Styczeń chyba dla większości jest miesiącem wzmożonego wysiłku, natłoku zajęć i prób realizacji noworocznych postanowień. W moim przypadku cel był jeden: przetrwać. Nowy rok bardziej mnie dołuje, niż motywuje, bo oto kolejny rok minął i niewiele się w moim życiu zmieniło. Zawsze wtedy przychodzi czas refleksji, czy dobrze wykorzystuję swój czas i czy na pewno nie mogę dać z siebie więcej.
Tak czy inaczej, koniec stycznia przyjęłam z ulgą. Miniony miesiąc przyniósł mi zabójcze kombo problemów w pracy i sesji na studiach. Dodatkowo już trzeci tydzień mam zapalenie uszu i dwa razy utopiłam swój telefon, który mam od grudnia. Mam nadzieję, że to oznacza, że przeszedł on już chrzest bojowy i nic gorszego go nie spotka.
Ale! Trzeba też szukać jakichś pozytywów! W ramach rozświetlenia ponurego stycznia powiem Wam, że oddałam pierwszy rozdział pracy magiasterskiej, który promotor zaakceptował bez ani jednej poprawki. Dziadek natomiast stwierdził, że robię lepsze ciasta niż te z piekarni, co daje +100 do opinii o samej sobie. Zasmakowało mu sylwestrowe Kinder Bueno. Nie uwaliłam też jeszcze ani jednego egzaminu. No i blog mi nie umarł, a nawet więcej, bo liczba postów jest taka sama jak zwykle. W styczniu były też pierwsze urodziny Misie czytanie podoba i wciąż nie chce mi się wierzyć, że to już rok. :)
Filmy/Seriale
Sporo w styczniu obejrzałam, za to mało przeczytałam. Pierwszy był Baby Driver i przyznam się, że myślałam, że to będzie taka totalnie durna komedyjka, ale film był naprawdę fajny. Bardzo mi się podobało połączenie lekkiego, sensacyjnego klimatu z pokazaniem, że z największego bagna nie da się tak łatwo wyjść. No i bohaterowie byli sympatyczni, każdy był "jakiś". Później widziałam Solistę, do obejrzenia którego zmotywował mnie grający tam Robert Downey Jr. I tu też bardzo pozytywne zaskoczenie, bo film był świetny. To biograficzny dramat muzyczny o wiolonczeliście cierpiącym na schizofrenię. Bardzo ciepły, bardzo poruszający i świetnie zagrany. Naprawdę polecam. Widziałam też Blade Runnera 2049 i... jakie to było dobre! Poprzedni Blade Runner w ogóle do mnie nie trafił, ale ten najnowszy bardzo i kurczę, obejrzałabym go jeszcze raz. Wszystko mi się tam podobało i zdecydowanie muszę przeczytać książkę. Ostatnim filmem z tych dobrych byli Obdarowani. Gra tam Chris Evans (ten od Kapitana Ameryki). Film opowiada o Franku, który samotnie wychowuje swoją niezwykle utalentowaną matematycznie siostrzenicę. Bardzo urocze widowisko, też polecam. :)
W kwestii rozczarowań... Nie podobał mi się Bright, czyli filmowe urban fantasy od Netflixa. Strasznie mało wykorzystali potencjał, słabo zarysowali świat fantasy, a pomysły mieli świetne. No i Bright był dla mnie zwyczajnie nudny. Kolejne rozczarowanie to Liga Sprawiedliwości. Jak to oglądałam, to miałam nieodparte wrażenie sztuczności i tego, że aktorzy się w tych superbohaterów bawią jak dzieci, i to tak bardzo widać. No i męczył mnie patos w tym filmie, irytowały ujęcia na tyłek i nogi Wonder Woman, a jej dekolty były śmieszne. Bardzo kiepsko oceniam ten film, chociaż i tak było lepiej niż z Batman v Superman, którego nawet nie obejrzałam do końca. Było kilka fajnych scen, ale biorąc pod uwagę całokształt w moich oczach i tak było źle.
Na koniec wspomnę o serialu, który też mnie rozczarował... A mowa o najnowszym sezonie Wikingów. Mam wrażenie, że zostało tu już tylko mordobicie i sceny erotyczne. Niektóre wydarzenia powodowały u mnie facepalm. Nudne to się już robi. Ivar nie daje rady pociągnąć serialu, to tylko skrzywdzony psychopata, a pozostali synowie Ragnara wcale nie są lepsi. Sam Bjorn wiosny nie czyni. Kończ waść, wstydu oszczędź, producencie.
Opublikowane teksty
Garść statystyk
Wyświetlenia: 31 785 (było 25 853)
Liczba obserwatorów: 131 (było 120)
Liczba obserwatorów na facebooku: 90 (było 79)
Liczba obserwatorów na instagramie: 532 (było 479)
Co przeczytałam?
Wyjątkowo w tym miesiącu napisałam o wszystkim, co przeczytałam, więc zaskoczeń nie będzie. Mam za sobą Atlas tolkienowski, który jest takim małym dziełem sztuki i jedną z ładniejszych książek, które mam u siebie. Podobnie Rycerz siedmiu królestw ma cudowne ilustracje i bardzo przyjemną historię. Przeczytałam też Trzy Wiedźmy od Pratchetta, który zawsze poprawia mi humor i pozwala się odstresować. Chwalić zawsze i wszędzie będę też Myszy i ludzi, która to książka niesie ze sobą bardzo wiele treści na bardzo małej ilości stron.
Ogólnie rzecz biorąc stawiałam w styczniu na krótkie, niewymagające lektury i bardzo się cieszę, że o każdej udało mi się napisać. Muszę zacząć praktykowanie takiego pisania na bieżąco, bo o wiele lepiej mi to idzie. :)
A jak tam styczeń u Was?






















