Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytamy klasykę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czytamy klasykę. Pokaż wszystkie posty
04 lutego
30 grudnia
Czytamy klasykę na styczeń
No to lecimy z moim pierwszym, większym projektem. Mam nadzieję, że znajdziecie tutaj jakieś ciekawe propozycje literackie dla siebie. Pamiętajcie jednak, że to są tylko propozycje. W ramach wyzwania Czytamy klasykę możecie czytać, co tylko chcecie.
30 grudnia
Wyzwanie czytelnicze na 2019 rok. Czytamy klasykę, edycja druga
Długo się zastanawiałam, czy ruszać z tym wyzwaniem po raz drugi, ponieważ pierwszą edycję nieco zaniedbałam. Podeszłam do tego zbyt ambitnie, a i publikowanie miesięcznych podsumowań mi nie wyszło, w znacznej mierze dlatego, że przestałam widzieć w tym sens. Jest to więc dla mnie nauczka, z której będę chciała wyciągnąć jakieś wnioski, ale chciałabym, żeby to wyzwanie żyło dalej. Dla mnie, dla Was — chodzi o to, żeby motywować się do czytania, a klasykę przecież warto czytać. To nie są nudne książki, jak to zapamiętaliśmy z lektur szkolnych. Klasyka to dużo, dużo więcej niż lektury, a i podejście do książki jest kompletnie inne, kiedy czyta się ją z własnej woli.
18 maja
Niesamowita, wielowątkowa, porywająca. "Wojna i pokój" t. I-II, Lew Tołstoj
Zakochałam się. Nie potrafię inaczej zacząć tego tekstu jak tymi właśnie słowami. Lew Tołstoj złapał mnie w swoje sidła i trzyma mocno, z przebiegłym uśmiechem podtykając pod nos inne swoje dzieła. A ja w tej chwili nawet nie mam chęci sięgać po nic innego i obecnie jestem w stanie tego rozkosznego upojenia literaturą, w którym ciągle się rozpamiętuje o przeczytanych wydarzeniach, przeżywa to raz po raz i tępo patrząc w ścianę tęskni za bohaterami. Mówiąc prosto z mostu: mam książkowego kaca. I w życiu bym nie sądziła, że doprowadzi mnie do tego klasyka literatury.
15 maja
O antyutopijnym dziadku, czyli "My" Eugeniusza Zamiatina

Kiedy ktoś rzuci hasłem antyutopia, pierwsze, co zazwyczaj przychodzi na myśl to Orwell i jego Rok 1984. Jest to najsłynniejsza powieść w tym gatunku i to od niej zwykle się zaczyna jako od tej książki, którą każdy powinien choć raz w życiu przeczytać. Ewentualnie można pomyśleć Nowym wspaniałym świecie Huxleya, który jest co prawda mniej znany od Roku 1984, ale razem z Orwellem tworzy dwie najbardziej znane antyutopie. Mało kto sięga po więcej, a co za tym idzie mało kto wie, że Ci panowie najprawdopodobniej inspirowali się inną książką niejakiego Eugeniusza Zamiatina. Ten to rosyjski pisarz uznawany jest za jednego z ojców (dziadków?) antyutopii, a wręcz pada stwierdzenie, że jego My jest pierwszą antyutopią, jaka powstała.
23 marca
15 lutego
Wyzwania z klasyką. Co przeczytaliśmy w styczniu?
Dzisiaj prezentuję Wam podsumowanie styczniowych wyzwań z klasyką. Zapraszam do odwiedzania, komentowania i czerpania inspiracji przy wyborze własnych lektur.
Wszystkie linki wiszą w zakładce z wyzwaniami, ale człowiek jest istotą leniwą, więc przychodzę z pomocą. Nie jest Was dużo, więc spokojnie mogę to ogarnąć przynajmniej na ten moment. Podsumowania będę wrzucać mniej więcej w środku kolejnego miesiąca za miesiąc poprzedni, żeby każdy spokojnie zdążył podesłać mi linka.
O wyzwaniach z klasyką możecie przeczytać TUTAJ. Dołączyć można w każdym momencie.
No dobrze, to teraz zobaczmy, co fajnego przeczytaliśmy w styczniu. :)
Czytamy klasykę
- Kat Lez z Pozaświatów o Miłości w czasach zarazy Gabriela Garcia Marqueza
- Kyou z Papierowych Miast o Folwarku Zwierzęcym George'a Orwella oraz Na południe od Brazos Larry'ego McMurtry'ego
- Iwona-w o Białej gwardii Michaiła Bułhakowa
- Justyna Nalepa z Live and let read o The Horror of the Heights Arthura Conana Doyle'a
- Booklicity o Opowieści o dwóch miastach Charlesa Dickensa
- U mnie o Myszach i ludziach Johna Steinbecka
Czytamy klasykę fantasy
- Daga o Narzeczonej księcia Williama Goldmana, Małe, duże Johna Crowley'a, o Zimowej opowieści Marka Helprina oraz Oczach smoka Stephena Kinga
- U mnie o Trzech Wiedźmach Terry'ego Pratchetta
19 stycznia
O przyjaźni, odpowiedzialności i poświęceniu. "Myszy i ludzie" Johna Steinbecka
Na swój styczniowy klasyk pierwotnie chciałam wybrać inną książkę, ale ostatecznie stanęło na Johnie Steinbecku. Myszy i ludzie to już druga książka, którą czytam od tego autora, i muszę powiedzieć, że jest ona nieporównywalnie lepsza od Tortilla Flat. Ciężko mi o niej napisać, bo tyle treści można z niej wyciągnąć, że nie wiadomo, co wybrać ostatecznie. Ale gdybym chciała napisać o wszystkim, to byłyby to straszne spoilery. A ja chcę bez spoilerów. Chociaż drobne mogły się wkraść.
Myszy i ludzie to historia o dwójce przyjaciół, którzy tułają się od rancza do rancza w poszukiwaniu roboty. Już samo to, że tej roboty szukają razem jest rzeczą niecodzienną i dziwi ona innych, bo w tak ciężkich czasach każdy patrzy nie dalej niż na czubek własnego nosa. Nikt nie dba o drugiego człowieka tak, jak robi to George względem Lenniego, toteż ludzie próbują wręcz zwietrzyć tutaj podstęp (bierzesz działkę z jego zarobków?). A George o Lenniego troszczy się tak po prostu, bezinteresowne, z przyjaźni. Trzeba powiedzieć, że nie jest to rzeczą łatwą, ponieważ Lennie to człowiek upośledzony. Jest jak dziecko w ciele dorosłego człowieka, kieruje się emocjami, nie potrafi niczego zapamiętać, ciągle pakuje się w kłopoty na przykład przez chęć głaskania miękkich rzeczy. I nie ma w tym nic szczególnie złego dopóty, dopóki tymi "rzeczami" są myszy, które notabene kończą zaraz martwe, ale co, kiedy Lenniemu przyjdzie do głowy pogłaskać miły w dotyku materiał sukienki przypadkowej kobiety albo jej włosy? Co, jeśli Lennie zechciałby pogłaskać słodkie z wyglądu dziecko? Potrzymać je? Co, jeśli skończyłoby tak samo, jak mysz?
Człowiek musi mieć kogoś bliskiego. Dostaje fioła, jak nikogo nie ma. - Głos mu się łamał. - Nieważne, kim jest ten drugi, byleby tylko był. Mówię ci - zawołał - mówię ci, człowiek z tej samotności może się rozchorować.
Problem z przyjacielem George'a jest jeszcze jeden, ponieważ tworzy on niebezpieczną mieszankę dużego, bezmyślnego dziecka i dorosłego, wielkiego mężczyzny o nieprzeciętnej sile. I nawet jeśli Lennie nie chciałby nikomu wyrządzić nic złego, nie miałby na celu żadnych podłości, to i tak mógłby to zrobić. Przypadkiem. Niechcący. Przez niezrozumienie. Dlatego myszy, które Lennie nieustannie znajduje i ze sobą zabiera, zaraz są martwe. Lennie potrafi je zagłaskać na śmierć. Potrafi pogruchotać kości dłoni tylko ją ściskając. Ten człowiek nie panuje nad swoją siłą i niczego nie rozumie.
Myszy i ludzie są dla mnie piękną w swej surowości historią nie tyle o przyjaźni, ile o odpowiedzialności za drugiego człowieka. Także o poświęceniu i wyrzeczeniach, które ta odpowiedzialność za sobą ciągnie. Bo nawet jeśli George'a i Lenniego łączy przyjaźń, to bez George'a nie byłoby Lenniego. On za niego myśli, on za niego mówi, on robi wszystko, by Lenniego tłumaczyć i pomóc mu w tym świecie egzystować. Normalnym ludziom jest tutaj ciężko, a co z kimś takim jak Lennie? Może powinno się go zastrzelić jak starego, nikomu niepotrzebnego psa Candy'ego? I choć George wielokrotnie daje nam znać, że ma dość swego przyjaciela i bez niego byłoby mu na świecie łatwiej, to jednak nie potrafi go zostawić. To jest w przyjaźni piękne. A może to już chodzi o odpowiedzialność? A może to się łączy?
![]() |
| Scena ze spektaklu "Myszy i ludzie" w reżyserii Anny D. Shapiro. W roli George’a wystąpił James Franco, a w rolę Lenniego wcielił się Chris O’Dowd |
Piękna jest relacja tej dwójki. Piękne jest zaufanie Lenniego i piękne jest poświęcenie George'a. A jednocześnie dużo w tym smutku, tęsknoty i melancholii, bo Myszy i ludzie to też opowieść o niespełnionych marzeniach. Bohaterowie tej opowieści żyją snem o własnym kawałku ziemi, tęsknią za drugim człowiekiem, do którego można by się odezwać. Samotność, brak akceptacji i wyobcowanie przewija się przez całą książkę.
Niesamowite jest to, jak wiele treści zawarł John Steinbeck w tak cienkiej książce. Jak wiele mądrości i ładunku emocjonalnego. O Myszach i ludziach można by pisać długo, a wciąż miałoby się wrażenie, że coś gdzieś umknęło. To prosta opowieść o prostych ludziach, w brutalnych czasach Wielkiego Kryzysu w latach 30 XX wieku. Całość jest bardzo autentyczna, ale nie mogło być inaczej, skoro Steinbeck badał sytuację ówczesnych migrujących pracowników, a także zawarł w książce własne doświadczenia z pracy na farmie. Wszyscy jego bohaterowie są z krwi i kości. A to taka cienka książka!
- Faceci tacy jak my nie mają rodziny. Co zarobią trochę grosza, zaraz to przepuszczają. Nie mają na świecie nikogo, pies z kulawą nogą się nimi nie przejmuje.
- Ale my to co innego! - Zawołał radośnie Lennie. - Teraz powiedz o nas.
George milczał przez chwilę.
- Ale my to co innego - rzekł wreszcie.
- Bo ja...
- Bo ja mam ciebie, a...
- ...a ja ciebie!
Myszy i ludzie są więc dla mnie historią przede wszystkim o ciężarze odpowiedzialności, który przyjmujemy na siebie w chwili, w której decydujemy się zaopiekować drugim człowiekiem. Zwłaszcza upośledzonym, który sam o sobie decydować nie może. Jednak ta opowieść zostaje w nas długo ze względu na niejednoznaczną moralnie końcówkę. Rozumiem ją i jednocześnie nie rozumiem. Stanęliśmy tam przed wyborem: mniejsze zło, czy większe zło? A co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Nie wiem.
John Steinbeck pokazał nam odpowiedzialność do samego końca i sprawił, że o tej trochę ponad stu stronicowej książeczce zapomnieć trudno. Smutne to wszystko. Ale do bólu prawdziwe.
27 grudnia
Wyzwania czytelnicze na 2018 rok. Poczytajmy klasykę!
Może niektórzy z Was pamiętają, że mniej więcej od kwietnia tego roku założyłam sobie, że będę czytać jedną książkę z klasyki na miesiąc. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej, ale postanowienie nie zgubiło się gąszczu książkowych nowości i ciągle silnie we mnie tkwi.
Podczas świąt w mojej głowie zrodził się pomysł: a gdyby zrobić z tego większe wyzwanie? Takie, w którym udział moglibyście wziąć i Wy, a może i ja miałabym wtedy lepszą motywację, by klasykę czytać. W ten oto sposób prezentuję Wam poniżej nie jedno, ale dwa wyzwania czytelnicze na 2018 rok.
Pierwsze z nich polega na czytaniu książek z szeroko pojętej klasyki. Obojętne, czy jest to klasyka literatury pięknej, czy też klasyka grozy, kryminału lub fantastyki: ważne, żeby była to klasyka. Możecie więc sobie założyć, że w ramach tego wyzwania będziecie poznawać klasykę tylko jednego gatunku, a równie dobrze możecie to mieszać. Wyzwanie zostaje zaliczone, jeśli przeczytamy jedną taką książkę na miesiąc lub na kwartał
EDIT 28/12/17: Sporo osób pisze, że czytanie jednej książki z klasyki na miesiąc to podejście zbyt ambitne. Wobec tego zrobimy dwie opcje do wyboru dla obu wyzwań:
1. Czytamy jedną książkę z klasyki na miesiąc
2. Czytamy jedną książkę z klasyki na kwartał
Wybór należy do Was, napiszcie mi tylko, z którą opcją chcecie walczyć :)
EDIT 28/12/17: Sporo osób pisze, że czytanie jednej książki z klasyki na miesiąc to podejście zbyt ambitne. Wobec tego zrobimy dwie opcje do wyboru dla obu wyzwań:
1. Czytamy jedną książkę z klasyki na miesiąc
2. Czytamy jedną książkę z klasyki na kwartał
Wybór należy do Was, napiszcie mi tylko, z którą opcją chcecie walczyć :)
Drugie wyzwanie natomiast ograniczone jest tylko i wyłącznie do czytania klasyki fantasy. Dopuszczam też kanon Sapkowskiego (bezczelnie podlinkuję listę książek z kanonu, która wisi na blogu Moreni). Postanowiłam wyodrębnić fantasy ze względu na moje zamiłowanie do tego gatunku i ogromną chęć, by jak najwięcej klasyki fantasy poznać. Tak jak wyżej, wyzwanie zostaje zaliczone, jeśli przeczytamy jedną książkę z klasyki fantasy na miesiąc lub na kwartał (w przypadku serii to wciąż będzie jedna książka, a nie cała seria, która często ma po kilkanaście tomów).
Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie przyłączyć się do mnie w tych zmaganiach. A żeby zapanowała jasność, to kilka rzeczy chciałabym zaznaczyć na samym początku w punktach poniżej.
- wyzwania czytelnicze można łączyć z innymi
- wyzwanie "Czytamy klasykę" i "Czytamy klasykę fantasy" nie łączą się
- nie trzeba mieć bloga, żeby wziąć w nich udział
- czytamy jedną książkę z klasyki na miesiąc EDIT 28/12/17: lub na kwartał - wybór progu trudności zależy od Was
- aby w danym miesiącu/kwartale książka była zaliczona u mnie, trzeba napisać o niej kilka słów (np. na blogu, lubimy czytać, goodreads, facebooku) i zostawić mi linka
- linki do waszych recenzji/opinii będę linkować u siebie
- linki możecie zostawiać TUTAJ
- jeśli będziecie linkować, róbcie to według schematu: KLASYKA/KLASYKA FANTASY - MIESIĄC/KWARTAŁ - Tytuł Książki - Autor - Link, np.
KLASYKA FANTASY STYCZEŃ/I KWARTAŁ "Ziemiomorze" Ursula LeGuin http://misieczytaniepodoba.blogspot.com/2017/09/czytamy-klasyke-ziemiomorze-ursuli.html
albo
KLASYKA MARZEC/I KWARTAŁ "Władca much" William Golding http://misieczytaniepodoba.blogspot.com/2017/10/czytamy-klasyke-wadca-much-wiliama.html
- przewiduję podsumowania miesięczne lub kwartalne
- wyzwanie trwa od 01.01.2018 do 31.12.2018
- można dołączyć w dowolnym momencie
- zgłaszać można się pod tym postem
- bardzo bym chciała na koniec rozdać jakieś książkowe nagrody, ale to jest jeszcze do przemyślenia, jako że wyzwanie startuje po raz pierwszy i nie wiem, jak wyjdzie ;)
I to już wszystko. Jeśli macie jakieś wątpliwości to pytajcie śmiało w komentarzach. I przede wszystkim bawcie się dobrze!
30 września
Czytamy klasykę: "Ziemiomorze" Ursuli LeGuin
Nadrabiając klasykę fantasy w pierwszej kolejności postanowiłam wziąć się za Ziemiomorze Ursuli LeGuin. Przeczytanie całej serii zajęło mi w sumie jakieś dwa miesiące. Niektóre tomy pochłonęłam w zastraszającym tempie, nad innymi musiałam się trochę pomęczyć. Dzisiejszy tekst będzie krótkim opisem wrażeń z mojej wyprawy do krain Ziemiomorza, wyprawy pełnej magii, refleksji i piękna.
Przede wszystkim muszę napisać, że Ziemiomorze zaskoczyło mnie tym, jak odmienne od siebie potrafią być poszczególne tomy w serii, a jednak tak naprawdę skupiać się na tym samym. Pierwsze trzy części kręcą się wokół dorastania, wewnętrznej przemiany i pokonywaniu samego siebie; jest tu dużo o odpowiedzialności za swoje czyny i o rzeczach, które są (powinny być) w naszym życiu najważniejsze. Co ciekawe, każdy z tych tomów śledzi losy innego bohatera, który na kartach książki dorasta. I tak w Czarnoksiężniku z Archipelagu będzie to Ged, w Grobowcach Atuanu poznamy Tenar, a Najdalszy brzeg przedstawi nam postać młodego księcia Arrena.
Tylko dwójca tworzy jedność: świat i jego
cień, jasność i mrok. Dwa bieguny Równowagi. Ze śmierci wyrasta życie, z
życia śmierć; przez to, że są swymi przeciwieństwami, przyciągają się i
na wieki odradzają. A wraz z nimi wszystko inne: kwiat jabłoni,
migotanie gwiazd... W życiu czai się śmierć, w śmierci odrodzenie. Czym
byłoby życie bez śmierci? Niezmienną, wieczną, jednostajną wegetacją?
Czyż nie oznacza to śmierci pozbawionej odrodzenia?
Również atmosfera w tych książkach jest inna. W Czarnoksiężniku z Archipelagu podążaliśmy za Gedem, którego ścigał Cień, razem z nim uczyliśmy się magii i zaczynaliśmy rozumieć, że pewne błędy potrafią się ciągnąć za nami przez całe życie. W Grobowcach Atuanu praktycznie nie ruszamy się z jednego miejsca, a cała książka przesycona jest mrocznym, ponurym klimatem grobowców, śmierci i nieustannej ciszy. Najdalszy brzeg prezentuje nam wyprawę Arcymaga Krogulca i młodego chłopca ku nieznanemu, w której trakcie obaj, oczywiście, wkroczą na kolejny etap swojego życia. Dużo mówiło się tutaj o śmierci i jej akceptacji, idei nieśmiertelności, a w późniejszym tomie ten temat wraca. Z tych trzech książek i w ogóle z całej serii najbardziej podobał mi się tom pierwszy, ale tak naprawdę każdy z nich ma w sobie coś, co cenię. I im więcej czasu mija od momentu, w którym skończyłam czytać te książki, tym doceniam je coraz mocniej.
Późniejsze tomy nie są już dla mnie tak dobre, jak te trzy pierwsze, z wyjątkiem Opowieści z Ziemiomorza. To zbiór opowiadań, który w fantastyczny sposób dopełnia historię tej krainy i który czytało mi się tak dobrze, jak Czarnoksiężnika z Archipelagu. Najgorszym tomem jest dla mnie niewątpliwie Tehanu, czyli część czwarta w kolejności, która opowiada historię miłości dwojga doświadczonych przez życie ludzi, a także skrzywdzonej przez los Therru. Największy nacisk został tutaj położony na ukazanie zwykłej, szarej codzienności oraz trudów pracy kobiety, przez co ten tom bardziej przypomina obyczajówkę niż powieść fantasy. Przyznam, że Tehanu ogromnie mnie drażniło ukazaniem w jak najlepszym świetle kobiet, jednocześnie starając się pokazać mężczyzn od tej złej strony. Inny wiatr to opowieść o królu i jego towarzyszach, w której oczywiście chodzi o coś więcej niż tylko o kolejną wyprawę. Właściwie w całym Ziemiomorzu chodzi o coś więcej, to naprawdę piękna, filozoficzna seria fantasy, która zmusza nas do zatrzymania się i zastanowienia nad pewnymi rzeczami.
- Czy szaty czynią z nas magów? - odparł ponuro.
- Nie - odpowiedział starszy chłopak. - Choć słyszałem, że dobre wychowanie czyni z nas ludzi.
- Nie - odpowiedział starszy chłopak. - Choć słyszałem, że dobre wychowanie czyni z nas ludzi.
Biorąc się za Ziemiomorze trzeba pamiętać, że nie są to książki przesycone akcją, widowiskowymi walkami, zabawnymi scenami czy wszystkimi tymi innymi rzeczami, do których przyzwyczaiła nas dzisiejsza fantastyka. Ziemiomorze to seria bardzo nieśpieszna, gdzie pewne rzeczy trzeba czytać między wierszami, bo autorka bardziej opisuje je czynem, niż słowem. Seria nie obfituje w dialogi, przez większość czasu ma się wrażenie, że historia opowiadana jest przez niezwykle uzdolnionego bajarza przy ognisku. Nie ma tu zbyt wielu bohaterów, wszystko jest bardziej kameralne, ciche, spokojne, i jest w tym niesamowity urok. Owszem, znajdziemy tutaj magię, znajdziemy i smoki oraz pełne niebezpieczeństw wędrówki, ale trzeba się nastawiać na to, że największy nacisk został położony na dojrzałe rozważania o ludzkiej naturze, życiu i śmierci, miłości i przyjaźni, a nie na elementy rozrywkowe.
Ziemiomorze oczywiście polecam każdemu, kto chciałby się z taką klasyką fantasy zapoznać. Jest to piękna seria napisana równie pięknym, dopracowanym językiem. Pozwala się zadumać i zatrzymać w pędzie dzisiejszego świata, wyciszyć, dlatego nie można jej czytać na szybko i po łebkach. To fantastyka bardziej wymagająca, ale warta poznania, choć jak wszystko nie spodoba się każdemu.
W serii || Zwartość tomu:
1. Czarnoksiężnik z Archipelagu <- ten tom omawiałam oddzielnie
2. Grobowce Atuanu
3. Najdalszy brzeg
4. Tehanu
5. Inny wiatr
6. Opowieści z Ziemiomorza
22 czerwca
Czytamy klasykę: "Wehikuł czasu" H. G. Wells
| źródło |
Herbert George Wells uważany jest za jednego z pionierów w gatunku science-fiction. Jego najsłynniejszą powieścią jest Wehikuł czasu, który został po raz pierwszy opublikowany w 1895 roku. Od tamtego czasu powieść została dwukrotnie zekranizowana, a sama historia doczekała się wielu wydań na całym świecie. H. G. Wellsa możemy znać również z innych jego sławnych dzieł, takich jak Wojna Światów czy Wyspa Doktora Moreau, które również doczekały się filmowych adaptacji.
Wehikuł czasu to już trzecia książka z klasyki literatury, którą
recenzuję na tym blogu. Klasyka to tutaj dziwna, bo ja ogólnie się z science-fiction nie lubię. Wehikuł czasu może nie jest porywającą książką w moim odczuciu, ale ma fantastyczne spojrzenie na ludzkość i kierunek jej rozwoju. Do połowy się wynudziłam, ale potem, gdy autor rozwinął swoją wizję przyszłości na szczęście zrobiło się lepiej.
Książka zaczyna się dość niepozornie, bo od spotkania kilku dżentelmenów
przy obiedzie, na który spóźnił się Podróżnik w Czasie. Jako zapalony
wyznawca postępu i rozwoju skonstruował maszynę do podróży w czasie chcąc sprawdzić, jak daleko może rozwinąć się gatunek ludzki. Z pierwszej wyprawy wraca mocno rozczarowany, o czym opowiada przyjaciołom przy okazji tłumacząc się, dlaczego się spóźnił. Jego podróż sięgnęła roku 802 701, gdzie zamiast społeczeństwa, które daleko przewyższyłoby obecny zasób wiedzy, jak i znacząco rozwinęło kulturę, zastał ludzi, którzy
wręcz cofnęli się do epoki kamienia łupanego. Trafił do świata
absolutnego zastoju, stagnacji, gdzie ludzkość żyje sobie beztrosko w
pokoju, je tylko roślinki i nie potrafi ani rozpalić ognia, ani napisać
własnego imienia. Tych ludzi nasz bohater nazwał Elojami.
Na pociechę jednak pozostały mi te dwa dziwne białe kwiaty - zeschłe już, sczerniałe, zmięte i rozsypujące się w proch; świadczą one, że nawet wtedy, kiedy rozum i siła już znikły, uczucia wdzięczności i tkliwości wzajemnej pozostały w sercu człowieka.
To, co ujrzał Podróżnik w Czasie wstrząsnęło nim do głębi i
rozczarowało niepomiernie. Zaczyna snuć domysły, dlaczego doszło do
takiego stanu. Stawia trudne pytania i wymyśla coraz to nowsze teorie,
które z braku jego wiedzy okazują się ostatecznie błędne. Bardzo
podobało mi się to, że Podróżnik w Czasie błądził w tym świecie po
omacku razem z nami. Okazuje się, że nie wszystko było takie, jak na
pierwszy rzut oka, i w końcu odkrywa drugą, mroczną część społeczeństwa -
Morloków.
Ten podział społeczeństwa na dwie "rasy" jest najbardziej fascynującym elementem książki. Zdawałoby się, że Elojowie to wynik pogoni za konsumpcjonizmem. Nie potrafią nic zrobić samodzielnie, są jak bezmyślne dzieci, które boją się agresji. To hedoniści, którzy spędzają czas jedynie na prostej zabawie, którzy nie potrafią niczego stworzyć ani nawet myśleć. Piękni i delikatni, są zupełnym przeciwieństwem Morloków, których autor przedstawia jako wynik klasy robotniczej. Morlokowie to rasa żyjących pod ziemią krwiożerczych drapieżników, zniekształconych, humanoidalnych istot, które w jakimś stopniu zachowały umiejętność posługiwania się techniką. W momencie, w którym na scenę wchodzą Morlokowie, utopijna wizja świata, w którym człowiek osiągnął ostateczną harmonię zostaje zburzona, a czytelnik dowiaduje się, w jak beznadziejny sposób ludzkość dąży do swojego końca.
Ten podział społeczeństwa na dwie "rasy" jest najbardziej fascynującym elementem książki. Zdawałoby się, że Elojowie to wynik pogoni za konsumpcjonizmem. Nie potrafią nic zrobić samodzielnie, są jak bezmyślne dzieci, które boją się agresji. To hedoniści, którzy spędzają czas jedynie na prostej zabawie, którzy nie potrafią niczego stworzyć ani nawet myśleć. Piękni i delikatni, są zupełnym przeciwieństwem Morloków, których autor przedstawia jako wynik klasy robotniczej. Morlokowie to rasa żyjących pod ziemią krwiożerczych drapieżników, zniekształconych, humanoidalnych istot, które w jakimś stopniu zachowały umiejętność posługiwania się techniką. W momencie, w którym na scenę wchodzą Morlokowie, utopijna wizja świata, w którym człowiek osiągnął ostateczną harmonię zostaje zburzona, a czytelnik dowiaduje się, w jak beznadziejny sposób ludzkość dąży do swojego końca.
![]() |
| źródło |
Wehikuł czasu skojarzył mi się z budową wiersza, w którym zastosowaną
klamrę. Na początku naszego istnienia ludzie żyli w jaskiniach i nie
potrafi nawet krzesać ognia, a najbardziej zaawansowaną bronią była
maczuga. W roku 802 701, do którego zawędrował Podróżnik w Czasie,
wszystko wróciło do tamtych czasów. Można by powiedzieć, że zatoczyliśmy
koło. Mimo ogromnego rozwoju technologii, jaki na przestrzeni wieków
osiągnęliśmy, jedyną bronią, jaką znajduje nasz bohater jest stara,
dobra maczuga. Przeszłość zupełnie odeszła w zapomnienie, czego
pomnikiem jest zakurzone muzeum ze zmierzłych czasów. Dochodzenie do
wszystkiego od zera? Nie z tą społecznością, do jakiej wyewoluowaliśmy.
Niezbyt to optymistyczna wizja, więc Podróżnik w Czasie decyduje się
zobaczyć, co będzie dalej. O tym już nie będę pisać, ale dodam, że
zakończenie autor pozostawia otwarte, do własnej interpretacji. Czy da
się ludzkość jeszcze jakoś uratować? Czy może jesteśmy skazani na
zagładę? Odbierzemy książkę całkiem pesymistycznie, czy może zostawimy
sobie cień nadziei? Na takie pytania każdy musi już odpowiedzieć sobie
sam.
17 maja
Czytamy klasykę: "Nowy wspaniały świat" Aldous Huxley
Po "Roku 1984" Georga Orwella przyszła pora na kolejną pozycję zaliczaną do klasyki literatury. Co prawda nie wyrobiłam się z tym w kwietniu tak jak sobie początkowo założyłam, ale nie szkodzi. Dalej trzymam się swojego postanowienia, by czytać jedną książkę z klasyki na miesiąc - w maju po prostu przeczytam dwie.
Tym razem padło na "Nowy wspaniały świat" Aldousa Huxleya. Ta książka jest bardzo często wymieniana tuż obok "Roku 1984" jako jedna z lepszych antyutopii. Obie te książki przedstawiają sobą ponurą wizję przyszłości, ale są też od siebie zupełnie inne, co jest rzeczą absolutnie naturalną. Ze względu na podobną tematykę, w poniższym tekście zdarzy mi się porównać obie te książki. Gdyby ktoś był zainteresowany moją opinią na temat antyutopii Orwella, to niech kliknie tutaj.
Świat pełen był ojców – a stąd pełen marności; pełen był
matek – a stąd pełen wszelkiego rodzaju zboczeń, od sadyzmu po
czystość płciową; pełen był braci, sióstr, wujków, ciotek –
pełen szaleństwa i samobójstw
"Rok 1984" był mocny, wzbudził we mnie wiele silnych emocji, poruszył i dał do myślenia. Tam każdy człowiek był pod kontrolą, nie istniało coś takiego jak wolność, miłość, rodzina. Wszystkim rządziła totalitarna Partia z Wielkim Bratem na czele. U Huxleya natomiast człowiek również jest zniewolony, ale w przeciwieństwie do wizji Orwella, nie zdaje sobie z tego sprawy. Ludzie są szczęśliwi, przy czym to pojęcie szczęśliwości jest wypaczone do granic możliwości. Warunkowani od najmłodszych lat, przygotowywani do życia w kastach, które dla nich z góry przewidziano, nie znają innego życia niż to, które otrzymali. Mało tego, są zaprogramowani tak, by się z niego cieszyć. A gdyby naszły ich jakieś ponure myśli, zawsze można łyknąć somę, narkotyk, który momentalnie poprawia człowiekowi nastrój.
"Nowy wspaniały świat" zaczyna się wizytą studenckiej braci w Ośrodku Rozwoju i Warunkowania, gdzie sztucznie tworzy się ludzi. Są oni butlowani, produkowani masowo, przygotowywani już od płodu do roli, jaką im wyznaczono. Nie istnieje matka, ojciec, idea rodziny została uznana na archaiczną, zacofaną, zapomnianą. Panuje era Pana Naszego Forda, gdzie nie ma państw, lecz jest jedna, wielka Republika Świata. Jej hasła to "wspólność, identyczność, stabilność". Wspólność odnosi się do zawołania "każdy należy do każdego", i faktycznie tak tutaj jest; mimo, że biologiczny rozród został uznany za coś niewłaściwego, to seks już nie. W książce autor ukazał całkowitą rozwiązłość i upadek wartości moralnych. Każdy mógł z każdym, a nawet powinien, bo związanie się z jednym partnerem bądź partnerką uznawane było za nieprzyzwoitość, tak jak teraz my uznajemy podobną rozwiązłość za coś wstydliwego i haniebnego.
U Huxleya nie ma miłości. Ale jest radość. Mimo zniewolenia, ludzie są tam szczęśliwi, bowiem nie znają innego życia. Cytując autora: "szczęśliwi ludzie to tacy, którzy nie są świadomi lepszych i większych
możliwości, żyją we własnych światach odpowiednio skrojonych do ich
predyspozycji". Zapytamy więc, co jest w tym złego? Ostatecznie każdy z nas i tak dąży do szczęśliwości. Czymże jest upadek kultury, upadek religii i całego naszego systemu wartości, kiedy wreszcie jesteśmy zadowoleni z życia? Mamy zapewniony byt, rozrywki, seksualne zaspokojenie, a gdzie się nie obejrzysz, znajdziesz przeróżne wygody. Co jest więc złego w niewolnictwie, kiedy niewolnik jest szczęśliwy i nawet nie wie, że nim jest? Nie odczuwa potrzeb wyższych niż to, co jest mu ofiarowane? A jednak instynktownie odrzucamy tę wizję świata jako wypaczoną, pustą, sztuczną. Nie ma w nim prawdziwych emocji. Nie ma w nim nic prawdziwego.
Mimo faktu, że książka po raz pierwszy została wydana w 1932 roku, tak samo jak "Rok 1984" jest bardzo aktualna. Autor przestrzegał nas tutaj przed konsumpcjonizmem, przed kulturą masową, przed stawianiem pozornego szczęścia i wygód ponad wartości moralne. A w obecnych czasach obserwuje się ich postępujący upadek. Zapominamy o tym, co tak naprawdę ważne, kupując kolejne rzeczy, które chcemy mieć dla samego faktu posiadania, korzystając z używek, bezmyślnie gapiąc się w ekrany telewizorów, komputerów czy swoich smartfonów. Rozrywka, rozrywka i jeszcze raz rozrywka. Kto by się przejmował cała resztą?
"Nowy wspaniały świat" może nie jest tak mocny w odbiorze jak "Rok 1984", ale wydaje mi się bardziej realny, aktualny, prawdziwy w obecnych czasach. Skłania do wielu refleksji, do przemyśleń nad samym sobą i jest bardzo dobrą przestrogą, by nie utracić swojego człowieczeństwa w zalewie wygód, postępującej demoralizacji i masowej produkcji. Nawet czuciofilmy, o których pisał autor są już u nas, może nie w takiej formie, jaką on sobie wyobraził, ale są przecież filmy 4D. Zresztą te filmy w książce to kolejna bezmyślna rozrywka, papka, której sporo mamy i teraz. Gorąco polecam do zapoznania się z tą książką, bo warto. Czyta się ją bardzo szybko, jest napisana prostym językiem, i to po prostu jedna z tych lektur, które wypada znać.
10 kwietnia
Czytamy klasykę: "Rok 1984" George Orwell
Doszłam do wniosku, że za dużo siedzę w książkach rozrywkowych, a za mało czytam ambitniejszej literatury. No dobrze, jeśli mam być szczera, to w ogóle jej nie czytam. Wymyśliłam więc sobie, że stworzę dla siebie takie wyzwanie: przeczytam jedną książkę z klasyki w ciągu miesiąca. To nie jest dużo, zawsze gdzieś ją wepchnę (mam taką nadzieje) i tym samym zmniejszę swoje wyrzuty sumienia. W szkole lektury czytałam gdzieś do gimnazjum, ale w liceum jechałam już głównie na streszczeniach. To trochę śmieszne, że teraz na studiach sama z własnej woli chcę to wszystko czytać.
Ale jak to mówią, do wszystkiego trzeba dojrzeć.
Na pierwszy ogień poszła książka, do której już kiedyś się przymierzałam, ale rzuciłam ją po kilku stronach. Teraz pełna determinacji przystąpiłam do podejścia drugiego. "Rok 1984" George Orwella nie jest książką lekką w odbiorze, ale po pewnym czasie bardzo wciąga i wywołuje w czytelniku silne emocje. W trakcie czytania towarzyszyło mi poczucie niepokoju, grozy, atmosfera wszechobecnego zastraszenia, którą autor stworzył. Orwellowski świat podążył w kierunku bardzo czarnego scenariusza, w którym nikt z nas nie chciałby mieć żadnej roli do odegrania. To doskonała antyutopia, mroczna, straszna, taka, w której nie ma już nadziei. Narratorem historii jest Winston Smith, urzędnik, który zaczął myśleć. Ale czy wyszło mu to na zdrowie?
Wojna to pokój.
Wolność to niewola.
Ignorancja to siła.
Kiedy zaczęłam robić research w internecie na temat tej książki znalazłam interesujący fakt, że była ona w Polsce na liście książek zakazanych. Pierwsze polskie tłumaczenie powstało za sprawą Juliusza Mieroszewskiego, i zostało ono wydane na emigracji w Instytucie Literackim w Paryżu, w roku 1953. Książka była zakazana do 1989 roku ze względu na otwarte krytykowanie systemu komunistycznego. Pierwsze oficjalne wydania ukazywały się w Polsce od roku 1988, ale już w tłumaczeniu Tomasza Mirkowicza.
W "Roku 1984" istnieją trzy państwa, a raczej supermocarstwa: Eurazja, czyli Związek Radziecki, który podbił Europę i Turcję, dalej: Wschódazja, a więc Chiny oraz pobliskie państwa, oraz Ocenia, gdzie rozgrywa się akcja powieści. Ocenia obejmuje Wielką Brytanię, dwie Ameryki, Australię i Oceanię oraz południową Afrykę. Te supermocarstwa nieustannie toczą ze sobą wojnę, której żadne z nich nie może wygrać. Co jakiś czas zmieniają się sojusze, a co za tym idzie, trzeba nadpisać historię. Jeśli mieliśmy sojusz z Eurazją, a potem sprzymierzyliśmy się ze Wschódazją przeciwko Eurazji, to przecież od zawsze tak było. Wielki Brat jest wszak nieomylny.
Nic nie było twoje oprócz tych kilku centymetrów sześciennych zamkniętych pod czaszką.
W świecie Orwella człowiek nie ma żadnych praw. Jest tylko jednostką, którą należy sobie podporządkować. Społeczeństwo jest kontrolowane, nieustannie obserwowane, nie istnieje prywatność, a sposób postrzegania świata narzucony jest z góry. Nie ma wolności słowa ani wolności myśli. Za myślozbrodnię albo chociaż podejrzenie myślozbrodni możesz zostać ewaporowany - to znaczy znikasz, nagle i bez ostrzeżenia, a wszelki ślad o tobie zostaje wymazany. Nie istniejesz. Nigdy nie istniałeś, i kto śmie twierdzić inaczej, może podzielić twój los. Wszelkie wartości moralne nic tutaj nie znaczą. Miłość, przyjaźń, lojalność, braterstwo - nie istnieją. Wszystko opiera się na nienawiści. Nawet dzieci są napuszczone na rodziców i na nich donoszą w przeświadczeniu, że robią dobrze. Idea rodziny została zniszczona. Również prawda nic nie znaczy, bowiem fakty zmieniają się z dnia na dzień w zależności od tego, jak pasuje to obecnej władzy, a wszelki ślad po poprzednich "faktach" zostaje skutecznie usunięty lub zastąpiony nowymi. A jeśli cię zapytają, ile jest dwa plus dwa, musisz być święcie przekonany, że wynikiem jest pięć.
W obliczu bólu nie ma bohaterów
Warto nadmienić, że pełna inwigilacja dotyczyła urzędników: wyższych członków partyjnych oraz tych szeregowych. Proletariusze, czy też prole, nie byli tak ściśle kontrolowani ze względu na prosty fakt, że nie byli oni świadomi społecznie. Zostali uznani za niegroźnych, niewartych uwagi; to tylko robole, coś, co stawia się na równi ze zwierzętami. I choć prole stanowią w książce 85% społeczeństwa i z łatwością mogliby obalić ustrój, to tego nie zrobią, zadowalając się zaspokajaniem podstawowych potrzeb. Jednostki, które mogłyby wywołać bunt, zostają skutecznie wyłapywane przez Policję Myśli. I to jest naprawdę przerażające, bowiem zaczęłam się zastanawiać, jak bardzo ja sama jestem otumaniona i nieświadoma otaczającej mnie rzeczywistości.
"Rok 1984" pokazuje nam świat obłąkany, groteskowy. Po lekturze, nawet podświadomie człowiek zaczyna się zastawiać, ile z tego wszystkiego jest prawdą w naszej rzeczywistości i jak bardzo samemu jest się zmanipulowanym. Zdecydowanie polecam sięgnąć po tę książkę, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że każdy powinien ją w którymś momencie swojego życia przeczytać. Bo warto.
"Rok 1984", George Orwell, Wydawnictwo Muza, 2014, s. 288





















