobrze wykorzystuję swój czas i czy na pewno nie mogę dać z siebie więcej.
Tak czy inaczej, koniec stycznia przyjęłam z ulgą. Miniony miesiąc przyniósł mi zabójcze kombo problemów w pracy i sesji na studiach. Dodatkowo już trzeci tydzień mam zapalenie uszu i dwa razy utopiłam swój telefon, który mam od grudnia. Mam nadzieję, że to oznacza, że przeszedł on już chrzest bojowy i nic gorszego go nie spotka.
Ale! Trzeba też szukać jakichś pozytywów! W ramach rozświetlenia ponurego stycznia powiem Wam, że oddałam pierwszy rozdział pracy magiasterskiej, który promotor zaakceptował bez ani jednej poprawki. Dziadek natomiast stwierdził, że robię lepsze ciasta niż te z piekarni, co daje +100 do opinii o samej sobie. Zasmakowało mu sylwestrowe Kinder Bueno. Nie uwaliłam też jeszcze ani jednego egzaminu. No i blog mi nie umarł, a nawet więcej, bo liczba postów jest taka sama jak zwykle. W styczniu były też pierwsze urodziny Misie czytanie podoba i wciąż nie chce mi się wierzyć, że to już rok. :)
Filmy/Seriale
Sporo w styczniu obejrzałam, za to mało przeczytałam. Pierwszy był Baby Driver i przyznam się, że myślałam, że to będzie taka totalnie durna komedyjka, ale film był naprawdę fajny. Bardzo mi się podobało połączenie lekkiego, sensacyjnego klimatu z pokazaniem, że z największego bagna nie da się tak łatwo wyjść. No i bohaterowie byli sympatyczni, każdy był "jakiś". Później widziałam Solistę, do obejrzenia którego zmotywował mnie grający tam Robert Downey Jr. I tu też bardzo pozytywne zaskoczenie, bo film był świetny. To biograficzny dramat muzyczny o wiolonczeliście cierpiącym na schizofrenię. Bardzo ciepły, bardzo poruszający i świetnie zagrany. Naprawdę polecam. Widziałam też Blade Runnera 2049 i... jakie to było dobre! Poprzedni Blade Runner w ogóle do mnie nie trafił, ale ten najnowszy bardzo i kurczę, obejrzałabym go jeszcze raz. Wszystko mi się tam podobało i zdecydowanie muszę przeczytać książkę. Ostatnim filmem z tych dobrych byli Obdarowani. Gra tam Chris Evans (ten od Kapitana Ameryki). Film opowiada o Franku, który samotnie wychowuje swoją niezwykle utalentowaną matematycznie siostrzenicę. Bardzo urocze widowisko, też polecam. :)
W kwestii rozczarowań... Nie podobał mi się Bright, czyli filmowe urban fantasy od Netflixa. Strasznie mało wykorzystali potencjał, słabo zarysowali świat fantasy, a pomysły mieli świetne. No i Bright był dla mnie zwyczajnie nudny. Kolejne rozczarowanie to Liga Sprawiedliwości. Jak to oglądałam, to miałam nieodparte wrażenie sztuczności i tego, że aktorzy się w tych superbohaterów bawią jak dzieci, i to tak bardzo widać. No i męczył mnie patos w tym filmie, irytowały ujęcia na tyłek i nogi Wonder Woman, a jej dekolty były śmieszne. Bardzo kiepsko oceniam ten film, chociaż i tak było lepiej niż z Batman v Superman, którego nawet nie obejrzałam do końca. Było kilka fajnych scen, ale biorąc pod uwagę całokształt w moich oczach i tak było źle.
Na koniec wspomnę o serialu, który też mnie rozczarował... A mowa o najnowszym sezonie Wikingów. Mam wrażenie, że zostało tu już tylko mordobicie i sceny erotyczne. Niektóre wydarzenia powodowały u mnie facepalm. Nudne to się już robi. Ivar nie daje rady pociągnąć serialu, to tylko skrzywdzony psychopata, a pozostali synowie Ragnara wcale nie są lepsi. Sam Bjorn wiosny nie czyni. Kończ waść, wstydu oszczędź, producencie.
Opublikowane teksty
Garść statystyk
Wyświetlenia: 31 785 (było 25 853)
Liczba obserwatorów: 131 (było 120)
Liczba obserwatorów na facebooku: 90 (było 79)
Liczba obserwatorów na instagramie: 532 (było 479)
Co przeczytałam?
Wyjątkowo w tym miesiącu napisałam o wszystkim, co przeczytałam, więc zaskoczeń nie będzie. Mam za sobą Atlas tolkienowski, który jest takim małym dziełem sztuki i jedną z ładniejszych książek, które mam u siebie. Podobnie Rycerz siedmiu królestw ma cudowne ilustracje i bardzo przyjemną historię. Przeczytałam też Trzy Wiedźmy od Pratchetta, który zawsze poprawia mi humor i pozwala się odstresować. Chwalić zawsze i wszędzie będę też Myszy i ludzi, która to książka niesie ze sobą bardzo wiele treści na bardzo małej ilości stron.
Ogólnie rzecz biorąc stawiałam w styczniu na krótkie, niewymagające lektury i bardzo się cieszę, że o każdej udało mi się napisać. Muszę zacząć praktykowanie takiego pisania na bieżąco, bo o wiele lepiej mi to idzie. :)
A jak tam styczeń u Was?
03 stycznia
Podsumowanie roku. Najlepsze i najgorsze książki 2017. Pierwsze urodziny bloga!
W ten wyjątkowy dla mnie dzień publikuję podsumowanie ubiegłego roku. Pierwotnie miało się ono ukazać w ostatnim dniu 2017, ale zamiast tego wrzuciłam wtedy podsumowanie miesiąca. Podsumowanie roku przesunęłam na 1 stycznia, ale nie dałam rady go na ten dzień ogarnąć. Na wczoraj też się nie udało. W końcu jest dzisiaj. W pierwsze urodziny mojego bloga.
Podsumowanie podzieliłam na cztery części. W pierwszej, którą nazwałam czytelniczą, przyjrzymy się temu, ile książek przeczytałam i dlaczego tak dużo. W części drugiej będzie trochę prywaty i smęcenia, a w trzeciej będziemy się radować, że Misie czytanie podoba ma już rok.
Czwarta część poświęcona jest najlepszym i najgorszym książkom, które miałam okazję przeczytać w ubiegłym roku.
Zapraszam!
Podsumowanie podzieliłam na cztery części. W pierwszej, którą nazwałam czytelniczą, przyjrzymy się temu, ile książek przeczytałam i dlaczego tak dużo. W części drugiej będzie trochę prywaty i smęcenia, a w trzeciej będziemy się radować, że Misie czytanie podoba ma już rok.
Czwarta część poświęcona jest najlepszym i najgorszym książkom, które miałam okazję przeczytać w ubiegłym roku.
Zapraszam!
Część czytelnicza
Lubię statystki i swoje książkowe postępy notuję w trzech miejscach: na lubimy czytać, na goodreads i we własnym zeszycie. Goodreads natomiast publikuje bardzo fajne podsumowanie roczne i zamierzam się tutaj nim posiłkować. Wynika z niego, że w 2017 przeczytałam w sumie 69 książek. To trzy razy lepszy wynik niż za 2016 rok, kiedy to przeczytałam 21 książek.
