W ten wyjątkowy dla mnie dzień publikuję podsumowanie ubiegłego roku. Pierwotnie miało się ono ukazać w ostatnim dniu 2017, ale zamiast tego wrzuciłam wtedy podsumowanie miesiąca. Podsumowanie roku przesunęłam na 1 stycznia, ale nie dałam rady go na ten dzień ogarnąć. Na wczoraj też się nie udało. W końcu jest dzisiaj. W pierwsze urodziny mojego bloga.
Podsumowanie podzieliłam na cztery części. W pierwszej, którą nazwałam czytelniczą, przyjrzymy się temu, ile książek przeczytałam i dlaczego tak dużo. W części drugiej będzie trochę prywaty i smęcenia, a w trzeciej będziemy się radować, że Misie czytanie podoba ma już rok.
Czwarta część poświęcona jest najlepszym i najgorszym książkom, które miałam okazję przeczytać w ubiegłym roku.
Zapraszam!
Podsumowanie podzieliłam na cztery części. W pierwszej, którą nazwałam czytelniczą, przyjrzymy się temu, ile książek przeczytałam i dlaczego tak dużo. W części drugiej będzie trochę prywaty i smęcenia, a w trzeciej będziemy się radować, że Misie czytanie podoba ma już rok.
Czwarta część poświęcona jest najlepszym i najgorszym książkom, które miałam okazję przeczytać w ubiegłym roku.
Zapraszam!
Część czytelnicza
Lubię statystki i swoje książkowe postępy notuję w trzech miejscach: na lubimy czytać, na goodreads i we własnym zeszycie. Goodreads natomiast publikuje bardzo fajne podsumowanie roczne i zamierzam się tutaj nim posiłkować. Wynika z niego, że w 2017 przeczytałam w sumie 69 książek. To trzy razy lepszy wynik niż za 2016 rok, kiedy to przeczytałam 21 książek.
Dlaczego tak bardzo wystrzeliłam do góry z ilością? Składa się na to kilka czynników. Widzicie, odkąd poszłam do liceum, praktycznie w ogóle przestałam czytać. Miałam straszny kryzys, próbowałam czytać chociaż te lektury, ale i tak bardzo często kończyło się na tym, że sięgałam po streszczenia, bo a) nie przeczytałam lektury w ogóle, b) nie wyrabiałam się przed klasówką. To trochę zabawne, że będąc na studiach z własnej woli chcę to teraz nadrabiać. W każdym razie kryzys trwał sobie w najlepsze pogłębiany jeszcze tym, że miałam w owym czasie bardzo mocną fazę na mangę i anime. Kiedy poszłam na studia, z kryzysu powolutku zaczęłam wychodzić. Ilość książek notuję mniej więcej od tego właśnie okresu, i te lata w liczbach prezentują się zawsze w okolicy 20-30 książek rocznie. W tym roku najwyraźniej kryzys minął mi w pełni. Co poradzić? Trzeba było przeczekać. :)
Dla wielu z Was nawet te 20-30 książek na rok to i tak jest dużo, i ja to rozumiem i szanuję. Absolutnie nie umniejszam. Sama jednak przed liceum czytałam w ilościach hurtowych i po prostu smucił mnie ten spadek formy, dlatego teraz strasznie się cieszę, że w końcu zaczęłam czytać więcej.
Drugim czynnikiem, który niesamowicie mnie wspomógł w czytaniu, jest blog. Pisanie o książkach, dzielenie się wrażeniami, uczestniczenie w dyskusjach, bycie częścią książkowej blogosfery naprawdę dużo daje. Napędza. Motywuje. Polecam Wam ten sposób, choć niekoniecznie chodzi tu o założenie bloga, ale raczej o bycie częścią jakiejś książkowej społeczności.
I jest jeszcze rzecz trzecia. W ostatnich dwóch miesiącach przerzuciłam się z czytaniem bardziej na czytnik. Kiedy zaczęłam czytać e-booki, moje tempo czytania wzrosło. Dlaczego — nie mam pojęcia. Może to te większe litery i komfort czytania? A może dlatego, że odchodzi element macania książki, kartkowania jej i spoilerowania sobie końcówek? Kto wie.. :)
No więc przeczytałam w sumie 69 książek, co daje 26 945 stron. Najkrótszą książką był Idealny Stan Brandona Sandersona, a najdłuższą Elantris Brandona Sandersona. Przypadek, że obie kategorie zamyka mi Sanderson?
Część osobista
Rok 2017 nie był u mnie rokiem wielu zmian, za to był rokiem wielu frustracji. Jest dużo rzeczy, które chciałabym w swoim życiu zmienić, ale jeszcze nie mogę. Jest też dużo takich, na które nie mam wpływu i wciąż się uczę, by się tym nie przejmować. A przynajmniej nie myśleć o tym za dużo.
Tak naprawdę o wielu sprawach zdecyduje rok, który teraz do nas zawitał. Będę w nim kończyć studia, czego bardzo się boję i jednocześnie nie mogę się doczekać. Obecny moment to już właśnie ten czas, kiedy człowieka łapie panika, że nie da rady, i najchętniej uciekłby gdzieś daleko (do Śródziemia!), gdzie nie trzeba się niczym przejmować. Ale potem przychodzi refleksja, że przecież nikt za mnie mojego życia nie przeżyje i uciekać nie można. Wraz z końcem studiów planuję również zmianę pracy, a potem, powolutku, będę myśleć o wyprowadzce. Będzie się działo. :)
Część blogowa. Misie czytanie podoba ma już rok!
Dokładnie tego samego dnia, tyle że rok wcześniej, opublikowałam pierwszy, historyczny wpis na tym blogu. Był on o Stopie prawa Brandona Sandersona i szczerze mówiąc, kiedy teraz go czytam, łapie mnie mocne zakłopotanie. Żywię mocną nadzieję, że mój styl pisania przez ten rok nieco się poprawił i że przemycam do swoich wpisów dość informacji, byście mogli zdecydować, czy książkę warto przeczytać, czy lepiej sobie odpuścić. Wciąż staram się poprawiać, zwracać uwagę na więcej rzeczy podczas czytania książki, robić dobry reaserch, z uporem maniaka po kilka razy sprawdzam literówki i błędy ortograficzne w swoich tekstach, potrafię godzinę spędzić na doborze obrazków. Mój perfekcjonizm kiedyś wpędzi mnie do grobu.
Ale hej, to już rok! Cieszmy się! Ja się cieszę. :) Bycie tu z Wami jest niesamowitą przygodą w moim życiu, możliwość wejścia w dialog z innymi pasjonatami literatury to najlepszy aspekt blogowania, no i nie mogę powiedzieć, że cierpię na brak lektur, bo ciągle gdzieś znajduję coś wartego przeczytania. I choć często łapią mnie wątpliwości, czy warto prowadzić Misie czytanie podoba i poświęcać tyle czasu na przygotowywanie wpisów, i choć czasem jest ciężko i zdaje się, że nic nie ma sensu, to zawsze znajdzie się taka Kam, która mi powie, że dopóki sprawia mi to frajdę, to warto. Zawsze warto. Dlatego bardzo jej dziękuję, a Wam życzę takiego dobrego ducha, bo to nieoceniony skarb.
Podziękować chciałabym też wszystkim czytelnikom tego bloga. Statystyki ciągle lecą w górę, a ja wciąż nie mogę nadziwić się temu, że są osoby, które tu zaglądają. Szczególnie dziękuje tym, którzy komentują i dyskutują, bo uwielbiam czytać i odpowiadać na Wasze komentarze. Nie będę tutaj wymieniać konkretnych osób, bo na pewno kogoś pominę ale wiedzcie, że jesteście dla mnie ważni i mam nadzieję, że taki stan rzeczy będzie trwał jeszcze długo. :)
Statystyki roczne
Wyświetlenia: 26 790
Obserwatorzy: 122
FB: 79
Instagram: 486
Google Plus: 6
Ilość opublikowanych wpisów: 84
Najpopularniejszy wpis: Legimi - co jest i czy warto?
Wpis dla mnie ważny: Powrót do przeszłości, czyli książki mojego dzieciństwa
Oprócz tego opublikowałam jedną relację z Big Book Festival. Chciałabym, żeby w 2018 roku takie wydarzenia pojawiały się częściej. Zapoczątkowałam też Wyzwanie z klasyką i nawiązałam jedną stałą współpracę z wydawnictwem.
Jest dobrze.
Najlepsze książki
Trylogia Prochowych Magów, Brian McCllelan
Fantasy, w której magia miesza się z prochem strzelniczym. Seria jest cudowna, dużo w niej akcji, pełnokrwistych bohaterów o silnych charakterach, są wątki detektywistyczne, rodzinne, jest trochę polityki, a nawet romansu. No i przede wszystkim jest to militarne fantasy, a ja mam do takiego straszną słabość.
Ziemiomorze, Ursula LeGuin
W tym roku miałam przyjemność przeczytać całe Ziemiomorze autorstwa Ursuli LeGuin. Była to wyprawa cudowna, refleksyjna i bardzo symboliczna. Do tego język, jakim posługuje się autorka, jest przepiękny. Ziemiomorze pozwoliło mi się wyciszyć, nastroiło melancholijnie, dało pretekst do zadumy nad kilkoma sprawami. Jest to klasyka fantasy, którą warto znać i którą polecam wszystkim niezależnie od wieku.
Piąta pora roku, N. K. Jemisin
Fantastyczną serią okazała się Piąta pora roku N. K. Jemisin. Nie przypuszczałam, że tak bardzo przypadnie mi ona do gustu, ale wywołuje we mnie takie same emocje, jak Sanderson... i myślę, że jest to największa pochwała z moich ust. Seria oryginalna, mocna, ze wspaniałym plot twistem w pierwszym tomie — po prostu idźcie to czytać.
Nigdziebądź, Neil Gaiman
W 2017 roku zapoznałam się z twórczością Neila Gaimana i w kategoriach "najlepszych książek" muszę wspomnieć o jego Nigdziebądź. To wspaniała książka, która pod względem wywołanych wrażeń przywiodła mi na myśl Harrego Pottera, a więc pozwoliła znów poczuć się jak dziecko, które odkrywa nowy, fantastyczny świat. Poza tym zawiera fenomenalną kreację dwóch sadystycznych zabójców, a mianowicie Croupa i Vandemara.
Ostatni jednorożec, Peter S. Beagle
Sięgnęłam też po prozę Petera S. Beagle i przeczytałam Ostatniego Jednorożca, który okazał się przepiękną baśnią. Jest to opowieść, którą uważam jednocześnie za smutną i dowcipną, melancholijną, przekorną i naiwną. Przede wszystkim jednak ta książka w cudowny sposób pozwala oderwać się od rzeczywistości.
Władca much, William Golding
Klasyka literatury, która stała się jedną z moich ulubionych książek. Bardzo chciałabym jeszcze raz to kiedyś przeczytać i zdobyć swój własny egzemplarz. Władca much to antyutopia opisująca losy grupki dzieciaków (chłopców wyłącznie) na bezludnej wyspie. Książka ukazuje to, do czego jesteśmy zdolni, kiedy zabrać nam cywilizację, opisuje ludzką naturę i podłości, do których możemy się dopuścić. Przy tym powieść napisana jest bardzo prostym językiem i nie powinna stanowić dla nikogo trudności.
Autostopem przez Galaktykę Douglasa Adamsa
Ta książka prawie pokonała mnie swoim absurdem. Potrzebowałam połowy, by w końcu przestawić się na całkowity brak logiki, jazdę bez trzymanki i zwariowany humor. Jednak kiedy już mi się to udało, Autostopem przez Galaktykę okazało się fenomenalną lekturą. Autor dużo rzeczy wyśmiewa, wiele jego spostrzeżeń jest w punkt, a jednocześnie wciąż nas one bawią. To trochę jak z Pratchettem, ale w kosmicznych klimatach.
EDIT: Elantris, Brandon Sanderson
Zabijcie mnie, ale na śmierć zapomniałam wrzucić tutaj książkę swojego ulubionego autora. Chyba za mało ostatnio śpię. Elantris jest w moim TOP 3 jego twórczości, a zachwyciło mnie przede wszystkim pomysłem na fabułę, bo mamy tutaj takie więzienne miasto dla trędowatych zombie. Książka nie jest pełna akcji, ale i tak niesamowicie wciąga. Od początku jesteśmy ciekawi, o co chodzi w przekleństwie Elantryjczyków, a ich ciężki los sprawia, że mimowolnie im kibicujemy. Zresztą samo nazwisko Brandona Sandersona to już pewien znak jakości, chociaż jego młodzieżówki są raczej średnie.
EDIT: Elantris, Brandon Sanderson
Zabijcie mnie, ale na śmierć zapomniałam wrzucić tutaj książkę swojego ulubionego autora. Chyba za mało ostatnio śpię. Elantris jest w moim TOP 3 jego twórczości, a zachwyciło mnie przede wszystkim pomysłem na fabułę, bo mamy tutaj takie więzienne miasto dla trędowatych zombie. Książka nie jest pełna akcji, ale i tak niesamowicie wciąga. Od początku jesteśmy ciekawi, o co chodzi w przekleństwie Elantryjczyków, a ich ciężki los sprawia, że mimowolnie im kibicujemy. Zresztą samo nazwisko Brandona Sandersona to już pewien znak jakości, chociaż jego młodzieżówki są raczej średnie.
Rozczarowania
Ta chyba była najgorsza. Autor przez większość książki pokazywał nam, że główny bohater to drań bez zasad, który zdradzi każdego (nawet najlepszego przyjaciela), a potem nagle próbował nam wmówić, że ma on jakiś honor. Fabuła jest sztuczna i wymuszona, bohaterowie płytcy, końcówka do bólu sztampowa. Żeby było śmieszniej, nasz tytułowy złodziej przez większość książki nie spał, o czym wielokrotnie nam przypominano, więc pozostaje tylko pytanie, jakim cudem on funkcjonował.
Wszyscy patrzyli, nikt nie widział, Tomasz Marchewka
To jest debiut, ale autor pracował już nad scenariuszem do Wiedźmina 3, więc z pisaniem już jakoś był związany. Książka zawiodła mnie pod wieloma względami: przede wszystkim drażnił mnie kompletny brak tła, a miasto jawiło się jako takie, w którym oprócz szulerki, złodziejstwa i zabójstw nie ma żadnych innych profesji. Postacie były słabo wykreowane, a na koniec główny bohater ni stąd, ni zowąd dostał zastrzyku mocy i osiągnął coś, w czym wcześniej koncertowo nawalił. Zupełnie to do mnie nie przemówiło.
Królowie Dary, Ken Liu
To nie jest zła książka. Znalazła się w tym niepochlebnym towarzystwie dlatego, że rozczarowała mnie osobiście. Miałam wobec niej strasznie duże oczekiwania, bo wszyscy ją chwalili, no i nie wyszło. Odebrałam ją bardziej jako suchą, kronikarską relację, która dość mocno mnie wynudziła. Przykro mi z tego powodu, bo wiele osób, których gust szanuję bardzo ją sobie chwaliło.









































