15 kwietnia

Legimi - co to jest i czy warto?

Być może obiło wam się o uszy, że od jakiegoś czasu istnieje coś takiego jak Legimi, czyli abonament na książki. Jak w każdym abonamencie chodzi o to, że co miesiąc płaci się jakąś określoną kwotę, a w zamian ma się dostęp do ogromnej bazy książek, którą Legimi zdążyło już stworzyć. Ta baza z roku na rok coraz bardziej się powiększa, dochodzą kolejni wydawcy, którzy wcześniej tej idei się opierali. W czasach, kiedy książkę z łatwością można ściągnąć z internetu, coś takiego jak Legimi, który jest taką internetową biblioteczką ebooków za opłatą, ma olbrzymi sens. Ale o co w tym dokładnie chodzi? Ile to kosztuje? I, co najważniejsze, czy warto?

UWAGA: Post doczekał się aktualizacji z dniem 14.11.2017. Aktualizacja tutaj.

Panie, ile za to?

My same korzystamy z Legimi od zeszłego roku. Do wyboru jest opcja z czytnikiem za złotówkę, albo bez. Kam zdecydowała się na czytnik InkBook Obsidian, ale nie wzięła go za złotówkę, tylko za 300 zł, i zawarła umowę na rok, zamiast na dwa lata. To znaczy, że przez rok mamy dostęp do ogromnej liczby książek: w tym mnóstwa nowości. Nie trzeba iść do biblioteki, nie trzeba czekać, aż ktoś zwolni egzemplarz, nie trzeba mieć układów z bibliotekarką, żeby odłożyła ci książkę pod ladę. Ebook to ebook, starczy dla każdego. Obecnie oferowany jest czytnik Inkbook Classic 2.

Jeśli nie chcemy czytnika, można wykupić sobie sam abonament na książki. Czytać można na czytniku, smartfonie, tablecie lub na komputerze. Warunkiem jest ściągnięcie aplikacji Legimi, bo to właśnie w niej będziemy pochłaniać kolejne książki. I tutaj właśnie pojawia się problem: ze względu na to, że trzeba ściągnąć aplikację, Legimi NIE DZIAŁA NA KINDLE. Amazon nie pozwala na zainstalowanie obcego oprogramowania na swoich czytnikach i mimo prób ze strony Legimi, nic się w tej sprawie nie ruszyło.


Ale jak wygląda czytanie w Legimi w praktyce? 

Jak wszystko, taka usługa ma swoje wady i zalety. Zacznijmy od działania samej aplikacji. Spowalnia ona nieco działanie czytnika, a na telefonie potrafi mnie wyrzucić do pulpitu. Nie są to jednak wady, przez które z miejsca należy Legimi skreślić. Książki zrzucamy sobie z katalogu na półkę, gdzie niestety nie da się porobić żadnych kategorii i jakoś tego wszystkiego posegregować, wszystko jest więc w jednym miejscu. Kiedy książkę chcemy przeczytać, pobieramy ją z półki i możemy przystąpić do lektury. Dopóki korzystamy z abonamentu, książki tam będą - ale kiedy przestaniemy, znikną. Trzeba pamiętać o tym, że tylko je wypożyczamy. Do półki można dodawać własne e-booki, a od jakiegoś czasu Legimi zwraca od 1 zł do 5 zł w punktach co miesiąc, w zależności od wybranego pakietu. 1 zł oznacza 10 punktów, a 10 punktu to złotówka zniżki - maksymalnie można obniżyć cenę e-booka do 50%.

Dla fanów wszelkich tabelek z danymi, aplikacja zbiera informacje o tym, ile się czyta i prezentuje to w formie ładnych słupków i procentów. Możliwe jest też zapisywanie w niej zaznaczonych cytatów. W trakcie czytania nie jest potrzebny dostęp do internetu, ale raz na 7 dni aplikacja musi mieć do niego dostęp żeby sprawdzić, czy wciąż możemy z Legimi korzystać.


Niestety, o ile w pakiecie 300, 1000 lub 1500 można czytać książki na czym tylko się chce, to już w pakiecie bez limitu nie ma tak dobrze. Z miejsca gaszę wasz entuzjazm, że weźmiecie abonament i cała wasza rodzina uzbrojona w czytniki będzie czytać bez ograniczeń za 33 zł miesięcznie. Owszem, może, ale w tej opcji z aplikacji można korzystać tylko na JEDNYM czytniku, tablecie, tablecie lub komputerze, i wreszcie na smartfonie. Smuteczek.

Baza książek

W Legimi obecnie dostępne jest ponad 18 000 tysięcy e-booków. Dostępnych jest mnóstwo nowości i bestsellerów i to właśnie na nie kładzie się największy nacisk. Brak jest książek specjalistycznych, starych czy mało znanych, ale są dostępne lektury. Najlepiej jest przed ewentualnym zdecydowaniem się na abonament przejrzeć sobie bibliotekę, żeby być pewnym, że są tam książki, na których nam zależy. W Legimi możemy znaleźć takie wydawnictwa jak Czarne, Literackie, Rebis, Czarna Owca, Nasza Księgarnia, Zysk i s-ka, Media Rodzina czy Prószyński. W ofercie dostępne są też audiobooki.

Wrażenia z abonamentu

Kam czyta na czytniku. Ja korzystam ze smartfona lub z komputera, a tablet zaklepała ciotka Kam. Jak widzicie, wszystkie opcje mamy wykorzystane, chociaż nie ukrywam, że najwygodniejszy jest czytnik. Niewątpliwą zaletą jest cena... chociaż dla niektórych może ona okazać się wadą. Ściągnięcie książki z internetu nie kosztuje nas nic, ale tutaj wchodzimy na temat legalności. A jeśli mam być szczera, korzystanie z  Legimi jest po prostu wygodniejsze. Pakiet można dobrać do swoich potrzeb, a niewykorzystane strony z poprzedniego miesiąca przechodzą na następny. Opcja bez limitu to cena dwóch książek papierowych. Gdybym miała sama wybierać, wzięłabym pewnie pakiet 1500, bo nie czytam aż tak dużo - jest to cena jednej książki.


Do dyspozycji mamy dużą liczbę książek i przede wszystkim, nowości, które każda z nas lubi czytać. W dużej liczbie przypadków same byśmy ich nie kupiły, ale chętnie przeczytały. Łatwiej też sięgnąć po książki, na które zwykle byśmy nie zwróciły uwagi. A jeśli lektura nie zachwyca, to bez żalu można ją przerwać - coś, czego byśmy nie zrobiły z książką fizycznie zakupioną, bo szkoda wydanych na nią pieniędzy (tak, wiem, że podobnie jest z biblioteką). W Legimi po prostu przerzucamy się na coś innego. Gdzieś w internecie pojawiła się opinia osoby, która wzięła najtańszy pakiet i sprawdza w ten sposób, czy dana książka mu się spodoba. Jeśli tak, po prostu ją kupuje i czyta dalej już na papierze.

Właśnie, w kwestii kupna książek papierowych. Trzeba tutaj zadać sobie pytanie, co jest dla ciebie ważniejsze. Jeśli nie trawisz e-czytania, oferta z miejsca dla ciebie odpada. Jeśli jest ci obojętne, gdzie czytasz, ale lubisz mieć książki na własność... tutaj sprawa może się skomplikować. Kam nie kupi na własność książek, które już przeczytała, bo uważa to za stratę pieniędzy. Ja kupię tylko te, które mnie zachwyciły, ale i to może się odkładać w czasie. Obie bardziej cenimy formę papierową od e-booków, ale z drugiej strony, nie wszystkie książki chce się kupić, ale chętnie się przeczyta - i tutaj Legimi jest dla nas idealne. Jest też kwestia pieniędzy: gdybyśmy chciały kupić wszystko to, co czytamy w abonamencie (szczególnie Kam, która pochłania ponad 10 książek miesięcznie), to byśmy zbankrutowały. Nie mówiąc już o miejscu w domu, które też przecież w końcu się skończy.


Kam napisała mi, że czuje przymus, żeby więcej czytać na czytniku, skoro płaci za dostęp. Skutkuje to tym, że liczba kupowanych przez nią książek w fizycznej formie drastycznie spadła. Poza tym jest zadowolona z różnorodności oferowanych książek, z nowości, z bezproblemowego dostępu do tego, co akurat chce. Przygodę z Legimi chętnie by przedłużyła, dalej w wersji bez limitu, ale rzecz jasna bez czytnika. Sam czytnik jest średni. Zdecydowanie lepszy jest Kindle. Ja sama oceniam usługę pozytywnie i gdy już ten pakiet nam się skończy, sama chętnie wykupię kolejny :)

Warto?

Warto. Cena nie jest wygórowana, a książek za to mnóstwo. Oferta "bez limitu" to marzenie dla każdego, kto pożera książki hurtowo, nie zależy mu na zatrzymaniu ich na własność i lubi być na bieżąco. Ale jeśli ktoś woli papierowe wydania od e-booków, Legimi nie jest dla niego. Tak samo, jeśli ktoś czyta zupełnie coś innego, niż jest w ofercie. Oczywiście istnieje też coś takiego jak biblioteka, która wszak jest darmowa i oferuje to samo, co Legimi, ale w wersji papierowej. W bibliotece jednak dostęp do książki jest ograniczony, szczególnie, jeśli jest to nowość. Pamiętajmy jednak, że ostatecznie chodzi o to, żeby czytać. Forma jest bez znaczenia, każdy wybierze to, co lubi najbardziej, ale Legimi z pewnością jest ciekawą opcją, na którą warto zwrócić uwagę.

13 komentarzy:

  1. Mnie ten limit trochę rozbraja XD Nie lubię, gdy ktoś mi limituje, ile mam przeczytać, a 1500 stron/miesiąc to dla mnie zdecydowanie za mało. Musiałabym brać wersje bez limitu, a i tak wolę papier, niż e-booka. Je czytam tylko, gdy muszę, albo nie umiem znaleźć jakiejś książki w papierze. Ewentualnie, gdy w domu nic nie mam do czytania, jak teraz [książki są na stancji XD].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla każdego coś innego dobrego :) Jasne, że jak ktoś nie trawi e-booków to nie ma co się oglądać za legimi. To opcja dla osób, które są otwarte na bezpapierowe książki :)

      Usuń
  2. Myślę, że chętnie bym skorzystam, jak już pójdę do pracy. :) I tak zdarza mi się czytać książki na telefonie, jeśli np. siedzę w autobusie i często nie chce mi się wyciągać książki z torby, a droga jest długa. Może nawet wzięłabym z czytnikiem, bo ma lepszy dla oczu ekran.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się zdarza czytać na telefonie głównie na nudnych wykładach, wtedy książka na telefonie bardzo się przydaje :D Jasne, że lepiej mi z czytnikiem, ale czytnik nie zawsze wezmę ze sobą, no i tutaj jest kwestia legimi - na czytniku czasem nie mam tej książki, którą chcę aktualnie czytać. Ale zdecydowanie polecam czytnik zamiast telefonu :)

      Usuń
  3. Ja mam swojego Kindle'a, ale w ogóle z niego nie korzystam, i nie pobieram również żadnych książek. Ale skoro Legimi na Kindle'a nie działa, to i tak nie mam czego rozważać, ani się czym martwić. Ogólnie to nie przepadam za e-bookami, ponieważ muszę strasznie przy nich wysilać wzrok, a ostatnio staram się ograniczyć kontakt z elektroniką, tak więc dla mnie to by nie było dobre rozwiązanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat to jest obojętne, czy czytam e-booka czy normalną książkę, ale lubię mieć fizycznie książkę w domu na półce :) Przez to, że legimi nie działa na Kindle, mój czytnik też zbiera kurz... Albo czytam w legimi, albo na papierze, a ostatnio mam fazę na kupowanie książek.

      Usuń
  4. Przyznam, że nie słyszałam o tym wcześniej :o Super, że napisałaś o tym post, przyda się na przyszłość, bo zastanawiam się od jakiegoś czasu, aby zainwestować w czytnik - targanie za każdym razem 500 stronicowej ksiażki jest nieco uciążliwe. Co prawda myślałam nad Kindle, a widzę, że aplikacja nie jest dostępna dla tego urządzenia, ale to nic - jeszcze nie kupuję, więc mam czas, żeby się zastanowić. Mimo wszystko dobrze wiedzieć o Legimi :D
    Pozdrawiam ciepło!
    Bądź tu teraz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytnik jest wybawieniem, kiedy targam mnóstwo materiałów na uczelnie, a tu trzeba jeszcze jakąś książkę wziąć do poczytania.
      Mogę tylko porównać Kindle z InkBook Obsidian i zdecydowanie wygrywa Kindle (a mam stary model, którego już nawet nie sprzedają). Wszystko szybciej się ładuje, nie zacina, plus bateria wytrzymuje dłużej. Jeśli nie będziesz chciała brać legimi, to właśnie któryś z kindli polecam :)

      Usuń
  5. Ja od kilku lat jestem posiadaczką Kindle'a i zabieram go na każde dłuższe wakacje :D Nie trzeba dźwigać tych tomiszczy ze sobą, jest lekki, czyta się dobrze, czcionka powiększana - życ nie umierać! W ogóle e-czytniki to świetna alternatywa, ale jednak jestem za dużą fanką papierowych książek, żeby przerzucić się na tylko e-czytanie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, czytnik na wakacjach to zbawienie. W zeszłym roku akurat w trakcie wyjazdu czytałam "Drogę Królów". Nie wyobrażam sobie zabrania takiej cegły na plażę :) Przy dłuższych wakacjach pewnie sprawdza się lepiej, kiedy nie trzeba pakować do walizki książek zamiast ubrań :P

      Usuń
  6. Ja od prawie dwóch lat jestem szczęśliwą posiadaczką Kindla i jestem z niego bardzo zadowolona. W podróży czy w drodze do pracy obecnie nie wyobrażam sobie żebym nie miała go przy sobie. Choć książki papierowe uwielbiam i wciąż posiadam oraz kupuję ich znaczne ilości.
    Co zaś się tyczy LEGIMI. Uważam, iż jest to dość sympatyczna inicjatywa, ale dla mnie tylko w tej wersji bez limitu. Biorąc pod uwagę, iż spędzam codziennie prawie 1,5h w drodze do i z pracy przy limitach byłabym dość mocno ograniczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak więcej czytam papierowo niż na czytniku, a przez legimi mój kindle ostatnio zupełnie się kurzy. Ale i przez to, że ostatnio kupuję dość sporo książek jak na siebie (ze 4 na miesiąc, a średnio 4 książki miesięcznie czytam :D), a i Kam ma sporo pozycji do pożyczenia, to takie bez limitu raczej mi niepotrzebne, a sama w pełni na e-czytanie nie byłabym w stanie się przerzucić.

      Usuń
  7. Skusiłyśmy się na wersję bez czytnika i bez limitu. Biorąc pod uwagę, że siostra dużo czyta zwraca nam się praktycznie po dwóch książkach. Okazało się, że aż tak nie jesteśmy przywiązane do wersji papierowej, więc nie przeszkadza nam to, że e-book zniknie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Misie czytanie podoba , Blogger