Dlaczego tak bardzo wystrzeliłam do góry z ilością? Składa się na to kilka czynników. Widzicie, odkąd poszłam do liceum, praktycznie w ogóle przestałam czytać. Miałam straszny kryzys, próbowałam czytać chociaż te lektury, ale i tak bardzo często kończyło się na tym, że sięgałam po streszczenia, bo a) nie przeczytałam lektury w ogóle, b) nie wyrabiałam się przed klasówką. To trochę zabawne, że będąc na studiach z własnej woli chcę to teraz nadrabiać. W każdym razie kryzys trwał sobie w najlepsze pogłębiany jeszcze tym, że miałam w owym czasie bardzo mocną fazę na mangę i anime. Kiedy poszłam na studia, z kryzysu powolutku zaczęłam wychodzić. Ilość książek notuję mniej więcej od tego właśnie okresu, i te lata w liczbach prezentują się zawsze w okolicy 20-30 książek rocznie. W tym roku najwyraźniej kryzys minął mi w pełni. Co poradzić? Trzeba było przeczekać. :)
Dla wielu z Was nawet te 20-30 książek na rok to i tak jest dużo, i ja to rozumiem i szanuję. Absolutnie nie umniejszam. Sama jednak przed liceum czytałam w ilościach hurtowych i po prostu smucił mnie ten spadek formy, dlatego teraz strasznie się cieszę, że w końcu zaczęłam czytać więcej.
Drugim czynnikiem, który niesamowicie mnie wspomógł w czytaniu, jest blog. Pisanie o książkach, dzielenie się wrażeniami, uczestniczenie w dyskusjach, bycie częścią książkowej blogosfery naprawdę dużo daje. Napędza. Motywuje. Polecam Wam ten sposób, choć niekoniecznie chodzi tu o założenie bloga, ale raczej o bycie częścią jakiejś książkowej społeczności.
I jest jeszcze rzecz trzecia. W ostatnich dwóch miesiącach przerzuciłam się z czytaniem bardziej na czytnik. Kiedy zaczęłam czytać e-booki, moje tempo czytania wzrosło. Dlaczego — nie mam pojęcia. Może to te większe litery i komfort czytania? A może dlatego, że odchodzi element macania książki, kartkowania jej i spoilerowania sobie końcówek? Kto wie.. :)
No więc przeczytałam w sumie 69 książek, co daje 26 945 stron. Najkrótszą książką był Idealny Stan Brandona Sandersona, a najdłuższą Elantris Brandona Sandersona. Przypadek, że obie kategorie zamyka mi Sanderson?
Część osobista
Rok 2017 nie był u mnie rokiem wielu zmian, za to był rokiem wielu frustracji. Jest dużo rzeczy, które chciałabym w swoim życiu zmienić, ale jeszcze nie mogę. Jest też dużo takich, na które nie mam wpływu i wciąż się uczę, by się tym nie przejmować. A przynajmniej nie myśleć o tym za dużo.
Tak naprawdę o wielu sprawach zdecyduje rok, który teraz do nas zawitał. Będę w nim kończyć studia, czego bardzo się boję i jednocześnie nie mogę się doczekać. Obecny moment to już właśnie ten czas, kiedy człowieka łapie panika, że nie da rady, i najchętniej uciekłby gdzieś daleko (do Śródziemia!), gdzie nie trzeba się niczym przejmować. Ale potem przychodzi refleksja, że przecież nikt za mnie mojego życia nie przeżyje i uciekać nie można. Wraz z końcem studiów planuję również zmianę pracy, a potem, powolutku, będę myśleć o wyprowadzce. Będzie się działo. :)
Część blogowa. Misie czytanie podoba ma już rok!
Dokładnie tego samego dnia, tyle że rok wcześniej, opublikowałam pierwszy, historyczny wpis na tym blogu. Był on o Stopie prawa Brandona Sandersona i szczerze mówiąc, kiedy teraz go czytam, łapie mnie mocne zakłopotanie. Żywię mocną nadzieję, że mój styl pisania przez ten rok nieco się poprawił i że przemycam do swoich wpisów dość informacji, byście mogli zdecydować, czy książkę warto przeczytać, czy lepiej sobie odpuścić. Wciąż staram się poprawiać, zwracać uwagę na więcej rzeczy podczas czytania książki, robić dobry reaserch, z uporem maniaka po kilka razy sprawdzam literówki i błędy ortograficzne w swoich tekstach, potrafię godzinę spędzić na doborze obrazków. Mój perfekcjonizm kiedyś wpędzi mnie do grobu.
Ale hej, to już rok! Cieszmy się! Ja się cieszę. :) Bycie tu z Wami jest niesamowitą przygodą w moim życiu, możliwość wejścia w dialog z innymi pasjonatami literatury to najlepszy aspekt blogowania, no i nie mogę powiedzieć, że cierpię na brak lektur, bo ciągle gdzieś znajduję coś wartego przeczytania. I choć często łapią mnie wątpliwości, czy warto prowadzić Misie czytanie podoba i poświęcać tyle czasu na przygotowywanie wpisów, i choć czasem jest ciężko i zdaje się, że nic nie ma sensu, to zawsze znajdzie się taka Kam, która mi powie, że dopóki sprawia mi to frajdę, to warto. Zawsze warto. Dlatego bardzo jej dziękuję, a Wam życzę takiego dobrego ducha, bo to nieoceniony skarb.
Podziękować chciałabym też wszystkim czytelnikom tego bloga. Statystyki ciągle lecą w górę, a ja wciąż nie mogę nadziwić się temu, że są osoby, które tu zaglądają. Szczególnie dziękuje tym, którzy komentują i dyskutują, bo uwielbiam czytać i odpowiadać na Wasze komentarze. Nie będę tutaj wymieniać konkretnych osób, bo na pewno kogoś pominę ale wiedzcie, że jesteście dla mnie ważni i mam nadzieję, że taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze długo. :)
Statystyki roczne
Wyświetlenia: 26 790
Obserwatorzy: 122
FB: 79
Instagram: 486
Google Plus: 6
Ilość opublikowanych wpisów: 84
Najpopularniejszy wpis: Legimi - co jest i czy warto?
Wpis dla mnie ważny: Powrót do przeszłości, czyli książki mojego dzieciństwa
Oprócz tego opublikowałam jedną relację z Big Book Festival. Chciałabym, żeby w 2018 roku takie wydarzenia pojawiały się częściej. Zapoczątkowałam też Wyzwanie z klasyką i nawiązałam jedną stałą współpracę z wydawnictwem.
Jest dobrze.
Najlepsze książki
Trylogia Prochowych Magów, Brian McCllelan
Fantasy, w której magia miesza się z prochem strzelniczym. Seria jest cudowna, dużo w niej akcji, pełnokrwistych bohaterów o silnych charakterach, są wątki detektywistyczne, rodzinne, jest trochę polityki, a nawet romansu. No i przede wszystkim jest to militarne fantasy, a ja mam do takiego straszną słabość.
Ziemiomorze, Ursula LeGuin
W tym roku miałam przyjemność przeczytać całe Ziemiomorze autorstwa Ursuli LeGuin. Była to wyprawa cudowna, refleksyjna i bardzo symboliczna. Do tego język, jakim posługuje się autorka, jest przepiękny. Ziemiomorze pozwoliło mi się wyciszyć, nastroiło melancholijnie, dało pretekst do zadumy nad kilkoma sprawami. Jest to klasyka fantasy, którą warto znać i którą polecam wszystkim niezależnie od wieku.
Piąta pora roku, N. K. Jemisin
Fantastyczną serią okazała się Piąta pora roku N. K. Jemisin. Nie przypuszczałam, że tak bardzo przypadnie mi ona do gustu, ale wywołuje we mnie takie same emocje, jak Sanderson... i myślę, że jest to największa pochwała z moich ust. Seria oryginalna, mocna, ze wspaniałym plot twistem w pierwszym tomie — po prostu idźcie to czytać.
Nigdziebądź, Neil Gaiman
W 2017 roku zapoznałam się z twórczością Neila Gaimana i w kategoriach "najlepszych książek" muszę wspomnieć o jego Nigdziebądź. To wspaniała książka, która pod względem wywołanych wrażeń przywiodła mi na myśl Harrego Pottera, a więc pozwoliła znów poczuć się jak dziecko, które odkrywa nowy, fantastyczny świat. Poza tym zawiera fenomenalną kreację dwóch sadystycznych zabójców, a mianowicie Croupa i Vandemara.
Ostatni jednorożec, Peter S. Beagle
Sięgnęłam też po prozę Petera S. Beagle i przeczytałam Ostatniego Jednorożca, który okazał się przepiękną baśnią. Jest to opowieść, którą uważam jednocześnie za smutną i dowcipną, melancholijną, przekorną i naiwną. Przede wszystkim jednak ta książka w cudowny sposób pozwala oderwać się od rzeczywistości.
Władca much, William Golding
Klasyka literatury, która stała się jedną z moich ulubionych książek. Bardzo chciałabym jeszcze raz to kiedyś przeczytać i zdobyć swój własny egzemplarz. Władca much to antyutopia opisująca losy grupki dzieciaków (chłopców wyłącznie) na bezludnej wyspie. Książka ukazuje to, do czego jesteśmy zdolni, kiedy zabrać nam cywilizację, opisuje ludzką naturę i podłości, do których możemy się dopuścić. Przy tym powieść napisana jest bardzo prostym językiem i nie powinna stanowić dla nikogo trudności.
Autostopem przez Galaktykę Douglasa Adamsa
Ta książka prawie pokonała mnie swoim absurdem. Potrzebowałam połowy, by w końcu przestawić się na całkowity brak logiki, jazdę bez trzymanki i zwariowany humor. Jednak kiedy już mi się to udało, Autostopem przez Galaktykę okazało się fenomenalną lekturą. Autor dużo rzeczy wyśmiewa, wiele jego spostrzeżeń jest w punkt, a jednocześnie wciąż nas one bawią. To trochę jak z Pratchettem, ale w kosmicznych klimatach.
EDIT: Elantris, Brandon Sanderson
Zabijcie mnie, ale na śmierć zapomniałam wrzucić tutaj książkę swojego ulubionego autora. Chyba za mało ostatnio śpię. Elantris jest w moim TOP 3 jego twórczości, a zachwyciło mnie przede wszystkim pomysłem na fabułę, bo mamy tutaj takie więzienne miasto dla trędowatych zombie. Książka nie jest pełna akcji, ale i tak niesamowicie wciąga. Od początku jesteśmy ciekawi, o co chodzi w przekleństwie Elantryjczyków, a ich ciężki los sprawia, że mimowolnie im kibicujemy. Zresztą samo nazwisko Brandona Sandersona to już pewien znak jakości, chociaż jego młodzieżówki są raczej średnie.
EDIT: Elantris, Brandon Sanderson
Zabijcie mnie, ale na śmierć zapomniałam wrzucić tutaj książkę swojego ulubionego autora. Chyba za mało ostatnio śpię. Elantris jest w moim TOP 3 jego twórczości, a zachwyciło mnie przede wszystkim pomysłem na fabułę, bo mamy tutaj takie więzienne miasto dla trędowatych zombie. Książka nie jest pełna akcji, ale i tak niesamowicie wciąga. Od początku jesteśmy ciekawi, o co chodzi w przekleństwie Elantryjczyków, a ich ciężki los sprawia, że mimowolnie im kibicujemy. Zresztą samo nazwisko Brandona Sandersona to już pewien znak jakości, chociaż jego młodzieżówki są raczej średnie.
Rozczarowania
Ta chyba była najgorsza. Autor przez większość książki pokazywał nam, że główny bohater to drań bez zasad, który zdradzi każdego (nawet najlepszego przyjaciela), a potem nagle próbował nam wmówić, że ma on jakiś honor. Fabuła jest sztuczna i wymuszona, bohaterowie płytcy, końcówka do bólu sztampowa. Żeby było śmieszniej, nasz tytułowy złodziej przez większość książki nie spał, o czym wielokrotnie nam przypominano, więc pozostaje tylko pytanie, jakim cudem on funkcjonował.
Wszyscy patrzyli, nikt nie widział, Tomasz Marchewka
To jest debiut, ale autor pracował już nad scenariuszem do Wiedźmina 3, więc z pisaniem już jakoś był związany. Książka zawiodła mnie pod wieloma względami: przede wszystkim drażnił mnie kompletny brak tła, a miasto jawiło się jako takie, w którym oprócz szulerki, złodziejstwa i zabójstw nie ma żadnych innych profesji. Postacie były słabo wykreowane, a na koniec główny bohater ni stąd, ni zowąd dostał zastrzyku mocy i osiągnął coś, w czym wcześniej koncertowo nawalił. Zupełnie to do mnie nie przemówiło.
Królowie Dary, Ken Liu
To nie jest zła książka. Znalazła się w tym niepochlebnym towarzystwie dlatego, że rozczarowała mnie osobiście. Miałam wobec niej strasznie duże oczekiwania, bo wszyscy ją chwalili, no i nie wyszło. Odebrałam ją bardziej jako suchą, kronikarską relację, która dość mocno mnie wynudziła. Przykro mi z tego powodu, bo wiele osób, których gust szanuję bardzo ją sobie chwaliło.
31 grudnia
Książkowy grudzień, czyli ostatnie podsumowanie miesiąca w tym roku
W ten piękny, ostatni dzień roku przychodzę do Was z podsumowaniem miesiąca. Pierwotnie miało to być podsumowanie roku, ale stwierdziłam, że najpierw wypadałoby zakończyć miesiąc. Wpis z podsumowaniem rocznym pojawi się jakoś na dniach, a tymczasem bez zbędnej, dłuższej gadaniny przejdźmy do tego, co się działo u mnie w grudniu.
Ale jeszcze zanim to zrobimy, to...
Chciałabym wam życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku. Oby był lepszy, niż uciekający nam 2017, i oby przyniósł wam mnóstwo wspaniałych książek. Bawcie się dzisiaj dobrze. :)
Filmy
Grudzień upłynął pod znakiem Gwiezdnych Wojen i to nie przez Ostatniego Jedi, którego jeszcze nie widziałam, bo nie mam z kim iść do kina a samej tak nie bardzo, ale przez to, że namiętnie nadrabiałam wszystkie pozostałe filmy oprócz Łotra. Obejrzałam więc epizody I-III oraz VII. Te z Anakinem... pierwszy był całkiem przyjemny, o drugim chciałabym zapomnieć, a trzeci miał niesamowite sceny już przy końcu. Moment powstania Lorda Vadera... cudo, przechodziły dreszcze.
Oprócz Gwiezdnych Wojen widziałam znany i kochany świąteczny film, który nie jest Kevinem, lecz zwie się To właśnie miłość. Oglądałam go po raz pierwszy i jest naprawdę przyjemny. Podobno nasze Listy do M się na nim wzorowały. Cóż, bardzo marnie im to wyszło w porównaniu do oryginału.
W kinie byłam na Morderstwie w Orient Expresie. Nie znam pierwowzoru i nie jestem fanką kryminałów, a na film poszliśmy tylko dlatego, że mieliśmy bilety, które koniecznie trzeba było wykorzystać do końca roku, a nic innego nie grali o tej godzinie. Wiecie, nie miałam żadnych oczekiwań wobec tego filmu, ale podobał mi się niesamowicie i zapragnęłam wręcz poczytać książki Agathy Christie.
Oprócz Gwiezdnych Wojen widziałam znany i kochany świąteczny film, który nie jest Kevinem, lecz zwie się To właśnie miłość. Oglądałam go po raz pierwszy i jest naprawdę przyjemny. Podobno nasze Listy do M się na nim wzorowały. Cóż, bardzo marnie im to wyszło w porównaniu do oryginału.
W kinie byłam na Morderstwie w Orient Expresie. Nie znam pierwowzoru i nie jestem fanką kryminałów, a na film poszliśmy tylko dlatego, że mieliśmy bilety, które koniecznie trzeba było wykorzystać do końca roku, a nic innego nie grali o tej godzinie. Wiecie, nie miałam żadnych oczekiwań wobec tego filmu, ale podobał mi się niesamowicie i zapragnęłam wręcz poczytać książki Agathy Christie.
Opublikowane teksty
Garść statystyk
Wyświetlenia: 25 853 (było 20 505)
Liczba obserwatorów: 120 (było 112)
Liczba obserwatorów na facebooku: 79 (było 68)
Liczba obserwatorów na instagramie: 479 (było 402)
Co przeczytałam?
Miesiąc zaczęłam od Tekstu Dmitra Glukhovskiego, którą to książką naprawdę byłam zaskoczona, bo zabierałam się do niej z myślą, że będę się męczyć, a skończyłam ją nie wiadomo kiedy. Link do recenzji znajdziecie wyżej. Później był Ostatni jednorożec Petera S. Beagle, który mnie totalnie zachwycił. To przepiękna baśń, która przywodziła mi na myśl książki Gaimana. Czy raczej to książki Gaimana przywodzą na myśl Ostatniego jednorożca, bo to książka z 1998 roku. :) Na tę chwilę więcej o niej pisała Ewelina, a może i ja coś niedługo skrobnę. W każdym razie warto przeczytać i gorąco do tego zachęcam.
Wspomniałam o Gaimanie i cóż, jest on następny w kolejności, bo mam za sobą Księgę Cmentarną. To niezwykle urocza opowieść, i chyba jeszcze nie znalazłam tak przyjemnie i bezboleśnie opowiedzianego procesu dorastania w fantasy, jak tutaj. Elantris Brandona Sandersona zdążyłam już zrecenzować, link wyżej. Miesiąc, a zarazem rok zamknęłam Opowieściami wigilijnymi Charlesa Dickensa. Same dobre książki mi się trafiły w grudniu, bo z ocenami nie zeszłam poniżej ósemki. :)
Stosik, a raczej Stosisko
Ekchem. Tak. No trochę się nazbierało w tym grudniu. Ostatnio była u mnie stosikowa posucha, więc w tym miesiącu obrodziło. :) Idąc od lewej do prawej, na samej górze mamy całość Lyonesse Jacka Vance. Książki są używane, za całość zapłaciłam 60 zł. Jeszcze nigdy tak szybko nie kliknęłam "kupuj" jak w przypadku tej serii widząc taką cenę. Normalnie dwa tomy z trylogii chodzą po 40-90 zł za JEDEN. Drugi kosztuje 20 zł z przesyłką, także uważam, że mi się poszczęściło. O serii słyszałam wiele dobrego i już jakiś czas się na nią czaiłam.
Poniżej mamy serię Pamięć, smutek i cierń Tada Williamsa. Do kupna tych książek w sporej mierze przyczynił się Ciacho, ale też i wcześniej zasłyszane, pozytywne opinie. To również klasyka, i też dorwana w używanym stanie w cenie 100 zł za komplet. Waga tych książek równa się wszystkim pozostałym... a ciężkie to strasznie. Jeśli ktoś ma zbiorcze wydania Czarnej kompanii, to jest to wydane w ten sam sposób.
Mistrza i Małgorzatę do dawna chciałam dorwać w tym wydaniu, ponieważ ma ono zaznaczone na czerwono fragmenty, które kiedyś były ocenzurowane. Z tego, co zdążyłam zauważyć, to czasem są to całe strony. Mam nadzieję, że książka nie będzie długo czekać na przeczytanie.
Ostatni jest Rękopis znaleziony w smoczej jaskini Andrzeja Sapkowskiego, czyli kompendium wiedzy o literaturze fantasy. Dostałam tę książkę na mikołajki i to też jest prezent, na który się strasznie ucieszyłam. Chciałam to przeczytać od dawna, ale książka nie jest już dostępna i trzeba szukać używanych. Także ten, będziemy się dokształcać.
A jak tam grudzień u Was? Co ciekawego znaleźliście pod choinką? ;)






































