31 sierpnia

31 sierpnia

Jaki piękny świat zniszczyliśmy. "Metro 2033" Dimitry Glukhovsky

Metro 2033 to już druga książka Dimitra Glukhovskiego, którą czytam. Pierwszą było Futu.Re, które wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, chociaż nie ustrzegło się od wad. Podobne odczucia mam po lekturze Metra 2033, ale jeśli miałabym wybierać, która z tych dwóch książek bardziej mi się podobała, bez wahania wybrałabym Futu.Re. Metro 2033 to postapokaliptyczne science-fiction, natomiast Futu.Re to antyutopia, gdzie ludzie osiągnęli to, o czym od zawsze marzyli: nieśmiertelność. Dzisiaj jednak będę pisać o Metro 2033.

Zacznijmy od tego, że Metro 2033 to debiut Dimitra Glukhovskiego. Książkę tę pisał już jako nastolatek, a główny bohater, Artem, pokonuje tę samą trasę, którą Glukhovsky pokonywał w drodze do szkoły. Ciekawostką jest, że pierwsza wersja powieści została opublikowana w 2002 roku na stronie autora, ponieważ żadne wydawnictwo nie chciało jej wydać z jednego, konkretnego powodu. Jakiego? To już musicie znaleźć sami, ale raczej po lekturze książki, bo przed będzie to dla was spoilerem. Powiem tylko, że chodziło o końcówkę. Po kilku latach autor za namową fanów decyduje się przeredagować powieść, ale co ciekawe w tym procesie twórczym owi fani aktywnie mu pomagają, udzielając rad w kwestii funkcjonowania metra czy broni. Pierwsza wersja poprawionej powieści ponownie ukazała się w internecie, natomiast wersje papierowe ukazywały się kolejno w latach 2005 (wydawnictwo Esmo) i 2007 (wydawnictwo Populiarnaja Litieratura).

A potem, po jakichś pięciu minutach milczenia, prawie niesłyszalnie, mówiąc raczej do siebie niż do Artema, westchnął:
- Boże, jaki piękny świat zniszczyliśmy...

Fabuła książki sprowadza się do ponurej wizji ludzkości, która po zagładzie nuklearnej skryła się przed promieniowaniem w sieci moskiewskiego metra. Jak już wspomniałam, głównym bohaterem jest Artem, dziewiętnastoletni chłopak zamieszkujący stację WOGN-u. Aby ratować swoją stację i właściwie całą społeczność przed tajemniczymi Czarnymi, którzy schodzą z powierzchni na dół, chłopak musi dotrzeć do legendarnej stacji w sercu metra, Polis, i tam prosić o pomoc. Po drodze Artem spotka mnóstwo ludzi, z którymi będzie mógł zamienić kilka słów, którzy gotowi będą mu pomóc albo wręcz przeciwnie, zaszkodzić.

Mapa moskiewskiego metra jest zamieszczona na okładce książki

Głównym atutem Metra 2033 niewątpliwie jest klimat. Ciasny, duszny, ciężki. Niepokojący, szczególnie kiedy wraz z Artemem wchodziliśmy w ciemne tunele. Nie wiadomo było, co kryje się za zakrętem, nic nie było widać, nie mieliśmy światła, byliśmy sami, zdani tylko na siebie, a w ciemności umysł potrafi płatać różne figle. Tutaj pojawiają się elementy horroru/grozy, i to właśnie te momenty lubiłam najbardziej. Równie niesamowita jest atmosfera na stacjach, gdzie widzimy zagonionych do pułapki ludzi, niegdyś potężnych, a teraz zamkniętych w klatce. Bardzo podobał mi się początek książki, kiedy jesteśmy świadkami rozmowy grupy ludzi przy ognisku, pilnujących jednego z wejść do metra. To idealnie wprowadza czytelnika w ponurą atmosferę całości, w warunki, jakie panują w metrze.

Autor w jednym ze swoich wywiadów przyznaje, że postapokaliptyczna wizja świata jest jedynie pretekstem do snucia własnych przemyśleń o społeczeństwie. I to widać, ponieważ w książce mocno rozbudowany jest wątek filozoficzny. Metro 2033 to powieść drogi, w której Artem ciągle prze do przodu. W trakcie swojej wędrówki widzi ludzi, którzy nawet w obliczu własnej zagłady nie potrafią się ze sobą dogadać. W metrze znajdziemy wszystko: faszystów, komunistów, religijnych fanatyków, przemytników, kanibali, a każda stacja tworzy osobne państewko w całe sieci metra. Są wojenki między stacjami, kultura zanika, a człowiek, niegdyś pionier technologii i wielki zdobywca, cofa się w rozwoju. Nieubłaganie dążymy do samodestrukcji, a końcówka zostawia nas w fantastycznym poczuciu beznadziei. Filozoficzny aspekt książki to drugi, ogromny plus książki, ale traci na tym cała reszta, bo rozważań autora jest tu mnóstwo.

O ile łatwiej jest umierać tym, którzy w coś wierzą! Tym, którzy są przekonani, że śmierć to nie koniec wszystkiego. W oczach których świat dzieli się wyraźnie na białe i czarne, którzy wiedzą dokładnie, co trzeba robić i dlaczego, którzy niosą pochodnię idei, wiary, a w ich świecie wszystko wygląda prosto i zrozumiale. Tym, którzy nie mają żadnych wątpliwości, żadnych wyrzutów sumienia. Takim ludziom umiera się lekko. Umierają z uśmiechem.

Metro 2033 ma jedną, główną wadę. Identyczny zarzut miałam w kwestii Futu.Re, więc może to cecha charakterystyczna twórczości autora. Bo widzicie, lektura tej książki przypomina bieg przez wzgórza. Raz mamy z górki, raz pod górkę, i identycznie jest tutaj: raz czyta się to świetnie, by zaraz ugrzęznąć na jakimś fragmencie, który piekielnie się dłuży i jest po prostu przeraźliwie nudny. A potem znowu jest z górki i trafiamy na świetny fragment, by po chwili ponownie musieć piąć się pod górę. Niestety w książce takich momentów, gdzie w pocie czoła walczymy z tekstem wcale nie jest mało.

W tle przewija się mnóstwo bohaterów, ale praktycznie żaden nie zostaje z nami na dłużej. To tylko przystanki na drodze Artema, które cudownie pojawiają się wtedy, kiedy on ich potrzebuje. Niemniej jednak są oni przedstawieni bardzo dobrze, są realistyczni, a przyczepić się mogę do samego Artema. To postać do bólu nijaka, a chociaż w teorii ma być dorosłym, to zachowuje się jak nastolatek. Nasz młody wybawca moskiewskiej stacji metra przez większość czasu po prostu... jest, a innym razem denerwuje nas swoim przekonaniem o własnej wyjątkowości. I naiwnością, bo bez cienia refleksji przyjmuje każdą pomoc, jak nawinie mu się po drodze. Ale Artem to tylko przewodnik po świecie metra, osoba, dzięki której możemy zobaczyć świat autora. To nie on jest tu najważniejszy.

Jak więc ocenić Metro 2033? Sama nie wiem. Z jednej strony mamy fantastyczny pomysł i klimat, z drugiej dłużyzny, przez które sporo czytelników może odpuścić sobie czytanie po pewnej ilości stron. Fabuła, akcja i bohaterowie nie są mocną stroną tej książki, ale nawet jeśli ja sama zwracam na te elementy największą uwagę, to Metro 2033 wciąż miało w sobie to coś, co mnie do siebie przyciągało. I nie ważne, jak bardzo znudzona byłam danym fragmentem, po kilku minutach i tak brałam książkę znów do ręki i czytałam dalej. Ostatecznie daję jej ocenę 7. Metro 2033 mogę polecić fanom fantastyki, ponurych wizji przyszłości i filozoficznych rozważań z zastrzeżeniem, że lektura nie będzie należała do łatwych.


P.S. Wróciłam znad morza i powoli nadrabiam wszelkie blogowe zaległości. Stąd też dłuższa przerwa w publikacji postów :) 
 

20 komentarzy:

  1. Czytam tę książkę już drugi miesiąc - te górki, o których piszesz, jakoś mnie pokonują ostatnio i to bardziej walka niż lektura. Ale ma fajne przemyślenia i głębię filozoficzną - te dwa cytaty, których użyłaś, mam zapisane na czytniku, aż się uśmiechnęłam :) Strasznie mi nie pasuje styl autora, nie wiem, na ile to wina tłumaczenia - jakiś strasznie niezgrabny jest, szczególnie przy zapisie dialogów. I pewne fakty mi się nie kleją (znalazłaś gdzieś może wyjaśnienie, skąd brali tlen w tych tunelach? skoro wszystkie włazy mają zamknięte w obawie przed promieniowaniem i istotami z gory, a w tunelach palą beztrosko ogniska i w ogóle?). Może skończę do Bożego Narodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak się właśnie zastanawiałam, czy zdążyłam wrzucić ten tekst zanim Ty skończyłaś książkę :) Ja sama czytałam Metro jakiś tydzień. Filozofowanie autora i mi się właśnie podobało, i sama się teraz śmieje że zaznaczyłyśmy te same fragmenty w książce :) Co do tłumaczeń to pojęcia nie mam, ale sam Glukhovsky na Big Booku mówił że tłumaczenia jego książek są kiepskie.
      A nieklejące się fakty... ja zawsze biorę poprawkę na to, że to fantastyka, a w fantastyce dużo jest możliwe. Na ten tlen nie zwróciłam w ogóle uwagi, ale coś kojarzę że tłumaczyli to filtrami.
      Powodzenia :)

      Usuń
    2. Nie zdążyłam ;) Pewnie przeczytałabym już dawno gdyby nie to, że z każdą kolejną książką, po którą sięgam w tak zwanym "międzyczasie", coraz bardziej się oddalam od Metra. Chyba muszę po prostu przysiąść i skończyć, no ;) Zwłaszcza że przymierzam się do zaczęcia cyklu recenzji o ksiązkach w połączeniu z ich adaptacjami planszówkowymi, a właśnie wyszła druga już gra na podstawie Metra i zbiera całkiem niezłe opinie ;)

      Usuń
    3. O, bardzo fajny pomysł. Sama kiedyś myślałam czy nie zrobić tak z filmami albo grami komputerowymi :)

      Usuń
  2. Mnie do tego tytułu nie trzeba zbyt mocno zachęcać, gdyż mój brat, osoba od której wszystkiego się uczę i w pewien sposób idealizuję, polecił mi tę powieść, więc więcej słów już w tym temacie jest niepotrzebnych. Pomimo tego, dobrze było zapoznać się z opinią kogoś kogo nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też swego czasu brałam wszystko, cokolwiek brat polecał :)

      Usuń
  3. przez te fragmenty, gdzie jest "pod górkę" nie zapamiętałam tej lektury pozytywnie. pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, u mnie jednak plusy przeważyły nad tymi fragmentami

      Usuń
  4. Książka wygląda na ciekawą, ale nie jestem przekonana czy jest ona dla mnie. Od jakiegoś czasu już o niej słyszę, ale nie mam jej w tej chwili w swoich planach.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Tori Czyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też słyszałam o niej od dawna, ale w końcu przeważyło to, że bardzo podobało mi się Futu.Re i chciałam więcej książek tego autora :)

      Usuń
  5. Chyba nie zwróciłam zbyt dużej uwagi na te fragmenty "pod górkę". Książkę przeczytałam błyskawicznie (podobnie jak FUTU.RE). No, ale ja należę do gatunku ludzi, którzy z przyjemnością dają się porwać takim mrocznym klimatom. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie czytałam tej książki jakoś specjalnie długo, chociaż Futu.Re poszło mi szybciej. Sama lubię mroczne klimaty i mimo wszystko lubię styl autora, nawet jeśli czasami mnie męczy :)

      Usuń
  6. Mam Metro 2033 po angielsku i po polsku... I tak leżą na tej półce. W sumie chyba wypadałoby to zmienić, bo to taka dosyć znana książka, z którą wypadałoby się w końcu zaznajomić...

    Bookeater Reality

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zwróciłam uwagę na Metro dopiero po Futu.Re. Seria znana, ale nigdy jakoś specjalnie mnie do niej nie ciągnęło, bo i nie przepadałam za sci-fi, ale po Futu.Re się przeprosiłam z tym gatunkiem :)

      Usuń
  7. Obawiam się, że nie czerpałabym przyjemności z czytania, skoro książka jest tak "nierówna". ;/ Nie lubię spadków formy i tego momentu, kiedy trzeba przeczekać, aż znowu w książce będzie ciekawie. ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko uważam że warto, ale to ponura lektura, więc trzeba też lubić takie klimaty :)

      Usuń
  8. Już od jakiegoś czasu zabieram się za jakąś książkę tego autora, ale wciąż to odwlekam i odwlekam (może trochę dlatego, że nie za bardzo wiem, za jaką jego powieść się zabrać?). Ale skoro tutaj widać nieco spadek formy (oj nieee, dłużyzn bym chyba nie przetrwała w tym przypadku), to może jednak wybiorę Futu.re. Kiedyś. Ech!
    medycy nie gęsi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiesz, Futu.Re też miało takie momenty "dołka", ale jednak ta książka podobała mi się bardziej. Glukhovsky ma świetne pomysły, tylko ciężko się go czyta, co nie zmienia faktu, że mi się jego styl podoba :)

      Usuń
    2. Wiem... ale z drugiej strony są tacy autorzy, z którymi mimo wszystko wypadałoby się zapoznać - choćby po to, żeby wiedzieć, by nie sięgać po nich ponownie. A może się też okazać, że będzie zupełnie odwrotnie. Nie ma to jednak jak sprawdzenie czegoś na własnej skórze. ;)

      Usuń
    3. Otóż to :) Osoba z bardzo zbliżonym gustem do mojego oceniała Metro kiepsko, bo nie mogła zdzierżyć tych dołków i strasznie się wynudziła, ale mi jednak się spodobało :)

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger