30 czerwca

O Big Book Festival 2017

 

Początkowo miałam zamieścić krótką relację z Big Book Festivalu w czerwcowym podsumowaniu, ale jak zaczęłam pisać i zobaczyłam, ile mi tego wyszło, to zmieniłam zdanie i przykleiłam cały tekst do osobnego posta. Tegoroczny Big Book Festival jest moim pierwszym, wcześniej nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Odbywał się w Warszawie, w byłej szkole przy ulicy Emilii Plater. Do Warszawy mam jakieś 40 minut pociągiem, więc żal było nie pójść, skoro już byłam uświadomiona. Moja wyprawa zaczęła się od wizyty w Smyku, w którym kupiłam śliczny zestaw garnuszków do zabawy dla chrześnicy na urodziny, z dodatkiem fartuszka w kwiatuszki, wałka i trzepaczki. Modlę się teraz, żeby jej się to spodobało. Moja chrześnica to taka mała księżniczka, a cały zestaw jest taki różowy i uroczy...


Na Big Book Festivalu chciałyśmy z Kam odwiedzić trzech autorów. Zaczęłyśmy od Kazuki Sakuraby, autorki Czerwonych dziewczyn. Pani Sakuraba na spotkanie ubrała się w piękne, czerwono-białe kimono, które jak sama się przyznała, zakładała całą godzinę i specjalnie pobierała nauki o tym, jak poprawnie zawiązać pas. Okazuje się, że nie wszyscy Japończycy potrafią zakładać kimona, i wbrew pozorom ta wiedza zanikła wśród starszych, a odrodziła się u młodszych. Całe spotkanie pełne było ciekawych smaczków odnośnie do Japonii. Prowadziła je Katarzyna Boni i po fakcie zorientowałam się, że to przecież autorka reportażu Ganbare! Warsztaty umierania. Wszystkie spotkania z autorami na festiwalu trwały dwie godziny, z czego jedna poświęcona była na rozmowę autora z prowadzącym, a druga na dialog z publicznością. Tutaj ludzie byli bardzo nieśmiali i z początku nikt nie chciał się odzywać, ale pani Sakuraba sama zapytała, jakie rzeczy w jej książce uznaliśmy za uniwersalne i dotyczące nas samych, i jakoś poszło. Tak jak my byliśmy ciekawi Japonii, tak ona była ciekawa Polski. Na spotkaniu padło pytanie, jak z czytelnictwem jest w Japonii, bo w Polsce to słabo, na co pani Sakuraba szczerze się zdziwiła, bo w Warszawie na każdym rogu można znaleźć księgarnie. Całość odbywała się w Auditorium Maximum, którym był po prostu korytarz na drugim piętrze. Po spotkaniu wszyscy zeszliśmy na parter, gdzie były wyznaczone dwa miejsca dla autorów, by mogli podpisywać swoje książki. To, w jaki sposób pani Sakuraba to robiła, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania. Z drugiej strony nigdy nie brałam autografu od Japończyków. Autorka swój podpis złożyła kolorem złotym, zapisując nasze imiona w katakanie, obok naklejała słodkie naklejeczki, których miała ze sobą cały arsenał, a na koniec między podpis a stronę obok kładka kartkę o grubszej fakturze, by ten podpis nie zostawił śladów. To się nazywa szacunek dla czytelnika :) Oczywiście książkę oddawała trzymając ją w obu dłoniach frontem do czytelnika. Ja jestem pod wrażeniem.


Po spotkaniu z Kazuki Sakurabą miałyśmy dwie godziny wolnego, więc poszłyśmy na kawę. Pierwotnie miałyśmy iść na wykład Umysł: Jak czyta mózg? z dr. Pawłem Boguszewskim, ale zanim dostałam autograf sala była już przepełniona i nie wpuszczali nikogo więcej. Czekałyśmy do 18 na Dimitra Glukhovskiego, specjalnie weszłyśmy wcześniej przewidując, że miejsca zostaną szybko zajęte i... cóż, tak było. Ludzie licznie przybyli poznać autora Metra, chociaż to nie był jeszcze ten poziom, że nie można było oddychać, ale korytarz (tak, to znów było na korytarzu) był pełny. Dużo mówiło się na tym spotkaniu o polityce i tym, jak media nami manipulują i o roli autora w tym wszystkim. Sam Dimitry jest zdania, że nie można bać się o czymś mówić, bo gdy będziemy milczeć zginie jakikolwiek głos protestu. Dużo się śmiał, że nie jest wielkim pisarzem, bo nie był torturowany, nie umarł przedwcześnie, nie został zabity czy nie wylądował na zesłaniu, ale jeszcze wszystko przed nim. Mówił też, że nie wie, jakie my książki czytamy, bo możliwe, że czytamy zupełnie co innego, niż on napisał. Chodziło tutaj o trudności w tłumaczeniu. Zdarzało się, że tłumacze wypisywali kompletne bzdury w książkach interpretując treść po swojemu, kiedy nie wiedzieli, o co chodzi. Do tej pory trafił mu się tylko jeden tłumacz, który dopytywał i drążył. Ogólnie Glukhovsky okazał się bardzo bystrym i dowcipnym autorem. Pod wrażeniem byłam też organizacji, bowiem na tym spotkaniu rozdawano słuchawki wraz z odbiornikami, i do naszych uszu od razu płynęło tłumaczenie tego, co mówił Glukhovsky. Na spotkaniu z Kazuki Sakurabą musieliśmy czekać, aż autorka powie swoje, tłumacz zapisywała sobie jej słowa w notesie, a potem dopiero mieliśmy przekład. Po spotkaniu nadszedł czas na autografy i zdjęcia z autorem. Niestety ja żadnych fot nie robiłam.


Tak zakończyła się nasza sobota na Big Book Festivalu. Następnego dnia koniecznie chciałyśmy iść do Simona Becketta, ale wcześniej nie było nic, co by nas szczególnie interesowało, więc pojechałyśmy od razu na spotkanie o 16. Dla tych, którzy nie wiedzą, Simon Beckett to Brytyjczyk, który napisał serię z dr. Davidem Hunterem. Całość zaczyna się Chemią śmierci, dużo w niej trupów w różnym stanie rozkładu, na podstawie których główny bohater, antropolog sądowy, próbuje dojść kiedy ofiara zmarła i dlaczego. Wiecie, ja nie czytuje takich rzeczy, ale uwielbiam ten cykl. Co prawda nie kupiłam książki, żeby wziąć autograf, ale Kam ma zarówno podpis, jak i zdjęcie. W każdym razie spotkanie przebiegło bardzo miło i sympatycznie, irytował mnie jednak prowadzący, który miał więcej do powiedzenia niż sam autor i na siłę próbował być zabawny. Nieco komiczny był też początek spotkania, kiedy tłumaczka często przerywała autorowi w pół słowa, by przełożyć to, co powiedział. Dość szybko jednak Beckett zaczął robić w odpowiednich miejscach przerwy specjalnie dla niej. Na tym spotkaniu dużo mówiło się o książkach autora, o trupich farmach i wrażeniach Becketta z pobytu tam, o głównym bohaterze, który nie jest żadnym superbohaterem, ale zwyczajnym człowiekiem. Dowiedzieliśmy się też, że autor już planuje kolejną część z serii. Po godzinie standardowo był czas na pytania od publiczności, których tym razem było mnóstwo. Padały przeróżne, począwszy od tego, w jakim systemie autor pracuje a skończywszy na tym, czy lubi Grę o Tron (lubi). Beckett wyjawił również, że nie czytuje konkurencji, bo chociaż w taki sposób chce się oderwać od pracy. Jest to dla mnie trochę zaskoczeniem, bo również Glukhovsky mówił, że konkurencji nie czyta.


I to już koniec mojej skromnej relacji z Big Book Festivalu. Odwiedziłam tych autorów, których chciałam, kupiłam jedną książkę (Czerwone Dziewczyny), zrobiłam parę zdjęć i poszłam do domu. Festiwal miał miejsce w szkole, obok na boisku działo się dużo, ale tam nie miałam okazji i chęci iść. Był Mecz o Bibliotekę oraz okrągły stół, przy którym dyskutowało mnóstwo autorów, a także czytanie Dumy i Uprzedzenia na czas. Obok można było usiąść i poczytać książki, które miały zakryte okładki i nie było widać, co to jest... chyba że się ją otworzyło i zobaczyło pierwszą stronę. Na festiwalu była też księgarnia, która oferowała książki autorów, z którymi odbywały się spotkania.

Moje wrażenia z Big Book Festivalu są bardzo pozytywne i z ogromną chęcią pojadę na kolejne edycje. To wydarzenie bardziej kameralne, co mi osobiście odpowiada, bo na przykład takie Targi Książki są dla mnie męczące przez te wszystkie tłumy. Tutaj spokojnie można się poruszać, oddychać, usiąść i posłuchać ulubionego autora. Polecam wybrać się kiedyś, jeśli macie blisko :)









9 komentarzy:

  1. Ale fajnie że spotkałas Głuchowskiego! Ja też chce :c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No przynajmniej na odległość xd Ale co za różnica:D

      Usuń
    2. Właśnie :D Ale wiesz, zapytał mnie o imię! Co z tego że do autografu :P

      Usuń
  2. Bardzo fajna relacja i świetne spotkanie. Trzy zdobyte autografy do kolekcji. Mi osobiście najbardziej zależałoby na Becketcie, bo jego też czytałem (i tutaj polecam Ci książkę "Trupia farma" Billa Bassa - chociaż szalenie ciężko ją zdobyć), ale Kazuki mnie ujęła tym stylem bycia i zachowaniem, więc bardzo chętnie sam bym tego japońskiego spotkania zażył. :) Gratuluję nabytków i pozytywnych wrażeń. Udanego weekendu. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Popatrzyłam sobie na tę książkę i faktycznie ciężko ją zdobyć, bo nigdzie już nie ma, ale we wrześniu będzie dodruk.
      Dziękuję i teraz to już mogę życzyć tylko udanej niedzieli :)

      Usuń
  3. Świetna inicjatywa - ubolewam, że jeszcze nie trafiłam na takie wydarzenie. Nawet na spotkania z autorami mi nigdy nie było po drodze. Mam nadzieję, ze teraz, odkąd zaczęłam blogowanie i wyszłam z zacisza domowej biblioteki, może trochę wpadnę w ten czytelniczy "wielki swiat" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też nigdy nie było po drodze na spotkania z autorami. Zaczęło się od Sandersona, którego musiałam mieć autograf bo nigdy nie wiadomo, kiedy trafi się druga okazja. Na Targi Książki poszliśmy bo nam się nudziło :) Teraz Kam koniecznie chciała do Becketta, bo uwielbia tego autora, więc przy okazji odwiedziliśmy i innych. I tak stwierdzam, że to w sumie fajne przyjść na spotkanie z autorem, zobaczyć go na żywo i posłuchać. A autografy... nieodmiennie mi się kojarzą z pokemonami :D Zbierz je wszystkie!

      Usuń
  4. Czerwone dziewczyny - ogromne wrażenie zrobiła na mnie ta powieść, piękna, zmysłowa. :) Być może uda mi się wybrać na kolejną edycję festiwalu. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na mnie tak samo :) Chociaż końcowy wątek z Toko już mi się nie podobał. Festiwal polecam :)

      Usuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger