I pamiętajcie: mimo że ta książka sprzedawana
jest jako powieść fantastyczna, musicie traktować wszystko, co w niej
przeczytacie, z absolutną powagą, bo są to rzeczy ważne, w żadnym razie
nie głupie, i zawsze mają sens. Kalarepa.
Świat w książce dzieli się na dwa: na Wolne Królestwa, i na Bibliotekarię Wewnętrzną, zwaną inaczej Ciszlandami. To właśnie w Ciszlandach panuje demoniczna organizacja Bibliotekarzy, i to właśnie tutaj żyjemy my, normalni ludzie otumanieni przez rządnych władzy, niepozornych pracowników bibliotek. Wolne Królestwa natomiast to świat, w którym używa się mieczy zamiast zacofanej broni palnej, gdzie schody są technologicznie lepsze niż winda, a zwykłe lampy stawia się ponad elektrycznymi... I z którym związane jest mnóstwo innych dziwów, o których nie wspomnę. Lekturę rozpoczynamy od poznania Alcatraza, trzynastoletniego chłopca, wyjątkowo uzdolnionego w tworzeniu wokół siebie chaosu. Alcatraz trafia od jednej rodziny zastępczej do drugiej, bowiem żadna nie jest w stanie wytrzymać z nim zbyt długo mimo najszczerszych chęci. Samo imię "Alcatraz" wzięło się od najsławniejszego więzienia w dziejach USA. Czyżby jego rodzice mieli zbyt pokręcone poczucie humoru? W każdym razie w dniu swoich urodzin dostaje dziwną przesyłkę, spadek, czyli tytułowy Piasek Raszida. Ale na co komu woreczek piasku?! Alcatraz pewnie szybko by o tym zapomniał, ale chwilę później piasek zostaje skradziony, a na progu jego domu pojawia się zwariowany staruszek podający się za jego dziadka, który wiecznie się spóźnia.
Niektórzy sądzą, że autorzy piszą książki, bo
mają bujną wyobraźnię i chcą się podzielić swoją wizją. Inni zakładają,
że autorzy piszą, bo rozsadzają ich opowieści – a zatem musimy je
zapisać w chwilach twórczej propondencji. Obie te grupy zupełnie się
mylą. Autorzy piszą książki z jednego i tylko jednego powodu: lubimy
torturować ludzi.
Sam początek jest szalony, a to jeszcze nic w porównaniu z tym, co serwuje nam reszta książki. Narracja jest prowadzona z punktu widzenia Alcatraza, zdrowo upiększona jego ironicznymi komentarzami. To chłopiec z wyjątkowym dystansem do siebie, trzeźwo stąpający po ziemi, a co za tym idzie, ciężko mu uwierzyć w rewelacje o spisku bibliotekarzy. W każdym razie warto wspomnieć, że książka jest niby autobiografią naszego bohatera, który wyjawia, że ostatecznie został pisarzem, bo lubi torturować ludzi. W środku zresztą pełno jest odniesień do zawodu pisarza i o tym jak skutecznie pisać, by dręczyć czytelników. Bo wiecie, Brandon Sanderson to tak naprawdę pseudonim literacki Alcatraza, żeby źli bibliotekarze nie znaleźli tej książki, bo z pewnością wycofają ją z obiegu...
No właśnie, książka doskonale też udowadnia, że i sam Sanderson ma do siebie mnóstwo dystansu. No bo przeczytajcie ten opis:
BRANDON SANDERSON to pseudonim literacki Alcatraza Smedry’ego. Wydawca
zmusił go do używania pseudonimu i wydania wspomnień jako fikcji
literackiej.
Alcatraz zna jednak człowieka, który nazywa się Brandon Sanderson. Lecz ten mężczyzna jest autorem fantasy, ma zatem skłonność do urojeń pod postacią literatury. Alcatraz wie z pewnych źródeł, że Brandon Sanderson jest tak naprawdę analfabetą i dyktuje swoje ciężkie, przydługie tomiszcza fantasy swojej roślinie doniczkowej, zwanej Hrabią Duku.
Jest oczywiste, że Sanderson oszalał już wiele lat temu, ale tylko nieliczni to zauważają, bo jego proza od zawsze była bardzo dziwna…
Alcatraz zna jednak człowieka, który nazywa się Brandon Sanderson. Lecz ten mężczyzna jest autorem fantasy, ma zatem skłonność do urojeń pod postacią literatury. Alcatraz wie z pewnych źródeł, że Brandon Sanderson jest tak naprawdę analfabetą i dyktuje swoje ciężkie, przydługie tomiszcza fantasy swojej roślinie doniczkowej, zwanej Hrabią Duku.
Jest oczywiste, że Sanderson oszalał już wiele lat temu, ale tylko nieliczni to zauważają, bo jego proza od zawsze była bardzo dziwna…
Wracając do tematu przewodniego, Alcatraz konta Bibliotekarze to przedziwna, ale całkiem niezła książka, przy której ciężko się nudzić, kiedy już się przyswoi obecne tutaj dziwactwa. Akcja galopuje do przodu i praktycznie co chwilę coś się dzieje. Pełno tu ironii i zgryźliwych komentarzy, zabawnych elementów czy gadających dinozaurów. Książka ma też sporo ilustracji, które idealnie pasują do całości, chociaż jeszcze bardziej dają nam odczuć, że trzymamy w ręku książkę dla młodszego czytelnika. Ale nie dajcie się zwieść: historię o Alcatrazie może przeczytać każdy. Nie wiem, jak książkę odbierze ktoś młodszy, ale ja sama czerpałam mnóstwo frajdy z lektury i kilka razy głośno śmiałam się do tekstu. Oczywiście tak zakręcona historia wymaga równie zakręconych bohaterów. I owszem, są tutaj. Pomijając psującego wszystko Alcatraza i wiecznie spóźniającego się dziadka (nawet na własną śmierć), w historii występuje rycerz z torebką, przerośnięty antropolog oraz bełkoczący szpieg w smokingu. Ale poznajcie ich sami :)
Miałam dużo obaw związanych z Alcatrazem, głównie z tym, że to nie moja grupa wiekowa, ale okazały się bezpodstawne. Historia jest szalona i pełna absurdu, sposób narracji bardzo luźny i zabawny, ciekawe są wstawki dotyczące zawodu pisarza. Nie jest to z pewnością jedna z lepszych serii autora, ale jest to też książka zupełnie inna od pozostałych pod każdym względem, więc tak naprawdę ciężko je porównywać. Z początku odrzucał mnie humor, miałam wrażenie, że autor za mocno stara się być śmieszny, ale potem przywykłam i przestało mnie to drażnić, a w końcu zaczęło śmieszyć. Ostatecznie Alcatraz mi się podobał, ale jest to książka na raz i z pewnością nie wywrze na czytelniku takiego wrażenia, jak pozostałe książki Sandersona :)
- Ach, chłopcze. Ta wojna, którą toczymy... Tu nie chodzi o pistolety ani nawet o miecze.
- W takim razie o co? O piasek?
- O informacje - odparł. - To jest prawdziwa władza w tym świecie.
- W takim razie o co? O piasek?
- O informacje - odparł. - To jest prawdziwa władza w tym świecie.
Miałam dużo obaw związanych z Alcatrazem, głównie z tym, że to nie moja grupa wiekowa, ale okazały się bezpodstawne. Historia jest szalona i pełna absurdu, sposób narracji bardzo luźny i zabawny, ciekawe są wstawki dotyczące zawodu pisarza. Nie jest to z pewnością jedna z lepszych serii autora, ale jest to też książka zupełnie inna od pozostałych pod każdym względem, więc tak naprawdę ciężko je porównywać. Z początku odrzucał mnie humor, miałam wrażenie, że autor za mocno stara się być śmieszny, ale potem przywykłam i przestało mnie to drażnić, a w końcu zaczęło śmieszyć. Ostatecznie Alcatraz mi się podobał, ale jest to książka na raz i z pewnością nie wywrze na czytelniku takiego wrażenia, jak pozostałe książki Sandersona :)
Ocena: 7/10
"Alcatraz kontra Bibliotekarze", Brandon Sanderson, wydawnictwo IUVI, 2017, s. 312










