15 stycznia

Przeznaczona przyjaźń, czyli seria "Królotwórca Królobójca" Karen Miller

Istnieje pełno książek z gatunku fantasy, które mimo podążania utartymi schematami mają w sobie coś wciągającego, dzięki czemu potrafią pochłonąć czytelnika bez reszty. Bardzo często używanym chwytem w fantastyce jest tajemnicza Przepowiednia, która rządzi losem bohatera i rzuca go dokładnie tam, gdzie chce, oraz magia. Taki właśnie zabieg zastosowano w dwutomowej serii Karen Miller "Królotwórca Królobójca". Ale czy i w tym przypadku mamy do czynienia ze sztampowym dziełem? Wydaje mi się, że niezupełnie. "Królotwórca, Królobójca"  to bardzo interesująca odmiana klasycznych rozwiązań.

Autorka przenosi nas do królestwa Lur, gdzie wspólnie ze sobą mieszkają dwa ludy - Doran, władający magią (niegdyś wojownicy), oraz niemagiczni i prości Olkowie. Mieszkańcy szczęśliwie współżyją ze sobą w harmonii, dopóki przestrzegane są "pradawne", bo zaledwie 300-letnie prawa Barl - kobiety, która wzniosła Wielki (magiczny) Mur broniący królestwo przed "złem" zza niego. Co ciekawe, owym złem jest także niechciany deszcz czy burze i wiatr. Głównym zajęciem królewskiego rodu jest Zaklinanie Pogody i dokładne ustalanie, gdzie może w danej chwili padać. Jedynie w znajdujących się w znacznym oddaleniu od stolicy wioskach rybackich ludzie wciąż mają do czynienia z Matką Naturą w jej oryginalnej postaci. Właśnie stamtąd pochodzi Asher, 20-letni Olk, który postanawia wyrwać się spod jarzma sześciu starszych braci i wyjechać do stolicy, aby się wzbogacić. Pech chciał, a może raczej słynna Przepowiednia, że wpada na księcia Gara, który za namową pewnej uwikłanej w Przepowiednię niewiasty daje mu pracę w królewskiej stajni. Książę z kolei ma własny problem - jako należący do ludu Doran uważany jest za kalekę, gdyż urodził się kompletnie bez magii. Nie może zostać dziedzicem swego ojca i zaklinać pogody, więc jego rolę ma przejąć młodsza siostra Fane (swoją drogą niezła rozpieszczona egoistka z niej).

Ale był strażnikiem, pomaganie było jego obowiązkiem, a obowiązek był wszystkim, co mu pozostało.

Jak można się domyślić, wkrótce dwóch młodych chłopców zostaje przyjaciółmi, do czego dochodzi bardzo powoli i w sumie przyjemnie było o tym czytać. Gar i Asher mimo zupełnie odmiennego zachowania zaczynają coraz bardziej na sobie polegać. Książę jest inteligentny i oczytany, kochany przez Olków za jego zaangażowanie w ich sprawy. Asher natomiast to gbur, który nie przebiera w słowach. Jako rybak zna się na ciężkiej pracy i uważa, że tylko za taką można oczekiwać wynagrodzenia. Jest bardzo szczerym człowiekiem, za co wprost nie można go nie lubić. W serii są też inne postacie warte uwagi, takie jak Matt - prostoduszny i godny zaufania koniuszy, który zaprzyjaźnia się z Asherem podczas wspólnej pracy. On też ma coś wspólnego z Przepowiednią, tak samo, jak wspomniana wcześniej przeze mnie niewiasta. Dziewczyna ta, o cokolwiek dziwnym imieniu Dathne, z opisu wydaje się dość surowa (ostre rysy twarzy i ostry język), ale i ona zaprzyjaźnia się z młodym Olkiem. Ze strony przyjaciół Gara można wymienić jego, hmm... sekretarza, starszego gościa imieniem Darran, który często zachowuje się jak opiekunka i zrzędzi nad uchem.

W pierwszym tomie serii pt. "Nieświadomy mag", akcja nie jest prowadzona zbyt szybko. Wprowadzenie w historię jest bardzo dokładne, dowiadujemy się wielu ważnych szczegółów z życia bohaterów, ale zło, które w końcu pojawia się w drugiej połowie książki jest dość mgliste. Knuje swoją intrygę obdarzając Gara pewnym prezentem, ale nie czujemy napięcia. No chyba, że pomyśli się o końcówce książki, bo takich chyba nikt nie lubi; zaraz po niej trzeba przeczytać kolejną część serii. Innej opcji po prostu nie ma.

Tylko zły rzemieślnik obwinia swe narzędzia pracy (...).

Za namową ostatniego wydarzenia w "Nieświadomym magu" sięgnęłam po tom drugi, czyli po "Przebudzonego maga". Tutaj faktycznie zło rozszalało się w swoim planie siania grozy. Książę oraz Asher ucierpieli fizycznie i emocjonalnie bez żadnej litości. Pojawiły się nareszcie wzmianki co do sensu Przepowiedni. Jednak mimo ogromu wydarzeń (jak je tak policzyć), książka wciąż nie trzyma w napięciu. To wszystko rozkłada się jakoś, rozchodzi po kościach. Jest dużo złości, dużo szczerego gniewu na los, ale brakuje dreszczyku i adrenaliny. Nie odmawiam książce ciekawości, intrygi zła i pomysłowości... jednak czegoś tu brakuje. Może sensu istnienia tego "zła"? Wiadomo skąd się wzięło, znamy jego imię oraz przeszłość, bowiem wiąże się z religią ludu Lur. Niemniej jednak mnie wciąż nie do końca przekonuje zwykła chęć siania "chaosu". Cóż, trudno.

Podsumowując, seria jest dobra. Ni mniej, ni więcej, a jedynie dobra. Przeczytałam ją chętnie, kiedy już miałam książkę w rękach i czas do dyspozycji, ale z łatwością potrafiłam ją odłożyć na bok. Postacie się zepsuły, zgorzkniały i przestałam je tak lubić. Nie wiem, co było tego przyczyną, może bohaterowie doświadczyli za dużo zła. Dla mnie jednak złem było zakończenie upchnięte na 40 ostatnich stronach, bez fajerwerków, jakich oczekuje się po dwóch tomach historii. Nie będę gorąco polecać, powiem, że jak ma się ochotę na trochę innej fantastyki, to można zerknąć.

Ocena: 6,5/10

"Nieświadomy mag", Karen Miller, wydawnictwo Galeria Książki, rok wydania 2011, s. 568
"Przebudzony mag", Karen Miller, wydawnictwo Galeria Książki, rok wydania 2012, s. 648

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger