15 marca

15 marca

Planety refleksji. "Sześć światów Hain" Ursuli Le Guin


Dawno, dawno temu, starożytna rasa Hain postanowiła skolonizować mnóstwo planet i zaludnić je swoim potomstwem. Mijały lata, nowe pokolenia rodziły się i przemijały, aż w końcu pamięć o własnym pochodzeniu została utracona. Każda z planet wykształciła odrębną cywilizację, a ludzie przystosowali się do warunków tam panujących do tego stopnia, że choć wszyscy wywodzili się od jednego ludu, to zupełnie siebie nie przypominali. Planety tworzyły zupełnie inny świat.

I żyli sobie Ci ludzie w błogiej nieświadomości swoich korzeni, aż pewnego dnia przybyli Haińczycy z piękną misją odnowienia więzi i zjednoczenia wszystkich powstałych cywilizacji w imię idei, jaką była wzajemna pomoc i wymiana wiedzy. W ten sposób powstał dobrowolny związek światów — Ekumena.

Ekumeną zwie się też cykl powieści Ursuli Le Guin. Pierwsze sześć książek z cyklu zostało wydanych w zbiorczym wydaniu pt. Sześć światów Hain. Ta potężna cegła liczy sobie prawie tysiąc stron drobnym drukiem. W skład omnibusa wchodzą powieści pt.: Świat Rocannona, Planeta wygnania, Miasto złudzeń, Lewa ręka ciemności, Słowo las znaczy świat i Wydziedziczeni. Uzupełnienie serii możecie znaleźć w kolejnym omnibusie pt. Rybak znad Morza Wewnętrznego.

O całym zbiorze


Ursulę Le Guin znam i cenię sobie za Ziemiomorze. I choć całym sercem jestem za fantasy, to Sześć światów Hain, zbiór książek science-fiction stawiam znacznie wyżej. Ziemiomorze to przepięknie napisana i wartościowa seria, ale Ekumena porusza o wiele więcej wątków społecznie istotnych i skupiających się na człowieku. Ziemiomorze jest bardziej przygodowe, a Sześć światów Hain filozoficzne i ambitniejsze. Takie science-fiction mogłabym czytać pasjami: napisane delikatnym, onirycznym stylem, kładące nacisk na społeczeństwo, tożsamość, kondycję człowieka, płeć, kwestionujące narzucone nam role. W powieściach Le Guin zawsze doszukuję się czegoś więcej, ponieważ pod zwykłymi historiami kryje się tutaj niezwykła treść.




Pisałam Wam w tekście o Ziemiomorzu, że książki Ursuli Le Guin nie są porywającymi, pełnymi przygód powieściami, lecz spokojnymi, kameralnymi historiami. W powieściach tej autorki nie chodzi o akcję i pasjonujące opisy walk, lecz ciche i stonowane zajrzenie w głąb nas samych, zastanowienie się na temat tego, co nas otacza. Stereotypy i konwenanse nie mają tu miejsca, ponieważ w innym otoczeniu, w innej cywilizacji to, co dla nas normalne, jest tam dziwne i wynaturzone. Jeśli więc zależy Wam na niesamowitych zwrotach akcji i szybkim tempie prowadzenia fabuły, to u Le Guin tego nie znajdziecie. Jednak choć jestem ogromną zwolenniczką tej autorki, to niestety jej styl na dłuższą metę męczy mnie i nuży. Jest przepiękny, ale wymaga przerw, toteż najlepiej czytać ten zbiór przetykając pojedyncze książki czymś innym. Nie śpieszyć się, ponieważ może to wywołać frustrację, a Ursula nie zasługuje na to, żeby się na nią frustrować.

Książki zawarte w zbiorze Sześć światów Hain można czytać w dowolnej kolejności, ponieważ każda z nich tworzy zamkniętą powieść i nie łączy się ze sobą. Wszystkie powieści należą do jednego świata (powiedzmy, że uniwersum), ale fabularnie się nie przenikają. Jedna książka to jedna planeta, a tym samym zupełnie odrębna cywilizacja, z innymi problemami i kulturą. Powieści nie są też ułożone w kolejności chronologicznej według wydarzeń, więc najpierw czytamy o czymś "aktualnym", by potem cofnąć się w przeszłość do początków Ekumeny.

O poszczególnych książkach


Spośród wszystkich książek w zbiorze moim faworytem jest Lewa ręka ciemności, która dostała nagrodę Nebula i Hugo. W Lewej ręce ciemności czytamy o społeczeństwie hermafrodytów. Ich płeć objawia się tylko w okresie godowym co 26 dni, w tak zwanym okresie kemmeru. W kemmerze płeć nie jest uwarunkowana — każdy może stać się zarówno kobietą, jak i mężczyzną. W tej powieści Le Guin zakwestionowała podział na rzeczy męskie i kobiece, na tych, którzy są silniejsi i słabsi, lepsi i gorsi, gwałceni i będący gwałcicielami. Męskość została zrównana kobiecości — a raczej takiego rozróżnienia po prostu nie ma. Lewa ręka ciemności to też przepiękna opowieść o miłości, bardzo ulotna i tak bardzo niebezpośrednia, jak tylko można. Rewelacyjna książka, filozoficzna, dojrzała... piękna. Naprawdę gorąco polecam, można nawet od tej jednej książki swoją przygodę z Ursulą zacząć.




Sześć światów Hain otwiera Świat Rocanona, czyli debiutancka powieść Le Guin. Jest to powieść typowo przygodowa, gdzie bohaterowie muszą pokonać drogę od punktu A do punktu B, by osiągnąć swój cel. Nie ma tutaj tak typowego dla Ursuli poruszania tematów ważkich. Jest za to fantastyczne pomieszanie światów: tego znanego nam z powieści fantasy i tego z science-fiction. Oto bowiem na planetę żywcem wyjętą z historii znanych nam z fantasy przybywa kosmiczny etnolog. Zacofany świat zamieszkany przez fantastyczne istoty zderza się z zaawansowaną technologią, z rozumem i nauką. Świetnie pokazuje to prolog, w którym wyprawa po zaginiony artefakt jest dla jednej strony odzyskaniem dziedzictwa (co z czasem zmieni się w legendę), a dla drugiej zwykłym zwrotem eksponatu z muzeum. Świat Rocacona to mój numer dwa z całego zbioru.

Po Świecie Rocanona następną w kolejności powieścią jest Planeta Wygnania. Tutaj już wkraczamy na filozoficzne nuty, z których najbardziej wybrzmiewał podział na "my" i "oni", na ludzi i nie-ludzi. Tylko kto jest tym obcym, a kto może nazywać się człowiekiem? Jakie warunki muszą być spełnione, by móc podjąć decyzję? I kto w ogóle może o tym decydować? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, choć w rzeczywistości wszyscy jesteśmy tacy sami. W Planecie Wygnania wychodzi wzajemna niechęć, nietolerancja, rasizm, zamknięty umysł... Niezwykle interesująca powieść, jeśli tylko wniknąć w nią głębiej.

Dalej jest Miasto złudzeń, bardzo nierówna powieść z nużącą pierwszą połową, by potem rozkręcić się w drugiej. W tej książce główny bohater odarty jest z własnej tożsamości i poszukuje odpowiedzi na podstawowe pytanie: kim jestem? Paradoksalnie odpowiedź znajdzie w Es Toch, mieście Kłamców. Co więc jest prawdą, a co kłamstwem? Miasto złudzeń przenosi nas na naszą rodzimą Ziemię, lecz zmienioną nie do poznania. Jest to powieść, na której utknęłam na dłuższy czas, ponieważ jej pierwsza połowa to powieść drogi, która niesamowicie się ciągnęła. I choć książka porusza interesujące kwestie, to jednak całościowo wypada w zbiorze najgorzej.




Słowo las znaczy świat to bardzo smutna nowelka i jak na Ursulę zadziwiająco czarno-biała, bezpośrednia. Science fiction to doskonały sposób na pokazanie wszelkiego rasizmu i okrucieństwa przy eksplorowaniu (kosmosu) i kolonizowaniu (planet). Le Guin wykorzystuje to w tej książce, tworząc krwawą i brutalną powieść, ale wciąż opowiedzianą możliwie delikatnie. Autorka poddaje pod wątpliwość swój własny gatunek, prowadząc do gorzkich refleksji, ale nie starając się szukać wyjścia z sytuacji. Nie jest to książka podnosząca na duchu, wręcz przeciwnie.

Ostatnią i zarazem najdłuższą powieścią są Wydziedziczeni. Czytamy o dwóch światach: planecie Urras i jego księżycu, Anarres. Urras to świat, który widzimy codziennie za oknem, pełen egoizmu, pogoni za pieniądzem, wyzysku, obojętności na drugiego człowieka i jego potrzeby. Anarres to marzenie, utopia, lecz po przyjrzeniu się jej głębiej zaczynamy się zastanawiać, czy naprawdę można ją nazywać utopią. Niewątpliwie dla ludzi z przesiąkniętego zgnilizną Urras jest planetą-marzeniem, ale gdyby tam dotarli i zobaczyli, że nic nie jest twoją własnością, dobrą ogółu jest najważniejsze i w każdej chwili możesz zostać rozdzielony ze swoją drugą połówką, to z pewnością zastanowiliby się drugi raz. Anarres to świat idealnego komunizmu, gdzie ze słownika wyrzucono pojęcia takie jak "moje", "twoje", "pieniądz", gdzie ma rządu ani religii i panuje anarchia. Najgorszym złem jest egoizm. Wszyscy wszystkiego mają po równo, a raczej nikt niczego nie ma. Wszystkim trzeba się dzielić, śpi się w noclegowniach, je się na stołówkach, a imiona dla dzieci nadaje komputer: jedno unikalne imię, którego nie ma nikt inny na całym świecie. Anarres został postawiony w opozycji do Urras, i choć obie planety różnią się jak niebo i ziemia, tak żadna z nich nie jest ideałem. Pojawia się zatem pytanie: czy możliwy jest świat idealny, utopijny? I który z tych dwóch światów jest gorszy? Czy wiemy, czego tak naprawdę pragniemy, o czym marzymy? Temat do przemyślenia.

Jak i cały ten zbiór.

Za udostępnienie książki serdecznie dziękuję

4 komentarze:

  1. Nigdy nie czytałam nic LeGuin, jednak mam wrażenie, że jest to takie nazwisko, z którym prędzej czy później trzeba się zapoznać i taki też mam kiedyś plan. Jak już znajdę trochę wolnego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może się skuszę. Le Guin czytałem i cenię bardzo Ziemiomorze, ale muszę powiedzieć, że poza tym, że ten cykl jest dobry, to jest jeszcze... No, dobrym określeniem będzie "dziwny". Sci-fi w wydaniu tej pani to dopiero musi być dziwne. I ta recenzja tylko pogłębia mnie w tym przekonaniu.
    No i bardzo fajnie, że wróciłaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I chyba coś poszło nie tak, bo link do Allegro, przekierowuje tutaj:https://allegro.pl/oferta/armia-poznan-w-wojnie-obronnej-1939-bauer-polak-7786980320?abpid=3534&abpcid=137&bb_id=4451&bb_coid=63017754&utm_source=buybox&utm_medium=afiliacja&utm_campaign=retail

    OdpowiedzUsuń
  4. Nadrabiam teraz sukcesywnie LeGuin i właśnie "Sześć światów Hain" należy do moich ulubionych. Długo zapadają w pamięci.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger