Dzisiaj mam bardzo spóźnione propozycje klasyki na marzec. Być może jeszcze nie znaleźliście nic dla siebie na ten miesiąc, a jeśli tak, to te propozycje mogą przydać się w miesiącach kolejnych. A odchodząc całkiem od tematu wyzwania, to i tak chciałabym te książki gorąco Wam polecić. W takim wpisie mam ku temu pretekst.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiliam Golding. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wiliam Golding. Pokaż wszystkie posty
10 marca
Klasyka na marzec
Dzisiaj mam bardzo spóźnione propozycje klasyki na marzec. Być może jeszcze nie znaleźliście nic dla siebie na ten miesiąc, a jeśli tak, to te propozycje mogą przydać się w miesiącach kolejnych. A odchodząc całkiem od tematu wyzwania, to i tak chciałabym te książki gorąco Wam polecić. W takim wpisie mam ku temu pretekst.
22 października
Czytamy klasykę: "Władca much" Wiliama Goldinga
Władcę much polecono mi jakiś czas temu jako antyutopię. Była to dla mnie na tyle skuteczna rekomendacja, że właściwie nie patrząc nawet, o czym ta książka jest, postanowiłam ją przeczytać. Do tej pory Władca much kojarzył mi się jedynie z telewizyjnym serialem Włatcy móch i jak się okazuje niebezpodstawnie, bo serial ten nawiązywał do wątków przedstawionych w powieści. Tak samo, jak i Zagubieni, Simpsonowie czy South Park.
W książce Wiliama Goldinga banda dzieciaków, chłopców wyłącznie, trafia na bezludną wyspę. Nie wiadomo, jaka to wyspa, nie wiadomo, w jakich jesteśmy ramach czasowych, wiadomo natomiast, że dzieci trafiły na nią w wyniku katastrofy lotniczej. Najważniejszą informacją jest jednak to, że nie ma z nimi żadnego dorosłego. Ani jednego. Wolność, Tomku, w swoim domku, pomyślały dzieci i upojone nagłą wolnością w ekstazie zaczęły planować, jak to fantastycznie będzie im tutaj samym. Zero zakazów, zero nakazów, słowem: róbta, co chceta. To jest nasza wyspa. Wspaniała wyspa, mówił Ralf, Będziemy sobie używali, póki dorośli po nas nie przyjdą.
Władca much to klasyka światowej literatury i jedna z lepszych antyutopii, jakie napisano. Jednak nawet nie wiedząc o tym, że książka nie będzie sielankową opowieścią o przygodach zaradnych chłopców na bezludnej wyspie, z miejsca wyczuwamy, że w jakiś sposób skończy się to źle. Książkę łatwo daje się przewidzieć i z jednej strony jest to wada... z drugiej można uznać, że powieść konsekwentnie dąży do swojego końca. Dzieci są dziećmi, zachowują się jak dzieci i myślą jak dzieci, i na tym polu nie spotka nas żadne większe zaskoczenie.
Roger pochylił się, wybrał jeden kamień, zamierzył się i rzucił w Henry'ego - rzucił specjalnie tak, żeby nie trafić. Kamień, ów symbol niedorzecznej epoki, śmignął o kilka kroków w prawo od Henry'ego i plusnął w wodę. Roger zebrał garść kamyków i zaczął nimi rzucać. Wokół Henry'ego była jednak przestrzeń o średnicy może sześciu jardów, w którą Roger nie śmiał trafić. Oto niewidzialne, jednakże silne tabu dawnego życia. Bawiące się dziecko było nietykalne - strzegli go rodzice, szkoła, policja i prawo. Ruch ręki Rogera warunkowała cywilizacja, która nie wiedziała o nim nic i leżała w gruzach.
Władca much to opowieść o ludzkiej naturze, o podłościach, do których jesteśmy zdolni i o tym pierwotnym złu, które siedzi w każdym z nas, a które w książce przyjmuje postać tajemniczego zwierza. Niewątpliwie jest to też historia o tym, do czego zdolne są dzieci, "porządni, brytyjscy chłopcy", którzy wszak pochodzą z tak cywilizowanego kraju. Co zrobimy, jakie myśli przyjdą nam do głowy, kiedy wiemy, że jesteśmy bezkarni? Do pewnego momentu ograniczać nas będzie karzący bat wychowania w społeczeństwie, zaszczepiony nakaz przestrzegania pewnych norm moralnych, ale co się stanie, kiedy zostanie to zupełnie zagłuszone? Na pewnej płaszczyźnie książka jest też ukazaniem konfliktu między siłą, prawem dżungli, a sprawiedliwym, pokojowym i zwyczajnie rozsądnym podejściem do rządów. Pełno jest w niej też symboliki i alegorii.
![]() |
| Fragment grafiki z wydania z 2012 roku, zawierającego wstęp Stephena Kinga |
Powieść napisana jest bardzo prostym językiem, można w niej znaleźć takie zwroty jak "klawo", "fajowo" czy "fajniście". Dla jednych będzie to wada, dla innych zaleta; ja myślę o tym w kategoriach zalet, ponieważ taka stylistyka pozwoliła mi lepiej wczuć się w książkę. We Władcy much nie znajdziemy żadnych fajerwerków i porywających zwrotów akcji ani wszelkich innych upiększeń, a jednak książka ma w sobie to tajemnicze coś, co nie pozwala się od niej oderwać. Nie jest to lektura trudna w odbiorze, a mimo tego zawiera w sobie głębokie przesłanie, nad którym możemy się zadumać, a rozgrywające się na jej kartach wydarzenia z pewnością w jakiś sposób nas poruszą i zapadną w pamięć.
Książka została po raz pierwszy wydana w Polsce w 1967 roku i muszę powiedzieć, że starzeje się znakomicie. Władca much wciąż jest aktualny i czyta się go lepiej, niż niejedną współczesną powieść, a przez nieskomplikowane słownictwo sięgnąć po niego mogą także nastoletni czytelnicy. Odnajdą się oni w powieści tak samo dobrze, jak i osoby dorosłe; w końcu to oni świeżo mają w pamięci to, jak okrutni potrafią być ich rówieśnicy.
Ze swojej strony powieść gorąco polecam i szczerze zazdroszczę wszystkim tym, którzy Władcę much mają jeszcze przed sobą. To jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku i jedna z tych nielicznych pozycji, do których kiedyś z chęcią chciałabym wrócić. Wciąż o niej myślę i na swój egzemplarz z biblioteki spoglądam ze smutkiem, bo zaraz będę musiała go oddać. A rozstać się z tak wyśmienitą literaturą jest niezwykle ciężko.
P.S. Za polecenie książki dziękuję Ewelinie :)




