10 grudnia

Prezentowy poradnik książkowy dla fana fantasy. Edycja 2017

Prezentowy poradnik książkowy dla fana fantasy. Edycja 2017

W dzisiejszym poście mam dla Was kilka propozycji książek, które można podarować komuś w prezencie świątecznym. A ponieważ jestem takim dziwnym człowiekiem, który czyta głównie fantastykę z naciskiem na fantasy, to wszystkie książki tutaj przedstawione wybrane są pod kątem właśnie takiej osoby.

Książek, które można zaoferować w prezencie jest naprawdę dużo, dlatego ograniczałam się tutaj tylko do pozycji wydanych w 2017 roku. Nie ukrywam, że stawiałam na piękne, bogato ilustrowane wydania, bo uważam, że to właśnie one wywrą największe wrażenie na obdarowanym. Do każdej książki dodałam jej cenę w trzech wariantach, a więc cenę okładkową, cenę z księgarni nieprzeczytane.pl oraz z Taniej Książki. Ceny mogą się różnić od aktualnych, ponieważ nie są one stałe i zmieniają się na stronach księgarni, ja natomiast spisałam je na dzień 10.12.2017.

Oprócz tego, co wymieniłam poniżej, zawsze fajnym pomysłem będzie wszelka klasyka, np. Ziemiomorze czy Kroniki Amberu, do których to serii też możemy znaleźć bardzo ładne wydania w omnibusie.

Ok, to lecimy ;)

Silmarillion, J. R. R. Tolkien

Opis z okładki: Niezbędna pozycja w biblioteczce każdego fana Tolkiena ‒ zbiór opowieści o Pierwszej Erze Świata, czyli Dawnych Dniach, poprzedzających epokę, w której rozgrywa się akcja Władcy Pierścieni. Opowiedziane w książce legendy i mity sięgają zamierzchłych czasów, gdy pierwszy Władca Ciemności przebywał w Śródziemiu, a elfy Wysokiego Rodu toczyły z nim wojnę, by odzyskać Silmarile, trzy „świetliste klejnoty”, w których przetrwało światło Dwóch Drzew Valinoru. Książkę wypełniają legendy o Ainurach, Valarach, upadku Númenoru i Pierścieniu Władzy. Razem składają się one na niepowtarzalny obraz dziejów Śródziemia ‒ od Muzyki Ainurów, z której zrodził się świat, aż do końca Trzeciej Ery, gdy powiernicy Pierścienia odpłynęli z Szarej Przystani...
Dla kogo? Przepiękne, ilustrowane wydanie najważniejszego dzieła Tolkiena ucieszy każdego fana Władcy Pierścieni i jego twórczości.
Cena: okładkowa 64,90 || nieprzeczytane 40,93 || tania książka 53,22

Bestiariusz słowiański. Część pierwsza i druga, Paweł Zych, Witold Vargas

Opis z okładki: Bestiariusz słowiański. Część pierwsza i druga to wyjątkowe wydanie popularnych Bestiariuszy, w którym zebrane zostały dwie dotychczas osobne części tego tytułu, czyli Rzecz o skrzatach, wodnikach i rusałkach oraz Rzecz o biziach, kadukach i samojadkach. Dzięki temu niesamowite, pobudzające wyobraźnię historie o mitycznych stworzeniach, przekazywane z pokolenia na pokolenie przez naszych przodków, znajdziemy teraz w jednej, obszernej publikacji, którą uzupełniają jedyne w swoim rodzaju, piękne ilustracje autorstwa Pawła Zycha i Witolda Vargasa.
Dla kogo? Dla fanów mitologii słowiańskiej ale też dla tych, którzy chcą postać stwory z wierzeń naszych przodków. Wydanie zawiera mnóstwo pięknych ilustracji, od których ciężko oderwać wzrok. Bestiariusze wcześniej były wydane osobno, w październiku natomiast wydano zbiorcze wydanie pierwszej i drugiej części.
Cena: okładkowa 59,90 || niestety widzę to tylko w cenie okładkowej np. na stronie empiku

Szóstka Wron + Królestwo Kanciarzy, Leigh Bardugo

Opis z okładki: Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków. Jeden niewykonalny skok. Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne: 
– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)
Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem.
Dla kogo? Dla nastolatków i fanów literatury młodzieżowej, którzy nie przestraszą się bardziej brutalnego, lecz wciągającego świata. Seria ma trochę głupotek, ale jako literatura młodzieżowa jest warta uwagi. Dodatkowo MAG nie oszczędzał na wydaniu, dzięki czemu całość wydana jest w twardych oprawach, z tasiemką i barwionymi brzegami. Atutem tej serii jest to, że jest skończona i zawiera tylko dwa tomy.
Cena: okładkowa 39 + 45 || nieprzeczytane 25,81 + 30,10 || tania książka 28,08 + 32,40 

Belgariada, David Eddings

Opis z okładki: Miliony czytelników na świecie zachwyciły się magią bestsellerowego cyklu Belgariada Davida Eddingsa. Teraz dawni wielbiciele mogą raz jeszcze przeżyć tamten zachwyt, a niewtajemniczeni wyruszyć w niezwykłą podróż, pełną fantazji i przygód. 
Wszystko zaczyna się od kradzieży Klejnotu, który od tak dawna chronił Zachód przed złym bogiem. Dopóki Klejnot przebywał w Rivie, jak stwierdzało proroctwo, tutejszy lud będzie bezpieczny od niszczącej mocy. Garion, prosty chłopak z farmy, dobrze zna legendę o Klejnocie, ale co do magii pozostaje dość sceptyczny. Aż zrządzeniem losu przekonuje się, że nie tylko legenda Klejnotu jest prawdziwa, ale że on sam musi wyruszyć z misją niebezpieczną i niezwykłą, by go odzyskać. Garion bowiem jest dzieckiem przeznaczenia, sam los prowadzi go coraz dalej od domu, nieuchronnie pchając ku dalekiemu celowi, ku przerażającej konfrontacji z najczarniejszą magią - a od wyniku starcia zależeć będzie przyszłość świata.
Dla kogo? Zarówno dla młodzieży jak i dla starszych, o ile cenią sobie proste, schematyczne lecz wciągające fantasy ze świetnymi dialogami, postaciami i mnóstwem humoru. Belgariada to też świetna seria na początek przygody z fantastyką. Prószyński po raz kolejny zachwyca nas pięknymi wydaniami klasyki fantasy, toteż jeśli ktoś chce poznać nieco starsze serie w ładnych wydaniach, to tutaj ma okazję. Będzie to też świetny prezent dla tych, którzy serię czytali i lubią, ale nie mają jej jeszcze na swojej półce. 
Cena: okładkowa 75 || nieprzeczytane 52,23 || tania książka 56,25

Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć. Ilustrowane, J. K. Rowling

Opis z okładki: Zachwycające wydanie leksykonu Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Skamandera ilustrowane przez Olivię Lomenech Gill, laureatkę Kate Greenaway Medal i English Association Picture Book Award. W tej wyjątkowej edycji przy użyciu różnych technik zilustrowane zostało każde fantastyczne stworzenie, od akromantuli po yeti. 
Mistrzowskie dzieło Newta Skamandera, które bawi i uczy czarodziejów od pokoleń, już w momencie wydania trafiło na listę podręczników Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć są niezastąpionym wprowadzeniem do świata magicznych stworzeń. 
Liczne podróże i odkrycia Skamandera zaowocowały tomem o niezrównanym znaczeniu. Niektóre ze zwierząt, jak hipogryf, bazyliszek, rogogon węgierski, będą znane czytelnikom Harry’ego Pottera. Inne zaskoczą nawet najgorliwszych amatorów magizoologii.
Dla kogo? Dla fana Harry'ego Pottera, który ceni sobie piękne wydania i fantastyczne stworzenia.
Cena: okładkowa 59 || nieprzeczytane 39,75

Pakiet książkowych dodatków z Harry'ego Pottera, J. K. Rowling

Skład: Baśnie Barda Beedle'aQuidditch przez wiekiFantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć
Opis: Nie, nie ma tego nigdzie w pakiecie, ale możecie skompletować taki zestaw sami. Myślę, że przedstawiać tego nikomu specjalnie nie muszę :)
Dla kogo? Dla fana Harry'ego Pottera, który kompulsywni gromadzi wszystkie dodatki z tego uniwersum. 
Cena: okładkowa 25x3 || nieprzeczytane 17,53 +  17,49 + 17,46 || tania książka 19,25 + 19,25 + 21,75

Rycerz Siedmiu Królestw. Wydanie ilustrowane, George R. R. Martin

Opis z okładki: Bogato ilustrowany, ekskluzywny prequel Gry o tron.
Rycerz Siedmiu Królestw to prawdziwa gratka dla wszystkich miłośników George'a R.R. Martina i jego Gry o tron. Osadzone w świecie cyklu Pieśń Lodu i Ognia trzy minipowieści (Wędrowny rycerz, Zaprzysiężony miecz, Tajemniczy rycerz) prezentują wszystko to, co przyniosło autorowi światową sławę - fascynującą "rycerską" fabułę, nakreślone wiarygodnie psychologicznie postaci, rubaszny humor i niespodziewane zwroty akcji, a wszystko to okraszone odrobiną unoszącej się nad krainami Westeros smoczej magii. 
Rycerskie turnieje, zhańbione damy, dworskie intrygi - to codzienne życie młodzieńca imieniem Dunk, który po śmierci swego rycerza wyrusza na turniej w poszukiwaniu sławy oraz honoru, nie wiedząc, że świat nie jest gotowy na przyjęcie kogoś, kto dotrzymuje przysiąg. W kolejnych częściach Dunk oraz jego kumpel Jajo (późniejszy Aegon V Targaryen, książę Westeros, król i obrońca królestwa) wmieszają się w konflikt ser Eustace'a Osgreya ze Standfast z lady Webber z Zimnej Fosy, a także przybędą na ślub lorda Ambrose'a Butterwella z Białych Murów, gdzie Dunk stanie do turnieju jako Tajemniczy Rycerz, nieświadomy prawdziwego charakteru rozgrywających się wydarzeń...
Dla kogo? Dla fana Gry o Tron, kolekcjonerskich wydań i dla tych, którzy czekają, aż nadejdzie zima. 
Cena: okładkowa 54 || nieprzeczytane 36,71 || tania książka 43,20


Alcatraz kontra Bibliotekarze, tomy 1-3, Brandon Sanderson

Skład: Piasek Raszida + Kości Skryby + Rycerze Krystalii
Opis pierwszego tomu z okładki: Co to w ogóle za pomysł na książkę? 
Bohater z wyjątkowym talentem do… bycia wyjątkową ofiarą losu? 
Misja na śmierć i życie, by uratować woreczek piasku? 
Śmiertelne zagrożenie ze strony… Bibliotekarzy? 
Tak, to jest świetny pomysł na książkę! 
Alcatraz Smedry, wychowywany przez rodziców zastępczych, nie wydaje się przeznaczony do niczego poza katastrofami. Na trzynaste urodziny otrzymuje przesyłkę ze spadkiem po nieżyjących rodzicach – a w niej zwykły woreczek ze zwykłym piaskiem. Zostaje on jednak niemal natychmiast skradziony przez tajemniczą organizację Bibliotekarzy. To wywołuje łańcuch wydarzeń, które uświadomią Alcatrazowi, że jego rodzina jest częścią grupy bojowników sprzeciwiających się Bibliotekarzom – tajnej, niebezpiecznej i złowrogiej organizacji, która faktycznie rządzi światem. Piasek Raszida ma pozwolić Bibliotekarzom przejąć pełną władzę nad światem. Alcatraz musi ich powstrzymać… uzbrojony wyłącznie w okulary i wyjątkowy talentem do bycia wyjątkową ofiarą losu…
Dla kogo? Dla dzieci, które chcą udaremnić niecny spisek Bibliotekarzy aby przejąć władzę nad światem. Seria zawiera w sumie pięć tomów, w Polsce wydane są już trzy.
Cena: okładkowa 29,90x3 || nieprzeczytane 20,27 + 18,19 + 19,46 || tania książka 23,93 + 23,92 + 23,92

Atlas tolkienowski, David Day

Opis z okładki: Bogato ilustrowany Atlas Tolkienowski to niezbędne kompendium wiedzy miłośnika Tolkiena W książce Davida Daya znajdziemy tablice chronologiczne, zestawiające najważniejsze wydarzenia z historii Śródziemia i Nieśmiertelnych Krajów czy rozmaitych królestw oraz wojen, barwne mapy ukazujące poszczególne etapy tworzenia Ardy, tablice genealogiczne ras, a także wizualizacje flory Tolkienowskiego świata. Poszczególne wydarzenia, postacie i miejsca są opisane w zwięzłych notkach, ozdobionych ilustracjami licznych autorów, znanych z wcześniejszej publikacji Davida Daya, Bestiariusza Tolkienowskiego. Przewodnik jest podzielony na osiem rozdziałów, traktujących o stworzeniu Ardy, o Nieśmiertelnych Krajach, o Śródziemiu, o królestwach Beleriandu w Pierwszej Erze, o imperium Númenoru w Drugiej Erze, o królestwach Dúnedainów w Trzeciej Erze, o wyprawie do Samotnej Góry i o wyprawie z Jedynym Pierścieniem.
Dla kogo? Dla fana Tolkiena, który lubi mieć uporządkowane wszystkie informacje w jednym, pięknie wydanym kompendium.
Cena: okładkowa 59,90 || nieprzeczytane 40,73 || tania książka 49,12

Beren i Luthien, J. R. R. Tolkien

Opis z okładki: Epicka opowieść Beren i Luthien - drobiazgowo odtworzona z rękopisów Tolkiena i po raz pierwszy przedstawiona jako zwarty, samodzielny tekst - umożliwia miłośnikom Hobbita i Władcy Pierścieni ponowne spotkanie z elfami, ludźmi, krasnoludami, orkami, a także innymi istotami i krainami spotykanymi tylko w Tolkienowskim Śródziemiu.
Historia Berena i Luthien z biegiem czasu stała się zasadniczym elementem w ewolucji Silmarillionu, zbioru mitów i legend Pierwszej Ery świata stworzonego przez J.R.R. Tolkiena. Autor, wróciwszy z bitwy nad Sommą we Francji pod koniec 1916 roku, napisał tę opowieść w następnym roku.
Zasadniczym i nigdy niezmienionym jej elementem jest fatum wiszące nad miłością Berena i Luthien, Beren był bowiem śmiertelnym człowiekiem, a Luthien pochodziła z rodu nieśmiertelnych elfów. Jej ojciec - władca bardzo nieprzychylny Berenowi - jako warunek poślubienia Luthien wyznaczył mu niemożliwe do wykonania zadanie. Stanowi to jądro legendy i prowadzi do wymagającej od dwojga zakochanych wielkiego bohaterstwa próby wykradzenia silmarila Melkorowi - największemu spośród wszystkich złych bytów, zwanego Morgothem, Czarnym Nieprzyjacielem.
Christopher Tolkien spróbował w niniejszej książce wypreparować opowieść o Berenie i Luthien z obszernego materiału, w którym była osadzona; lecz w miarę rozwoju nowych związków w ramach tej większej historii sama opowieść także przechodziła zmiany. Aby nieco odsłonić wieloletni proces ewolucji tej legendy Śródziemia, Christopher Tolkien opowiedział ją słowami ojca, przedstawiając najpierw jej pierwotną wersję, a następnie pisane prozą i wierszem fragmenty późniejszych tekstów, które ilustrują zmiany zachodzące w opowieści. Po raz pierwszy zestawione razem, ujawniają utracone później jej aspekty związane zarówno z wydarzeniami, jak i z samą narracją.
Dla kogo? Dla fana Tolkiena i historii miłosnych.
Cena: okładkowa 42,- || nieprzeczytane 26,45 || tania książka 33,60

Księga Cmentarna, Neil Gaiman

Opis z okładki: Kiedy małemu dziecku udaje się uciec przed mordercą zamierzającym zabić całą rodzinę, kto mógłby przypuszczać, że schronienia udzieli mu miejscowy cmentarz? Wychowany przez zamieszkujące go duchy, zjawy i widma, Nik musi uczyć się życia od umarłych. Ale wciąż grozi mu niebezpieczeństwo, bo morderca nie ustaje w wysiłkach, żeby dokończyć swoje zadanie...
Dla kogo? Wrzuciłam tutaj Księgę Cmentarną, bo akurat skończyłam ją czytać i spełnia wymóg "wydana w 2017", ale tak naprawdę Gaimana można kupić cokolwiek. Szczególnie, że za okładkami od Dark Crayona szaleje większa część internetu, a przynajmniej cały Instagram :) Książka dla każdego, no chyba, że ktoś sprawdził już autora i wie, że jego styl mu nie pasuje.
Cena: okładkowa 32,- || nieprzeczytane 21,17 || tania książka 24,- 

Świat kupek, Terry Pratchett

Opis z okładki: Czarująca opowieść dla czytelników w każdym wieku (ale zwłaszcza dla młodego Sama Vimesa), pióra panny Felicity Beedle, czołowej autorki literatury dziecięcej w Świecie Dysku.
Z Niucha: "Punktualne przybycie zyskało mu aprobujące skinienie Sybil, która delikatnie wręczyła mężowi nową książkę do czytania Młodemu Samowi. Vimes spojrzał na okładkę - tytuł brzmiał Świat kupek. Kiedy żona zniknęła, ostrożnie przekartkował zawartość. No tak, trudno, trzeba pogodzić się z faktem, że świat poszedł naprzód i dzisiaj bajki prawdopodobnie nie mówią o małych skrzących się istotkach ze skrzydłami. Przewracając kartkę po kartce, odkrył nagle, że ten, kto napisał tę książkę, z pewnością wiedział, jak sprawić, by takie dzieciaki jak Młody Sam śmiały się do bólu brzucha. Ten kawałek o spływaniu rzeką nawet u niego wywołał uśmiech. Ale, choć rozdzielany skatologią, znajdował się tam całkiem ciekawy materiał o zbiornikach szamba, szambonurkach i asenizatorach, i w jaki sposób psie odchody pomagają najlepiej wygarbować skórę oraz inne rzeczy, co do których człowiek nie sądził, by kiedykolwiek ich potrzebował, ale raz poznane jakoś blokują się w umyśle."
Dla kogo? Dla fana Pratchetta, w szczególności fana cyklu o Straży. Dobrym prezentem będą też wszelkie inne okołodyskowe dodatki.
Cena: okładkowa 29,90 || nieprzeczytane 18,38 || tania książka 23,92


06 grudnia

Konkurs mikołajkowy!

Konkurs mikołajkowy!

Hej! Dzisiaj mam dla was zapowiadany w listopadowym podsumowaniu konkurs, czyli pobawimy się trochę w Mikołaja. To znaczy ja się pobawię, a wy możecie wygrać niedawną nowość od wydawnictwa Zysk i S-ka, a mianowicie Stację Centralną Lavie Tidhara. 

Konkurs trwa od dzisiaj, tj. od 06.12.2017 przez dwa tygodnie. Wyniki ogłoszę w osobnym poście na tym blogu dwa, trzy dni później.

Regulamin konkursu:
1. Wyłącznym organizatorem konkursu jest właścicielka bloga Misie czytanie podoba
2. Nagrodą w konkursie jest pojedynczy egzemplarz książki Stacja Centralna Lavie Tidhara. Książka jest używana, ale w idealnym stanie. 
3. Aby wziąć udział w konkursie, należy podać swój e-mail oraz odpowiedzieć na pytanie konkursowe:

Jak wyobrażasz sobie przyszłość za 300 lat?

Będzie mi również bardzo miło, jeśli zaobserwujecie tego bloga, Instagrama czy też polubicie konto na Facebooku bądź udostępnicie informacje o tym konkursie ;)

Odpowiedzi na pytanie konkursowe należy podawać w komentarzach pod tym postem.

4. Konkurs trwa od 6 do 20 grudnia 2017 r.
5. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w ciągu trzech dni od zakończenia zabawy w osobnym poście na blogu.
6. Zwycięzca zostanie wybrany przeze mnie spośród zgłoszeń spełniających wyżej wymienione wymagania.
7. Zwycięzca w ciągu 3 dni od ogłoszenia wyników musi przesłać na adres misieczytaniepodoba@gmail.com swoje dane do wysyłki. Jeśli tego nie zrobi zwycięzcą konkursu zostanie kolejna osoba. 
8. Aby przystąpić do konkursu trzeba być osobą pełnoletnią lub posiadać zgodę rodziców lub opiekunów.
9. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach (Dz. U. z 2004 roku Nr 4 poz. 272 z późniejszymi zmianami).
10. Nagrody wysyłam jedynie na terenie Polski.
11. Biorący udział w konkursie akceptuje powyższy regulamin.

Powodzenia! :)

05 grudnia

O smokach i ludzkiej chciwości. "Ogień przebudzenia" Anthony Ryan

O smokach i ludzkiej chciwości. "Ogień przebudzenia" Anthony Ryan

Anthony Ryan przebył długą drogę do miejsca, w którym jest obecnie. Zadebiutował w 2011 roku powieścią Pieśń Krwi, która rozpoczynała Trylogię Kruczy Cierń, a którą to żaden wydawca nie chciał wydać. Autor więc zrobił to sam. Powieść okazała się jednak takim hitem, że już wkrótce podpisał on umowę z jednym z większych wydawnictw w Wielkiej Brytanii. Niewątpliwie jest to ciekawa historia, na którą mimowolnie zwraca się uwagę: to takie od zera do bohatera, czyli opowieść o spełnianiu marzeń.

W Polsce za wydawanie tej Trylogii wzięło się wydawnictwo Papierowy Księżyc. Za granicą jest ona już skończona, ale my wciąż czekamy na nasze wydanie trzeciego tomu (dla zainteresowanych: podobno ma być w lutym). Natomiast w lipcu tego roku wydawnictwo Mag uraczyło nas pierwszym tomem drugiej już serii Ryana o wielce intrygującym tytule Draconis Memoria. Tak, moi drodzy. Tutaj będą smoki.

Recenzja zawiera delikatne spoilery. 
EDIT: Ostrzegam też przed dużymi spoilerami w komentarzach.

Przeczytanie Ognia przebudzenia wcale nie przyszło mi tak łatwo. Kto śledzi mnie na instagramie albo goodreads ten wie, że z książką miałam niejaki problem. I kończąc ją czytać wciąż mam do niej bardzo ambiwalentny stosunek. Widzicie, Anthony Ryan zastosował tutaj tyle ogranych schematów, że w pewnym momencie po prostu zaczęło mnie to bawić. Na przykład czarny charakter tej książki z wielką radością w chwili zdemaskowania wyjawi Ci, jak bardzo niecne i ambitne miał plany. Zagrażający naszym bohaterom wrogowie zginą w wyniku bardzo wygodnego przypadku w bardzo widowiskowej scenie. I to nawet nie raz, ponieważ zawsze w chwili największego zagrożenia jakimś cudem pojawi się nieoczekiwana pomoc. Nawet dostaniemy kompletnie z czapy wzięty romans tylko po to, by na końcu było więcej dramy. Właściwie czytając tę książkę ma się wrażenie, że oglądamy film ze scenami, które wszyscy już wielokrotnie widzieliśmy. 

Ech.

Wiecie, na ogół nie mam problemu z takimi rzeczami o ile książka jest dobrze napisana i potrafi mnie zakotwiczyć w fabule. Wtedy nawet za bardzo się na takie rzeczy nie zwraca uwagi. Ogień przebudzenia jednak nie potrafił tego zrobić przez ponad pół książki, a wyżej wymienione przypadki bardzo rzucały mi się w oczy. Sama fabuła też jest prosta jak budowa cepa: ot, mamy grupę ludzi, która stanie w obliczu straszliwego zagrożenia i ostatecznie (chociaż już nie w tym tomie) będzie musiała ocalić świat. Zagrożeniem będą właśnie smoki, które hodowane i traktowane wyłącznie jako źródło cennego produktu, a więc smoczej krwi, najpierw zgotują ludziom kryzys ekonomiczny, gdy tej krwi zacznie brakować, a potem staną się zagrożeniem samym w sobie.


Od razu zaznaczę, że książka nie jest złożona z samych wad, za to ma bardzo dużo klisz, które wyjątkowo tym razem działały mi na nerwy. Nie zrozumcie mnie źle — ja naprawdę lubię fantasy w klasycznym stylu i nawet jeśli coś już było, ale czyta się to dobrze, to nie mam zastrzeżeń. Ogień przebudzenia nie jest źle napisany, ale przeraźliwie się dłuży. Pierwsza połowa tej książki jest całkiem pozbawiona dynamizmu, do tego opisy są bardzo drobiazgowe i opisujące ci punkt po punkcie, co autor miał na myśli. W efekcie niby coś się dzieje, ale zasadniczo masz to gdzieś i czytasz to, żeby czytać, z westchnieniem spoglądając na wolno ubywające strony. Wszystko rozwija się w iście ślimaczym tempie, ale kiedy akcja w końcu powoli zaczyna się rozkręcać na wszystkich trzech frontach, to sytuacja na szczęście ulega poprawie i książkę czyta się znacznie przyjemniej. Ale właściwie do końca los bohaterów był mi obojętny i żadnych cieplejszych uczuć do nich wykrzesać z siebie nie potrafiłam.

Napisałam, że akcja rozwija się na wszystkich trzech frontach, ponieważ w książce mamy trzech narratorów — i jednocześnie trzy zupełnie różne od siebie klimatem wątki. Ze strony Claydona, złodzieja, który wychował się w najgorszej dzielnicy miasta otrzymamy powieść przygodową. Jego drużyna wyruszy na wyprawę mającą na celu odnaleźć mitycznego białego smoka. Podporucznik Corrick Hilemore służący na okręcie wojennym Żelaznego Syndykatu umili nam czas morskimi wojażami. Ostatni punkt widzenia otrzymamy z damskiej perspektywy, ponieważ narratorką jest Lizanne, kobieta-szpieg, którą najbardziej obrazowo można opisać przy użyciu sformułowania James Bond w spódnicy.

Bardzo podoba mi się w tych narracjach to, że one zupełnie na siebie nie nachodzą. Każda z postaci ma swoją własną historię do opowiedzenia i nie napotkamy tutaj żadnych powtórzeń. Nie oddziałują one bezpośrednio na siebie, ale pośrednio jak najbardziej, i wychwycić można wpływ wydarzeń w jednym wątku na drugi. Miłe jest też to, że owe narracje zupełnie się od siebie różnią stylem i, jak wspomniałam wyżej, klimatem. Hilemore to żołnierz z mocnym kompasem moralnym, toteż tutaj możemy się spodziewać militarnego wątku, gdzie przewodzić nam będzie ktoś o bardzo silnym poczuciu sprawiedliwości i honoru. Lizanne to szpieg, więc poczytamy sobie o intrygach, polityce i tym wszystkim, na co szpieg zwraca uwagę, a Claydon z kolei zaoferuje nam surową wyprawę w otoczeniu twardych najemników, którzy bardzo cenią sobie raz dane słowo i ustalone zasady. Wszystko to w steampunkowej otoczce oraz — rzecz jasna — w towarzystwie smoków.


Smoki stanowią zaś główną oś fabuły książki Ryana. Mamy ich cztery typy: zielone, czerwone niebieskie oraz czarne, każde o innych cechach i sposobach walki w zależności od koloru. Kto spodziewa się inteligentnych, dostojnych stworzeń ten się rozczaruje: smoki są tutaj sprowadzone raczej do roli wielkich i niebezpiecznych zwierząt. Na smokach opiera się też system magiczny Ognia przebudzenia, ponieważ upuszczając ich krew i pijąc ją można dostać supermocy — i tutaj znów to, jakich supermocy dostaniemy zależy od tego, jakiego koloru smoka krew wypijemy. Rzecz jasna nie każdy tak może, bo to byłoby bez sensu, istnieje więc grupa wybranych, których zwie się Błogosławionymi. Od razu nasuwa się skojarzenie do systemu magicznego w serii Z mgły zrodzony Brandona Sandersona, gdzie wyjątkowych umiejętności mogliśmy dostać wypijając zawartość fiolek z określonym metalem. Jeśli ktoś jednak się zastanawia, czy tych podobieństw między dwoma autorami jest więcej, to zdecydowanie mówię nie. To kompletnie inne książki, inne historie i inny styl pisania.

Jestem za to pod wielkim wrażeniem postaci kobiecych w tej książce. Wiecie, to bardzo rzadko się zdarza, kiedy autorowi wychodzą one tak dobrze, jak tutaj. Jest ich dużo, bardzo często pełnią istotne role i stoją na równi z mężczyznami w takim sensie, że one też walczą, szpiegują, są najemnikami, a nawet dowódcami — i jest to zupełnie normalne. Nie dzieje się to w tle, ale te kobiety aktywnie uczestniczą w fabule. Dzięki temu Anthony Ryan ogromnie sobie zyskał w moich oczach, bo fajnie jest poczytać o dobrze skonstruowanych kobiecych bohaterach. Całkiem dobrze wychodzi mu też tworzenie postaci ogółem. W książce jest ich istne mrowie i nawet Ci drugoplanowi mają swoje charaktery i historie, nie da się ich ze sobą pomylić.

Pochwalić muszę również świat, którego historia sięga ileś tam lat wstecz, mamy jakąś różnorodność kulturową, państwa, które mają swoje zatargi... generalnie widać, że całość jest przemyślana, zbudowana z rozmachem i aspirująca do miana epickiego fantasy, no i przede wszystkim są tutaj smoki, które, choć przedstawione w gruncie rzeczy tylko jako zwierzęta, to jednak gdzieś tam sugeruje się nam, że jest za tym coś więcej. Gdyby tylko nie te chwyty poniżej pasa, gdyby autor pisał bardziej dynamicznie, gdyby potrafił lepiej czytelnika do siebie przekonać, to ja byłabym naprawdę usatysfakcjonowana i z czystym sercem polecała książkę każdemu.

Ogień przebudzenia jest więc lekturą, której dalsze losy mimo wszystko będę śledzić, ponieważ nie potrafię tak po prostu rzucić tej serii w kąt i nie zobaczyć, jak to się rozwinie. Książka z pewnością ma swoje wady, ale ma też zalety i to tylko od Ciebie, drogi czytelniku zależy, co przemawia do Ciebie bardziej. Nie jest to do końca klasyczne fantasy, ale na pewno zapewni rozrywkę na długie godziny, bowiem końca tej historii na razie w ogóle nie widać. Ogień przebudzenia jest zaledwie preludium do czegoś większego. Poleciłabym książkę do sprawdzenia tym, którzy szukają niewymagającego fantasy z fajnym światem, konfliktem na wielką skalę, interesującymi bohaterami i smokami. Bo kiedy przymknąć oko na powtarzalność pewnych motywów, to książka prezentuje przyjemny początek epickiej serii fantasy, która łączy ze sobą smoki i steampunk. A to jest warte uwagi.

P.S. Mam wrażenie, że moje teksty są coraz dłuższe. Przepraszam?


W serii: 
1. Ogień przebudzenia



01 grudnia

Książkowy listopad, czyli podsumowanie miesiąca

Książkowy listopad, czyli podsumowanie miesiąca

Grudzień! Śnieg! Błoto! Nie ma to jak zima w pełnej krasie. Biały krajobraz wygląda pięknie, ale względy praktycznie uniemożliwiają cieszyć się z niego w pełni. Tym bardziej że zamiast ślicznego śniegu bardzo szybko robi się bardzo nieśliczne błoto.

Święta za pasem, powoli można myśleć o domowych porządkach i prezentach i jakoś się do tego wszystkiego psychicznie nastrajać. Zdradzę wam, że mam w planach świąteczny poradnik prezentowy i mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować. Myślę też, że w grudniu zorganizuję jakiś konkurs w ramach mikołajek, także bądźcie czujni.

Filmy

Listopad zaczęłam od filmu Miłość Larsa z Rayanem Goslingiem. Tytułowy Lars ulega presji otoczenia, by w końcu znalazł sobie dziewczynę, i przedstawia im Biancę — plastikowego manekina. Film nie jest komedią, jak można by pomyśleć, lecz dramatem z nutką komedii. Dla mnie jednak jest to film zbyt wyidealizowany, bowiem całe miasteczko pomaga Larsowi udając, że jego dziewczyna faktycznie istnieje i jest człowiekiem z krwi i kości. Później dorwałam się do Gwiezdnych Wojen. Widzicie, byłam pewna, że ja ich nigdy nie oglądałam, ponieważ kojarzyłam co najwyżej niektóre tylko sceny. Kiedy jednak zaczęłam już oglądać zorientowałam się, że musiałam kiedyś je widzieć, ponieważ w trakcie seansu łapałam się na tym, że ja to wszystko kojarzę i mniej więcej wiem, co będzie dalej. Przypuszczam, że musiałam być bardzo mała, kiedy oglądałam to po raz pierwszy, albo tak bardzo to do mnie nie trafiło, że totalnie wyrzuciłam te filmy z pamięci. Po seansie epizodów IV-VI jestem nimi zachwycona i zostałam fanką. Nawet nie wiecie, jaką mam frajdę wiedząc, że tyle jeszcze filmów przede mną.


W listopadzie widziałam też Mroczną Wieżę i... no cóż, porównywać mogę tylko z dwoma tomami książkowej serii, ale film przedstawia sobą totalnie inny klimat, niż książka. Strasznie przeszkadzał mi Roland, ale nie pod względem koloru skóry, tylko dlatego, że miał zupełnie inny charakter. Zamiast twardego, oschłego rewolwerowca, mamy rewolwerowca miękkiego i stanowczo zbyt rozmownego. Inaczej to sobie wyobrażałam, ale byłam przygotowana na to, że film kompletnie od książek się różni. Na koniec zostawiłam sobie bajeczkę, a mianowicie Hotel Transylwania 2. Uwielbiam to, jest to jedna z tych bajek, która dostarcza frajdy zarówno dzieciom, jak i dorosłym (może tym drugim nawet bardziej). W bajce jesteśmy w Transylwanii, a więc mamy styczność z wampirami, wilkołakami i wszelkimi innymi potworami, które próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, gdzie ludzie na ogół niekoniecznie się ich boją, a prędzej będą chcieli zrobić sobie z nimi selfie. Bajka ma też cudowną, rozbrajającą kołysankę.

Gry

Dawno nie było tutaj części growej, ale nie dlatego, że porzuciłam tę formę rozrywki, lecz z tego powodu, że co miesiąc zapominałam o tym pisać. Może ktokolwiek pamięta, że gdy pisałam tę rubryczkę ostatnio grałam w Mass Effect 3. Grę skończyłam i strasznie, strasznie mi z tego powodu smutno. Prawdopodobnie niedługo powtórzę sobie jeszcze raz całą trylogię, bo to jest świetna space opera. Jak i rzeszę innych graczy tak i mnie zawiodła mocno końcówka i rozpaczałam z tego powodu jeszcze bardziej, ale z drugiej strony tym bardziej wielbię Mass Effect za to, jak wiele emocji we mnie wywołuje.


Po skończeniu tej gry dorwałam się do Torchlight, które jest takim wesołym i kolorowym odpowiednikiem Diablo. Przypomina to Diablo 3. No więc kiedy mam zły humor i ochotę kogoś zamordować, to odpalam sobie Torchlight i beztrosko biegam po podziemiach wybijając wszystko, co się rusza. A tak na poważnie (chociaż i w tym trochę prawdy jest), to gra niesamowicie mnie relaksuje i pozwala się odmóżdżyć, chociaż za długo w nią na raz nie pogram, bo mi się nudzi. 

W listopadzie kupiłam sobie klucz do Dishonored, niestety nie dopatrzyłam i chcąc oszczędzić kupiłam wersję, w której nie ma języka polskiego. Pomyślałam, że przecież nie jestem taka noga z angielskiego i nie mam co rozpaczać, więc w taki oto sposób gram w Dishonored po angielsku. Gra niesamowicie mi się podoba klimatem, jest mroczna, złowieszcza, do tego ten steampunk... No cudo. Gdybym tylko jeszcze umiała w to grać... widzicie, to jest skradanka, a ja nigdy nie grałam w skradankę i nie potrafię myśleć jak skrytobójca. Dlatego też zamiast poszukać jakiegoś bocznego wejścia czy zakraść się po dachach/rynnach/balkonie, to ja beztrosko włażę sobie do cudzej posesji przez główne wejście. Wyniku takich działań na pewno się domyślacie.

Opublikowane teksty

















Garść statystyk

Wyświetlenia: 20 505 (było 17 674)
Liczba obserwatorów: 112 (było 105)
Liczba obserwatorów na facebooku: 68 (było 65)
Liczba obserwatorów na instagramie: 402 (było 331)


Co przeczytałam?


W listopadzie skończyłam czytać Restaurację na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta Douglasa Adamsa, której to książki recenzję już popełniłam i znajdziecie ją podlinkowaną w spisie wyżej. Pokrótce mogę rzec, że tak jak pierwsza połowa tej książki była świetna i godnie kontynuowała Autostopem przez Galaktykę, tak jej druga połowa niestety mnie zawiodła, ponieważ była jakby pisana na siłę. Ogień Przebudzenia skończyłam czytać dopiero wczoraj i akurat na czas, bym mogła go wpisać jeszcze w listopadowy wynik. Recenzję książki mam już wstępnie napisaną, więc jeśli ktoś jest ciekaw mojego zdania w tej materii, to niedługo będzie mógł sobie o tym poczytać. Fantastyczną trójcę zakończy Ani słowa prawdy Jacka Piekary i powiem Wam, że z tą książką mam problem. Pierwsza jej połowa była świetna, ale kiedy autor zaczął traktować wszystko bardziej na poważnie, a z Arivalda zrobił się Wielki Mag, to niestety było coraz gorzej i po prostu mnie to już nużyło. Recenzja też się pojawi, ale w czasie bliżej nieokreślonym.


Dalej mamy Drogę Cormaca McCarthy'ego i jest to jedna z tych książek, które doceniam bardziej wtedy, kiedy minął już jakiś czas od jej przeczytania. Książka ponura i depresyjna, przez cały czas czujesz popiół w ustach i przytłaczającą zewsząd rzeczywistość. Miałam tylko nadzieję na inną końcówkę. Taką totalnie pozbawioną nadziei. Na końcu natomiast mamy dwa tomy Opowieści wigilijnych Charlesa Dickensa. Bardzo podoba mi się to, jak autor pisze, i pierwszy tom niezwykle przypadł mi do gustu. Drugi natomiast mnie rozczarował, bo mało w Opowieściach Wigilijnych było opowieści wigilijnych. Pierwsze dwie historie prezentowały raczej opowieści miłosne i dopiero ta trzecia (Sygnaturki) miała mocniejszy wydźwięk, lecz też mało związany z Bożym Narodzeniem.

Stosik


Dość ubogo u mnie w tym miesiącu, bo w stosiku mam tylko dwie książki. Nigdziebądź Neila Gaimana kupiłam u onlypretender, która robiła jesienne porządki w swojej biblioteczce. Książkę już czytałam i nawet o niej pisałam, a teraz wreszcie mam ją na własność i dołączyła do mojej kolekcji Gaimana. Królewską Talię Marcina Mortki mam natomiast z wymiany od Kam. Jej się to nie podobało, toteż zobaczymy, jak będzie u mnie. Tytuł mimowolnie kojarzy mi się z Amberem i myślę, że będzie to bardzo zgubne dla tej powieści.

A jak tam listopad u Was? :)

23 listopada

A właściwie to dlaczego kobieta nie może być magiem? "Równoumagicznienie" Terry Pratchett

A właściwie to dlaczego kobieta nie może być magiem? "Równoumagicznienie" Terry Pratchett

Równoumagicznienie to jedna z tych książek ze Świata Dysku, której wcześniej nie czytałam. Rozpoczyna ona podcykl o Wiedźmach, które w moim osobistym rankingu są na drugim miejscu tuż za podcyklem o Straży. W książkach tych możemy poznać jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w serii Pratchetta, a więc jedyną w swoim rodzaju, niezastąpioną i uwielbianą przez miliony Babcię Weatherwax.

Zaczynając czytać Równoumagicznienie niemal na samym początku natkniemy się na fragment, w którym autor tłumaczy nam, o czym ta książka jest. A jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd przychodzi i po co. Przedstawiona historia nie pretenduje do odpowiedzi na wszystkie te pytania, może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną. Jest to również opowieść o seksie, choć nie w sensie atletyczno-gimnastycznym, czy też w sensie policz wszystkie nogi i podziel przez dwa. Od siebie dodam, że jest to historia bardziej kobieca, która porusza temat równouprawnienia, ale w takim fantastycznym wydaniu, a więc równoumagicznienia. Wszyscy wszak wiedzą, że kobieta magiem zostać nie może. Zapewne wszyscy też wiedzą, że ósmy syn ósmego syna na maga jest przeznaczony. Tylko co wtedy, gdy ósmym synem ósmego syna okazuje się córka?

Równoumagicznienie rozpoczyna się w momencie, kiedy będący na skraju śmierci czarodziej imieniem Drum Billet przybywa do wioski Głupi Osioł, aby przekazać swoją moc rzeczonemu chłopcu. Czarodziej jednak będąc już jedną nogą w grobie nie miał czasu upewnić się co do płci dziecka i niechcący przekazał moc dziewczynce. Eskarina, w skrócie Esk, będzie musiała się więc zmierzyć z tym niechcianym prezentem w świecie, w którym żaden czarodziej o kobiecie-magu nie chce nawet słyszeć.


- Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno.
- Co to jest słoń?
- Rodzaj borsuka - wyjaśniła Babcia.
Nie dzięki przyznawaniu się do ignorancji od czterdziestu lat cieszyła się sławą znawczyni natury.


Esk to bardzo mądra i rezolutna dziewczynka, ale nie da się ukryć, że powieść od początku kradnie Babcia Weatherwax. To prawdziwy fenomen: ta kobieta ma taką reputację, że nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić, a jej woli ulegnie nawet sam Śmierć. Ma trudny charakter, surowe zasady, które stosuje do wszystkich, oprócz samej siebie, niezmiennie chodzi w czerni, a do wszelkich braków w wiedzy w żaden sposób się nie przyzna. Książek nie toleruje z powodów moralnych, ponieważ słyszała, że wiele z nich napisali ludzie nieżyjący, rozsądek podpowiadał zatem, że czytanie ich byłoby równie grzeszne jak nekromancja. Zamiast czarowania w znacznej mierze stosuje głowologię, czyli przekonywanie kogoś, że korzystamy z magii, kiedy faktycznie tego nie robimy. Nie sposób Babci nie pokochać. Po prostu się nie da.

Powieść Pratchetta jak zwykle cechuje się fantastycznym, inteligentnym humorem. Gorąco nie radzę wam czytać jego książek w komunikacji miejskiej, ponieważ ja sama tyle razy się przy niej śmiałam, że zaczynam podejrzewać, że współpasażerowie mogli mnie posądzać o problemy ze sobą (tudzież po prostu stwierdzili, że czytam wyśmienitą książkę i czym prędzej spoglądali na okładkę, żeby wiedzieć, czego mają szukać). Jednocześnie jest to spojrzenie na równouprawnienie w taki sposób, jaki to tylko Pratchett potrafi zrobić. No bo dlaczego właściwie kobiety nie mogą być magami? Gdzieś to zapisano? Nikt z czarodziejskiej braci nie potrafił udzielić odpowiedzi innej niż śmieszna wymówka albo prostego "bo tak", które ucinało wszelką, dalszą dyskusję. Z drugiej strony żaden mężczyzna nigdy nie został wiedźmą i też jest to naturalna kolej rzeczy. W powieści zderzy się więc damski pogląd na magię z tym męskim, co można przekładać i na rzeczywistość, poczytamy o naturze magii i walce o swoje prawa, a także autor wielokrotnie będzie puszczał do nas oko przy okazji licznych pytań młodej Esk, skąd właściwie biorą się dzieci. Wszystko to okraszone zostało sporą dawką humoru, satyry i wyolbrzymień — jak zawsze.


- Hej! Jes-steś Esk, prawda? S-skąd się tu w-w-wzięłaś? To był Simon. Stał przed nią, trzymając po jednej książce pod każdą pachą. Esk zaczerwieniła się.
- Babcia nie chce mi powiedzieć - odparła. - Myślę, że ma to jakiś związek z mężczyznami i kobietami.


Równoumagicznie to jedna z pierwszych książek w serii Świata Dysku (ma numerek 3), od której tak właściwie można zacząć przygodę z całym cyklem. Świat Dysku nie trzeba czytać po kolei, bo każdy tom stanowi odrębną historię, ale warto iść w kolejności chronologicznej w zakresie podcykli, bo wtedy nie będziemy zdezorientowani w losach naszych bohaterów. Wiele osób nie poleca rozpoczynania przygody z Dyskiem od dwóch pierwszych tomów, bo można się zrazić, i ja się do tego dołączam. Zacząć można nawet od jeszcze późniejszych tomów i wziąć się na przykład za Straż (Straż! Straż!, tom 8), albo za Śmierć (Mort, tom 4), i jak już Pratchett u nas chwyci, to dopiero wtedy ewentualnie do tych pierwszych tomów wrócić.

Tak czy inaczej, gorąco polecam wam czytanie Pratchetta i gorąco polecam wam Równoumagicznienie, bo to świetna, błyskotliwa i humorystyczna książka. No i jest tu Babcia Weatherwax, a dla niej samej warto książkę przeczytać.


W serii Świat Dysku, podcykl o Wiedźmach (inaczej Czarownice z Lancre):
1. Równoumagicznienie (tom 3)
2. Trzy Wiedźmy (tom 6)
3. Wyprawa czarownic (tom 12)
4. Panowie i Damy (tom 14)
5. Maskarada (tom 18)
6. Carpe Jugulum (tom 23)



19 listopada

Międzygalaktycznej podróży ciąg dalszy. "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta" Douglasa Adamsa

Międzygalaktycznej podróży ciąg dalszy. "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta" Douglasa Adamsa
 

Po Autostopie przez Galaktykę szybko przyszła pora na następne tomy zwariowanej, kosmicznej podróży Douglasa Adamsa. Tym razem za jednym zamachem przeczytałam tom drugi oraz trzeci, ponieważ w moje ręce wpadło ich zbiorcze wydanie, które nie tak dawno wypuściło Zysk i S-ka. Seria w sumie ma sześć tomów, chociaż ostatni był już pisany przez innego autora po śmieci Adamsa. Jako że zamierzam przeczytać wszystkie, to jestem już na półmetku.

Restauracja na końcu wszechświata bezpośrednio podejmuje wątki opowiedziane w tomie pierwszym. I tak nasza wesoła zgraja faktycznie leci do restauracji coś zjeść, a czyż nie istnieje lepsze miejsce do spożycia posiłku niż tytułowa restauracja na końcu wszechświata? Zwie się ona Milionowa i faktycznie pokazuje moment zakończenia istnienia wszystkiego. Zanim jednak nasi bohaterowie dotrą do swojego celu, po drodze przeżyją mnóstwo zakręconych i absurdalnych przygód, i omal nie zginą przez to, że Artur Dent zażyczył sobie herbaty. Aha, a wiedzieliście może, że istnieje teoria, że jeśli ktoś kiedyś się dowie, dlaczego powstał i czemu służy wszechświat, to cały kosmos zniknie i zostanie zastąpiony czymś znacznie dziwaczniejszym i jeszcze bardziej pozbawionym sensu?. No cóż, istnieje także teoria, że już dawno tak się stało.


Wiadomo, że istnieje nieskoczenie wiele światów, choćby dlatego, że istnieje nieskończona przestrzeń, w której mogą się znajdować. Nie każdy jest zamieszkany, dlatego liczba zamieszkanych światów musi być skończona. Każda skończona liczba podzielona przez nieskończoność daje (prawie) zero. Można więc stwierdzić, że średnia populacja we wszechświecie wynosi zero. Wynika stąd, że ludność wszechświata wynosi zero, a ludzie, których spotyka się od czasu do czasu, są wytworem chorej wyobraźni.


Wiele osób twierdzi, że drugi tom kosmicznej przygody Artura i spółki rozczarowuje w porównaniu do swojej poprzedniczki, dla mnie jednak był to tom tak samo dobry, jak i poprzedni. Autor znów serwuje nam dużą dawkę humoru i absurdu, drwi i kpi z wielu rzeczy, a jego wyobraźnia wciąż mnie zadziwia. Mało tego, Restaurację czytało mi się właściwie lepiej niż Autostopem przez Galaktykę i zwalam to na karb tego, że w tej części łatwiej było się połapać w tym, co, kto i dlaczego. Wydaje mi się też, że Restauracja była też zwyczajnie bardziej spójna fabularnie. A może to po prostu wina tego, że tym razem od początku byłam przygotowana na to, co serwuje ta seria? Ciężko mi stwierdzić jednoznacznie, ale z pewnością tom drugi w moich oczach niczym nie ustępuje jedynce.

Inna rzecz ma się natomiast z Życie, wszechświat i cała reszta, ponieważ tutaj czuć było już zmęczenie materiału. Ta część nie była już taka zabawna, humor był dla mnie wymuszony, zaprezentowana intryga mocno naciągana... Całość strasznie mi się dłużyła i nie mogłam się już doczekać, kiedy dobrnę do końca. Aby oddać książce sprawiedliwość, muszę zaznaczyć, że problem miałam w większości z drugą jej połową. Świetne były dla mnie strony, kiedy to nasi bohaterowie utkwili w prehistorii, było też później kilka cudownych momentów, które potrafiły mocno mnie rozbawić i z których wypisałam sobie kilka bezbłędnych cytatów. Jeśli brać jednak pod uwagę całość, to powieść była dla mnie męcząca. Także bohaterowie jakby stracili swoje charaktery, jedynie Zaphod i Marvin pozostali sobą. A o Trillian to już chyba zapomniał każdy, łącznie z autorem.


Latanie to sztuka, a raczej sztuczka. Dowcip polega na tym, by nauczyć się rzucać na ziemię i nie trafiać w nią.


Niezwykle trudno jest mi więc ocenić te dwa tomy razem, ponieważ mam w stosunku do nich zupełnie inne odczucia. Restauracja na końcu wszechświata to dobra kontynuacja, pełna absurdu i humoru, ale Życie, wszechświat i cała reszta niestety już męczy. Pozostaje mi mieć nadzieję, że w tomie czwartym autor wrócił do formy i kosmiczna przygoda znów rozbawi mnie do łez. Niewątpliwie Douglas Adams był osobą obdarzoną niezwykłą wyobraźnią i inteligencją, i jego książki po prostu warto znać. Autostopem przez Galaktykę to... to po prostu Autostopem przez Galaktykę, seria jedyna w swoim rodzaju, którą niepodobna jest porównać do czegokolwiek innego. Jeśli się wahacie, przeczytajcie chociaż ten pierwszy tom, ponieważ po nim będzie wiedzieli już, czego się spodziewać, a jest on na tyle zamkniętą całością, że nie trzeba po nim czytać kontynuacji. Ja ze swojej strony gorąco polecam, nawet jeśli część trzecia trochę mnie rozczarowała.

W serii:
1. Autostopem przez Galaktykę
2. Restauracja na końcu wszechświata
3. Życie, wszechświat i cała reszta


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka!



14 listopada

O zmianach w Legimi, czyli aktualizacja informacji

O zmianach w Legimi, czyli aktualizacja informacji

W ostatnich tygodniach bardzo popularnym wpisem na blogu jest post o Legimi. Ponieważ pisałam go parę miesięcy temu i trochę się już zdezaktualizował, to postanowiłam zrobić update. Oczywiście główną i najważniejszą zmianą jest to, że teraz Legimi dostępne jest na Kindle.

Post, który opublikowałam w marcu, możecie przeczytać pod tym linkiem.

Dla tych, którzy nie wiedzą, Legimi jest abonamentem na książki. Płaci się określoną kwotę miesięcznie w zależności od pakietu, który wybierzemy, a w zamian możemy czytać książki. Mnóstwo książek. Baza Legimi ciągle się powiększa, a jedyną jej wadą jest to, że nie ma w niej starszych pozycji (oprócz lektur), nie znajdziemy też książek specjalistycznych. Jeśli więc jesteście zainteresowani abonamentem, najpierw sprawdźcie, czy są tam książki, które was interesują, żeby potem się nie przejechać. Pamiętajcie też, że książki te nie pozostaną waszą własnością. Kiedy wasz pakiet wygaśnie, dostęp do pobranych książek zostanie zablokowany. To jak wirtualna biblioteka za opłatą.

Jak i na czym można czytać?

Żeby móc korzystać z Legimi musicie mieć pobraną na swoje urządzenie aplikację o tej samej nazwie. Z tego też powodu nigdy nie było możliwe korzystanie z niego na Kindle, ponieważ Amazon nie pozwalał na instalowanie w swoim systemie obcego oprogramowania. A jednak niemożliwe stało się możliwe i oto teraz możemy korzystać z Legimi na Kindle! Nie wiem jak wy, ale ja się strasznie z tego cieszę.

Niestety nie wszystkie Kindle będą obsługiwały Legimi - mój staruszek się na to nie łapie. Muszą to być czytniki dotykowe, czyli Kindle Touch, 7, 8, Paperwhite 1-3, Voyage i Oasis. Oprócz Kindle oczywiście Legimi można używać na tablecie, telefonie, komputerze czy innych czytnikach, na przykład takich jak InkBook czy PocketBook, które firma zresztą ma w ofercie za złotówkę.

Cena i co w nią wchodzi

Tutaj też rzecz uległa zmianie. Cena na ebooki 300, 1000, 1500 i ebooki bez limitu jest taka sama, ale od tej ostatniej opcji wydzieliły się audiobooki. Jeśli więc lubimy słuchać książek, to musimy zapłacić 7 zł więcej, niż w przypadku samych ebooków.

Przedstawiony cennik ma zaznaczony punkt "z umowa na 12 miesięcy". Bez umowy będzie to ta przekreślona cena. Cennik można znaleźć tutaj.




Bez limitu, ale z limitem

W przypadku urządzeń, które nie pochodzą od Amazona, książek naprawdę możemy pobierać nieograniczoną ilość, natomiast Kindle ma już limit nawet w ofercie bez limitu. Początkowo były to 3 książki w ofercie "tylko ebook", a kiedy wybieraliśmy ebooki+audiobooki książek do wyboru było 5. Firma jednak wzięła pod uwagę ogromny głos niezadowolenia (co się chwali) i zwiększyła ten limit do odpowiednio 7 i 10 książek na miesiąc. Dla mnie to zdecydowanie wystarczająca ilość, tym bardziej że książki, które dodamy w jednym miesiącu, pozostają na półce w miesiącu kolejnym. Czyli jeśli na przykład nie przeczytamy ich w listopadzie, to one wciąż są z nami w grudniu, kiedy to mamy nowy limit na kolejne 7/10 książek do pobrania, w zależności od pakietu. Przy tym wciąż możemy zainstalować sobie Legimi np. na telefonie (oferta bez limitu obejmuje wszak kilka urządzeń) i pobierać tam książki bez ograniczeń, choćby po to, by przeczytać fragment i dopiero wtedy zdecydować, czy chcemy całość pobierać na Kindle, czy bez żalu książkę rzucić w kąt.

Warto też pamiętać, że w przypadku Kindle nie można brać pakietu na 300, 1000 lub 1500 stron, tylko trzeba brać od razu bez limitu. Kindle ma też zaoferowaną mniejszą bazę książek, bo tylko jakieś 7 000 zamiast 20 000.


Ale można czytać na dwa czytniki, co nie?

W zależności od wybranego pakietu z Legimi można korzystać na różnych urządzeniach. Pozwolę sobie tutaj przekopiować fragment z FAQ:

W przypadku pakietów Legimi 300, 1000 i 1500 można czytać na dowolnych urządzeniach (np. 2 czytnikach w pakiecie Legimi 300 lub 1 czytniku i 2 tabletach w pakiecie Legimi 1500), natomiast w pakiecie bez limitu można czytać na 4 urządzeniach w następującej konfiguracji: czytnik (w tym Kindle™), tablet (Android lub iPad), tablet lub komputer (Windows), smartfon (iPhone, Android lub Windows Phone).

Wynika z niego, że w przypadku pakietów z ograniczoną liczbą stron możemy czytać, na czym chcemy, ale w przypadku oferty bez limitu Legimi można instalować tylko na jednym czytniku. Jak się okazuje, od dawna nie jest to prawdą, ponieważ przez kontakt z supportem można było podłączyć drugi czytnik do konta za 10 zł. Legimi pisało o tym tutaj.

Teraz natomiast jeśli chcemy korzystać z Kindle i jeszcze jednego czytnika, to dopłata wynosi już 20 zł. A jeśli tym drugim czytnikiem jest czytnik z androidem, to limitu na nim nie mamy. Yay!

Legimi i ja

Legimi mam już rok i choć nie korzystam z niego na czytniku, bo nie mam jak, to zdążyłam przeczytać w nim całkiem sporo książek i kompletnie się w nim zakochać. Perspektywa, że mogę mieć Legimi na Kindle sprawia, że świat automatycznie staje się piękniejszy. Korzystanie z abonamentu na książki ani trochę nie sprawiło, że przestałam książki kupować czy nawet korzystać z bibliotek: łączę to wszystko i otaczam się książkami z każdej możliwej strony.

Legimi ma dla jedną, bardzo ważną zaletę, a mianowicie to, że często nie chcę kupować nowości, a chcę je przeczytać. Wiadomo, że miejsce na półkach prędzej czy później się skończy, i nie widzę sensu w kupowaniu każdej książki, która wpadnie mi w oko, a która może nawet mi się nie spodoba. Dochodzi też kwestia bardziej prozaiczna, a więc materialna, bo zwyczajnie nie jest mnie stać na te wszystkie książki, które chcę przeczytać. W bibliotece na nowości się czeka, a potem zazwyczaj rzuca się na nie mnóstwo ludzi, przez co trzeba stać w kolejce pół roku albo i dalej, by móc wreszcie przeczytać wypatrzoną pozycję (przykład: Opowieść podręcznej pojawiła się w mojej filii dość szybko po premierze, a ma rezerwację do marca 2018). A gdy już, już zbliża się twoja kolej, to okazuje się, że osoba przed tobą nie ma zamiaru tej książki oddać i przetrzymuje kolejny miesiąc albo dwa... W Legimi nie mam takiego problemu i czytam, co chcę i kiedy chcę. Cenowo kosztuje to książkę miesięcznie, a u nas kwota rozkłada się jeszcze na dwie osoby. Wygoda z takiego abonamentu jest niesamowita.

Dodatkowo posiadanie tej aplikacji w telefonie sprawiło, że czytanie we wszelkich kolejkach, zatłoczonych środkach komunikacji miejskiej i na nudnych wykładach stało się łatwiejsze :) Zaczęłam też testować audiobooki, z czego bardzo ucieszył się mój pies, bo nagle zaczęłam częściej chodzić z nim na spacery.

Podsumowanie

Konkluzja z tego taka, że Kirima koniecznie musi wymienić Kindle na nowszy, bo jest absolutnie nową opcją w Legimi zachwycona. Nasz abonament kończy się teraz pod koniec listopada, więc zrobimy przerwę, żeby wyczytać najpierw książki z półki i nie mieć wyrzutów sumienia, że abonament leci, kiedy się z niego nie korzysta... a potem hulaj dusza, piekła nie ma.

A jak wy się na to zapatrujecie? :)

11 listopada

Porzućcie wszelką logikę wy, którzy to czytacie, czyli "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa

Porzućcie wszelką logikę wy, którzy to czytacie, czyli "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa

Lubię absurdalny humor w książkach i dopóki nie przeczytałam Autostopem przez Galaktykę byłam pewna, że Terry'ego Pratchetta nic w tej kwestii nie przebije. Jak to zwykle bywa, zawsze znajdzie się ktoś, kto Ci udowodni, że się mylisz: w moim przypadku takim kimś był Douglas Adams. Jego książka pełna jest absurdów, które wyrwały się spod kontroli i wesoło hasały po kartach tej powieści. I chociaż wciąż wolę utrzymany w ryzach humor Pratchetta, to Autostopem przez Galaktykę ma swój niewyobrażalny urok.

Przekonanie się do tej książki nie przyszło mi jednak tak łatwo, jak można by się spodziewać. Potrzebowałam przebrnąć przez połowę, by w końcu zaakceptować kompletny brak logiki, przestawić się na zwariowane pomysły i obecny humor w stylu Monty Pythona (do którego zresztą autor pisał skecze), a potem zwyczajnie czerpać z tego frajdę. Kiedy to już zrobiłam, książka bardzo zyskała w moich oczach i wreszcie przestała mnie męczyć. Dlatego radziłabym to samo wszystkim osobom, które za Autostopem przez Galaktykę chcą się wziąć: wyłączcie myślenie, nabierzcie dystansu i po prostu dobrze się bawcie.

Autostopem przez Galaktykę zaczyna się dwa tysiące lat po tym, jak pewien człowiek został przybity gwoździami do drzewa za to, że mówił, jak to byłoby świetnie być dla odmiany miłymi dla siebie nawzajem. Oto mamy Artura Denta, zwykłego, przeciętnego Ziemianina w wieku około trzydziestu lat, któremu wielkie, żółte buldożery chcą skasować dom, aby w tym miejscu wybudować autostradę. Plany budowy rzeczonej autostrady były wywieszone od dziewięciu miesięcy w miejscowym biurze planowania i przecież Artur mógł się do nich odwołać: problem w tym, że nikt go o tym nie poinformował. Nie jest to jednak jego największe zmartwienie, ponieważ niedługi czas później na niebie pojawiają się międzygalaktyczne, żółte buldożery w celu zniszczenia Ziemi, bo ta stoi na trasie międzygalaktycznej autostrady. Wszak Ziemianie mieli 50 lat na odwołanie się od tej decyzji, plany wisiały na gwieździe Alfa Centauri... Szkoda tylko, że tak samo, jak w przypadku Artura i jego domu, nikt o tym nie wiedział, ba, nikt nie odkrył jeszcze życia pozaziemskiego.




Jak widzicie, już sam początek obiecuje nam jazdę bez trzymanki. Z miejsca rzuca się też w oczy, jak bardzo Douglas Adams wyśmiewa wszelką biurokrację. A takiego prześmiewczego, cynicznego humoru w książce jest całkiem sporo, i kiedy już przebijemy się przez opary kosmicznego absurdu, łatwo można dostrzec zaserwowaną nam przez autora satyrę na ludzkość. Dużo jego spostrzeżeń jest w punkt, a jednocześnie wiele fragmentów nas bawi; to trochę jak śmiech przez łzy, czyli bardzo podobnie, jak u Pratchetta, chociaż u Douglasa Adamsa więcej jest absurdu. Właściwie można powiedzieć, że Adams to taki Pratchett, tylko w wersji science-fiction.

Jedną z rzeczy, które Ford Prefekt uważał zawsze za najtrudniejsze do pojęcia w istotach ludzkich, był ich nawyk ciągłego stwierdzania i powtarzania najoczywistszych faktów, jak na przykład: "Ładną mamy pogodę" albo "Jesteś bardzo wysoki", albo "Kochanie, wygląda na to, że wpadłeś do trzydziestostopniowej studni, dobrze się czujesz?". Pierwsza z jego teorii wyjaśniających to niepojęte zachowanie głosiła, że jeżeli istoty ludzkie przestają ciągle ćwiczyć swoje usta, to ich otwór gębowy zarasta. Po kilku miesiącach rozważań i obserwacji Ford porzucił tę teorię na rzecz nowej: jeżeli istoty ludzkie przestają ciągle ćwiczyć swoje usta, ich mózg zaczyna pracować.


W kosmicznej wędrówce Artura Denta towarzyszyć mu będzie Ford Prefect, który przybył na Ziemię kilkanaście lat temu przyjmując takie nazwisko, jakie ma obecnie, bo uznał je za wystarczająco pospolite. Do ekipy w późniejszej części książki dojdzie Zaphod Beeblebrox, który został prezydentem Galaktyki w sposób niewiadomy nawet dla samego siebie, czy też cierpiący na depresję robot Marvin przekonany o tym, że wszyscy go nienawidzą.

Na pierwszy plan powieści zdecydowanie wychodzi humor i pomysłowość autora, która niejednokrotnie nas zadziwi. W książce spotkać możemy statek kosmiczny napędzany napędem nieprawdopodobieństwa, rybkę Babel, która wpuszczona do ucha pozwala rozumieć obce języki, komputer Głęboka Myśl, którego celem jest wybudowanie komputera, który nadejdzie po nim, a któremu parametrów operacyjnych nie jest godzien obliczyć, a także ostateczną odpowiedź na pytanie o życie, wszechświat i całą resztę. Dowiemy się też, czym właściwie jest Ziemia i kto nią włada i jeszcze mnóstwa innych rzeczy, o których pisać już nie będę, bo z tej krótkiej recenzji wyszedłby mi esej i streściłabym wam większość książki, na co mam wielką ochotę, bo tyle w niej było cudowności.




Autostopem przez Galaktykę jest książką science-fiction, a nawet więcej: jest klasyką science-fiction, która po raz pierwszy została wydana w 1979 roku. Czyta się ją świetnie, język jest prosty i łatwy w odbiorze, a technologicznego bełkotu, którego zawsze boję się w książkach sci-fi, w ogóle tutaj nie ma. Więcej tu kosmicznej, jedynej w swoim rodzaju parodii, którą czyta się z ogromną przyjemnością i która w ogóle się nie zestarzała. A czym właściwie jest Autostopem przez Galaktykę? Widzicie, jest to poradnik dla autostopowiczów, którego przewaga nad innymi polega na tym, że ma na okładce napis "Bez paniki", wydrukowany dużymi, sympatycznymi literami.

Tak więc moi drodzy, zachęcam Was do wybrania się w tą galaktyczną podróż i przestrzegam, byście nie zapomnieli swojego przewodnika, nie panikowali, i przede wszystkim zabrali ręcznik. Zdecydowanie warto zapoznać się z taką klasyką tym bardziej, że jak już zaczniemy, to nie wiadomo kiedy książka nam się skończy. W szczególności polecam ją fanom Pratchetta, o ile nie macie alergii na kosmiczne tło, a także wszystkim osobom, które są rozmiłowane w absurdalnym humorze. Ja sama jestem zachwycona i z pewnością sięgnę po dalsze części.


P.S. Ciekawostka: fani autora obchodzą Dzień Ręcznika, który polega na tym, by nosić go przez cały dzień ze sobą. Ma on miejsce 25 maja.


Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger