Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Dysku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Dysku. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia

24 stycznia

Rychłoż się zejdziem znów? "Trzy Wiedźmy", Terry Pratchett

Rychłoż się zejdziem znów? "Trzy Wiedźmy", Terry Pratchett

Dzisiaj wyjątkowo będzie krótko. Trzy Wiedźmy to jedna z tych książek ze Świata Dysku, które już kiedyś czytałam, ale fabuła na tyle zatarła się w mojej pamięci, że i tak przeczytałam ją z chęcią. I to jest dokładnie ten Pratchett, którego uwielbiam. Właśnie za takie tomy Świat Dysku długo był moim numerem jeden.

Jeśli oceniać Trzy Wiedźmy w skali bolącego ze śmiechu brzucha, to daje tej książce pełne 10. Wszystko tutaj śmieszy, a jednocześnie Pratchett jak zwykle tak potrafi drwić z obranego akurat tematu, że przy okazji przemyca mnóstwo mądrych lub przekornych spostrzeżeń. Czasem jest poważniej, lecz głównie satyrycznie bądź po prostu humorystycznie. Tym razem autor wziął na tapetę dzieła Szekspira, zwłaszcza Makbeta, i ogólnie teatr. Znajdziemy też sporo nawiązań do najpopularniejszych baśni, w których występowały czarownice.  

Być zamordowanym to przecież dla króla śmierć naturalna, toteż w Trzech Wiedźmach umiera król, by królem mógł zostać ktoś inny, a syn zmarłego władcy zostaje szczęśliwie uratowany przez wiedźmy i dobrze ukryty. Rzecz jasna po latach ma dopaść go Przeznaczenie, by wrócił i odzyskał swój tron. Wszyscy przecież wiedzą, że tak to się powinno odbyć. Wie też i Pratchett i jak zwykle z tego kpi, przedstawiając nam nieco odmienną historię. Jednak nie fabuła jest tutaj najważniejsza, lecz sposób jej opowiedzenia. Sir Terry przechodzi samego siebie i przedstawia wszystko tak bardzo w krzywym zwierciadle, że zwyczajnie brak mi słów, by przekazać Wam, jak bardzo jest to cudowne. Wszystko, co napiszę, będzie olbrzymim niedopowiedzeniem, a wspaniałość tej książki po prostu ciężko ubrać mi w słowa.


– To musi być ze sto srebrnych dolarów! – jęknął Boggis i machnął sakiewką. – Przecież to nie moja skala! Nie moja klasa! Nie dam sobie rady z takimi pieniędzmi. Żeby tyle kraść, trzeba być w Gildii Prawników albo co.


W książce prym wiodą tytułowe trzy wiedźmy, a więc znana już nam z Równoumagicznienia niezastąpiona Babcia Weatherwax, ale też poznajemy drugą wspaniałą wiedźmę z zamiłowaniem do piosenki o jeżu, a więc Nianię Ogg, oraz dopiero zaczynającą Magrat Garlic. Cała trójka tworzy iście wybuchową mieszankę ze względu na swoje odmienne charaktery. Babcia Weatherwax jest tak bardzo konserwatywną starą panną, jak tylko można być, Niania Ogg z kolei lubi sobie wypić i przez liczbę swoich dzieci stworzyła własne mini-imperium, a Magrat wnosi powiew wiedźmowej nowoczesności, której ni w ząb nie rozumie pozostała dwójka. Gościnny występ zaliczy też sam Śmierć, co było bardzo miłym i przezabawnym akcentem w książce zważywszy na sytuację, w której się pojawił.


- Moje imię brzmi: WxrtHltl-jwlpklz - oświadczył demon z wyższością.
- Gdzie byłeś, kiedy rozdawali samogłoski? - wtrąciła Niania Ogg. - Stałeś za drzwiami?


Gdyby ktoś się zastawiał, czy można zacząć przygodę ze Światem Dysku od tej książki to tak, jak najbardziej. Każda z książek należąca do tej serii tworzy osobną opowieść, którą można czytać bez związku z innymi, warto jednak zachować chronologiczną kolejność w cyklach, żeby nie czuć dezorientacji. Moim ulubionym cyklem wciąż jest ten o Straży, ale Wiedźmy są zaraz za nim. To cudowne książki na poprawę humoru, przy czym ten humor wcale nas nie ogłupia. Polecam gorąco. :)


W serii Świat Dysku, cykl o Wiedźmach (inaczej Czarownice z Lancre):
1. Równoumagicznienie (tom 3)
2. Trzy Wiedźmy (tom 6)
3. Wyprawa czarownic (tom 12)
4. Panowie i Damy (tom 14)
5. Maskarada (tom 18)
6. Carpe Jugulum (tom 23)


23 listopada

23 listopada

A właściwie to dlaczego kobieta nie może być magiem? "Równoumagicznienie" Terry Pratchett

A właściwie to dlaczego kobieta nie może być magiem? "Równoumagicznienie" Terry Pratchett

Równoumagicznienie to jedna z tych książek ze Świata Dysku, której wcześniej nie czytałam. Rozpoczyna ona podcykl o Wiedźmach, które w moim osobistym rankingu są na drugim miejscu tuż za podcyklem o Straży. W książkach tych możemy poznać jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w serii Pratchetta, a więc jedyną w swoim rodzaju, niezastąpioną i uwielbianą przez miliony Babcię Weatherwax.

Zaczynając czytać Równoumagicznienie niemal na samym początku natkniemy się na fragment, w którym autor tłumaczy nam, o czym ta książka jest. A jest to opowieść o tym, czym jest magia i dokąd zmierza, a co ważniejsze, skąd przychodzi i po co. Przedstawiona historia nie pretenduje do odpowiedzi na wszystkie te pytania, może jednak pomóc w wyjaśnieniu, dlaczego Gandalf nigdy się nie ożenił i dlaczego Merlin był mężczyzną. Jest to również opowieść o seksie, choć nie w sensie atletyczno-gimnastycznym, czy też w sensie policz wszystkie nogi i podziel przez dwa. Od siebie dodam, że jest to historia bardziej kobieca, która porusza temat równouprawnienia, ale w takim fantastycznym wydaniu, a więc równoumagicznienia. Wszyscy wszak wiedzą, że kobieta magiem zostać nie może. Zapewne wszyscy też wiedzą, że ósmy syn ósmego syna na maga jest przeznaczony. Tylko co wtedy, gdy ósmym synem ósmego syna okazuje się córka?

Równoumagicznienie rozpoczyna się w momencie, kiedy będący na skraju śmierci czarodziej imieniem Drum Billet przybywa do wioski Głupi Osioł, aby przekazać swoją moc rzeczonemu chłopcu. Czarodziej jednak będąc już jedną nogą w grobie nie miał czasu upewnić się co do płci dziecka i niechcący przekazał moc dziewczynce. Eskarina, w skrócie Esk, będzie musiała się więc zmierzyć z tym niechcianym prezentem w świecie, w którym żaden czarodziej o kobiecie-magu nie chce nawet słyszeć.


- Jeśli nie możesz się nauczyć jeździć na słoniu, naucz się przynajmniej jeździć konno.
- Co to jest słoń?
- Rodzaj borsuka - wyjaśniła Babcia.
Nie dzięki przyznawaniu się do ignorancji od czterdziestu lat cieszyła się sławą znawczyni natury.


Esk to bardzo mądra i rezolutna dziewczynka, ale nie da się ukryć, że powieść od początku kradnie Babcia Weatherwax. To prawdziwy fenomen: ta kobieta ma taką reputację, że nikt nie ośmieli się jej sprzeciwić, a jej woli ulegnie nawet sam Śmierć. Ma trudny charakter, surowe zasady, które stosuje do wszystkich, oprócz samej siebie, niezmiennie chodzi w czerni, a do wszelkich braków w wiedzy w żaden sposób się nie przyzna. Książek nie toleruje z powodów moralnych, ponieważ słyszała, że wiele z nich napisali ludzie nieżyjący, rozsądek podpowiadał zatem, że czytanie ich byłoby równie grzeszne jak nekromancja. Zamiast czarowania w znacznej mierze stosuje głowologię, czyli przekonywanie kogoś, że korzystamy z magii, kiedy faktycznie tego nie robimy. Nie sposób Babci nie pokochać. Po prostu się nie da.

Powieść Pratchetta jak zwykle cechuje się fantastycznym, inteligentnym humorem. Gorąco nie radzę wam czytać jego książek w komunikacji miejskiej, ponieważ ja sama tyle razy się przy niej śmiałam, że zaczynam podejrzewać, że współpasażerowie mogli mnie posądzać o problemy ze sobą (tudzież po prostu stwierdzili, że czytam wyśmienitą książkę i czym prędzej spoglądali na okładkę, żeby wiedzieć, czego mają szukać). Jednocześnie jest to spojrzenie na równouprawnienie w taki sposób, jaki to tylko Pratchett potrafi zrobić. No bo dlaczego właściwie kobiety nie mogą być magami? Gdzieś to zapisano? Nikt z czarodziejskiej braci nie potrafił udzielić odpowiedzi innej niż śmieszna wymówka albo prostego "bo tak", które ucinało wszelką, dalszą dyskusję. Z drugiej strony żaden mężczyzna nigdy nie został wiedźmą i też jest to naturalna kolej rzeczy. W powieści zderzy się więc damski pogląd na magię z tym męskim, co można przekładać i na rzeczywistość, poczytamy o naturze magii i walce o swoje prawa, a także autor wielokrotnie będzie puszczał do nas oko przy okazji licznych pytań młodej Esk, skąd właściwie biorą się dzieci. Wszystko to okraszone zostało sporą dawką humoru, satyry i wyolbrzymień — jak zawsze.


- Hej! Jes-steś Esk, prawda? S-skąd się tu w-w-wzięłaś? To był Simon. Stał przed nią, trzymając po jednej książce pod każdą pachą. Esk zaczerwieniła się.
- Babcia nie chce mi powiedzieć - odparła. - Myślę, że ma to jakiś związek z mężczyznami i kobietami.


Równoumagicznie to jedna z pierwszych książek w serii Świata Dysku (ma numerek 3), od której tak właściwie można zacząć przygodę z całym cyklem. Świat Dysku nie trzeba czytać po kolei, bo każdy tom stanowi odrębną historię, ale warto iść w kolejności chronologicznej w zakresie podcykli, bo wtedy nie będziemy zdezorientowani w losach naszych bohaterów. Wiele osób nie poleca rozpoczynania przygody z Dyskiem od dwóch pierwszych tomów, bo można się zrazić, i ja się do tego dołączam. Zacząć można nawet od jeszcze późniejszych tomów i wziąć się na przykład za Straż (Straż! Straż!, tom 8), albo za Śmierć (Mort, tom 4), i jak już Pratchett u nas chwyci, to dopiero wtedy ewentualnie do tych pierwszych tomów wrócić.

Tak czy inaczej, gorąco polecam wam czytanie Pratchetta i gorąco polecam wam Równoumagicznienie, bo to świetna, błyskotliwa i humorystyczna książka. No i jest tu Babcia Weatherwax, a dla niej samej warto książkę przeczytać.


W serii Świat Dysku, podcykl o Wiedźmach (inaczej Czarownice z Lancre):
1. Równoumagicznienie (tom 3)
2. Trzy Wiedźmy (tom 6)
3. Wyprawa czarownic (tom 12)
4. Panowie i Damy (tom 14)
5. Maskarada (tom 18)
6. Carpe Jugulum (tom 23)



26 października

26 października

Porozmawiajmy o tym, o czym zwykle się nie rozmawia, czyli "Świat kupek" Terry'ego Pratchetta

Porozmawiajmy o tym, o czym zwykle się nie rozmawia, czyli "Świat kupek" Terry'ego Pratchetta


Nadszedł dzisiaj taki dzień, w którym będę się rozwodzić nad książką o kupkach. Zanim zaczniecie się zastanawiać, czy wszystko ze mną w porządku i czy to już jest ten moment, w którym trzeba dzwonić po pilną pomoc lekarską, zwróćcie proszę uwagę na to, kto jest autorem tej książki. Bo gdyby nie on, to na pewno bym po taką książkę nie sięgnęła.

Terry Pratchett to pisarz, na którego książkach się wychowałam. Do jego twórczości żywię miłość głęboką i niezmienną aż po dziś dzień, i w moich oczach jest to jedyny autor, który nawet o takim śmierdzącym temacie potrafiłby napisać ciekawie. I zrobił to, aczkolwiek Świat kupek bardziej adresowany jest do dzieci, niż do dorosłych, chociaż sięgać po taką książkę mogą osoby w każdej grupie wiekowej. Widzicie, właściwie jest to bajka, ale oczywiście byłoby to zbyt nudne, gdyby Pratchett wymyślał zwyczajne bajki o rycerzach, księżniczkach i małych dziewczynkach zagubionych w lesie, a więc my możemy czytać o kupkach. Warto dodać, że tak naprawdę jest to książka, która powstała na kartach innej książki, ponieważ pierwsza wzmianka o niej pojawiła się w Niuchu.

Jak dobrze pamiętamy z Niucha, Młody Sam Vimes uwielbiał Świat kupek autorstwa panny Felicity Beedle, autorki takich pozycji jak Siuś-ludzie, Radość woskowiny czy Chłopiec, który nie potrafił dłubać we własnym nosie. Przez świat fekaliów przeprowadza nas młody Geoffrey, chłopiec, który w wyniku pewnych rodzinnych zawirowań trafia pod opiekę Babci w Ankh-Morpork. Tam zaczyna interesować go temat kupek, i tak jak niektórzy zbierają znaczki, a inni pocztówki, to nasz bohater postawia kolekcjonować kupki każdego stworzenia na świecie i założyć poświęcone temu muzeum. Przy okazji dowiaduje się wielu przydatnych informacji o tym, jak funkcjonuje nasz świat od tej mniej przyjemnej strony.


 
Jak powiadają, co odpływa, to powraca, choć nie musimy się przyglądać, kiedy nas mija. Ale zachowywanie się jak koty i wiara, że jeśli czegoś nie widzimy, tego nie ma, to sposób myślenia, który nie uchodzi w eleganckim towarzystwie. Bez nawozu, bez gnoju nie istniałoby rolnictwo, a bez rolnictwa nie byłoby ludzi wartych uwagi. Tak więc dedykuję tę książkę mojemu staremu przyjacielowi, Harry’emu Królowi, człowiekowi, który gnój potrafi zmieniać w złoto.


Okej, nie ukrywajmy: temat jest niesmaczny i nawet jeśli pisze o tym Pratchett, czasem może nas złapać chwila refleksji, co my właściwie czytamy. Nie sposób jednak nie uśmiechnąć się pod nosem w niektórych momentach, a nawet nie zaśmiać otwarcie, ponieważ wyobraźnia i humor autora co rusz potrafią nas do tego sprowokować. A humoru jest tutaj mnóstwo (inaczej by się nie dało), standardowo pełno jest też przypisów, no i to po prostu znany i kochany Pratchett, z tym że bohaterem jest chłopiec, a nie osoba dorosła, przez co automatycznie zmienia się docelowy wiek odbiorcy. Książka jest też bogato ozdobiona ilustracjami Petera Dennisa, które bardzo dokładnie odnoszą się do tego, o czym właśnie czytamy. W tym miejscu wypadałoby wrzucić jakieś foty, ale niestety ja czytałam książkę w legimi i fizycznego egzemplarza nie posiadam, jednak całość możecie obejrzeć na filmiku opublikowanym przez wydawnictwo TUTAJ.

Być może nie widać tego na tym filmie, ale książka jak wiele innych pozycji tego rodzaju została wydana w taki sposób, jakby faktyczną autorką była panna Felicity Beedle, a nie sam Terry Pratchett. Na początku książki mamy spis innych pozycji opublikowanych przez pannę Beedle, a nawet, uwaga, autograf dla Młodego Sama. Dla mnie jest to niesamowicie pozytywny akcent, który automatycznie podnosi wartość książki w moich oczach.


 
Koty to tajemnicze zwierzęta, a ich odchody cuchną tak mocno, że same koty nie lubią tego zapachu i dlatego wszystko zakopują. Koty są także bardzo zakłopotane, jeśli wiedzą, że człowiek im się przygląda, więc odwracają się w inną stronę. Nawet czarownice, które do tworzenia zaklęć potrafią wykorzystać prawie wszystko, na kocich odchodach stawiają granicę. 


Jednak tym, co najbardziej mi się spodobało w Świecie kupek jest podejście innych ludzi do Geoffreya i jego, bądź co bądź, ekscentrycznego hobby. Spójrzmy już na zachowanie samej Babci: kobieta nie strofuje go, nie wyśmiewa i nie poucza, że powinien znaleźć sobie bardziej przydatne i normalniejsze zajęcie, ale zachęca go i wręcz pomaga mu dowiedzieć się więcej o tym zagadnieniu, organizując wycieczki do różnych, ciekawych miejsc w Ankh-Morpork. Pozostałe, napotkane osoby w książce również nie próbują wybić chłopcu tego pomysłu z głowy, a raczej uważają go za ciekawego, zaradnego i pracowitego młodego osobnika, który przejawia inicjatywę, chce się uczyć i ma jakiś pomysł, którym mógłby się zająć. I to jest w tej książce absolutnie wspaniałe, że nie gasi się pomysłowości i ciekawości dziecka, nawet jeśli cóż, rozmawiamy o kupkach. 

Świat kupek
polecałabym przede wszystkim fanom Świata Dysku jako uzupełnienie serii (książka do niej należy i ma numerek 39.5 wg LC) i zaznajomienie się z pozycją, za którą szalał Młody Sam. Do tych, którzy nie czytali: niech wam tylko nie przyjdzie do głowy zaczynanie przygody z Dyskiem od tej właśnie książki. Najlepiej sięgnąć po nią już po lekturze Niucha i po zaznajomieniu się trochę z tym światem, ponieważ wtedy wyciągniecie z niej najwięcej. Jeśli natomiast temat kupek jest dla was zbyt obrzydliwy i czujecie, że zwyczajnie by was to przytłoczyło, to śmiało możecie książkę pominąć, ponieważ jest to jedynie dodatek. Niemniej jednak miło jest przeczytać coś nowego od Pratchetta w sytuacji, kiedy wiemy, że nic nowego już nie powstanie - a przynajmniej nowego dla nas, ponieważ książka w oryginale została wydana w 2012 roku, czyli rok po premierze Niucha. Trzymam teraz kciuki za polską wersję Where is my cow?, a także za Nanny ogg's cookbook. Przede wszystkim za Nanny ogg's cookbook :)


P.S. Dodałam do infografiki na stałe serię i numer tomu, bo bardzo mi tej informacji brakowało. Dodałabym jeszcze datę pierwszego wydania, ale zabrakło mi miejsca :)
  


05 marca

05 marca

Ten zakapturzony szkielet z kosą. "Mort" Terry Pratchett

Ten zakapturzony szkielet z kosą. "Mort" Terry Pratchett
Terry Pratchett to autor, na którym się wychowałam. Czytałam jego książki już w podstawówce, zaczynając od serii dla dzieci, a potem przyszła kolej na Świat Dysku. Pożerałam każdą książkę jaka wpadła mi w ręce, nie zwracając specjalnie uwagi na chronologię. Czytałam je wybiórczo, tak, jak akurat były dostępne w bibliotece, a dopiero niedawno zorientowałam się, że hej, Kirima, ty przecież nie przeczytałaś jeszcze wszystkiego! No więc śpieszę nadrobić te haniebne zaległości, i postanowiłam sobie, że wszystko przeczytam od deski do deski. W zeszłym roku zaliczyłam cykl o Straży (moi ulubieńcy!), a teraz przyszła pora na... Śmierć.

Kiedy stwórca składał ten świat miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy.

Musicie wiedzieć, że książki ze Świata Dysku można czytać na dwa sposoby. Jednym z nich jest czytanie ich chronologicznie, w kolejności takiej, jakie zostały wydane. Drugim jest czytanie ich chronologicznie, owszem, ale seriami, które Terry Pratchett stworzył dla Świata Dysku. W tym uniwersum są cykle poświęcone Wiedźmom, Straży, Magom, Rewolucji Przemysłowej, Tiffany i właśnie Śmierci. Mort jest czwartą książką w całej serii, ale pierwszą dotyczącą bezpośrednio postaci, jaką jest Śmierć. 

Śmierć to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w książkach Pratchetta. Mówi kapitalkami, co symbolizuje fakt, że jego pusty i głuchy głos nie trafia do nas poprzez fale dźwiękowe, tylko dostaje się bezpośrednio do naszego umysłu. Jak sam siebie opisuje, jest "antropomorficzną personifikacją ludzkich wyobrażeń na swój temat". Zrezygnował z kościstego konia o płonącej grzywie, bo był bardzo niepraktyczny i puszczał stodołę z dymem. Swojego wierzchowca z krwi i kości nazwał "Pimpuś". Śmierć uwielbia koty, curry i przejawia niezdrową fascynację ludźmi. Przez większość wolnego czasu próbuje zrozumieć ich zachowania, co zwykle kończy się katastrofą. 

Zobaczył swoje życie rozciągające się przed nim na podobieństwo długiego, ciemnego tunelu bez światełka na końcu.
(...) Mylił się. Na końcu tunelu jaśniało światełko: miotacz ognia.

W Morcie Śmierć dochodzi do wniosku, że potrzebuje urlopu. Znajduje więc ucznia, Morta, który mógłby trochę odciążyć go od swoich obowiązków, a może kiedyś <tu następuje sugerujące mrugnięcie okiem> przejąć po nim schedę związaną z tym biznesem poprzez ewentualny ożenek z jego córką (rzecz jasna adoptowaną). Owa córka o imieniu Ysabell charakteryzuje się prerafaelicką urodą i cierpi na niewielką nadwagę. Sam Mort ma kompleksy związane z faktem, że wszyscy mówią do niego per "chłopcze" i generalnie zadaje kłopotliwe pytania, chcąc WIEDZIEĆ. 

Wszystko idzie dobrze, dopóki Mort nie dostaje swojego pierwszego zadania odesłania ludzi na tamten świat, a raczej dopóki nie trafia na piękną księżniczkę, skrytobójce i morderstwo, do którego nie doszło. I wszystkiemu winien jest on sam. Szykują się kłopoty, prawda? A zachwianie równowagi świata to coś, czego Mort z pewnością nie chce mieć na swoim sumieniu. Tymczasem Śmierć szuka pracy, łowi ryby, a nawet chodzi do fryzjera. Nigdy nie wiesz, gdzie możesz spotkać tego pana z kosą, o pięknych błękitnych oczach i nieustannym uśmiechu na czaszce... 

CO?, zdumiał się Śmierć (...).
- Wolne popołudnie - powtórzył Mort (..).
ALE DLACZEGO?, Śmierć nie mógł zrozumieć. PRZECIEŻ NIE NA POGRZEB BABCI, dodał. WIEDZIAŁBYM COŚ O TYM.

katea.deviantart.com
Mort jest krótką książką wypełnioną po brzegi absurdalnym humorem, tak bardzo charakterystycznym dla Pratchetta. Niemal na każdej stronie znajdziemy jakieś gagi czy dowcipne dialogi, lub też humor wpleciony w narrację. Początkowe książki z dorobku Pratchetta są znacznie lżejsze i bardziej zakręcone niż te późniejsze, ale to wciąż jest ten sam inteligentny humor, który w śmieszny sposób zwraca nam uwagę na absurdy naszego świata. Czasami jest to śmiech przez łzy. Ja czytałam książkę w trakcie sesji, i był to doskonały wybór, bo po prostu mogłam się rozluźnić i pośmiać przy lekturze, a jednocześnie nie była ona na tyle długa, żeby specjalnie odciągnąć mnie od nauki. Książki Pratchetta z reguły są cienkie i szybko się je czyta, sam Mort ma zaledwie 262 strony. Co to jest w porównaniu z takimi cegłówkami jak Droga Królów czy Amber... 

Morta gorąco polecam, tak samo jak i polecam cały Świat Dysku i wszystkie książki Pratchetta. Myślę, że to jest jeden z tych autorów, którego ze względu na specyficzny styl albo się kocha, albo nienawidzi. Ja, rzecz jasna, kocham i chętnie dzielę się tą miłością z wami.

A na zakończenie taki pozytywny akcent: 

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, 
że trzyma nagle puste naczynie. 
JESTEM TYLKO JA.

Ocena: 8/10

"Mort", Terry Pratchett, Prószyński i S-ka, rok wydania 1996, s. 262
Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger