Przeglądając posty, jakie ostatnio publikowałam, rzuciło mi się w oczy to, że dawno nie było tutaj wpisu o książkach Brandona Sandersona. Śpieszę dzisiaj ten karygodny błąd naprawić i oto post o dwóch tomach z serii Mściciele. Pierwotnie miałam o nich pisać osobno, ale właściwie niewiele mam do dodania, więc luźno wypowiem się na ich temat razem. Poza tym bardzo ciężko pisze mi się o kontynuacjach cyklu, bo nigdy nie wiem, co powinnam napisać, żeby nikomu przypadkiem czegoś nie zdradzić, a i często moje wrażenia z dalszych tomów są bardzo podobne do tych z pierwszego.
Wybrnął... kiepsko. W Calamity wszystko jest utrzymane w podobnym tonie jak w tomach poprzednich i komu podobały się dwie poprzednie części, ten nie zawiedzie się i tutaj. Problemem jest ta nieszczęsna końcówka. Być może pasuje ona do serii młodzieżowej, ale jeśli bym nie przypominała sobie co chwila, że czytam młodzieżówkę, to byłabym nią znacznie bardziej zawiedziona i rozczarowana. Dodatkowo w ogóle nie pasuje mi ona do Sandersona, który przyzwyczaił nas do mocnych i epickich rozwiązań. Końcówka jest tak nagła i przesłodzona do tego stopnia, że można przy niej pluć cukrem. Wiecie, w którejś z kolei części Strasznego filmu była taka scena, gdzie bohaterowie próbowali przekonać Sadako (ta dziewczynka z The Ring, co wyłazi ze studni), żeby nie robiła im kuku tekstami, że brak jej troski i domowego ciepła, co oni oczywiście mogą jej zapewnić. Wychodzili z założenia, że Sadako w głębi serca na pewno jest dobrą dziewczynką, a jedynie skrzywdzoną przez los. Sadako wtedy ze szkaradnego potwora zamienia się w śliczną dziewoję, promiennie się uśmiecha i dziękuje mówiąc, że uzdrowiła ją ich miłość. Mniej więcej tak można podsumować zakończenie tej serii.
Chodziło o nią. I o mnie. Musiałem coś powiedzieć. Coś romantycznego. Coś, co jej zawróci w głowie.
- Jesteś jak kartofelek! - krzyknąłem za nią. - Na polu minowym.
Zastygła w miejscu. Potem obróciła się do mnie z twarzą oświetloną przez na pół dojrzały owoc.
- Kartofelek? - zapytała bez emocji. - To najlepsze na co cię stać? Poważnie?
- To ma sens - odpowiedziałem. - Posłuchaj. Idziesz przez pole minowe i boisz się, że wylecisz w powietrze. I nagle następujesz na coś i myślisz: "już po mnie". Ale to tylko kartofelek. A jesteś uszczęśliwiony, znajdując coś cudownego tam, gdzie spodziewałeś się czegoś okropnego. Tym właśnie jesteś. Dla mnie.
- Kartofelkiem.
- Oczywiście. Frytki? Puree? Kto by nie lubił kartofelków?
- Mnóstwo ludzi. A dlaczego nie może to być coś słodkiego jak ciasteczko?
- Bo ciasteczko nie wyrosłoby na polu minowym. Oczywiście.
Z plusów bardzo podobał mi się wątek Megan i rozwinięcia jej mocy. Niestety nic nie mogę powiedzieć więcej, bo za bardzo wam zdradzę fabułę. Trochę się też obawiałam trójkącika miłosnego, ale na szczęście okazało się, że niczego takiego nie było. I chociaż wątek romansowy tutaj jest, to nie jest on drażniący ani wysuwający się na pierwszy plan. Muszę też dodać, że mimo mojego narzekania na końcówkę i przeciętność serii ogółem, to Calamity połknęłam w jeden dzień, a i poprzednie tomy dużo czasu mi nie zajęły. Sandersona jak zawsze świetnie się czyta, bo nawet jeśli nie ma tu jakiegoś mocnego tąpnięcia, to jego styl wciąż jest lekki i przyjemny, a wyobraźnia zachwyca.
Konkluzja jest więc taka, że Mściciele to naprawdę dobra seria młodzieżowa, ale nic więcej. Nie wywoła w nas burzy emocji ani nie zostawi z kacem książkowym, nie znajdziemy w niej bohaterów, za którymi będziemy tęsknić czy fabuły, do której będziemy wracać. To seria dobra na raz, i tyle. Absolutnie nie można jej porównywać z innymi dziełami Sandersona, tj. z Archiwum Burzowego Światła czy z Z mgły zrodzonym, bo to zupełnie inny kaliber i zwyczajnie nie wypada. Mściciele to seria prosta i przyjemna, którą miło było przeczytać, ale na pewno do niej nie wrócę i szybko o niej zapomnę. Chociaż wciąż bardzo chciałabym zobaczyć ją na wielkim ekranie, bo dalej utrzymuję, że to seria świetna do ekranizacji. Komu mogę ją polecić? Przede wszystkim fanom akcji i superbohaterów. Czy mogę Mścicieli polecić wielbicielom twórczości Sandersona? Myślę, że nie do końca, ale patrząc realnie każdy fan tego autora i tak w końcu na te książki trafi. Proponuje wtedy nie mieć zbyt wysokich oczekiwań, bo możecie się srogo rozczarować.
W serii:
1. Stalowe serce 7/10
2. Pożar 6/10
3. Calamity 6/10
Konkluzja jest więc taka, że Mściciele to naprawdę dobra seria młodzieżowa, ale nic więcej. Nie wywoła w nas burzy emocji ani nie zostawi z kacem książkowym, nie znajdziemy w niej bohaterów, za którymi będziemy tęsknić czy fabuły, do której będziemy wracać. To seria dobra na raz, i tyle. Absolutnie nie można jej porównywać z innymi dziełami Sandersona, tj. z Archiwum Burzowego Światła czy z Z mgły zrodzonym, bo to zupełnie inny kaliber i zwyczajnie nie wypada. Mściciele to seria prosta i przyjemna, którą miło było przeczytać, ale na pewno do niej nie wrócę i szybko o niej zapomnę. Chociaż wciąż bardzo chciałabym zobaczyć ją na wielkim ekranie, bo dalej utrzymuję, że to seria świetna do ekranizacji. Komu mogę ją polecić? Przede wszystkim fanom akcji i superbohaterów. Czy mogę Mścicieli polecić wielbicielom twórczości Sandersona? Myślę, że nie do końca, ale patrząc realnie każdy fan tego autora i tak w końcu na te książki trafi. Proponuje wtedy nie mieć zbyt wysokich oczekiwań, bo możecie się srogo rozczarować.
W serii:
1. Stalowe serce 7/10
2. Pożar 6/10
3. Calamity 6/10











