Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George R. R. Martin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George R. R. Martin. Pokaż wszystkie posty

10 stycznia

10 stycznia

O dwóch takich co razem szli przez świat. "Rycerz siedmiu królestw" George'a R. R. Martina

O dwóch takich co razem szli przez świat. "Rycerz siedmiu królestw" George'a R. R. Martina

Dobrze jest wrócić do Westeros. Świat ten znam zarówno z serialu, jak i z książki, i choć z książką tymczasowo zerwałam znajomość po którymś tomie to i tak bardzo lubię to, co stworzył George R. R. Martin. Rycerz Siedmiu Królestw przypomniał mi, jak bardzo niesamowitym gawędziarzem jest ten autor, i jak dobrze czuję się w jego świecie.

Rycerz Siedmiu Królestw po raz pierwszy został opublikowany w Polsce w 2014 roku, teraz zaś otrzymaliśmy tę książkę w wersji ilustrowanej. Zawiera ona trzy nowele napisane w latach 1998-2010, które dzieją się około sto lat przed wydarzeniami znanymi z Gry o Tron. Książka umożliwia więc głębsze wejście w historie, o których na kartach swojej głównej powieści autor nam tylko wspominał. Rycerz opowiada bowiem o losach Dunka, znanego światu pod imieniem ser Duncana Wysokiego, który w przyszłości zostanie lordem dowódcą Gwardii Królewskiej. Towarzyszy mu Jajo, czyli chłopiec, którego my znamy pod imieniem Aegona V Targaryena, króla Westeros.

Kiedy myślę o Rycerzu Siedmiu Królestw pierwsze, co przychodzi mi na myśl to to, że jest to książka bardzo lekka i przyjemna w odbiorze. Klimatem jest znacznie lżejsza od Gry o Tron, ma prostsze słownictwo i trup nie ściele się tu tak gęsto. W okresie, w którym rozgrywają się wydarzenia Rycerza panuje pokój pod rządami Targaryenów, i choć zdarzają się jakieś niesnaski albo próby wywołania rewolty, to jednak czytelnik czuje, że ten świat jest znacznie bezpieczniejszy. Prostotę tych opowieści wzmaga też postać Dunka. To właśnie z jego perspektywy prowadzona jest narracja, a on sam wielokrotnie wspomina, że jest tępy jak buzdygan, powolny w myśleniu jak tur. Jest to człowiek prostolinijny, honorowy i szlachetny, który jako jeden z nielicznych wciąż wyznaje rycerskie ideały wśród wszechobecnego zepsucia. Dunka można scharakteryzować jako wielkiego, tępego osiłka o dobrym sercu, który w świecie Martina dawno powinien już zginąć. Ma on jednak sporo szczęścia w życiu i posiada za towarzysza jedenastoletniego Jajo, który inteligencją, bystrością i wygadaniem nadrabia za nich obu. Kontrast pomiędzy tą dwójką widoczny jest jak na dłoni, ale tworzą niezwykle zgrany duet i nawzajem uzupełniają swoje słabości.


Rycerza Siedmiu Królestw rozpoczynamy w momencie, w którym Dunk dopiero zostaje rycerzem i poznaje Jajo. Sam Dunk jest niskiego pochodzenia, ale zobaczymy u niego więcej honoru i rycerskości niż u szlachetnie urodzonych lordów. W książce spotkamy też rycerzy, którzy są rycerzami tylko dlatego, że w zamian zaoferowali cnotę swej siostry, a także takich, którzy na turnieju rycerskim stosują wszystkie możliwe sztuczki, byleby tylko zarobić na nim jak najwięcej. Przeczytamy o tym, że historię piszą wygrani, choć przecież obie strony mają swoją rację i wcale nie jest łatwo wybrać, która była słuszna. A wśród tego wszystkiego odnajdziemy Dunka w roli mentora i Jajo jako ucznia, którzy razem przemierzają świat śpiąc na drogach i szukając zatrudnienia u napotkanych po drodze lordów. Nasuwa mi się refleksja, że gdyby wszyscy książęta mieli takiego swojego Dunka, który trzepnąłby ich w ucho, kiedy trzeba, to świat byłby piękniejszy. Zresztą giermkowanie u wędrownego rycerza pod przykrywką zwykłego chłopca stanowi dla Jaja doskonałą szkołę życia.


Jeśli chodzi o jakieś wady, to nie potrafię ich znaleźć. Martin ma znakomity, gawędziarski styl, i nawet jeśli te historie nie są niczym odkrywczym to i tak czyta się o nich z przyjemnością. Żadna z trzech opowieści nie nudzi, chociaż moim faworytem zdecydowanie została pierwsza z nich, czyli Wędrowny rycerz. Późniejsze również nie są złe, ale fabularnie to właśnie ta pierwsza zaabsorbowała mnie najmocniej. Nie jest to poziom Gry o Tron, gdzie za każdym rogiem czaiła się intryga, gdzie wszędzie mogliśmy wpaść na trupa albo sceny przeznaczone dla osób dorosłych, nie ma tu tej wielowątkowości, ale Rycerza i tak czyta się bardzo dobrze. Szczególnie, że wciąż mamy tutaj odcienie szarości, a nie wyraźny podział na dobro i zło, gdzie podjęcie jakiejkolwiek decyzji wciąż budzi moralne zastrzeżenia, a górnolotne ideały to już właściwie przeszłość.


Wspomnieć trzeba też o wydaniu, ponieważ zawiera ono mnóstwo wplecionych w tekst ilustracji. Są one dopasowane do tego, o czym akurat czytamy, miło więc sobie zerknąć na nie i zobaczyć, jak to mogło wyglądać w wyobraźni ilustratora. Całość prezentuje się po prostu rewelacyjnie, tym bardziej jeśli dodać do tego twardą oprawę i kolorową wklejkę. Rycerz jest w tej chwili jedną z ładniejszych książek, które posiadam, a czytać te historie w takim wydaniu to prawdziwa przyjemność.


Rycerz Siedmiu Królestw jest więc świetnym dodatkiem do głównej serii, który doskonale broni się jako twór samodzielny. Osobiście bardzo chętnie poznałabym więcej opowieści o Dunku i Jaju, bo niesamowicie przypadły mi one do gustu i chciałabym z tymi bohaterami zostać dłużej. Rycerz ma w sobie coś, do czego się tęskni, jakby taką fantazję o jedynym prawdziwym rycerzu i jego wiernym towarzyszu w świecie, w którym o honorze mało kto pamięta. Książkę z czystym sumieniem mogę polecić osobom choć trochę zaznajomionym z Grą o Tron jako lekką w odbiorze opowieść o dwójce towarzyszy, którzy razem przemierzają świat w drodze do wielkości.


Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!




Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger