05 marca

Ten zakapturzony szkielet z kosą. "Mort" Terry Pratchett

Terry Pratchett to autor, na którym się wychowałam. Czytałam jego książki już w podstawówce, zaczynając od serii dla dzieci, a potem przyszła kolej na Świat Dysku. Pożerałam każdą książkę jaka wpadła mi w ręce, nie zwracając specjalnie uwagi na chronologię. Czytałam je wybiórczo, tak, jak akurat były dostępne w bibliotece, a dopiero niedawno zorientowałam się, że hej, Kirima, ty przecież nie przeczytałaś jeszcze wszystkiego! No więc śpieszę nadrobić te haniebne zaległości, i postanowiłam sobie, że wszystko przeczytam od deski do deski. W zeszłym roku zaliczyłam cykl o Straży (moi ulubieńcy!), a teraz przyszła pora na... Śmierć.

Kiedy stwórca składał ten świat miał mnóstwo znakomitych pomysłów, jednak uczynienie go zrozumiałym jakoś nie przyszło mu do głowy.

Musicie wiedzieć, że książki ze Świata Dysku można czytać na dwa sposoby. Jednym z nich jest czytanie ich chronologicznie, w kolejności takiej, jakie zostały wydane. Drugim jest czytanie ich chronologicznie, owszem, ale seriami, które Terry Pratchett stworzył dla Świata Dysku. W tym uniwersum są cykle poświęcone Wiedźmom, Straży, Magom, Rewolucji Przemysłowej, Tiffany i właśnie Śmierci. Mort jest czwartą książką w całej serii, ale pierwszą dotyczącą bezpośrednio postaci, jaką jest Śmierć. 

Śmierć to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w książkach Pratchetta. Mówi kapitalkami, co symbolizuje fakt, że jego pusty i głuchy głos nie trafia do nas poprzez fale dźwiękowe, tylko dostaje się bezpośrednio do naszego umysłu. Jak sam siebie opisuje, jest "antropomorficzną personifikacją ludzkich wyobrażeń na swój temat". Zrezygnował z kościstego konia o płonącej grzywie, bo był bardzo niepraktyczny i puszczał stodołę z dymem. Swojego wierzchowca z krwi i kości nazwał "Pimpuś". Śmierć uwielbia koty, curry i przejawia niezdrową fascynację ludźmi. Przez większość wolnego czasu próbuje zrozumieć ich zachowania, co zwykle kończy się katastrofą. 

Zobaczył swoje życie rozciągające się przed nim na podobieństwo długiego, ciemnego tunelu bez światełka na końcu.
(...) Mylił się. Na końcu tunelu jaśniało światełko: miotacz ognia.

W Morcie Śmierć dochodzi do wniosku, że potrzebuje urlopu. Znajduje więc ucznia, Morta, który mógłby trochę odciążyć go od swoich obowiązków, a może kiedyś <tu następuje sugerujące mrugnięcie okiem> przejąć po nim schedę związaną z tym biznesem poprzez ewentualny ożenek z jego córką (rzecz jasna adoptowaną). Owa córka o imieniu Ysabell charakteryzuje się prerafaelicką urodą i cierpi na niewielką nadwagę. Sam Mort ma kompleksy związane z faktem, że wszyscy mówią do niego per "chłopcze" i generalnie zadaje kłopotliwe pytania, chcąc WIEDZIEĆ. 

Wszystko idzie dobrze, dopóki Mort nie dostaje swojego pierwszego zadania odesłania ludzi na tamten świat, a raczej dopóki nie trafia na piękną księżniczkę, skrytobójce i morderstwo, do którego nie doszło. I wszystkiemu winien jest on sam. Szykują się kłopoty, prawda? A zachwianie równowagi świata to coś, czego Mort z pewnością nie chce mieć na swoim sumieniu. Tymczasem Śmierć szuka pracy, łowi ryby, a nawet chodzi do fryzjera. Nigdy nie wiesz, gdzie możesz spotkać tego pana z kosą, o pięknych błękitnych oczach i nieustannym uśmiechu na czaszce... 

CO?, zdumiał się Śmierć (...).
- Wolne popołudnie - powtórzył Mort (..).
ALE DLACZEGO?, Śmierć nie mógł zrozumieć. PRZECIEŻ NIE NA POGRZEB BABCI, dodał. WIEDZIAŁBYM COŚ O TYM.

katea.deviantart.com
Mort jest krótką książką wypełnioną po brzegi absurdalnym humorem, tak bardzo charakterystycznym dla Pratchetta. Niemal na każdej stronie znajdziemy jakieś gagi czy dowcipne dialogi, lub też humor wpleciony w narrację. Początkowe książki z dorobku Pratchetta są znacznie lżejsze i bardziej zakręcone niż te późniejsze, ale to wciąż jest ten sam inteligentny humor, który w śmieszny sposób zwraca nam uwagę na absurdy naszego świata. Czasami jest to śmiech przez łzy. Ja czytałam książkę w trakcie sesji, i był to doskonały wybór, bo po prostu mogłam się rozluźnić i pośmiać przy lekturze, a jednocześnie nie była ona na tyle długa, żeby specjalnie odciągnąć mnie od nauki. Książki Pratchetta z reguły są cienkie i szybko się je czyta, sam Mort ma zaledwie 262 strony. Co to jest w porównaniu z takimi cegłówkami jak Droga Królów czy Amber... 

Morta gorąco polecam, tak samo jak i polecam cały Świat Dysku i wszystkie książki Pratchetta. Myślę, że to jest jeden z tych autorów, którego ze względu na specyficzny styl albo się kocha, albo nienawidzi. Ja, rzecz jasna, kocham i chętnie dzielę się tą miłością z wami.

A na zakończenie taki pozytywny akcent: 

– Nie ma sprawiedliwości.
Śmierć westchnął znowu.
NIE, przyznał, wręczając kielich paziowi, który ze zdumieniem stwierdził, 
że trzyma nagle puste naczynie. 
JESTEM TYLKO JA.

Ocena: 8/10

"Mort", Terry Pratchett, Prószyński i S-ka, rok wydania 1996, s. 262

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger