08 marca

A jaki jest cel twojego życia? "Był sobie pies" W. Bruce Cameron

Są takie książki, które z doskonałą sobie wprawą potrafią wywołać w czytelniku skrajne emocje. Są też takie o książki o których z góry wiesz, ze to zrobią. Był sobie pies to jedna z tych pozycji, które doprowadziły mnie do płaczu, i byłam w pełni świadoma, że pewnie tak to się skończy. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak wielkim wyciskaczem łez okaże się film. W książce niby nie było aż tak wielu łzawych fragmentów, najbardziej płaczogenna jest końcówka, ale na filmie, gdzie dojdzie muzyka poruszająca czułe struny, pewnie będzie inaczej. Ja popełniłam ogromny błąd czytając ostatnie strony w pociągu i musiałam bardzo się starać, żeby zwyczajnie nie rozkleić się przy ludziach.

Ludzie byli zdolni robić tyle niesamowitych rzeczy, a mimo to tak często siedzieli bezczynnie, wypowiadając tylko słowa.

Był sobie pies to książka wyjątkowa z tego względu, że cała jest przedstawiona z perspektywy psa. Jesteście ciekawi, jak myślą wasi czworonożni przyjaciele? Sprawdźcie to tutaj. To tylko fikcja i wyobrażenie autora na temat psich rozważań, ale dla mnie ta fikcja jest bardziej niż prawdziwa. Złapałam się na tym, że gdy teraz patrzę na swoją suczkę, mimowolnie utożsamiam ją z psim bohaterem tej książki i ośmielam się myśleć, że może rozumiem ją ciut lepiej. Psy to kochane stworzenia, jedyne czego od ciebie pragną to miłości, uwagi i... hej, podziel się tym mięskiem, które właśnie jesz. Sztuczka? Okej, zrobię sztuczkę. A dostanę za to psie ciasteczko? Nie? No to może się pobawimy? Popatrz, przyniosłem ci piłkę żebyś nie musiał sam po nią chodzić...!

Bohaterem książki jest Toby. A potem Bailey. Koleżka. Miś... I za każdym razem jest to tak naprawdę ten sam pies. Okazuje się, że nie tylko koty mają dziewięć żyć. Niemniej jednak ta psia reinkarnacja nie jest zupełnie bezcelowa, bowiem nasz bohater za każdym razem poszukuje sensu swojego życia. I gdy zdaje się, że już go znalazł... ponownie staje się szczeniakiem i dochodzi do wniosku, że to jednak nie było to. Dlaczego więc żyje? Co tak naprawdę musi zrobić na tym świecie, zanim odejdzie? Jaka jest jego misja? 

...(przeznaczenie) Zaprowadziło wprost do chłopca, a kochanie go i mieszkanie z nim było sensem całego mojego życia. Od tej chwili gdy się budziliśmy, aż do momentu zaśnięcia, byliśmy nierozłączni.

Niewątpliwie główną psią postacią jest Bailey, bowiem to jemu autor poświęca najwięcej miejsca i to on jako pierwszy zaznał szczęścia i miłości, posiadając własnego chłopca, Ethana. Z jego perspektywy obserwujemy losy rodziny chłopca, widzimy jak Ethan po raz pierwszy się zakochuje, rywalizuje, uczy i dorasta. A jako że to tylko pies, to opisy często są spłycone i pozbawione wszelkiego zagłębiania w motywy i uczucia ludzi. Nie jest to absolutnie wadą, a wręcz powiedziałabym, że zaletą. Bailey nie próbuje wnikać w psychikę ludzi, jest tylko zwierzęciem które wie, że jego los jest nieodłącznie z nimi związany. A jako że nasz psi przyjaciel nie wnika w plątaninę emocji i w motywy, jakie nami kierują w życiu, to często potrafi mieć bardzo ciekawe spostrzeżenia na temat człowieka. Dla niego wszystko jest proste - to my wiecznie sobie wszystko utrudniamy. Bailey interpretuje wszystko na swój psi, naiwny sposób, upraszczając mnóstwo rzeczy, a innym razem bawi nas swoimi komentarzami, w które szczerze wierzy. I nieustannie jest przekonany, że to on jest w centrum uwagi ludzi, których kocha i którzy go kochają. Warto jeszcze wspomnieć, że Był sobie pies to tak naprawdę nie jest nowa książka, tylko reedycja na potrzeby filmu, ze zmienionym tytułem i nową okładką. Wcześniej mogliście ją znać pod nazwą: Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi

Gdy brał mnie na ręce, strumień przepływającej między nami miłości był tak silny, że aż mnie ściskało w żołądku, jakby opanował go głód.

Właściwie ciężko napisać cokolwiek więcej nie zdradzając wam fabuły. Napiszę więc tylko, że Był sobie pies to bardzo ciepła historia, pełna wzruszeń, ale i zabawnych momentów. To świetna książka na jeden wieczór, tak na odstresowanie od trudów dnia, przy herbacie i paczce ciastek. Chyba nie da się jej nie lubić, a przynajmniej nie spotkałam jeszcze ani jednej negatywnej opinii. Jest trochę baśniowa, trochę komediowa, czasem pojawi się dreszczyk zagrożenia, innym razem otrzemy łzę. To książka dla każdego, ale w szczególności polecam lekturę wszystkim, którzy mają bzika na punkcie psów :)

Ocena: 8/10

"Był sobie pies", W. Bruce Cameron, Wydawnictwo Kobiece, rok wydania 2017, s. 392

3 komentarze:

  1. Kolejna osoba, która pisze o tym dziele. Ja jakoś od początku nie jestem zainteresowana ani książką ani filmem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam dużo pozytywnych opinii o tej książce. Na pewno po nią sięgnę bo jestem ciekawa psiej historii :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem właśnie po lekturze bardzo mi się podobała. Wzrusza i daje do myślenia. Dla psiarzy pozycja obowiązkowa. Pozdrawiam i zapraszam
    http://czytanienaprawdeuzaleznia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger