05 stycznia

05 stycznia

Czytelnicze i blogowe podsumowanie roku 2018. Drugie urodziny bloga!


Koniec grudnia i początek stycznia to czas wszelkich podsumowań i rozliczeń. Nie inaczej będzie tutaj, i tak oto przychodzę do Was z czytelniczym i blogowym podsumowaniem ubiegłego roku. W moim przypadku koniec roku łączy się z urodzinami bloga. Przedwczoraj mojemu miejscu w sieci stuknęły dwa lata. Dwa lata! Uwierzycie? Bo ja nie.

Dokładnie 3 stycznia, ale roku 2017 opublikowałam pierwszy post na tym blogu, który był wpisem o Stopie prawa Brandona Sandersona. Kiedy teraz go czytam, łapie mnie lekkie zażenowanie i naprawdę mam nadzieje, że moje obecne wpisy wyglądają dużo lepiej. Z mojej perspektywy poprawa jest, ale samą siebie oceniać trudno. Nieustannie dążę do tego, by to, co robię, robić lepiej. Dla samej siebie.

Niesamowite jest dla mnie to, że wciąż to miejsce tworzę. Blog ma przestoje, ale nigdy nie są one dłuższe niż miesiąc, i to najczęściej niecały. Chwile zwątpienia pojawiają się często, ale zawsze jakoś do pisania wracam i nie jestem w stanie z tym zerwać. Lubię pisać, a blog jest moją ulubioną formą przekazu — instagram, choć fajny i z masą sympatycznych ludzi, nie trafia do mnie tak bardzo, a facebook służy mi głównie do informowania o nowych wpisach. Rozszerzenie działalności na inne media raczej nie wchodzi w grę. Tak więc zostaje mi blog, chociaż w dzisiejszych czasach powinno się być wszędzie.

Misie czytanie podoba przetrwało moje studia i zmianę pracy. Po cichu liczę, że przetrwa wszystko. Chciałabym też gorąco podziękować Wam, czytelnikom, bo to dzięki temu, że mnie odwiedzacie, czytacie, komentujecie i piszecie do mnie wiadomości, moja motywacja do pisania rośnie. Lubię pisać dla samego pisania — ale jeszcze bardziej lubię pisać ze świadomością, że ktoś lubi czytać to, co tworzę, a potem daje mi znać, że książki z mojego polecenia się sprawdziły. To świetne uczucie, trafnie doradzić i zachęcić do dobrej książki.

A jeśli chcecie zrobić mi urodzinowy prezent, zostawcie pod tym wpisem albo na fb komentarz. Jakikolwiek. Wystarczy zwykłe zameldowanie się, że czytacie. Będzie mi bardzo miło. :)  


Część blogowa

W 2018 roku opublikowałam 74 wpisy. To o 9 postów mniej niż w roku 2017. W marcu opublikowałam swój setny wpis, który uczciłam specjalną notką o tym, co mi dało blogowanie. W sumie znajdziecie u mnie już 158 postów. Nie liczyłam, ile w tym recenzji, ale mam zamiar zrobić za jakiś czas ich spis, więc wtedy prawda wyjdzie na jaw, ile u mnie mięsnych kawałków, a ile zwykłych zapychaczy.


W ubiegłym roku zmieniłam szablon, chociaż Wy raczej nie odczuliście specjalnej różnicy, ponieważ była to tylko podrasowana wersja szablonu, który był u mnie wcześniej. Doszedł slider, na który długo chorowałam, i wyróżnione posty na dole. Mogę też robić takie ładne listy z boku po prawej stronie i przytwierdzona na stałe została belka z menu. Jeśli dobrze pamiętam, delikatnie zmieniłam też nagłówek. Miś jest po staremu, ale teraz z książką w pluszowych łapkach.

Rok 2018 to też rok, w którym zapoczątkowałam trzy nowe serie. Pierwszą są zapowiedzi, które świetnie mi się przyjęły. Początkowo publikowałam tylko te, które sama chciałam przeczytać, potem rozszerzyłam to na trzy bloki i zaczęłam wrzucać dużo więcej książek, żebyście mogli w nich znaleźć coś dla siebie, a nie tylko dowiedzieć się, na co ja poluje. Wprowadziłam Kącik Japoński, chociaż o książkach związanych z Japonią pisałam już wcześniej, więc teraz tylko zyskało to oficjalną nazwę. No i trzecią serią są bookhaule, które wydzieliłam z podsumowań miesiąca, ale chyba z nich zrezygnuje i wrócę do starej formy, czyli wrzucania stosików w podsumowaniach. Osobne stosiki książkowe nie sprawdziły się u mnie. 

Było też książkowe wyzwanie, czyli Czytamy klasykę, i to w dwóch wersjach: zwykłej oraz z takiej z czytaniem tylko klasyki fantasy. Do pewnego czasu publikowałam podsumowania z każdego miesiąca, ale było nas tak mało, że przestałam widzieć w tym sens i podsumowania porzuciłam. Z perspektywy czasu stwierdzam, że zaniedbałam to wyzwanie. W tym roku jednak ruszyłam z nim ponownie, wprowadzając dodatkowo comiesięczne propozycje czytelnicze.



W 2018 roku próbowałam sprawdzić, czy na blogu mogę w jakiś sposób zarobić poprzez wprowadzenie do wpisów widżetu z Buy Boxa. Dostawałam niewielką prowizje za każdą książkę, jaką kupiliście z linka, który u mnie wisiał w tabelce. Buy Box jest u mnie od maja. Zarobiłam 108,82 zł, ale jeszcze trzeba od tego odliczyć podatek. Piszę to jako ciekawostkę dla Was, zwłaszcza dla osób blogujących, które również o tym myślą.

Najpopularniejszym, prawie że moim flagowym wpisem dalej pozostaje wpis o legimi. Chyba powinnam go w końcu jakoś poprawić i upiększyć.



W ubiegłym roku udało mi się też nawiązać nowe współprace recenzenckie, na przykład z Tanią Książką, księgarnią Gandalf czy z wydawnictwem Insignis. Wśród propozycji, które dostaje na skrzynkę mailową, pojawiła się nawet propozycja recenzowania czytników, której skwapliwie odmówiłam. Dziwnych propozycji recenzenckich nie miałam, ale raz ktoś próbował wyłudzić ode mnie książki. 

Przeprowadziłam też trzy konkursy: dwa na fb i jeden na instagramie.


Część czytelnicza

Rok 2018 nie był dla mnie łaskawy pod kątem czytelnictwa. Przeczytałam dużo mniej, niż w 2017, w którym stuknęło mi 69 książek, a 2018 ukończyłam z wynikiem 49 na koncie. Nie udało mi się ukończyć wyzwania 52 książek na goodreads, ale niewiele brakowało.



Pod względem przeczytanych książek najbardziej zapadnie mi 2018 jako rok, w którym coś mi odbiło i przeczytałam jeszcze raz dwie książki z Archiwum Burzowego Światła z okazji premiery trzeciej części. A potem doprawiłam tą częścią trzecią, i wszystko hurtem, jak na maratonie. Przy premierze czwartego tomu zdecydowanie się na to nie porwę, bo choć ABŚ uwielbiam, to jednak jest to trochę za dużo do czytania po raz kolejny. Będąc przy temacie Sandersona, jestem też z siebie dumna, że zaczęłam dostrzegać w jego twórczości wady. Brandon Sanderson to jeden z moich ulubionych pisarzy, takich ze ścisłego TOP 3, a w podobnych przypadkach często nie widzi się wad. A tymczasem udało mi się Dawcę Przysięgi nawet trochę skrytykować, chociaż smutno mi, że miałam za co.


Przeczytaj: Dawca Przysięgi


Coraz więcej u mnie klasyków literatury, co jest dla mnie zaskakujące, ponieważ jeszcze nie tak dawno temu nie chciałam ich kijem tykać (tak naprawdę to minęło już półtora roku, odkąd z klasykami podjęłam bój). Zmierzyłam się w tym roku z dwoma wielkimi dziełami, jakimi jest Samotnia Charlesa Dickensa i Wojna i pokój Lwa Tołstoja. To drugie absolutnie podbiło moje serce i macie tutaj spoiler, jaka książka z pewnością znajdzie się w moim zestawieniu najlepszych książek. Przeczytałam też po raz pierwszy Silmarilion i to również jest wydarzenie warte odnotowania.



Bardzo mnie cieszy, że w końcu przekonałam się do słuchania audiobooków. Stało się to jednak późno i przesłuchałam ich tylko (albo aż) 8. Gorąco polecam Wam tę formę "czytania", zwłaszcza przy jednoczesnym robieniu czegoś innego (np. sprzątania w domu).

Jeśli chodzi o moje statystyki, to oczywiście wśród wybieranych przeze mnie książek przeważa fantastyka w stosunku 33:16. Chciałabym, żeby było jej tu jeszcze więcej. Z ciekawości policzyłam, ile wśród wybieranych przeze mnie autorów jest płci pięknej, i wyszło mi 7. To malutko i przydałoby się to jakoś poprawić.




A teraz spójrzmy na piękne podsumowanie od goodreads. Przeczytałam w sumie 21 222 stron. Najkrótszą książką było My Zamiatina, a najdłuższą Droga Królów. Dziwne, myślałam, że to będzie Sześć światów Hain... a jednak wygrał Sanderson. Średnia ilość stron u każdej przeczytanej przeze mnie książki to 433 strony. To by się zgadzało, bo najchętniej i najczęściej takie właśnie czytam.

Najpopularniejsza przeczytana przeze mnie książka to Hobbit, którego postanowiłam sobie w tym roku odświeżyć. Najmniej popularną jest natomiast książka Ossendowskiego, której kompletnie nie polecam. Nie wiem natomiast, czy mam się cieszyć ze średniej oceny 4.0. Albo tak dobrze dobieram sobie książki, albo jestem zbyt łagodna w ich ocenie. Naprawdę nie znoszę ocen punktowych... nie jestem w stanie przekazać nimi nawet połowy tego, o czym napiszę, dlatego w pewnym momencie swojego blogowego życia z ocen na blogu zrezygnowałam.



No i to chyba tyle. Najlepsze i najgorsze książki będą w osobnym poście, ponieważ ten i tak już jest za długi.

Plany?

Moje główne postanowienie na 2019 rok to ograniczenie liczby czytanych książek ze współpracy. Ostatnio z niepokojem zauważyłam, że jest ich już po prostu za dużo. Zawsze biorę do przeczytania takie książki, jakie bym normalnie sama chciała sobie kupić/wypożyczyć, ale to sprawia, że czytam głównie nowości i to najczęściej z jakimś terminem na karku. Zaczęło mnie to już męczyć.

Żadnych innych postanowień nie robię, chociaż chciałabym w końcu przejść na własną domenę. Myślałam również nad zmianą nazwy, ale już od dwóch lat piszę pod szyldem misiów i nie wiem, czy w tym momencie to nie byłby już strzał w stopę. Dalej rozważam Disquisa i raz jestem do niego przekonana, a zaraz potem nie. Oprócz tego marzy mi się zróżnicowanie postów, żeby nie klepać tylko recenzji/opinii/jakkolwiek to nazwiecie. Ale to jest jeszcze w fazie przemyśleń i zbierania pomysłów, jakie inne wpisy mogłabym robić. Możecie być za to pewni, że zacznę pisać o mangach, bo już kawałek wpisu mam zrobionego. 

Mojego podsumowania to już koniec. Jeszcze raz dziękuję Wam za to, że jesteście. A jeśli macie jakieś uwagi, sugestie lub życzenia, to jest właśnie świetny moment na to, by mi o tym napisać. 

23 komentarze:

  1. Melduję się. Dobrze, że jednak wracasz do blogowania, miło się do Ciebie zagląda. Powodzenia w 2019 roku ;) Ja bym chciała nadrobić w tym roku Dawcę i może inne Sadersonowe książki, ale bez spiny, bardziej pilny jest dla mnie Wegner ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. <3 O tak, Wegnera koniecznie! Ja muszę dorwać najnowszy tom jak tylko wygrzebie się z z recenzenckich książek. I McClellana... Dwie moje ukochane serie. :D

      Usuń
  2. Jestem i chętnie czytam, tak że czekam na kolejne posty :) Powodzenia w twoich postanowieniach noworocznych. Ja w tym roku mam zamiast zacząć czytać Bernarda Cornwella. Takie mam bogate postanowienia ;)

    Zaczytanego 2019!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Też mam nadzieję, że uda mi się go ruszyć, przynajmniej ten jeden tom, który mam w domu... a jak się spodoba, to pewnie zaraz zaliczę całą serię arturiańską. :)

      Usuń
  3. Gratuluję rocznicy i tak dobrych wyników, bo mimo iż czytałaś mniej niż w zeszłym roku to jak dla mnie nadal liczby powalają. Od dawna planuję zabrać się za klasykę, ale jakoś mi nie wychodzi, bo wciąż wybieram kryminały czy thrillery. Może jednak twój sukces mnie zmotywuje :) A co do disgusa to gorąco polecam i namawiam, dla mnie to najlepszy system komentarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Ilość bardzo dobra, ale jak sobie pomyślę o zeszłym roku... Z drugiej strony w tym więcej przeczytałam książek, które wymagały ode mnie znacznie więcej uwagi, więc coś za coś. :D
      No tak myślę i myślę nad tym Disquisem i chyba się ugnę. :)

      Usuń
    2. Też racja, książka książce nierówna, więc liczby to nie wszystko. Ugnij się, namawiam :)

      Usuń
  4. W takim razie melduję się, że czytam, co prawda nie od początku, ale od pewnego momentu, kiedy znalazłam i naprawdę polubiłam Twojego bloga! :)
    Swoją drogą zastanawiałam się nad założeniem konta na GoodReads. Który bardziej preferujesz: ten czy nasz polski?
    Powodzenia w nowym roku, no i żebyś świętowała więcej takich rocznic! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Korzystam z obu serwisów i bardziej podoba mi się Goodreads. Jest fajny, bo masz go zrobionego w stylu facebooka trochę, to znaczy jest tablica społecznościowa, można zaznaczać postęp w czytaniu i robić komentarze do tego, recenzje można urozmaicać na przykład poprzez obrazki czy gify, goodreads ma też znacznie bogatszą bazę książek, a polskie jak brakuje bez problemu możesz dodać... no i jest tam wyzwanie!

      LC też lubię i na nim lepiej kataloguje mi się książki, ale całościowo dużo bardziej odpowiada mi Goodreads. :)

      Usuń
  5. Gratuluję! Jak najwięcej takich rocznic :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobry den. ;) :D
    Ja też dostaję bardzo dużą ilość propozycji książek do recenzji i Cię w pełni rozumiem. Bo mimo, iż wybieram tylko to, co mnie interesuje, to i tak tych recenzentek jest sporo, a odsiewam więcej niż czytam.

    Najlepszego i zaczytanego 2019! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry!
      Po prostu tych książek wychodzi za dużo i tak ciężko w nich przebrać... No cóż, będę chciała spróbować, przynajmniej na jakiś krótki czas, żeby odetchnąć. :)
      Dziękuję. <3

      Usuń
  7. Super podsumowanie. Piszesz, że mało ksiżek przeczytałaś, a ja uważam, że to jest bardzo dużo. Sama nie mam czym się pochwalić bo ubiegły rok zawaliłam(pod względem czytelniczym)

    Życzę zaczytanego roku.

    Serdecznie pozdrawiam.

    www.nacpana-ksiazkami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. :) Mało w stosunku do poprzedniego roku, ale tak ogółem to jest całkiem nieźle. :) Czemu zawaliłaś? Nie ma co się zmuszać, jak książki nie idą, to trzeba zająć się czymś innym i przeczekać zły okres. :)

      Usuń
  8. Gratuluję dwóch lat i ilości przeczytanych książek, wcale nie tak łatwo dobić choćby do 40 ;) Życzę dużo motywacji do czytania i pisania :D Moim zdaniem masz bardzo dużo sukcesów, a blog jest bardzo "rozbujany" jak na tylko dwa lata działalności.

    OdpowiedzUsuń
  9. Buy Boxa miałam na moim dawnym blogu, który miał o wiele więcej wejść niż jego odświeżona aktualna wersja z własną domeną... Hm, BB miałam chyba nawet ponad rok (ale mogę się mylić, czas dziwnie płynie). Zarobiłam na nim 0 zł. ;) Więc cieszę się, że u Ciebie się sprawdził. Na nowym blogu odpuściłam, bo dużo było z tym zachodu (wstawiałam widget do poszczególnych wpisów).

    Ale do rzeczy :) Ładne podsumowanie (uwielbiam "My" Zamiatina), a ja nadal pluję sobie (może raczej wszechświatowi) w brodę, że nie trafiłam do Ciebie wcześniej. Moje blogowe początki to rok 2012 i wyobraź sobie, jakie wtedy miałam wpisy. Połowę z nich bez skrupułów usunęłam, bo nie da się tego czytać ;) Więc spokojnie, styl się rozwija nieustannie, a nasza samokrytyka powinna nas motywować.

    No właśnie, domena. Wydaje mi się, że straciłam przez nią wielu czytelników, którzy regularnie odwiedzali dawne Przestrzenie. A może zwyczajnie się wykruszyli, może zaczęłam przynudzać ;) Teraz trochę żałuję tego zgrabnego "pl" w końcówce, sama nie wiem, czy cokolwiek wnosi. Tym bardziej, że nie nastawiam się na komercyjność, ani nawet na współprace.. Chciałam tylko "zacząć od nowa", nie rezygnując z nazwy bloga i pozostawiając całą historię wpisów. Ale pomysłu bynajmniej nie odradzam :) Za to Disqus jest super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Buy Boxa to najwięcej mi zaliczyło za Legimi. :) Ale czy ja wiem, czy się sprawdził? Przynajmniej tyle, że jest z czego pokryć wysyłki konkursowych paczek. :) Również wstawiałam widget do poszczególnych wpisów. Jakoś mi to już weszło w nawyk.

      Dziękuję! "My" Zamiatina było bardzo ciekawą książką, nie tylko pod względem treści, ale też i tego, że to taki antyutopijny dziadek. :D Przed tym blogiem prowadziłam jakiś czas innego, więc to nie jest tak, że ćwiczę pisanie od dwóch lat. :) Ale te pierwsze wpisy i tak sama chętnie bym usunęła.

      O, a to ciekawe, co piszesz. Zastanawia mnie powód... może ludzie wolą blogi z końcówką .blogspot, bo wtedy wydaje im się, że są nieprofesjonalne i pisane od serca, bardziej szczerze? A taki z .pl to już w domyśle profesjonalny blog, tfu, strona? Nie mam pojęcia... mam się teraz nad czym zastanawiać. :) Disquisa chyba jednak zainstaluje, muszę tylko znaleźć chwilę, żeby z nim powalczyć. :)

      Usuń
  10. Przyłączam się do życzeń w takim razie. Nie powiedziałbym nawet, że Twój blog ma tylko dwa lata, wygląda na starszy (w sensie, wpisy dojrzałe na pewno są ;)).
    Poza tym wpis bardzo rzeczowy i praktyczny, nie tylko wyliczenia. Bardzo doceniam i powodzenia w czytaniu klasyki. Oby i mi się udało to wyzwanie zrealizować ;).
    A za "Archiwum..." mam nadzieję się zabrać w tym roku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje! Bardzo mnie podnosi na duchu to, co piszesz. :D
      Będziemy walczyć, wierzę, że się uda i nie trafimy na żaden "szacowny bełkot". :D
      Bierz, bierz, ciekawa jestem, co powiesz. :) A coś od Sandersona już znasz?

      Usuń
    2. Oby nie. Na razie czytam coś całkiem znośnego, mimo, że w formie wierszowanej, więc początek dobry :P.

      Sandersona poniekąd znam - czytałem Jordana, któremu się zmarło, toteż Sanderson dokończył dzieła. Mam mu nieco do zarzucenia, ale muszę przyznać, że i tak poradził sobie całkiem zgrabnie, więc bardzo doceniam, bo zadanie łatwe nie było.
      I kiedyś zacząłem Elantris, ale mało co pamiętam. Musiałem oddać :P.
      Kupiłbym na pewno wcześniej, ale ceny tych jego tomiszczy odstraszają, nawet w internecie

      Usuń
  11. Przestoje chyba każdy miewa - ja próbuję się właśnie otrząsnąć z blogowego marazmu. Idzie tak sobie :( początek roku zawsze mam jakiś przyciężki, no. Ale cieszę się, że obie mamy jeszcze tyle siły, żeby coś tam pisać od czasu do czasu, bo ja bardzo lubię Cię odwiedzać :D Wiesz, na początku ubiegłego roku zaczęłam prowadzić statystyki na goodreads, żeby mieć takie ładne wykresiki, ale gdzieś koło czerwca kompletnie o tym zapomniałam xD

    O współpracach rozmawiałam ostatnio z Wiedźmą - wpadłam w tą samą pułapkę, co Ty. Na zasadzie "sama bym tego nie kupiła bo (tu jest multum powodów), ale skoro mogę dostać we współpracy, to czemu nie". W praktyce na ogół wychodzi, że intuicja podpowiadała dobrze i faktycznie lepiej było sobie daną pozycję darować. A tymczasem lista tego, co naprawdę chciałam przeczytać, nijak się nie kurczy... To chyba takie zachłyśnięcie współpracą, po prostu trzeba ochłonąć i znaleźć złoty środek, czego też Ci życzę (i sobie).

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger