No to lecimy z moim pierwszym, większym projektem. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj jakieś ciekawe propozycje literackie dla siebie. Pamiętajcie jednak, że to są tylko propozycje. W ramach wyzwania Czytamy klasykę możecie czytać, co tylko chcecie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą John Steinbeck. Pokaż wszystkie posty
30 grudnia
27 stycznia
6 krótkich książek do 120 stron
Po przeczytaniu w ostatnich dniach Myszy i ludzi, króciutkiej, lecz bardzo treściwej książki Johna Steinbecka zaczęłam się zastanawiać, jakie jeszcze znam inne książki, które byłyby dobre i krótkie. Wynik takiego zastanawiania się prezentuję Wam poniżej.
Zestawienie zawiera książki do 120 stron (aczkolwiek jedna ma 122). Mam jeszcze dwie na oku, ale nie przeczytałam ich, więc tutaj nie zamieszczam. Przewiduję kolejne takie zestawienia wtedy, kiedy nazbiera mi się tych książek na kolejny wpis.
Zapraszam. :)
Koralina, Neil Gaiman
Opis z okładki: Dzień po przeprowadzce Koralina postanowiła zwiedzić cały dom. W nowym mieszkaniu, do którego Koralina przeprowadziła się z rodzicami, jest dwadzieścia jeden okien i czternaścioro drzwi. Trzynaścioro z nich otwiera się zwyczajnie, czternaste zaś są zamknięte na klucz. Za nimi znajduje się tylko ściana z cegieł – przynajmniej do dnia, w którym Koralina otwiera je i odkrywa przejście do innego domu, który na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od jej własnego. Ale pozory mylą...
Słowo ode mnie: To było moje pierwsze spotkanie z Neilem Gaimanem, i choć nie chwyciło do końca, to sama Koralina bardzo mi się podobała. Książka docelowo przeznaczona jest dla młodszych czytelników, ale może spodobać się i starszym. Polecam też animowaną ekranizację, aczkolwiek wersja książkowa podobała mi się bardziej.
Liczba stron: 112
Słowo ode mnie: To było moje pierwsze spotkanie z Neilem Gaimanem, i choć nie chwyciło do końca, to sama Koralina bardzo mi się podobała. Książka docelowo przeznaczona jest dla młodszych czytelników, ale może spodobać się i starszym. Polecam też animowaną ekranizację, aczkolwiek wersja książkowa podobała mi się bardziej.
Liczba stron: 112
Idealny Stan, Brandon Sanderson
Opis z okładki: Bóg-Cesarz Kairominas jest panem wszystkiego, co go otacza. Pokonał wszystkich wrogów, zjednoczył cały świat pod swoimi rządami i opanował magię. Większość czasu zajmują mu potyczki z arcywrogiem, który wciąż próbuje najechać świat Kaia.Dziś jednak jest inaczej. Dziś Kai musi się udać na randkę.
Zewnętrzne moce zmusiły go do spotkania z kimś, kto mu dorównuje – kobietą z innego świata, która osiągnęła równie wiele, co on. Co się stanie, kiedy najważniejszy mężczyzna na świecie zostanie zmuszony, by zjeść kolację z najważniejszą kobietą?
Słowo ode mnie: W Idealnym Stanie możecie zobaczyć próbkę umiejętności autora, ale przede wszystkim to, jak niesamowitą ma wyobraźnię. Znacznie bardziej lubię jego dłuższe formy, ale Idealny Stan też daje radę. Nie jest to książka wchodząca w skład żadnej serii.
Liczba stron: 96
Myszy i ludzie, John Steinbeck
Opis z okładki: George Milton i Lennie Small to niezwykły tandem przyjaciół. George jest silnym mężczyzną, a podążający w ślad za nim Lennie – upośledzonym gigantem o umysłowości małego dziecka. Niezdarny i nieświadomy własnej siły fizycznej nie potrafi dostosować się do społecznych norm i co chwila sprowadza na siebie i George’a mniejsze lub większe nieszczęścia. Nie mogąc znaleźć dla siebie miejsca, przyjaciele przemierzają pogrążone w Wielkim Kryzysie Stany w poszukiwaniu zarobku i akceptacji. Ich marzeniem i celem, do którego dążą, jest własna farma, na której mogliby wspólnie hodować króliki.
Słowo ode mnie: To niewątpliwy numer jeden tego zestawienia. Myszy i ludzie są bardzo krótkie, ale niosą ze sobą więcej treści niż niejedna gruba powieść. Końcówka za to zostawia nas w stanie emocjonalnego rozbicia. Gorąco polecam.
Liczba stron: 120
Opowieść wigilijna, Charles Dickens
Opis z okładki: Opowieść wigilijna pokazuje niezwykłą przemianę skąpego, bezdusznego, samolubnego Ebenezera Scrooge'a w hojnego, serdecznego, sympatycznego człowieka. Stary kupiec, który do tej pory nie lubił świąt, pod wpływem niesamowitych wydarzeń mających miejsce podczas wigilijnej nocy, postanawia zmienić swoje życie. Zaczyna rozumieć, że pieniądze szczęścia nie dają, staje się dobry dla innych i docenia wreszcie magię świąt Bożego Narodzenia.
Słowo ode mnie: Dickens to moje zeszłoroczne odkrycie. Któż nie zna jego Opowieści wigilijnej? Jeśli jest ktoś taki, to zachęcam do nadrobienia. W innym razie dobrą propozycją będą pozostałe świąteczne opowieści Dickensa, które mamy zebrane w trzech zbiorczych tomach zatytułowanych Opowieści wigilijne.
Liczba stron: 122
Eryk, Terry Pratchett
Opis z okładki: Słyszeliście o Fauście...
To jest Eryk.
Istnieje pewna różnica.
Eryk ma czternaście lat, mieszka na legendarnym i magicznym Świecie Dysku, a także jest pierwszym w historii hakerem demonologii. Na szczęście nie udało mu się wywołać żadnych demonów, wywołał za to Rincewinda (najbardziej niekompetentnego maga w uniwersum)oraz Bagaż (najniebezpieczniejszy sprzęt podróżny na świecie). Kiedy Eryk wypuszcza ich na niczym nie chroniony świat, oczekuje, że Rincewind spełni trzy jego życzenia.
Wiecie przecież. Standardowa trójka. Żyć wiecznie, panować nad światem, spotkać najpiękniejszą kobietę w historii. Właściwie to proste...
Dryfowanie u zarania Czasu, zmiana przyszłości i spotkanie z najbardziej kłopotliwym bogiem historii to zaledwie początek. Stworzenie życia na Dysku to drobnostka. Ponieważ Rincewind trafia w końcu do Piekła. Dosłownie. A ono nigdy już nie będzie takie jak dawniej.
Słowo ode mnie: Nie jestem pewna, czy powinnam umieszczać Eryka w tym zestawieniu, bo ta książka jako jedyna będzie dedykowana dla osób, które znają już daną serię. Nie polecam zaczynania przygody ze Światem Dysku od tej właśnie książki (przetestowałam), mimo że sama lubię zaczynać przygodę z autorem od najkrótszych pozycji. Większość książek ze Świata Dysku można czytać na chybił trafił, ponieważ stanowią one odrębne historie, ale zawsze polecam trzymania się wg chronologicznej kolejności w cyklach, żeby się nie pogubić. Sam Eryk natomiast będzie za bardzo dziwny i specyficzny dla osób, które w ogóle nie znają Świata Dysku... przynajmniej tak ja uważam. Ale jak ktoś zna, to polecam. :)
Liczba stron: 116
Oskar i pani Róża, Éric-Emmanuel Schmitt
Czy w ciągu dwunastu dni można poznać smak życia i odkryć jego najgłębszy sens? Dziesięcioletni Oskar leży w szpitalu i nie wierzy już w żadne bajki. Na jego drodze staje tajemnicza pani Róża, która ma za sobą karierę zapaśniczki i potrafi znaleźć wyjście z każdej sytuacji…
Oskar i Pani Róża to najsłynniejsza powieść Érica-Emmanuela Schmitta, znakomitego francuskiego pisarza i filozofa, którego książki przetłumaczono na 35 języków. Czytelnicy na całym świecie pokochali go za niezrównaną wrażliwość i mądrość, z jaką opisuje nawet najbardziej skomplikowane emocje.
Słowo ode mnie: Oskara i panią Różę dostałam w podstawówce, wtedy też ją przeczytałam, ale pamiętam do tej pory. Świetna książka, urocza, poruszająca i bardzo płaczogenna, polecam więc zaopatrzyć się w chusteczki podczas czytania.
Liczba stron: 96
19 stycznia
O przyjaźni, odpowiedzialności i poświęceniu. "Myszy i ludzie" Johna Steinbecka
Na swój styczniowy klasyk pierwotnie chciałam wybrać inną książkę, ale ostatecznie stanęło na Johnie Steinbecku. Myszy i ludzie to już druga książka, którą czytam od tego autora, i muszę powiedzieć, że jest ona nieporównywalnie lepsza od Tortilla Flat. Ciężko mi o niej napisać, bo tyle treści można z niej wyciągnąć, że nie wiadomo, co wybrać ostatecznie. Ale gdybym chciała napisać o wszystkim, to byłyby to straszne spoilery. A ja chcę bez spoilerów. Chociaż drobne mogły się wkraść.
Myszy i ludzie to historia o dwójce przyjaciół, którzy tułają się od rancza do rancza w poszukiwaniu roboty. Już samo to, że tej roboty szukają razem jest rzeczą niecodzienną i dziwi ona innych, bo w tak ciężkich czasach każdy patrzy nie dalej niż na czubek własnego nosa. Nikt nie dba o drugiego człowieka tak, jak robi to George względem Lenniego, toteż ludzie próbują wręcz zwietrzyć tutaj podstęp (bierzesz działkę z jego zarobków?). A George o Lenniego troszczy się tak po prostu, bezinteresowne, z przyjaźni. Trzeba powiedzieć, że nie jest to rzeczą łatwą, ponieważ Lennie to człowiek upośledzony. Jest jak dziecko w ciele dorosłego człowieka, kieruje się emocjami, nie potrafi niczego zapamiętać, ciągle pakuje się w kłopoty na przykład przez chęć głaskania miękkich rzeczy. I nie ma w tym nic szczególnie złego dopóty, dopóki tymi "rzeczami" są myszy, które notabene kończą zaraz martwe, ale co, kiedy Lenniemu przyjdzie do głowy pogłaskać miły w dotyku materiał sukienki przypadkowej kobiety albo jej włosy? Co, jeśli Lennie zechciałby pogłaskać słodkie z wyglądu dziecko? Potrzymać je? Co, jeśli skończyłoby tak samo, jak mysz?
Człowiek musi mieć kogoś bliskiego. Dostaje fioła, jak nikogo nie ma. - Głos mu się łamał. - Nieważne, kim jest ten drugi, byleby tylko był. Mówię ci - zawołał - mówię ci, człowiek z tej samotności może się rozchorować.
Problem z przyjacielem George'a jest jeszcze jeden, ponieważ tworzy on niebezpieczną mieszankę dużego, bezmyślnego dziecka i dorosłego, wielkiego mężczyzny o nieprzeciętnej sile. I nawet jeśli Lennie nie chciałby nikomu wyrządzić nic złego, nie miałby na celu żadnych podłości, to i tak mógłby to zrobić. Przypadkiem. Niechcący. Przez niezrozumienie. Dlatego myszy, które Lennie nieustannie znajduje i ze sobą zabiera, zaraz są martwe. Lennie potrafi je zagłaskać na śmierć. Potrafi pogruchotać kości dłoni tylko ją ściskając. Ten człowiek nie panuje nad swoją siłą i niczego nie rozumie.
Myszy i ludzie są dla mnie piękną w swej surowości historią nie tyle o przyjaźni, ile o odpowiedzialności za drugiego człowieka. Także o poświęceniu i wyrzeczeniach, które ta odpowiedzialność za sobą ciągnie. Bo nawet jeśli George'a i Lenniego łączy przyjaźń, to bez George'a nie byłoby Lenniego. On za niego myśli, on za niego mówi, on robi wszystko, by Lenniego tłumaczyć i pomóc mu w tym świecie egzystować. Normalnym ludziom jest tutaj ciężko, a co z kimś takim jak Lennie? Może powinno się go zastrzelić jak starego, nikomu niepotrzebnego psa Candy'ego? I choć George wielokrotnie daje nam znać, że ma dość swego przyjaciela i bez niego byłoby mu na świecie łatwiej, to jednak nie potrafi go zostawić. To jest w przyjaźni piękne. A może to już chodzi o odpowiedzialność? A może to się łączy?
![]() |
| Scena ze spektaklu "Myszy i ludzie" w reżyserii Anny D. Shapiro. W roli George’a wystąpił James Franco, a w rolę Lenniego wcielił się Chris O’Dowd |
Piękna jest relacja tej dwójki. Piękne jest zaufanie Lenniego i piękne jest poświęcenie George'a. A jednocześnie dużo w tym smutku, tęsknoty i melancholii, bo Myszy i ludzie to też opowieść o niespełnionych marzeniach. Bohaterowie tej opowieści żyją snem o własnym kawałku ziemi, tęsknią za drugim człowiekiem, do którego można by się odezwać. Samotność, brak akceptacji i wyobcowanie przewija się przez całą książkę.
Niesamowite jest to, jak wiele treści zawarł John Steinbeck w tak cienkiej książce. Jak wiele mądrości i ładunku emocjonalnego. O Myszach i ludziach można by pisać długo, a wciąż miałoby się wrażenie, że coś gdzieś umknęło. To prosta opowieść o prostych ludziach, w brutalnych czasach Wielkiego Kryzysu w latach 30 XX wieku. Całość jest bardzo autentyczna, ale nie mogło być inaczej, skoro Steinbeck badał sytuację ówczesnych migrujących pracowników, a także zawarł w książce własne doświadczenia z pracy na farmie. Wszyscy jego bohaterowie są z krwi i kości. A to taka cienka książka!
- Faceci tacy jak my nie mają rodziny. Co zarobią trochę grosza, zaraz to przepuszczają. Nie mają na świecie nikogo, pies z kulawą nogą się nimi nie przejmuje.
- Ale my to co innego! - Zawołał radośnie Lennie. - Teraz powiedz o nas.
George milczał przez chwilę.
- Ale my to co innego - rzekł wreszcie.
- Bo ja...
- Bo ja mam ciebie, a...
- ...a ja ciebie!
Myszy i ludzie są więc dla mnie historią przede wszystkim o ciężarze odpowiedzialności, który przyjmujemy na siebie w chwili, w której decydujemy się zaopiekować drugim człowiekiem. Zwłaszcza upośledzonym, który sam o sobie decydować nie może. Jednak ta opowieść zostaje w nas długo ze względu na niejednoznaczną moralnie końcówkę. Rozumiem ją i jednocześnie nie rozumiem. Stanęliśmy tam przed wyborem: mniejsze zło, czy większe zło? A co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Nie wiem.
John Steinbeck pokazał nam odpowiedzialność do samego końca i sprawił, że o tej trochę ponad stu stronicowej książeczce zapomnieć trudno. Smutne to wszystko. Ale do bólu prawdziwe.
07 września
Opowieść o pijaczkach, a może coś więcej? "Tortilla Flat" John Steinbeck
Nie samą fantastyką człowiek żyje, a nawet jeśli jest to mój ulubiony gatunek, to staram się też sięgać po inne książki. Tortillę Flat wygrzebałam w bibliotece i jest to moje pierwsze spotkanie z Johnem Steinbeckiem. Na początku nie byłam do tej książki przekonana, ale w miarę czytania odkryłam, że jest to lektura naprawdę przyjemna i rozbrajająca, a jednocześnie starająca się przekazać coś więcej. Pytanie tylko, czy za otoczką pijaństwa i lenistwa to coś więcej dostrzeżemy.
Książka opowiada historię Danny'ego i jego przyjaciół. Po powrocie z wojny Danny dowiaduje się, że jego dziadek zostawił mu w spadku dwa domy w miasteczku Monterey, w dzielnicy Tortilla Flat. Jeden z domów postanawia wynająć, i tak powoli zaczynają tam mieszkać jego przyjaciele: Pilon, Jezus Maria, Pablo, Wielki Joe Portugalczyk oraz Pirat ze swoimi psami. Ich życie kręci się wokół wina, drobnych kradzieży, zdobywania jedzenia, kobiet i... czy wspominałam już o winie?
Na pierwszy rzut oka Tortilla Flat to opowieść o alkoholikach, którzy żadną pracą swoich rąk skalać nie chcą. Może poza Piratem, który dzień w dzień pchał przed sobą taczki z drewnem na opał, aż wszystkiego nie sprzedał. Codzienność naszych bohaterów to ciągła walka o przetrwanie, a mimo posiadania nieruchomości i tak żyją w skrajnej nędzy. Tutejsza rzeczywistość sprawia, że spokojnie mógłby to być dramat, jednak sposób przedstawienia historii przez Steinbecka oferuje nam zupełnie co innego. Danny i spółka niezwykle pozytywnie podchodzą do otaczającego ich świata, a wytrwale w tym pomaga im wino. I chociaż to pijaczkowie podbierający ci jajka z kurnika, to nie sposób w końcu nie zapałać do nich sympatią i myśleć o nich źle. Zazwyczaj mają bardzo dobre zamiary, ale gdzieś po drodze ich pokrętna logika doprowadza do bardzo przewrotnych, zabawnych wniosków. Sutkiem tego są działania zupełnie inne, niż początkowo zamierzali, i tak dobre zamiary kończą się tylko na zamiarach, aczkolwiek są oni święcie przekonani, że czynią dobrze (swoją drogą ile razy my potrafimy sobie tłumaczyć coś tak długo, aż w końcu wyjdzie na nasze?). Z czasem cała szóstka zaczyna mieć swój własny kodeks moralny i tworzy zgraną grupę, dla której spoiwem jest Danny. Dla niego są w stanie wiele zrobić, a on w zamian jest w stanie wiele im wybaczyć.
Jest rzeczą dowiedzioną i wykazaną w wielu opowieściach, że dusza zdolna do najlepszych uczynków jest także zdolna do najgorszych przestępstw. Czy można znaleźć większego ateistę od staczającego się w rynsztok kapłana? Czy jest niewiasta bardziej namiętna i nienasycona od niedawnej dziewicy? A może to jednak tylko sprawa pozorów.
Książkę charakteryzuje prostota, naturalność i lekki, niewymuszony humor. Jest to czwarta książka Johna Steinbecka, ale pierwsza, która została doceniona przez czytelników i krytyków. A czy kryje ona w sobie coś więcej niż tylko banalne historyjki o alkoholikach? Wiecie, kiedy Jezus Maria opowiada przyjaciołom pewną historię, Pablo kwituje ją słowami: Mnie się podoba, bo nie ma żadnego specjalnego znaczenia, które od razu widać, a jednocześnie zdaje się coś znaczyć. I ja tak właśnie myślę o Tortilla Flat. Każdy epizod z życia bohaterów chce nam coś przekazać, nieść jakieś moralne przesłanie, które tylko czeka, aż je dostrzeżemy. Ja dostrzegłam i polubiłam sposób pisania Steinbecka, aczkolwiek Tortilla Flat jest dla mnie książką jedynie dobrą.













