10 sierpnia

Jak odstresować się w trakcie egzaminów, czyli "Zawód Wiedźma" Olgi Gromyko

 
Książki Olgi Gromyko były polecane mi już od dawna, ale dopiero w tym roku udało mi się po jakąś sięgnąć. Zrobiłam to w trakcie sesji, co było doskonałym wyborem, bo Zawód Wiedźma to książka luźna i niewymagająca, dokładnie taka, jakiej potrzebowałam w trakcie wzmożonego wysiłku umysłowego. Nie jest skomplikowana, nie jest rozbudowana, napisana jest prostym, swobodnym, czasem wręcz potocznym językiem, dodatkowo ma fragmenty, które autentycznie mnie rozbawiły. Ci, którzy szukają w książkach intelektualnej rozrywki, niech sobie książkę odpuszczą; natomiast tych, którzy chcą po prostu przyjemnej, acz porządnej książki rozrywkowej na wakacje, zapraszam do dalszej części posta.

Główną bohaterką i narratorką całej powieści jest Wolha Redna, młoda adeptka sztuk magicznych, która jako jedyna na swoim roku wybrała specjalizację w magii praktycznej wbrew ogólnemu poglądowi, że "magia praktyczna nie jest dla dziewczyn". No bo która chciałabym walczyć z bazyliszkiem czy chodzić na uroczyska, gdzie czekały strzygi? Nie, normalne dziewczęta preferują kobiece zajęcia, jak wróżbiarstwo, zielarstwo czy uzdrawianie. Wolha jednak ma ognisty temperament, cięty język i bystry umysł, jest porywcza, niecierpliwa i, jak sama o sobie mówi, "chyba za mało było we mnie współczucia, bym miała leczyć ludzi. A strzygi chyba współczucia nie wymagają". Dziewczyna w wolnych chwilach robi psikusy zarówno wykładowcom, jak i kolegom z roku, a przez całokształt otrzymała przydomek W.Redna.

Książka dzieli się na dwie części. Pierwsza rozpoczyna się wędrówką naszej bohaterki do Dogewy, miasta wampirów, gdzie źle się dzieje, bo następują niewytłumaczalne zgony, a wysyłani na pomoc magowie nie wracają. W drugiej dostajemy trochę studenckich żartów z Wyższej Szkoły Czarodziejów, Pytii i Zielarek, a potem standardową opowieść fantasy, gdzie drużyną wyruszamy ku przygodzie.

- Ależ wy, magowie, macie tajny alfabet, ani jednej runy nie potrafię odczytać!
- Gdzie? A, to po prostu ja mam takie pismo.

Zacznijmy od kilku najważniejszych faktów, czyli na przykład od tego, że książka pisana jest w narracji pierwszoosobowej. Jest to fantasy humorystyczne, gdzie ten humor faktycznie śmieszy i w żaden sposób nie jest wymuszony. Bohaterowie są złośliwi i bezczelni (szczególnie Wolha), wielokrotnie bawiły mnie ich docinki i przepychanki słowne pod swoim adresem. Również narracja skrzy od złośliwości i autoironii. Kilkukrotnie śmiałam się w głos podczas czytania i chociaż początkowo nie byłam do tej książki przekonana, tak pod koniec stwierdziłam, że naprawdę miło spędziłam przy niej czas.

Pierwsza część to trochę powieść pisana na dwóch bohaterów, gdzie ona spotyka Czarującego, Przystojnego Wampira, który jest nią zainteresowany i wzajemnie. Zaznaczam jednak, że to nie jest romans, absolutnie nie, chociaż gdzieś tam w domyśle widzimy, że ta dwójka ma się ku sobie, ale w żadnym fragmencie książki nie wychodzi to na pierwszy plan. Skupiamy się na rozwiązaniu problemów Dogewy, czyli na poszukiwaniu czegoś, co wesoło grasuje sobie w mieście i sieje mord, oraz na poznaniu wampirzej społeczności, bo Wolha przy okazji chce napisać na ich temat pracę zaliczeniową. Wspomnę tutaj, że strasznie podoba mi się pierwsza strona książki, która przedstawia tytułową stronę z pracy dyplomowej. W kwestii wampirów Wolhę czeka dużo niespodzianek, bo nie są one takie, jak przedstawia je ogólnodostępna i akceptowana wiedza. Dociekliwa Wolha sprawdzi większość, jeśli nie wszystkie mity na ich temat w praktyce (no bo w końcu jaki czosnek działa na wampiry? "Czy powinien być zimowy czy letni? Wyhodowany z ząbka, czy z odroślą? Czy do obrony nada się zielona nać? A niedojrzałe różowawe główki i kwiaty?"). W części drugiej ekipa poszerza się o klnącego jak szew trolla. Świat zarysowany jest dobrze, choć nie jest specjalnie rozbudowany, mamy w nim pełno magicznych istot takich jak mantykorę, smoka, trolle, gnomy i kto wie, co w tej fantastycznej menażerii jeszcze się znajdzie. 

Kryna skinęła pokrzepiająco i znikła w kuchni, zostawiwszy mnie sam na sam z moim mózgiem, czyli praktycznie w samotności.

Wspomnieć muszę jeszcze o wampirach. Widzicie, od czasów Zmierzchu mam prawdziwy uraz do tych istot. Tym bardziej że moja mama Zmierzchem mnie katowała, ciągle go oglądając i zaczytując się w książkach, do których później musiałam drukować fanfiction. Mnóstwo fanfiction. Olga Gromyko wyleczyła mnie z tych uprzedzeń, robiąc z wampirów normalną społeczność, która tak naprawdę niewiele się od ludzi różni. Nie znajdziemy tutaj wyniosłych krwiopijców, którzy śpią w trumnach i wysysają krew z dziewic. Tutejsze wampiry mają nietoperze skrzydła, które chowają pod płaszczem, cierpią na choroby zębów, uprawiają pola, handlują i kłócą się o krowy. W wątku z Dogewy można się też dopatrywać poruszenia tematów tolerancji, ksenofobii i tego, jak ludzie boją się nieznanego i wierzą w krzywdzące stereotypy. 

Zawód Wiedźma pozostaje mi tylko polecić. Czytając tę książkę czułam się jak w domu i spędziłam przy niej kilka przyjemnych godzin odstresowując się od egzaminów. Słowiańskie klimaty, dużo żartów, barwni bohaterowie i akademicka otoczka to coś, co bardzo przypadło mi do gustu. Ten tom otwiera Kroniki Belorskie, a ja na pewno sięgnę po kontynuację, bo Zawód Wiedźmę ciągle mam w głowie i zwyczajnie bardzo chcę do tego świata wrócić. A wam książkę polecam, bo to świetna rozrywka i idzie się przy tym nieźle pośmiać :)




26 komentarzy:

  1. Dobre wino sobie walnij, bo samymi książkami nie dasz rady się ciągle odstresowywać. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie można połączyć? :P

      Usuń
    2. Można, ale pytanie czy z obydwoma dojdziesz równomiernie daleko? :D Bo ja obstawiam, że jednak z piciem szybciej odjedziesz, a co za tym idzie, z lekturą przy okazji też. :P No chyba że lampeczkę, lapunię, szkiełeczko, ot dla lekkiego "poruszenia" zmysłów i smaku. Ale ja bym się lampką nie potrafił zadowolić, gdybym już całe otworzył. :D

      Usuń
    3. Pfff :P Takie odstresowywanie to bardziej po niż w trakcie, bo w trakcie to jeszcze na ten egzamin nie trafię :P

      Usuń
    4. No po, przecież nie przed. Chyba że chcesz bełkotać do egzaminatora. :P

      Usuń
  2. Uwielbiam Wolhę :) A WIedźma Opiekunka jest jeszcze lepsza, więc nie czekaj,tylko czytaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super :) Może jeszcze w sierpniu dorwę Wiedźmę Opiekunkę, ale czytać będę raczej we wrześniu już :)

      Usuń
    2. A i kolejne tomy powinny się niedługo ukazać :D

      Usuń
    3. No to zacieram ręce :D W ogóle strasznie podobają mi się te nowe wydania :)

      Usuń
    4. MNie też :) W ogóle PK ma bardzo fajne okładki :)

      Usuń
  3. Bardzo dużo słyszałam o tej książce, ale jak dotąd nigdy nie czytałam. Z pewnością nadrobię przy okazji - może też w trakcie sesji ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, zwłaszcza kiedy chcesz poczytać coś lżejszego :)

      Usuń
  4. Szczerze to po jednym tomie opowieści o Dorze Wilk autorstwa Anety Jadowskiej i jednym tomie przygód Charley Davidson autorstwa Daryndy Jones mam lekkie uczulenie na bezczelne i pyskate bohaterki. Nie dlatego, że nie lubię takich charakterów, wręcz przeciwnie. Natomiast uważam, że ciężko wykreować taką postać tak, żeby zachowywała klasę, a nie uchodziła za infantylną awanturnicę, która do każdego rzuca się z pięściami bo śmiał jej powiedzieć nie. Co prawda Gromyko wszyscy polecają i śmiem twierdzić, że to jedno z nazwisk, w które bardziej wierzę, ale jakoś do końca nie jestem przekonana. Co do wampirów - takie ich uczłowieczenie trochę też zakrzywia obraz, skoro wypadają w książce jako niemalże równo ludziom postacie. Chyba po rpostu sprawdzę sobie kiedyś biroąc tę książkę z biblioteki :)
    Dobrze, że udało Ci się odstresować dzięki tej powieści!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam ani tego, ani tego, ale kobiece bohaterki dość często mnie drażnią, szczególnie takie pyskate, ale z Wolhą nie miałam tego problemu. Wolha jest... złośliwa, ale normalna, i to nie ten typ, który widzi nie więcej niż czubek własnego nosa :) A z tym uczłowieczeniem wampirów to nie do końca jest tak, że oni w ogóle się od ludzi nie różnią (są znacznie silniejsi, długowieczni i tak dalej), po prostu zachowują się normalnie i nie są melancholijnymi, błyszczącymi wampirami z przerostem ego :)

      Usuń
    2. Dobra, to już kumam o co chodzi :) czuję się bardziej zachęcona, więc może kiedyś spróbuję!

      Usuń
  5. Koniecznie muszę sięgnąć po kontynuacje :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Póki co zupełnie mnie do tej historii nie ciągnie, ale będę ją miała na uwadze, bo może niedługo złapie mnie maturalny stres ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, bez stresu też można czytać :D

      Usuń
  7. To jest ta seria, na którą się czaję od dłuższego czasu. Po recenzjach wnoszę, że to coś w stylu książek Aleksandry Rudy ("Odnaleźć swą drogę"), a te bardzo mi się podobały. Właśnie takie lekkie, pełne humoru (także tego wrednego), z czarującym panem (tam to był nekromanta akurat). Koniecznie muszę się zapoznać z serią Gromyko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czytałam książek Aleksandry Rudy ale słyszałam o nich, i na pewno się za nie zabiorę jak skończę z tą serią :) Też mi się zdaje że to będzie coś podobnego :D

      Usuń
  8. Nie mam już od dawna ochoty na fantasy tego typu, ale pomimo zalecenia, by ci, którzy szukają intelektualnej rozrywki, czytania zaprzestali, recenzję dokończyłam. Naprawdę uwielbiam to, jak piszesz, aż się chce te literki pochłaniać :) Książki raczej nie przeczytam, niemniej cieszę się, że chociaż Ciebie wyleczyła z urazy do wampirów, bo od czasów swojej fascynacji nimi (co sięga jakoś czwartej klasy podstawówki) żywię do nich prawdziwą niechęć - podobnie jak Ty do tej pory :)

    Pozdrawiam,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje bardzo za tak miłe słowa :)

      Usuń
  9. Ooo, W.Redna :) Zauważyłaś, że jest taki typowy model bohaterki z rosyjskiej fantastyki? Podniosłam wzrok znad komputera na pierwszą półkę z brzegu i mogę przywołać jeszcze "Prawa i powinności" czy "Profesjonalnego zwierzołaka" - a przykłady można mnożyć, wszędzie ta sama, wyszczekana małolata, tylko imię inne :)
    Aczkolwiek przy Wiedźmie, którą czytałam wieele lat temu, bawiłam się bardzo dobrze i do dziś ją wspominam.

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nope, bo rosyjskiej fantastyki do tej pory nie czytałam :) Tzn. znam Łukjanienkę przez jeden tom Patroli i Glukhovskiego, ale to nie te klimaty raczej :D Powoli będę zapoznawać się i z innymi książkami jak skończę Wiedźmę :)

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger