21 maja

Wrony znowu w akcji. "Królestwo Kanciarzy" Leigh Bardugo

Szóstka Wron miała w sobie mnóstwo głupotek, ale zasadniczo podobała mi się i była fajnym odmóżdżaczem. Zachęcona opiniami, że drugi tom jest o niebo lepszy, z ochotą wypatrywałam jego premiery. Niestety Królestwo Kanciarzy w moich oczach okazało się słabsze od części pierwszej. Nie czytało mi się go tak dobrze, jak Szóstki Wron, nie wciągnęło mnie, a wręcz odnosiłam wrażenie, że ta kontynuacja powstała jakby na siłę.

Zacznijmy od informacji najważniejszej, czyli od tego, że Królestwo Kanciarzy to młodzieżówka. W takich seriach nie znajdzie się skomplikowanej fabuły i intelektualnych doznań (oczywiście generalizuję), a im człowiek starszy, tym bardziej patrzy na takie serie z góry. Owszem, trafiają się fajne powieści skierowane do młodzieżowy, które spodobają się nawet dorosłym, ale myślę, że są to wyjątki. Jak jest z najnowszą serią Leigh Bardugo? Pierwszy tom sprawił mi mnóstwo frajdy mimo sporej liczby fragmentów, od których bolało mnie czoło przez nieustanne facepalmy. Drugi tom mnie zawiódł pod względem akcji, i spokojnie mogłabym go ominąć. Nie wiem, czy nagle zmieniły mi się gusta, że czuję tak dużą różnicę między tymi tomami, czy on naprawdę był taki nijaki. Niemniej jednak na pewno nie jest to seria, która spodoba się każdemu niezależnie od wieku. 

Królestwo Kanciarzy kontynuuje urwany wątek z poprzedniego tomu. Nie ma pomiędzy nimi żadnej przerwy, autorka po prostu podejmuje opowieść dalej. Ze względu na spoilery, nie mogę opowiedzieć nic o fabule, ale jest ona utrzymana w podobnym tonie, co część pierwsza. Kaz ze swoją drużyną znów będzie kombinował, jak tu zdobyć pieniądze, i używał w tym celu bardzo nieczystych zagrań. Tym razem jednak ekipa nie skupia się na jednym zadaniu, lecz na kilku pomniejszych.

I tu się mylisz, ja nie żywię uraz. Ja na nie chucham i dmucham. Ja je hołubię. Karmię je najsmakowitszymi kąskami i posyłam do najlepszych szkół. Ja swoje urazy pielęgnuję.

Przechodząc do tematu swoich wrażeń z książki, to przede wszystkim w Królestwie Kanciarzy nie czuć było tych emocji, co poprzednio. Wcześniej byłam szczerze zainteresowana tym, co stanie się z bohaterami, czułam, że są zapędzeni w kozi róg i zastanawiałam się, jak z tego wybrną. Akcja była dobrze poprowadzona i pomijając końcówkę, która otwierała drogę do kontynuacji, książka była zamkniętą całością. W Królestwie Kanciarzy dzieje się dużo, a przed bohaterami co rusz wyrastają nowe bariery do pokonania. Mimo tego nie czułam żadnego napięcia, bo przecież Kaz magicznie znajdzie rozwiązanie na każdy problem. I to jest właśnie jeden z poważniejszych błędów serii: bohaterom zbyt łatwo wszystko idzie.

O ile Szóstka Wron skupiała się na jednym problemie (włamaniu i wydostaniu z więzienia Kuweja), to w Królestwie Kanciarzy ciągle pojawia się coś nowego. Miałam wrażenie, że kolejne przeszkody pojawiają się tylko po to, by wydłużyć książkę i niby rzucić czytelnika w wir akcji. Ja natomiast, zamiast pochłaniać to z wypiekami na twarzy, czułam się znudzona, zupełnie nie potrafiąc zaangażować się w to, co czytam.


W tym tomie sporo miejsca dostaje Wylan, który wcześniej robił jedynie za tło. Bardzo polubiłam tego bohatera i byłam szczerze ucieszona, gdy znalazłam tutaj rozdziały poświęcone akurat jemu. Podobał mi się wątek jego rodzinnych problemów i uważam go za najciekawszą postać ze wszystkich Wron. Duży plus idzie też za Jespera i jego ojca. Z kolei sam wątek romansowy Wylana i Jespera uważam za zupełnie nieudany. Nie mam nic do homoseksualistów i lubię o nich czytać, ale ich związek był strasznie płytki, i chociaż mieli się ku sobie od samych początków, autorka praktycznie w ogóle nie wnikała w ich sferę uczuć, jakby się bała to zrobić, bo to geje. Na tym polu o wiele wypada związek Mathiasa i Niny, który pełen jest przekomarzań, podtekstów, wzajemnych docinków i uczuć.

A teraz zaserwuję wam być może taki delikatny spoiler, ale zwyczajnie muszę o tym napisać. Chodzi mi o końcówkę, a mianowicie o to, co stało się z jednym z bohaterów. Wzbudziło to we mnie ogromny niesmak, bo autorka zupełnie z czapy wyskoczyła z takim rozwiązaniem. Było ono zbędne, wymuszone, już pomijając fakt, jak idiotycznie do tego doszło. Leigh Bardugo kierowała swoją postacią z subtelnością młotka, który wali ci w głowę. Być może miało nas przez to zaboleć serce, być może chodziło o to, by pokazać, że wcale nie jest tak kolorowo, ale wyszło to tak sztucznie, że nie sposób nie przewrócić nad tym z politowaniem oczami.

Królestwo Kanciarzy oceniam więc gorzej niż Szóstkę Wron. Całość stanowi przeciętną, odmóżdżającą serię rozrywkową skierowaną do młodzieży, ale nic ponadto. Ma w sobie dużą ilość głupotek i infantylności, które drażnią i na które trzeba przymknąć oko. Pewnie jakbym była młodsza, spodobałoby mi się bardziej, a tak to... cóż :)

W serii:

2. Królestwo Kanciarzy



17 komentarzy:

  1. Też miałam mały problem z tą powieścią. Oceniam ją na równi z pierwszym tomem (7/10), bo "Królestwo kanciarzy" podobnie jak "Szóstka wron" nie miało zbyt zawrotnej akcji. Było sporo momentów, które mnie nudziły. I też miałam problemy z wątkami romantycznymi, ale w takim ogólnym aspekcie. Dla mnie było ich za dużo - czułam przesyt. A zakończenie było po prostu nijakie. Wymieniłam tu same minusy, ale nie było znowu tak źle ;) Książka ma również zalety, jak bohaterowie czy klimatyczny Ketterdam.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie jednak "Szóstka Wron" miała lepiej poprowadzoną akcję niż "Królestwo Kanciarzy". Pierwszy tom połknęłam bardzo szybko, drugi mnie męczył. Prawda z tym przesytem, ale akurat Nina i Mathias byli w porządku :)

      Usuń
  2. Ostatnio bardzo dużą popularnością cieszy się ta seria, choć szczerze mówiąc coraz bardziej jestem zniechęcona do sięgnięcia po nią. Młodzieżówki to jednak nie mój gatunek i wolę zdecydowanie książki mniej "odmóżdżające", ale czego nie robi dobry marketing. ;) Ja chyba jednak szybko po tą serię nie sięgnę.

    Pozdrawiam,
    Marionetka Literacka
    www.marionetkaliteracka.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też po raz dochodzę kolejny do wniosku, że młodzieżówki to jednak nie mój gatunek... a jednak lubię od czasu do czasu po jakąś sięgnąć. Właściwie im bardziej popularna seria, tym większa jest możliwość, że ta popularność jest nadmuchana. A ja wciąż za często daje się na to złapać :(

      Usuń
  3. Ta książka leży u mnie na półce już od jakiegoś czasu, nie potrafię się jakoś za nią zabrać. Mimo tego jestem ciekawa co się dalej wydarzy no i chcę wyrobić sobie własną opinię, może spodoba mi się bardziej niż tobie, zobaczymy...
    Świetna recenzja, bardzo przyjemnie mi się ją czytało :)

    https://pomiedzyrozdzialami.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też byłam bardzo ciekawa co się wydarzy, dlatego wypatrywałam premiery :) Mnóstwo ludzi ocenia drugi tom lepiej niż pierwszy więc to bardzo możliwe, że jednak Tobie się spodoba.

      Usuń
  4. Udało mi się wygrać "Szóstkę Wron" jakieś 3 miesiące temu, ale jeszcze po nią nie sięgnęłam. Oba tomy mają piękne okładki - idealnie w moim typie. Mam przeczucie, że w "Królestwie kanciarzy" irytowałoby mnie dużo mniejszych przeszkód - zdecydowanie wolę, gdy jest jeden główny wróg, lub problem przez całą serię. Pozdrawiam serdecznie. Klara z krysiaklaraiksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Udało mi się wygrać "Szóstkę Wron" jakieś 3 miesiące temu, ale jeszcze po nią nie sięgnęłam. Oba tomy mają piękne okładki - idealnie w moim typie. Mam przeczucie, że w "Królestwie kanciarzy" irytowałoby mnie dużo mniejszych przeszkód - zdecydowanie wolę, gdy jest jeden główny wróg, lub problem przez całą serię. Pozdrawiam serdecznie. Klara z krysiaklaraiksiazki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo, iż nie jestem najmłodsza zarówno "Szóstka Wron" jak i "Królestwo Kanciarzy" mnie zachwyciły. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że osobom 18+VAT ta seria się nie spodoba :) Mi podobał się nawet tom pierwszy, ale drugi już nie.

      Usuń
  7. No i przez tą młodzieżowość ja po tę serię sięgać nie planuje ;P Ciekawsze rzeczy mam do poznania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedziałam, że występuje w tej książce wątek homoseksualny, a w sumie szkoda, że autorka tak go spłyciła, bo przez to co mniej tolerancyjne osoby, mogą go jeszcze bardziej negatywnie odebrać. Ja ostatnio zamówiłam sobie pierwszy tom i jestem ciekawa, czy książka rzeczywiście warta jest tylu zachwytów. Ale dobrze, że natrafiłam na Twoją recenzję, bo przynajmniej wiem już, że oba tomy nie są pozbawione wad. Ciekawa jestem, jak odbiorę tę serię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nigdzie nie widziałam żeby ktoś się czepiał akurat tego, po prostu ja to tak odebrałam, że ten wątek jest spłycony :) Też jestem ciekawa, jak Ty to odbierzesz, chętnie przeczytam o Twoich wrażeniach z lektury :)

      Usuń
  9. Ojej, szkoda, że Królestwo Kanciarzy Ci się nie spodobało. Ja zupełnie inaczej podeszłam do tej serii i dlatego byłam zadowolona. Przede wszystkim czekałam na to, co tym razem wymyśli Kaz, a nie załamywałam ręce, że i tak coś wymyśli. Uważam, że Bardugo bardzo ładnie i składnie połączyła wszystkie wątki i wykorzystała drobne elementy z wcześniejszych stron, żeby wykorzystać je w późniejszej części.

    Związek Wylana i Jespera wzbudza we mnie jedynie niesmak. A to była taka ładna przyjaźń... Na cholerę było psuć tę relację? Nie widzę powodu, dla którego należało wszystkich łączyć w pary.

    A co do zakończenia tej jednej postaci: mam wrażenie, że właśnie bezsens całej sytuacji miał tu największe uzasadnienie. Lepiej by było, gdyby odbyło się z jakimś patosem? Napisałabym więcej, ale to już będzie zbyt oczywiste (w razie czego możemy sobie pogadać przez maila lub na facebooku). Mnie w tej sytuacji bardziej mierziła ta druga postać, która po prostu przyjęła ten fakt do wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sama pisałaś nudno by było, gdyby wszystkim podobało się to samo.

      Związek Wylana i Jespera zapowiadał się już od pierwszego tomu... ja akurat nie mam z nimi problemu innego niż to, że płytko wyszło.

      Odnośnie zakończenia nie chodziło mi o patos, tylko właśnie tą bezsensowność, jakby pchał się w to z premedytacją. Na pewno dało się to rozegrać w mniej rażący sposób :)

      Usuń
    2. Napisałabym Ci, jak ja to odebrałam, ale wtedy wszystko wyjdzie na jaw... Więc może tak w skrócie i ogólnie: wydaje mi się, że ta postać była zbyt zagubiona i nie ogarnęła do końca swojej rzeczywistości. Tak, było to głupie i bezsensowne, ale według mnie tak właśnie było dobrze. Autorka pokazała, że nie wszystko można zmienić kilkoma słowami.

      Ja jestem prostą istotą, wolałam ideę fajnej, męskiej przyjaźni, która w pierwszej części była bardzo dobrze poprowadzona, a w drugiej zrobiła się z tego taka rozmemłana klucha.

      Usuń
    3. Tak, to prawda, że była zagubiona, ale nie zmienia to faktu, że się z tym nie zgadzam i nie popieram :P Za to bardzo trafne określenie z tą rozmemłaną kluchą :D

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger