10 września

Przetrwają najsilniejsi. "Wrota Obelisków" N. K. Jemisin

 

Po fantastycznej Piątej Porze Roku przyszła kolej na drugi tom Trylogii Pękniętej Ziemi, czyli na Wrota Obelisków. Kontynuacja bezpośrednio podejmuje wątki opowiedziane w tomie pierwszym, niemożliwym jest więc sięganie po nią bez wcześniejszego przeczytania Piątej Pory Roku. Tym razem będzie znacznie spokojniej, bo książka nie obfituje w ogrom wydarzeń, jaki mieliśmy poprzednio; autorka odsłania za to dużo więcej kart dotyczących funkcjonowania jej świata.

We Wrotach Obelisków historia ponownie jest opowiadana z kilku perspektyw. Wciąż mamy Essun, która zatrzymuje się na dłużej w Castrimie, miejscu, gdzie ludzie i górotwory żyją razem we względnym pokoju, ale obserwujemy też losy Nassun, córki Essun. Sporadycznie rozdziały są pisane z perspektywy Stróża i Zjadacza Kamieni, co jest świetnym ruchem, bo pozwala spojrzeć na wszystko oczami najbardziej tajemniczych postaci z pierwszego tomu.

W Piątej porze roku autorka dużo uwagi poświęciła tematom takim jak tolerancyjność, ślepa wiara w stereotypy i własne uprzedzenia, i tak samo dzieje się tutaj. Bardzo dobrze widać to w wątku Essun, która, nawet jeśli trafiła do wspólnoty względnie akceptującej górotwory, to w końcu odkrywa, że ta sielankowa idylla zbudowana jest na kruchych fundamentach. Również wątek Nassun świetnie pokazuje, jak bardzo wmawiane nam od małego stereotypy potrafią niszczyć i zaburzać nasz własny osąd świata - nawet do własnego dziecka. Ojciec Nassun jest więc rozdarty między dwoma prawdami i nie wie, w co powinien wierzyć: z jednej strony wpajano mu, że górotwór to coś gorszego, to przekleństwo, nieczłowiek; z drugiej Nassun to przecież jego córeczka, oczko w głowie. I chociaż od początku czujemy do niego niechęć, to w pewnym momencie możemy czuć jedynie litość do tego ślepego i ograniczonego człowieka.

Zna tę cenę. Lepiej już umrzeć, niż ją zapłacić. Co innego jednak postanowić umrzeć, a co innego utrzymać to postanowienie, kiedy naprawdę się umiera.

Najciekawszą postacią okazała się jednak dla mnie Nassun. To tylko dziecko, kilkuletnia dziewczynka, której większość świata stanowią rodzice. Matka była dla niej od zawsze szorstka i surowa, toteż siłą rzeczy miłość Nassun skierowała się w stronę rozpieszczającego ją ojca... który potem gołymi rękami zabija jej młodszego braciszka. Naszą pierwszą myślą jest to, że Nassun przerazi się ojca i będzie chciała uciec, ale nie - ona z miejsca bierze winę na siebie, a potem obarcza nią paskudną w jej oczach matkę. Dziewczynka zbyt mocno kocha ojca, by naprawdę zobaczyć i zrozumieć to, co się stało, i jest to moim zdaniem jeden z najlepszych elementów książki. Łącznie z tym, jak bardzo przewrotny okazuje się los Nassun, a z czego może wyjść bardzo ciekawa konfrontacja w przyszłości.

We Wrotach Obelisków wyjaśnia się sporo na temat funkcjonowania świata. Autorka rozwija temat wprowadzonych już w pierwszym tomie Zjadaczy Kamieni, dowiadujemy się też więcej o Stróżach oraz o tym, do czego to wszystko zmierza. W tym tomie mocniej niż w Piątej porze roku pokazany jest motyw post apokalipsy, ponieważ Sezon już się zaczął i wyraźnie widać, że przetrwają najsilniejsi. Jest tu jednak znacznie mniej akcji i więcej rozmów, a bohaterowie prawie w ogóle się nie przemieszczają; ten tom jest zdecydowanie bardziej stonowany i nie ma tu takich trzęsień ziemi, jakie autorka zaserwowała nam w pierwszej części. Można uznać to za wadę, ja jednak jestem usatysfakcjonowana, bo Jemisin w zamian za to skupiła się na rozwoju bohaterów, relacjach między nimi i rozbudowaniu swojego świata, aczkolwiek porównując ten tom do pierwszego sama dam gwiazdkę niżej. Zabrakło mi tego elementu zaskoczenia, czegoś, co nami potrząśnie i sprawi, że zdumieni będziemy wpatrywać się w tekst.

Czy warto więc sięgać po Wrota Obelisków i w ogóle po Trylogię Pękniętej Ziemi? Tak! Wciąż podtrzymuje zdanie, że to jedna z lepszych serii fantasy, jakie przyszło mi ostatnio czytać, i zdecydowanie warto się z nią zapoznać. Wrota Obelisków tak samo, jak poprzedniczka otrzymały nagrodę Hugo, niedawno też ogłoszono, że na podstawie tej serii wyjdzie serial. Dobra passa autorki trwa i mam nadzieję, że rozciągnie się ona też na trzeci tom. Oby dla The Stone Sky nie starczyło mi skali.

W serii:
2. Wrota obelisków



17 komentarzy:

  1. Ja chce... ja tak bardzo chce tom pierwszy.
    Cholera, kiedy ja to wszystko przeczytam? Nie da się :c

    OdpowiedzUsuń
  2. Świat w którym przyszło żyć bohaterom jest strasznie brutalny i strasznie intrygujący. Zawsze lubiłam fantastykę, ale mniej brutalną. Może trzeba się przestawić? :)

    Pozdrawiam
    mowmikate

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam fantastykę. Pierwszą część tej serii miałam okazję przeczytać, ale nie skorzystałam. Dlaczego? Był wtedy wokół niej ogromny szum i obawiałam się, że to będzie mój jedyny powód dla którego po nią sięgnę. Myliłam się, bo z Twojej recenzji wynika jedno - powinnam żałować.
    Podpinam się pod komentarz wyżej - ciekawie, kiedy znajdę czas, aby przeczytać wszystkie książki z mojej listy. A tu jeszcze cały czas powstają nowe. Życia mi nie starczy :')

    Pozdrawiam,
    jakaczuszka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię sięgać po książki, wokół których w danej chwili jest duży szum. Ale w tym przypadku naprawdę warto, bo to świetna seria :) Z problemem za dużej ilości książek do przeczytania boryka się chyba każdy wielbiciel książek, w tym i ja :)

      Usuń
  4. Ja też czekam już na trzecią odsłonę trylogii, choć muszę przyznać, iż w tym tomie brakowało mi "tego czegoś". Ogólnie jednak byłam bardzo zadowolona i uważam, że jak na razie te dwa tomy, to świetny kawałek fantastyki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i ja tak samo :) Ciekawa jestem jej innych książek, czy są na takim samym poziomie. Jak patrzyłam są oceniane niżej, ale i tak mam ochotę sprawdzić :)

      Usuń
    2. Ja również, ale nie wiem gdzie miałabym je "upchnąć".

      Usuń
  5. Niestety nie czytam zbyt dużo serii, ale przyznam, że jeżeli jakaś zrobi na mnie wrażenie już na samym początku, chociażby czytając recenzję to jestem w stanie zrobić wyjątek. W końcu trochę głupio byłoby przegapić coś aż tak bardzo dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla Trylogii Pękniętej Ziemi warto zrobić ten wyjątek :)

      Usuń
  6. Cóż, u mnie nadal tom pierwszy wisi na liście "do przeczytania" (przez Ciebie zresztą). Ale cieszę się, że kontynuacja trzyma poziom, teraz jeszcze bardziej mam ochotę rozpocząć tę przygodę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam ją bardzo :) Tylko jakby się nie spodobało (w co wątpię), to ja jestem niewinna :P

      Usuń
  7. Pierwsza część mi się podobała, ale strasznie długo z niej wychodziłam; byłam bardzo... zmęczona, zwłaszcza, że wybrałam sobie jej lekturę jako obronę na nudę w czasie choroby :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to miało jakiś wpływ :) Ja pierwszy tom połknęłam w dwa dni, niesamowicie mnie wciągnął

      Usuń
  8. Ja dałam gwiazdkę wyżej ;) Fakt fabuła jest bardziej stonowana i mniej zaskakująca, ale dziwnym sposobem "Wrota obelisków" wciągnęły mnie bardziej. Jakieś czary ;P W każdym razie również nie mogę doczekać się trzeciej części!
    Pozdrawiam :)
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to naprawdę jesteś wyjątkiem, bo gdzie nie zaglądałam, każdemu bardziej podobała się Piąta pora roku :) Mnie Wrota Obelisków wciągnęły troszkę mniej, ale wciąż mocno.
      Pozdrawiam również :)

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger