12 czerwca

W walce o sprawiedliwość. "Ostrze zdrajcy" Sebastien de Castell


Znalezienie dobrej książki bywa trudne. Tym razem jednak nie szukałam, a sama wpadła mi ona w ręce. Zaczęło się od tego, że Ostrze Zdrajcy kupiła Kam. Potem w internecie pojawiało się coraz więcej opinii wychwalających tę książkę pod niebiosa, co tylko bardziej mnie nakręcało, a z drugiej strony nie mogłam nie podejść do tego sceptycznie. Jednak kiedy Kam zaczęła czytać i napisała mi, że to chyba faktycznie będzie genialne, wprost nie mogłam się doczekać, gdy książka trafi w moje ręce.

Ostrze Zdrajcy już swoimi pierwszymi stronami pokazuje nam, czego możemy się spodziewać. Przede wszystkim będzie niebezpiecznie, ale i dowcipnie; będzie poważnie i brutalnie, ale z humorem. Dawno już tak nie uśmiałam się przy żadnej książce, jak przy tej. To cudowny poprawiacz humoru, którego siłą są dialogi między bohaterami. A jednocześnie w tle leje się krew. Paradoks, prawda? A może to ja mam skrzywione poczucie humoru. Zacznijmy może jednak od opisu fabuły.

Król nie żyje, a Wielkie Płaszcze zostały rozwiązane. Zamiast podróżować po kraju, by głosić królewskie prawa i wymierzać sprawiedliwość w jego imieniu, Wielkie Płaszcze muszą łapać się każdego nędznego zajęcia, by przeżyć. Nie tak miało wyglądać życie królewskich trybunów, tym bardziej że wszyscy nimi teraz gardzą. Nazywa się ich obdartymi płaszczami, trattari, co jednocześnie uchodzi za największą obelgę, kiedy chcesz obrazić sąsiada. Troje z nich, Falcio, Kest i Brasti, zatrudnili się jako straż przyboczna szlachcica, który wciąż zalega im z wypłatą. Na domiar złego muszą go pilnować podczas jego sypialnianych schadzek. Niestety nie są najlepszą strażą przyboczną, bo ich pan ginie już na pierwszych stronach. Czy mogłoby być gorzej? Cóż... tak.
Jeśli lubicie, gdy bohaterowie mają wciąż i wciąż pod górkę, to ta książka jest dla was. Nasza trójka ciągle wpada w jakieś kłopoty, przy okazji dostając niezłego łupnia. Niewątpliwie głównym bohaterem książki jest Falcio, z którego perspektywy prowadzona jest narracja. To człowiek niezwykle oddany i lojalny królowi nawet po jego śmierci. Gdy ktoś powie choćby jedno złe słowo na jego temat, to jemu zupełnym przypadkiem pojawia się szpada w dłoni. Mimo wszystkich przeciwności losu i tego, że nikt już nie wierzy w Wielkie Płaszcze, to on wciąż próbuje postępować zgodnie z zasadami. Kest to mistrz miecza, którego charakter pokrótce można opisać tak, że gdy stanie przeciwko niemu armia ludzi, którą musi pokonać, to on wyrazi tylko uprzejme zainteresowanie. Jest opanowany do granic możliwości, stoicko spokojny, a jednocześnie lubi testować możliwości swoje i Falcio i sprawdzać, czy przypadkiem przy tym nie zginą. Brasti natomiast nie ma sobie równych w strzelaniu z łuku, ma bardzo luźne podejście do życia i przechwala się na swój temat w mocno przerysowany sposób... szczególnie gdy w zasięgu wzroku jest jakaś niewiasta. Najwięcej czasu antenowego dostał Falcio, przez co pozostałe postacie zostały potraktowane po macoszemu. Liczę jednak na to, że w następnych tomach i pozostali dostaną swoje pięć minut.

Uznałem, że lepiej będzie walczyć z nimi kolejno niż z pięcioma naraz. Prawdopodobnie nie uda mi się na to namówić całej piątki, ale moja niewyparzona gęba wpędziła mnie tyle razy w kłopoty, że wyćwiczyłem się w wywoływaniu entuzjastycznych przepychanek o to, kto pierwszy mi w nią przyłoży

Napisałam o męskich bohaterach książki, ale autor nie pominął też postaci damskich. Kobiety w Ostrzu Zdrajcy mają mocne, silne charaktery, i tak na przykład spotkać możemy okrutną hrabinę, dzielną, rezolutną dziewczynkę czy odważną, lecz nieco zagubioną księżniczkę. Jest też Krawcowa, o której można by napisać osobny akapit. Pisanie o kobietach za bardzo zdradzi fabułę książki, dlatego jedynie napomknę o tym, że są one obecne i nie są biednymi, głupimi idiotkami, które z miejsca chcesz zabić.

Świat, który stworzył autor, jest bardzo brutalny i okrutny. Prawa zwykłego człowieka są ignorowane, a książęta czy król mogą wejść do twojego domu, zabawić się z twoją żoną czy córkami, a potem zostawić cię z mieczem wbitym w brzuch i nikt nie powie słowa. Jesteśmy świadkami bestialstwa, zbędnego okrucieństwa, wyrachowania i przeróżnych potworności, do których dopuszczają się ludzie u władzy. Zdarzają się tutaj mocniejsze opisy, są też sceny seksu, jest dużo walk, zarówno tych przepełnionych finezją, jak i zwykłego mordobicia. I mimo tego, że to powinna być powieść poważna ze względu na to, o czym autor pisze, to ja wciąż i wciąż się przy niej śmiałam. Narracja jest poprowadzona w cudowny sposób, pełen złośliwych uwag i dowcipnych spostrzeżeń. Sami bohaterowie natomiast nadrabiają swoim podejściem życia, autoironią, zgryźliwymi komentarzami pod adresem siebie czy swoich wrogów. Po prostu nie da się z nich nie śmiać albo chociaż nie uśmiechnąć się pod nosem.

Większość strasznych rzeczy, do których dochodzi w tej krainie, nie dzieje się tak naprawdę przez złych ludzi, tylko przez ludzi bezmyślnych

Książka nie nudzi ani przez chwilę. Autor w idealnym tempie ciągnie swoją opowieść, a jego styl pisania jest bardzo lekki i swobodny. Przez Ostrze Zdrajcy idzie się naprawdę szybko i ciężko mi uwierzyć w to, że to był debiut Sebastiena de Castella. Nie ma tu żadnej toporności, żadnego chaosu czy takiego poczucia, że autor nie wie, o czym właściwie chce napisać. Nie — od początku do końca akcja jest przemyślana, są też elementy, które potrafią czytelnika zaskoczyć. Nie dostajemy wszystkich informacji podanych na tacy już na początku lektury, lecz autor stopniowo odkrywa przed nami karty swojej intrygi czy fakty dotyczące bohaterów. Bo o bohaterach też nie wiemy na początku nic. De Castell wrzuca nas po prostu w sam środek ich życia, akurat w momencie, gdy wyjątkowo mocno daje im ono w kość. Czas teraźniejszy autor przeplata retrospekcjami Falcio z okresu, gdy król jeszcze żył, i to też nie wypada w żaden sposób nieporęcznie. Ostrze Zdrajcy nie jest też przepełnione patosem ani śmiertelną powagą, której w fantastyce mnóstwo, ale właśnie jest zupełnie na odwrót, dzięki czemu książka jest bardzo lekka w odbiorze. To świetne fantasy przygodowe, w którym główną rolę odkrywa miecz i szpada, ale w małych ilościach jest też obecna magia.
Jest jednak jedna rzecz, do której muszę się przyczepić, i która nie pozwoliła mi cieszyć się książką w pełni. Autor bowiem tak bardzo wpędza swoich bohaterów w coraz to poważniejsze kłopoty, że wydawałoby się, że są to sytuacje bez wyjścia. A jednak wychodzą cało z każdej opresji. Żyją, kiedy nie powinni przeżyć. Odnoszą rany, owszem, poważne rany, ale nie są w żaden sposób okaleczeni na stałe. Z każdego ambarasu jakoś się uratują, bo zawsze dostaną jakąś niespodziewaną pomoc. Raziło mnie to szczególnie pod koniec książki, bo jak to bywa przy końcówce, to właśnie tam była najbardziej patowa sytuacja. Jest to jedyna wada, która dość skutecznie zepsuła mi wrażenia z książki, ale nie na tyle, by ostudzić moje zachwyty.

Na koniec warto dodać, że Ostrze Zdrajcy to powieść spod znaku płaszcza i spady, i ciężko nie porównywać jej do Muszkieterów. Książka jednak doskonale broni się sama. To kawał świetnej fantastyki, na którą jak najbardziej warto zwrócić uwagę. Ten tom otwiera serię Wielkie Płaszcze, a całość zamyka się w czterech częściach. Ciekawą osobą jest też sam autor. Sebastien de Castell, kanadyjczyk, to z zawodu archeolog, któremu praca przy wykopaliskach szybko się znudziła. Potem próbował swoich sił w wielu zawodach, między innymi jako aktor, muzyk czy choreograf walk. Prawdopodobnie dzięki temu ostatniemu w książce przybliżone są nam nieco techniki walki szpadą. Tak czy inaczej, ja ze swojej strony gorąco polecam Ostrze Zdrajcy i z niecierpliwością czekam na kontynuację.

P.S. Sesja to zło. Zostały mi jeszcze trzy egzaminy. Miałam wrzucić tego posta w sobotę, ale po prostu nie miałam siły, żeby sprawdzić go pod względem gramatyki, poprawić kulawe sformułowania i dodać obrazki i cytaty...




17 komentarzy:

  1. Taaaak! Chcę to przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No i nie pomogłaś... Miałam nadzieję, że to jednak będzie jakaś kupa i będę mogła się trochę ponabijać z tego, co to ludzie nie piszą, a wychodzi na to, że jednak muszę się wstrzymać. Jeszcze nie wiem, czy chcę przeczytać, bo wciąż mam wrażenie, że cała historia będzie mi za bardzo zajeżdżać Muszkieterami (okrutna hrabina nie pomaga :D), ale może spróbuję... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, że nie pomogłam :( Czytaj, ciekawa jestem, jaką opinię byś miała :)

      Usuń
    2. Jeśli kiedyś wpadnie mi w ręce, to pewnie spróbuję :)

      Usuń
  3. Absolutnie wszędzie widzę tę książkę, ale jakoś nie mogę się do niej przekonać. Twoja wyczerpująca recenzja niestety też nie pomogła - powiedziała mi z czym mam dl czynienia, a jednak ciagle nie jestem pewna, czy to książka dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  4. Od pierwszych słów miałam wrażenie, że to jakaś wariacja na temat Muszkieterów ;) Ale: ja Muszkieterów bardzo lubię, podobnie jak wiele innych dzieł spod znaku płaszcza i szpady. Mam sentyment z dzieciństwa i dzięki temu zwiększoną tolerancję na potencjalne absurdy, które w takich książkach się zdarzają. Szczególnie cieszą mnie mocne postacie kobiece, bo to żadna oczywistość nie jest. Jeśli nadarzy mi się okazja, to chętnie zapoznam się bliżej z tym tytułem i sprawdzę, jak wypada na tle innych tego typu książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to jest duża szansa, że książka Ci się spodoba :)

      Usuń
  5. Książka jest już u mnie więc mam nadzieję, że spodoba mi się tak mocno jak tobie albo i bardziej.
    Powodzenia na tych egzaminach!

    Pozdrawiam
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czekam na recenzję :) Dziękuję!

      Usuń
  6. Ostatnio coraz częściej słyszę o tej książce, ale jakoś wcześniej nie miałam ochoty sięgać po tę książkę, przyznam, że mnie zachęciłaś :D Bardzo podoba mi się, że jest to połączenie wszystkiego...walka, brutalność, śmiech itp. Na pewno niedługo będę musiała się za nią zabrać :D
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  7. Bardzo podoba mi się ta recenzja choć jest sporych rozmiarów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sceptycznie podchodziłem do tej książki jak się pojawiła w zapowiedziach. Kolorowa, sztampowo brzmiąca fabuła, myślałem, że to rasowe czytadło z serii przeciętne. Ale widzę coraz więcej pozytywnych opinii wśród znajomych, z których zdaniem się liczę, bo mają gust podobny jak mój, i widzę, że ta seria mnie nie ominie. Tylko się zastanawiam, czy już teraz, czy jeszcze poczekać na kolejne tomy, bo na ogół nie zaczynam cyklu, jeśli nie został wydany w pełni u nas, a już tym bardziej wydane ogólnie. To drugie już wiem, że spełnione, bo autor skończył. Ale nie wiadomo, kiedy tom 2 u nas i czy jakbym sięgnął teraz, czy nie zacząłbym żałować, że go właśnie nie ma pod ręką.

    PS: Bardzo fajnie piszesz, merytorycznie i z głową. I do tego widzę sporo fantastyki. Zawitam tu częściej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo sceptycznie podchodziłam do Ostrza Zdrajcy, gdy tylko ludzie zaczęli tak chwalić byłam pewna, że to mocna przesada :) Nie jest to arcydzieło po którym specjalnie bym cierpiała na książkowego kaca, ale to naprawdę fajna książka. Drugi tom chciałabym przeczytać, ale nie jest tak, że nie mogę się go doczekać :)

      PS. Bardzo dziękuję, ogromnie mi miło :)

      Usuń
  9. Ja arcydzieła nie oczkuję, najważniejsze, żeby się czytało dobrze i przeświadczeniem, że to nie tylko czytadło między lepsze książki, ale że po prostu warto po to sięgnąć i wciskać przed inne, a nie brać tylko jak nie ma co innego. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brzmi naprawdę bardzo zachęcająco, z przyjemnością rozejrzę się za książką. :) Tak pięknie ją opisałaś, że mam ochotę natychmiast się z nią zapoznać. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger