25 lipca

Daj się porwać wyobraźni. "Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy" Catherynne M. Valente


Opowieści sieroty to pierwsza książka z serii Uczta Wyobraźni wydawanej przez MAG, która wpadła mi w ręce. Pełny tytuł części pierwszej nosi nazwę Opowieści Sieroty. W ogrodzie nocy. I chociaż na początku strasznie ciężko było mi wgryźć się w tą powieść i czerpać z niej przyjemność, to po jej skończeniu czułam ogromną satysfakcję. Jeśli miałabym opisać tę książkę jednym zdaniem, to powiedziałabym, że idealnie pasuje do nazwy serii. Autorka dała tutaj prawdziwy popis wyobraźni.

Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy to mnóstwo pomniejszych historii, które opowiada księciu mieszkająca w ogrodzie samotna dziewczynka. To sierota, której ludzie się boją uważając ją za demona. Książę natomiast to młody chłopak, który cierpiąc na nadmiar wolnego czasu wymyka się z pałacu. W zamian za historie wytatuowane tuszem na powiekach dziewczynki, książę przynosi jej jedzenie i dotrzymuje towarzystwa. Różni ich wszystko, ale łączą ich opowieści. Opowieści fascynujące, pełne wymyślnych stworzeń i historii, których nie powstydziłby się niejeden baśniopisarz. Książka dzieli się na dwie księgi, a każda z nich stanowi jedną, większą opowieść. Pierwsza z nich to Księga Stepu, w której nadrzędnym bohaterem jest inny książę, Leander. W drugiej jest to blada dziewczynka o imieniu Śnieg, a księga nosi nazwę Księgi Morza.

Zacznijmy od tego, że Opowieści sieroty to powieść szkatułkowa. Nasza dziewczynka opowiada księciu historię o Leandrze, ale w tej historii ktoś inny opowiada historię Leandrowi, i tak kilka poziomów w dół. Właściwie każda z historii jest przez kogoś opowiedziana, i w tej opowiadanej części ktoś inny rozpoczyna snuć kolejną opowieść. To taka opowiadaniowa incepcja, a wątków w książce jest mnóstwo. Przez taki zabieg bardzo łatwo się w książce pogubić i potrzeba do niej dużego skupienia. To z kolei może zmęczyć i stanowić dla czytelnika barierę. Za to satysfakcja z tego, że w historii znajdziemy odniesienia do innej, a nawet rozpoznamy bohatera zanim padnie jego imię, jest ogromna. Losy bohaterów przeplatają się ze sobą, tworząc spójną całość, wszystko ładnie się zazębia i tak naprawdę dopiero pod koniec widać, jak wielki ogrom pracy autorka musiała włożyć w napisanie Opowieści sieroty. Warto dodać, że historie nie łączą się tylko w granicach poszczególnej księgi, bowiem bohaterów z pierwszej możemy odnaleźć w drugiej.

źródło
W książce można przeczytać o przeróżnych dziwach. Znajdziemy tutaj Gwiazdy, które żyją wśród nas, zmieniające kształt wiedźmy, królów czapli, czarowników, bóstwa, selkie, leukrottę, gryfy, centaury, ogniste ptaki.. wymieniać można naprawdę długo. To w połączeniu z pięknym, bogatym językiem autorki oraz pewnymi wartościami, które nam przekazuje, nadaje całości kształt baśni. Zarówno budowa książki, jak koncepcja opowieści snutych księciu przez dziewczynkę przypomina Baśnie tysiąca i jednej nocy, tylko w takiej wersji fantasy. Opowieści sieroty mają cudowny, magiczny klimat, gdzie naprawdę można poczuć się jak skryty w ogrodzie chłopiec, zafascynowany ogromną ilością egzotycznych historii, które uzależniają i których chce się więcej. Swoje robi też niezwykle barwny język autorki. Catherynne M. Valente snuje swoją opowieść w sposób wręcz poetycki, stosując niezliczone ilości pięknych, lecz prostych porównań, które mocno działają na wyobraźnię. Niestety taki język na dłuższą metę mnie męczył i nie potrafiłam czytać Opowieści zbyt długo za jednym zamachem. Po skończeniu książki czuję przesyt, ale jednocześnie bardzo ciepło ją wspominam. W pierwszym tomie nie wyjaśnia się nic o dziewczynce, księciu ani losach świata, toteż by dowiedzieć się, o co chodzi, będzie trzeba sięgnąć po tom drugi. Z pewnością to zrobię, ale nie za szybko. W książce nie ma porywającej akcji, całość opowiadana jest nieśpiesznie i myślę, że w taki właśnie sposób trzeba też ją czytać.


Zawsze mamy kogoś, kto według nas świeci jaśniej niż my, i uważamy, że nie jesteśmy nawet księżycem ich słońca, tylko martwym kamieniem unoszącym się w kosmosie obok ich złota i blasku.

Podsumowując, jestem pod ogromnym wrażeniem stylu Catherynne M. Valente jak i Opowieści sieroty. W ogrodzie nocy, ale paradoksalnie książka mnie zmęczyła. To trudna lektura, ale bardzo satysfakcjonująca gdy już dobrniemy do końca. Polecam ją wszystkim tym, którzy szukają nietuzinkowych historii fantasy jak i prawdziwej uczty wyobraźni. Ostrzegam tylko, że szybko możecie się lekturą zmęczyć - odłóżcie ją wtedy na chwilę i dajcie sobie moment wytchnienia. Szczególnie ciężko jest przebrnąć przez początek, ale w ostatecznym rozrachunku naprawdę warto.
 


26 komentarzy:

  1. Mam książkę tej autorki na półce i jestem ogromnie ciekawa jak mi się jej twórczość spodoba. Miałam kiedyś kupić sobie Opowieści sieroty, ale się nie skusiłam, a teraz żałuję. Ale uwielbiam jak w książce wątki zaczynają sie nagle zazębiać, więc pewnie z uwagą będę czytać Opowieści...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kupiłam ten tom na świecie książki za jakieś 10 zł. Mają tam czasem książki z UW po takiej przecenie właśnie, teraz widzę tylko jedną plus Nakręcaną Dziewczynę ale w okładkach nie z serii.

      Usuń
  2. Mam wrażenie, że swoiste zmęczenie lekturą to domena Uczty Wyobraźni jako takiej. Mała czcionka nie pomaga, a na historiach należy się skupić, więc w pewnym momencie po prostu trzeba sobie zrobić przerwę. Choćbym nie wiem jak bardzo była zachwycona dowolną powieścią z tej serii, to poza jednym przypadkiem (hard sf, więc trochę inna bajka) zawsze czytam wolno.

    A tak poza tym miałam bardzo podobne odczucia po lekturze :D Bardzo mi się podobała ta budowa szkatułkowa, która nie ograniczała się do trzech czy czterech warstw, ale potrafiła sięgać tak daleko, że chwilami wręcz zapominałam, kto jest głównym bohaterem historii. No i to łączenie i splatanie ze sobą wątków i postaci - majstersztyk!

    A jeśli chodzi o baśniową Valente, to polecam jeszcze Nieśmiertelnego, w którym odnosi się do rosyjskich baśni i podań ludowych, wrzucając je w wojenno-komunistyczny klimat ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jakoś takie miałam przeczucie, że książki z tej serii do łatwych nie będą należeć :) Potwierdzasz moje przypuszczenia.

      Ja myślałam, że się w tych opowieściach pogubię, ale o dziwo w ogóle nie czułam nawet zdezorientowania i całość naprawdę przypadła mi do gustu :) Ale fakt, ja również zapominałam, kto jest tym bohaterem nadrzędnym w opowieści ale w pierwszej księdze, w drugiej jakoś nie miałam tego problemu.

      Na pewno kiedyś sięgnę i po Nieśmiertelnego, tylko że no... trzeba to sobie dawkować :)

      Usuń
    2. No ja czytam średnio 2-3 książki z UW rocznie, a nie mam na półkach tylko Welinu i Ślepowidzenia, więc generalnie więcej książek dochodzi, niż czytam. Ale dawkowanie jak najbardziej wskazane, gdyby przesadzić z ich liczbą, to staną się męczące :)

      Usuń
    3. Ale to jest dobry plan, żeby kupować wszystko od razu, bo potem używki tych książek potrafią chodzić po absurdalnych cenach, jak widziałam np na allegro :) Welin widziałam u siebie w bibliotece :D

      Usuń
    4. Daj spokój... Welin i Ślepowidzenie schodzą po 150-200 zł... Przykro mi, nie zapłacę tyle za książkę tylko po to, żeby mieć całą serię. Jeśli kiedyś uda mi się trafić w dobrej cenie, to super, jeśli nie, przeżyję.

      Usuń
    5. Właśnie o tym mówię :) Fajnie, jakby Ci się udało kiedyś dorwać te dwa tomy w znośnej cenie. Ja tak miałam ostatnio z Malazańską, chciałam kupić pierwszy tom ale nigdzie nie ma, a na allegro chodzi po ~180 zł. Masakra jakaś. Na szczęście w przyszłym roku mają robić dodruk.

      Usuń
    6. Z Malazańską też czekam na dodruk, ale tu już z premedytacją niczego nie kupowałam :D

      Usuń
  3. Zaintrygowałaś mnie :) Nie słyszałam kompletnie o tej książce, ale uwielbiam powieści z budową szkatułkową (choć mam wrażenie, że one wszystkie wymagają zaangażowania i wolnej lektury) - dawno na żadną taką nie trafiłam. A po wczorajszym rozczarowaniu pewną młodzieżówką mam teraz ochotę na coś bardziej ambitnego...

    Pozdrawiam,
    Ewelina z "Gry w Bibliotece"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę dawno? A Hyperion nie ma takiej budowy przypadkiem? W każdym razie jak uwielbiasz takie powieści, to powinno Ci się spodobać o ile nie zrazi Cię styl pisania autorki :)
      Ciekawa jestem, co to za młodzieżówka :D

      Usuń
  4. Ojeeej! Mówisz 'baśń', a ja na to 'biorę to!' xD Po prostu jestem baśniową dziewczyną i straaasznie się nakręcam na tego typu książki xD O tej pierwszy raz słyszę, ale wydaje się intrygująca!! (i to nie tylko dlatego że ma kształt takiej baśni xD) Choć pewnie będę się gubić w wydarzeniach i bohaterach i pewnie trochę będzie mnie męczył styl autorki - sądzę, że warto :D Historia fantasy, wyobraźnia - to wszystko do mnie przemawia! Bardzo! Muszę kiedyś zapoznać się z tą powieścią! ^_^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że warto, tylko nie nastawiałabym się na szybką i łatwą lekturę :)

      Usuń
  5. Pierwszy raz słyszę o tej książce. Dziwię się, że wcześniej o niej nie słyszałam. Uwielbiam baśniowe powieści i zawsze chętnie po nie sięgam. A gdy już w nie wchłonę, to oderwanie się od nich jest dla mnie bardzo ciężkie. Zaciekawiłaś mnie :D Pozdrawiam Książkowa Dusza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też odkryłam ją dopiero niedawno. Mam nadzieję, że Ci się spodoba jeśli kiedyś po nią sięgniesz :)

      Usuń
  6. Nie czytałem tego jeszcze, ale leży mi na półce ze 3-4 lata, więc pewnie kiedyś w końcu sprawdzę. Podobnie zresztą jak wszystko pozostałe od Valente. :P Fajnie jednak, że sę za UW zabrałaś, bo wiele tu mega ciekawych i bardzo dobrych książek. Już wiesz, co w następnej kolejności do przeczytania pójdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, też mam książki, które muszą odleżeć swoje :)
      Pewnie to, co mam w domu, czyli Shriek: Posłowie a potem Finch. Ale jeśli znasz UW to chętnie przyjmę rady na temat tego, co warto przeczytać :>

      Usuń
    2. Jeśli chodzi o te książki, to o ile się nie mylę pochodzą z cyklu o Ambergris, więc warto choćby zerknąć na Miasto szaleńców i świętych (wydane przez Solaris), bo wydaje mi się, że Shriek jest w podobnym stylu i przyjmuje formę książki/broszury niejako wydanej w tym mieście. Dodam tylko, że Miasto... jest bardzo specyficzne i trudno ją nazwać książką sfabularyzowaną.

      Usuń
    3. Tak, to ten sam cykl ale podobno nie trzeba znać Miasta, żeby sięgać po Shriek i dalej. Aczkolwiek ja strasznie nie lubię sięgać po drugie tomy jakichkolwiek cyklów i wolałabym najpierw to Miasto jakoś zdobyć.

      Usuń
    4. Miasto to tak jakby spis różnych publikacji na temat Ambergris, więc wgryzasz się w samo miasto i dość pogmatwany świat. Masz jakąś "sztukę teatralną", jakieś broszury dotyczące czegoś dotyczącego miasta, jakieś prace "okołonaukowe" o kałamarnicach, gdzieś się nawet przewija Shriek, o ile dobrze pamiętam. Więc to naprawdę nie jest niezbędne, ale mam podobnie jak Ty - jakoś dziwnie czytać od środka.

      Usuń
    5. Miasta znać nie trzeba, ale kolega, który czytał wszystko pisał mi, że jest to istotny wstęp do tego cyklu, który wiele wyjaśnia w przód. Tak więc warto po to najpierw sięgnąć. Ja tego nie mam i nie chciałem kupować, bo liczyłem, że Mag wyda w UW, ale nie ma na to szans.
      Co do pozostałych to na pewno warto się zapoznać z Rozłąką i Człowiekiem z sąsiedztwa - Priesta, Atlasem chmur i Slade house - Mitchella, Pompa numer 6/Nakręcana dziewczyna - Bacigalupiego czy Ślepowidzenie - Wattsa. Bardzo mi się też podobał Wurt - to taka narkotykowa wizja przyszłości, świat gdzie za pomocą legalnych dragów - w formie piórek ptasich - ludzie egzystują i przeżywają lepsze i gorsze chwile. Książka o tyle ciekawa, że ma się wydaje jakby autor sam był pod wpływem jakichś dragów jak to pisał, bo wyobraźnia go tam ponosiła nie raz niemożliwie. :P

      Usuń
    6. O, no to jednak dorwę to Miasto pierwsze. Mam nadzieję, że nie zrazi mnie forma takich publikacji na temat Ambergris.

      Mitchella i Bacigalupiego i tak miałam czytać, więc spoko :) Nakręcana dziewczyna wpadła mi w oko jeszcze zanim się zorientowałam, że to było też wydane w UW :D Dzięki za tytuły, na pewno posprawdzam... stopniowo :)

      Usuń
  7. Już sama koncepcja na opowiedzenie tej historii mnie zachwyciła. Przypomina mi to stare opowieści snute dawniej przez moją prababcie, z tą różnicą, że były one bardziej rzeczywiste i przerażające.

    Jestem tego zdania, że przy dobrej i wartościowej książce trzeba się trochę namęczyć, bowiem nic nie dostajemy nigdy za darmo.

    Jeżeli ta powieść przypomniała Ci baśnie, to jest to chyba najlepsza rekomendacja jaką mogłaś jej dać, bo my, którzy już dziećmi nie jesteśmy potrzebujemy takich historii, żeby nasza dusza znowu stała się młoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie mam nadzieję, że uda Ci się książkę zdobyć i przeczytać, i że spodoba Ci się w równym stopniu, jak i mi :) Też uważam, że czasem warto się pomęczyć przy jakiejś książce i jednak ją przeczytać, bo inaczej może ominąć nas kawał dobrej lektury :)

      Usuń
  8. Koniecznie sięgnij po "Nieśmiertelnego" Valente też wydanego w UW, od niego zaczęła się moja przygoda z serią i z autorką. Cudny jest :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy raz widzę tę książkę, ale udało ci się mnie zaciekawić xd. Jej okładka wygląda jak kadr z filmu :D

    Pozdrawiam!
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger