Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albatros. Pokaż wszystkie posty

21 kwietnia

21 kwietnia

Pies jako narrator to wcale nie jest przepis na sukces, czyli "Mam na imię Jutro" Damiana Dibbena

Pies jako narrator to wcale nie jest przepis na sukces, czyli "Mam na imię Jutro" Damiana Dibbena

Mam na imię Jutro jest książką, która zainteresowała mnie przede wszystkim ze względu na psiego bohatera głównego. Wszyscy wiemy, jak takie książki zazwyczaj wyglądają: są pełne ciepła, miłości do świata i bez chusteczek przy ich czytaniu ani rusz. Wydawałoby się więc, że psi narrator to przepis na sukces, ale książka Dibbena temu przeczy: autor w ogóle nie wykorzystuje potencjału swojego bohatera.


04 sierpnia

04 sierpnia

Mitologiczna obyczajówka. "Kirke" Madeline Miller

Mitologiczna obyczajówka. "Kirke" Madeline Miller


Kirke Madeline Miller szturmem wdarła się do czytelniczego światka. Jeszcze przed premierą apetyt na tę powieść był ogromny — w końcu obiecywano nam greckie mity i epickość w jednym, na obwolucie błyszczały patetyczne hasła, a piękna okładka hipnotyzowała i wciąż zachwyca. Dział marketingu niewątpliwie stanął na wysokości zadania. I nieco zaszkodził tej powieści, ponieważ oczekiwania a rzeczywistość mocno się w przypadku Kirke rozjechały.

10 marca

10 marca

A dla niego było już za późno. "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

A dla niego było już za późno. "Okruchy dnia" Kazuo Ishiguro

Okruchy dnia to książka znana głównie przez swoją fenomenalną ekranizację. Po jej obejrzeniu nie da się myśleć o Stevensie i nie mieć przed oczami twarzy Hopkinsa. Kreacja aktorska jest tutaj niesamowita i bardzo rzutuje na tę powieść. Ja jednak nie o ekranizacji chciałam, a o książce. 

Na wstępie warto nadmienić, że za Okruchy dnia Kazuo Ishiguro dostał w 1989 roku nagrodę Bookera. Powieść w pewnym sensie przypomina jego debiutancki Pejzaż w kolorze sepii, ponieważ i tu, i tam ogromną rolę odgrywają wspomnienia. W Okruchach dnia Stevens, podobnie jak w Pejzażu Etsuko snuje opowieść o swojej przeszłości — i podobnie jak w Pejzażu te wspomnienia przerywane są fragmentami z czasu teraźniejszego. W Pejzażu jednak chodziło o ukazanie tego, jak człowiek potrafi swoje wspomnienia zniekształcić. W Okruchach natomiast umożliwiają nam one poznanie głównego bohatera, który zarazem jest tutaj narratorem. Całość poznajemy tak, jak on to zapamiętał, wiadomo więc, że pewne fragmenty mogą być zniekształcone, że poznamy tylko to, co on chce nam przekazać i z tego musimy sami wysnuć wnioski. A są one, niestety, bardzo smutne i gorzkie.

Okruchy dnia to opowieść dystyngowanego, angielskiego kamerdynera, Jamesa Stevensa, który oddanie pracy przedkładał ponad wszystko. Książkę rozpoczynamy w momencie, w którym nowy właściciel Darlington Hall, posesji, w której Stevens przepracował całe życie, wysyła go na przymusowy urlop. Stevens za cel swojego urlopu obiera spotkanie z panną Kenton, która dawniej pracowała w Darlington Hall jako gospodyni. Podczas swojej sześciodniowej podróży nasz bohater wspomina swoje najlepsze lata, które nieodmiennie wiążą się z pracą u lorda Darlingtona... a także wspomina pannę Kenton.

Anthony Hopkins jako James Stevens || źródło: Filmweb

Kazuo Ishiguro po raz kolejny nie przedstawia niczego w sposób oczywisty, przez co w Okruchach dnia ponownie musimy czytać między wierszami i obejmować całość w szerszej perspektywie, by wszystko dobrze zrozumieć. Cała trudność w interpretacji tej książki polega na tym, że to Stevens jest narratorem, a więc wszystko widzimy z jego perspektywy i tak, jak to on zechce nam to pokazać. Nie raz i nie dwa wyda nam się on człowiekiem bezdusznym, wypranym z uczuć robotem, ale koniec końców rozumiemy, że nie jest to prawdą. Może być jednak ciężko w to uwierzyć przez działania, jakie Stevens podejmował. Przykładem niech będzie to, że nawet w trakcie śmierci swojego ojca wybiera on obsługę gości podczas bankietu, a dwie służące pozwala zwolnić za bycie Żydówkami, choć w głębi serca wie, że to złe.

W swojej opowieści Stevens bardzo dużo czasu poświęca na przedstawienie nam swojego pana, lorda Darlingona, a także na wyjaśnienie nam, jaki powinien być wielki kamerdyner. Bo Stevens jest postacią, który do tej wielkości dążył Jego ojciec, również kamerdyner, w pewien sposób mógł mieć na to wpływ. Stevens przesłania więc życie osobiste pracą, a nawet należałoby powiedzieć, że jest to człowiek do cna tego życia osobistego pozbawiony. Bezgranicznie oddany lordowi Darlingtonowi nie ma nawet własnego zdania ani nie popełnia własnych błędów. W świetle tego widzimy, jak bardzo nieszczęśliwą i tragiczną postacią jest Stevens. Oddał swoje najlepsze lata na służbę, ostatecznie, niewłaściwej osobie, bo popierającej nazistów, choć tyle czasu poświęcił na wyjaśnienie nam, jak ważne jest, by kamerdyner wybrał sobie dobrego pana. Właściwie całe jego gadanie o godności i wielkich kamerdynerach odbieram jako próbę usprawiedliwienia samego siebie, ale też rozliczenie się ze swoim życiem. Stevens osiągnął swój wymarzony cel, ale patrząc wstecz widzimy, jak wiele wyrzeczeń go to kosztowało i razem z głównym bohaterem zadajemy sobie pytanie: czy było warto? Stevens jest też do granic możliwości powściągliwy, jest jak automat, i tutaj można się zastanowić, czy jest on osobą upośledzoną społecznie, czy też sam się społecznie upośledził dążąc do swojej upragnionej wielkości.

Anthony Hopkins jako James Stevens i Emma Thomson jako panna Kenton || źródło: Filmweb

Istotną rolę w tej opowieści odgrywa panna Kenton, choć mam wrażenie, że znacznie lepiej jej rolę i stosunki, jakie zachodziły między nią a Stevensem pokazuje ekranizacja (końcowe sceny w filmie — mistrzostwo). Gorąco polecam ją obejrzeć, jak również polecam książkę. Powieść Kazuo Ishiguro potrafi jednak drażnić przez sposób, w jaki Stevens opowiada nam swoją historię. Narracja jest bardzo poprawna, powściągliwa tak samo, jak nasz bohater, czasem dość pretensjonalna. Powieść płynie bardzo nieśpiesznie i dopiero po pewnym czasie ta prosta historia o życiu angielskiego kamerdynera zaczyna mieć jakikolwiek sens, a my dostrzegamy, w czym właściwie tkwi geniusz. Muszę jednak zaznaczyć, że mimo wszystko bardziej podobał mi się debiutancki Pejzaż w kolorze sepii, choć nie jest to różnica specjalnie duża.

Okruchy dnia to dramat nieszczęśliwego człowieka, któremu życie przeleciało między palcami. Życie, które nawet nie było jego. To opowieść ku przestrodze, smutna historia o tym, jak bezgraniczne poświęcenie pracy zabiera nam osobiste życie, czas dla rodziny, w ogóle czas na założenie tej rodziny. Przykre jest to, jak ślepi potrafimy być na szczęście, które jest tuż obok nas. Przykre jest to, jak ślepy okazał się Stevens. Czyszczenie sreber nie może być życiowym celem, bo potem zostaje tylko pustka, ale nasz bohater zrozumiał to, niestety, zbyt późno.




22 lutego

22 lutego

Wszelkie wspomnienia są złudne, czyli "Pejzaż w kolorze sepii" Kazuo Ishiguro

Wszelkie wspomnienia są złudne, czyli "Pejzaż w kolorze sepii" Kazuo Ishiguro

Z powieściami Kazuo Ishiguro chciałam się zapoznać, jak tylko usłyszałam o ich istnieniu. Trzeba jednak powiedzieć, że nie czekał on długo, bo akurat zbiegło się to z nagrodą Nobla. Po lekturze jego pierwszej książki mogę jednak z pewnością powiedzieć, że nie będzie to książka ostatnia.

Kazuo Ishiguro to brytyjski pisarz japońskiego pochodzenia, który oprócz wspomnianego Nobla ma na swoim koncie również nagrodę Whitbread Award za Malarza świata ułudy, oraz Bookera za Okruchy dnia (które doczekały się ekranizacji z Anthonym Hopkinsem). Pejzaż w kolorze sepii to debiut autora. I to jaki debiut!

Pierwsze, co rzuca się w oczy podczas czytania tej powieści to jej dość formalny ton. Bohaterowie wyrażają się w sposób przesadnie grzeczny, nigdy nie mówiąc wprost, o co im chodzi, zawsze z ogromnym szacunkiem dla drugiej osoby. Wydaje mi się, że takie zachowanie wynika po prostu z kultury japońskiej, powoduje to jednak, że pewne rzeczy trzeba czytać między wierszami, tym bardziej że autor nie narzuca żadnej interpretacji, nie ocenia, nie opisuje uczuć swoich bohaterów. O tym, jacy są, możemy wnioskować przeważnie z ich zachowania, ponieważ nawet w narracji Etsuko wyraża się bardzo bezosobowo.

Pamięć, z czego zdaję sobie sprawę, jest zawodna; okoliczności, w których wspominamy, nierzadko nadają swoją barwę samym wspomnieniom i nie wątpię, że dotyczy to również pewnej części tego, co próbuję tutaj przedstawić.


Pejzaż w kolorze sepii oferuje nam historię opowiedzianą w dwóch czasach: przeszłym i teraźniejszym. Narratorką jest mieszkająca w Anglii owdowiała Etsuko, której córka popełniła samobójstwo. Książka przeplata jej czas teraźniejszy z przeszłym, w którym kobieta snuje wspomnienia jeszcze z czasów mieszkania w Japonii. Wspomnienia te koncentrują się wokół postaci Sachiko, zubożałej podczas wojny kobiety, matki małej, dziwnej, przyjaźniącej się jedynie z kotami Mariko. Nie są to wspomnienia ciągłe, lecz bardziej obrazki, urywki, które przychodzą do Etsuko, gdy ta myśli o samobójstwie córki. 

Gdybym miała w jednym zdaniu opisać, o czym właściwie jest Pejzaż w kolorze sepii, powiedziałabym, że jest to powieść o wspomnieniach i różnym ich postrzeganiu. W Pejzażu bowiem nie wiadomo, co jest prawdą, a co jedynie ułudą. Historia płynie spokojnym tempem, a pod koniec autor niby mimochodem podaje nam informacje, które sprawiają, że przestajemy wierzyć w to, co przeczytaliśmy na wszystkich poprzednich stronach. Ishiguro jednak znów nie podaje żadnej, jednoznacznej interpretacji, nie wyjaśnia absolutnie niczego, pozostawiając czytelnika w sferze domysłów. I w tym właśnie tkwi siła Pejzażu, ponieważ gdyby odebrać mu tę niejednoznaczność, pozostałaby tylko prosta, choć przyjemnie napisana obyczajówka z historycznym tłem. Dzięki temu, że nie ma podanej żadnej odpowiedzi, ja sama wciąż o tym myślę i próbuję odtworzyć, jak mogło być naprawdę; to, jak bardzo możemy zmienić swoje wspomnienia jest dla mnie fascynujące.

Życie było niełatwe. Być może popełniłam błąd, decydując się na ślub, bo przecież wszyscy wiedzieli, że będzie wojna. Nikt jednak nie wiedział, jak naprawdę wygląda wojna, nie wówczas


W kwestii tła historycznego Pejzaż w kolorze sepii porusza temat zmian w powojennej Japonii, a także ukazuje kraj, który po tej wojnie się podnosi. Nie odczuwa się może tego bezpośrednio, ale tu i ówdzie możemy wychwycić w rozmowie osobiste tragedie spotykanych na kartkach książki ludzi. Każdy coś lub kogoś stracił. Zmiany natomiast widać już wyraźniej, nie tylko te systemowe, ale i kulturowe, które ciągną do Japonii z Zachodu. Znać je choćby w zdziwieniu Ogaty-san, który nie potrafi uwierzyć, jak mąż z żoną mogli głosować na różne partie — kiedyś to było nie do pomyślenia. 

Pejzaż w kolorze sepii jest dla mnie zaskoczeniem, bo nie spodziewałam się tak dobrej książki. To prosta opowieść, trochę melancholijna, pełna niedopowiedzeń, ulotna, oszczędna w słowach (choć mówi wiele) i w pewien sposób piękna. Pióro Kazuo Ishiguro zauroczyło mnie do tego stopnia, że jeszcze tego samego dnia zaczęłam czytać Okruchy dnia. Książkę oczywiście polecam, choć głównie fanom powieści obyczajowych.


P.S. Okładka jest paskudna, dlatego tym razem obrazek otwierający z nią nie współgra. Jest to fragment okładki z zagranicznego wydania.



15 marca

15 marca

Kłamstwa nigdy nie umierają. "Już mnie nie oszukasz" Harlan Coben

Kłamstwa nigdy nie umierają. "Już mnie nie oszukasz" Harlan Coben
Mimo tego, że ciągle zaczytuję się w kryminałach, to nie przeczytałam jeszcze żadnej książki Harlana Cobena. Ten pan jest autorem powieści kryminalnych, o których ciężko nie usłyszeć, jeśli jest się fanem tego typu książek. Wstyd! W końcu jednak naprawiłam ten błąd i skusiłam się na jego ostatnią nowość, czyli Już mnie nie oszukasz. Książka okazała się bardzo miłą niespodzianką i zdecydowanie będzie początkiem mojej bliższej znajomości z twórczością Cobena.
  
 Kłamstwa nigdy nie umierają. Możesz chwilowo je zatuszować, jednak zawsze znajdą sposób, aby znów się ujawnić.

Historia zaczyna się od pogrzebu Joe - męża głównej bohaterki, Mai Stern. Kobieta była świadkiem jego śmierci, kiedy małżeństwo zostało zaatakowane przez dwóch zamaskowanych mężczyzn. Podobno był to napad na tle rabunkowym. Maya próbuje pogodzić się z odejściem męża prowadząc własne śledztwo odnośnie zabójstwa. Jest przekonana, że ta śmierć nie była przypadkowa, zwłaszcza że kilka miesięcy wcześniej jej siostra została zamordowana przy użyciu takiej samej broni, co Joe. Dodatkowo sytuację komplikuje nagranie, które zostało zarejestrowane przez ukrytą w multimedialnej ramce kamerę. Pokazuje ono nie tylko opiekunkę i to, jak bawi się z córką Mai, ale później także mężczyznę, na którego widok 2-letnia Lily się cieszy, i który niepokojąco przypomina zmarłego Joe. Czy to, co widziała, to wpływ demonów spowodowanych niegdyś przeprowadzoną akcją, które nawiedzają byłą oficer co noc? Czy zupełnie zaczyna tracić zmysły? Dokąd kobieta może się posunąć żeby poznać prawdę o śmierci męża i zapewnić bezpieczeństwo dziecku? Maya natrafiając na kolejne wskazówki, którymi dążyła jej siostra, zaczyna rozumieć, że rodzina Joe skrywa własne demony, niekoniecznie chętnie wywlekane na światło dzienne. Sęk w tym, że prawda zawsze się kiedyś wyda. 

 Powiedzenie osobie z depersją, aby wzięła się w garść i wyszła do ludzi, jest tym samym co powiedzenie człowiekowi ze złamanymi nogami, aby przebiegł przez pokój.

Książkę czyta się błyskawicznie. Mimo przeładowania elementami pojawiającymi się w sensacjach czy kryminałach, takich jak machlojki wielkich firm, mroczne tajemnice rodzinne czy psychiczne problemy weteranów wojennych, to byłam w stanie przymknąć oko na tak wielki zbieg wszelkich okoliczności ;) Po kilku dniach od przeczytania lektury zdałam sobie jednak sprawę, że było to wszystko nieco naciągane... Ale spełniło swoje zadanie, bo ostatnie strony czytałam z zapartym tchem. Spodobało mi się zakończenie, bo takie właśnie powinno być w kryminałach. Harlan Coben mnie zaskoczył, a to coś, co bardzo rzadko mi się zdarza, zwykle przewiduję zakończenia albo przynajmniej podejrzewam, co może się stać. Tym razem jednak stało się coś, co może gdzieś tam błąkało mi się z tyłu głowy, ale wydawało się zbyt niemożliwe, żeby autor naprawdę nam to zrobił. A jednak niemożliwe stało się możliwe, za co autor ma ode mnie ogromnego plusa na sam początek naszej znajomości. Znajomość ta niewątpliwie będzie miła, bo pan Coben wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie :)

Ocena: 8/10

"Już mnie nie oszukasz", Harlan Coben, Albatros, rok wydania 2017, s. 416

21 lutego

21 lutego

Perfekcyjna para, czy idealne kłamstwo? "Za zamkniętymi drzwiami" B. A. Paris

Perfekcyjna para, czy idealne kłamstwo? "Za zamkniętymi drzwiami" B. A. Paris
Oglądałam kiedyś taki film: "Żony ze Stepford". Był on na podstawie książki, jednak teraz chodzi mi po prostu o sam motyw idealnej żony, bo zaczynając pisać tę recenzję przypomniało mi się, że coś podobnego już widziałam. Książka "Za zamkniętymi drzwiami" B. A. Parisa również odnosi się do perfekcji i nieskazitelnego w swej doskonałości związku.

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger